Monday, Jan 23rd

Last update:12:41:22 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Wydarzenia hainburskie, czyli dlaczego nie powstanie czeski wariant kanału Odra – Dunaj

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Ujście Morawy do Dunaju i Park Narodowy Donau-Auen

W opublikowanym niedawno na portalu „Port Europa” artykule opisaliśmy nieczyste zagrywki Czechów, którzy lansują po trupach swój projekt kanału Dunaj – Odra – Łaba i równocześnie zwalczają bardziej zaawansowany, słowacki projekt drogi wodnej Dunaj – Wag – Odra. Jak wspomnieliśmy, z czeskiego projektu DOL realne szanse na powstanie ma jedynie kanał Odra – Łaba, który zresztą przyczyni się do marginalizacji polskiej Odry jako drogi wodnej łączącej Małopolskę i Śląsk z Niemcami. Połączenie czeskiej Morawy z Dunajem jest natomiast niemożliwe, gdyż na to nie zgodzi się Austria. Dlaczego – o tym w niniejszym artykule.


Austriaccy pseudoekolodzy

Obecnie lansowany przez Czechów projekt drogi wodnej Łaba/Odra – Morawa – Dunaj zakłada połączenie Morawy z Dunajem albo sztucznym kanałem przez terytorium Austrii, albo obecnym korytem Morawy, będącym w tym miejscu rzeką graniczną między Austrią a Słowacją. Z technicznego, ekonomicznego i przyrodniczego punktu widzenia lepszym i jedynym realnym wariantem jest wariant austriacki, czyli ta nitka, zaznaczona na poniższej mapie na niebiesko. W takim wiariancie kanał przebiegałby na austriackim terytorium po równinie i poza niewielkim odcinkiem nie kolidowałby z terenami cennymi przyrodniczo, czego nie da się powiedzieć o słowackim (zaznaczonym na czerwono) wariancie.

Źródło: www.zegluga.wroclaw.pl

Z różnych względów wariant austriacki, przynajmniej na razie, nie został zaakceptowany przez oficjalny Wiedeń. Austria po prostu nie jest zainteresowana udziałem w tym projekcie. Z jednej strony związane jest to z tradycyjną czeską austrofobią: stosunki czesko-austriackie przypominają te polsko-rosyjskie lub są jeszcze gorsze, głównie z winy czeskiej, ale to temat na osobny artykuł. Po drugie, Austria obecnie prowadzi politykę „wszystko na tory” i poza wykorzystaniem już istniejących dróg wodnych i portów nie garnie się do rozwoju żeglugi śródlądowej. Ogromną rolę w tej polityce odegrały silne w Austrii środowiska pseudoekologów, którzy podobnie jak w Polsce blokują rozwój przyjaznego środowisku transportu wodnego oraz nieemisyjnych elektrowni atomowych. I chociaż my wszyscy wiemy, że w takim antyżeglugowym nastawieniu „pseudozielonych” nie ma logiki, za to są emocje, to niestety tak właśnie sprawa wygląda – nie tylko w Polsce, ale również w Republice Austrii.

Nie mogąc dogadać się z Austriakami, czescy lobbiści projektu DOL kilka lat temu sięgnęli po alternatywny wariant połączenia Morawy z Dunajem – przez terytorium Słowacji. Wariant nierealny, czysto teoretyczny, wykorzystywany bardziej po to, by szantażować Austrię i zmusić Wiedeń do udziału w optymalnym (zaznaczonym na mapie na niebiesko) projekcie.

Otóż w wariancie bratysławskim droga wodna miałaby omijać Austrię i przebiegać korytem rzeki Morawa na tym odcinku rzeki, który stanowi granicę słowacko-austriacką. Aby uniknąć austriackich protestów, na większości tego granicznego odcinka Czesi zaplanowali, że droga wodna będzie przebiegać kanałem lateralnym, wzłuż rzeki, w całości na słowackim terytorium. I Słowacy wstępnie ten wariant zaakceptowali – oficjalna Bratysława opowiada się (zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zobowiązaniami) za równoczesnym powstaniem zarówno DOL, jak i kanału Dunaj – Wag – Odra.

Problem w tym, że jak by się Czesi nie starali, nie ma możliwości w tym bratysławskim wariancie całkowicie ominąć Austrii. Przynajmniej w rejonie Bratysławy, tam gdzie Morawa wpada do Dunaju, droga wodna musi przebiegać granicznym austriacko-słowackim odcinkiem Morawy, na co Austriacy nigdy się nie zgodzą. Dodatkowo, aby zapewnić żeglowność dolnego odcinka Morawy, na Dunaju w rejonie Bratysławy musi powstać stopień wodny. Szczegóły techniczne tego problemu opisaliśmy w tym artykule.

Hainburska rewolucja

Taki stopień wodny Bratislava – Wolfsthal rzeczywiście był już projektowany – w latach 80-tych, jako wspólne przedsięwzięcie Austrii i komunistycznej Czechosłowacji. I tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy, dlaczego Austriacy tak bardzo nie chcą słyszeć o powrocie do idei kanału Odra-Dunaj. Mianowicie, plany budowy stopnia wodnego na Dunaju w rejonie Hainburga były przyczyną największych w powojennej historii Austrii demonstracji przeciwników tego projektu. Wydarzenia hainburskie z 1984 roku były dla Austrii prawdziwą rewolucją, czymś na kształt polskiej „Solidarności” czy ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji. W naddunajskich lasach w rejonie Hainburga powstało miasteczko namiotowe, a „rewolucjoniści” okupowali te tereny tak długo, że władza w końcu zrezygnowała ze swoich planów budowy stopnia wodnego. Efektem hainburskiej rewolucji było utworzenie Parku Narodowego Donau-Auen (Dunajskie Łęgi), obejmującego również ujściowy odcinek Morawy (właśnie ten, gdzie Czesi chcą poprowadzić „omijający Austrię” kanał). Na fali wydarzeń w Hainburgu powstała też Partia Zielonych, co było wydarzeniem bez precedensu – dzięki temu została rozbita zabetonowana i niedemokratyczna scena polityczna Austrii, gdzie od II wojny światowej faktycznie zawsze rządziła wielka koalicja chadeków i socjaldemokratów.

Hainburg jako symbol demokratyzacji Austrii

Czytając o tych wydarzeniach, Czytelnik może nie za bardzo zrozumieć, dlaczego Hainburg-1984 ma takie znaczenie dla tożsamości współczesnej Republiki Austrii i dlaczego porównujemy go do naszej „Solidarności”. Przecież Polska była krajem komunistycznym, ale Austria była częścią Zachodu i oazą dobrobytu – po co więc taka hippisowska rewolucja?
Otóż to jest tylko do końca prawda. Austria w czasach powojennych była krajem, zmuszonym do lawirowania między Zachodem (do którego chciała należeć) oraz Obozem Sowieckim, który miał dużo do powiedzenia i dyktował Wiedniowi wiele rozwiązań – a ten je posłusznie realizował w duchu „nie zadzierania z Moskwą”. Jednym z nich był właśnie wspomniany stopień wodny, który był przez społeczeństwo odebrany jako narzucony przez Moskwę projekt, na który władza w Wiedniu się bez szemrania zgodziła. W zrozumieniu realiów tego okresu pomogą Państwu nasze artykuły z tego rozdziału:
http://www.porteuropa.eu/austria/polityka

Mówiąc w skrócie, w Austrii lat 1955-84 formalnie wszystko odbywało się demokratycznie i jak należy. Były normalne wybory, których nikt nie fałszował, kraj był oazą dobrobytu i państwem jak najbardziej praworządnym. Ale były dwa niuanse. Po pierwsze, ludzie mogli wybierać właściwie tylko między dwoma partiami politycznymi: socjalistami i chadekami. Po drugie, i tak wiadomo było, że po wyborach obie partie utworzą wielką koalicję – po prostu ta z nich, która zwyciężyła, otrzymywała fotel kanclerza. Po trzecie, aby pełnić jakąś funkcję publiczną, Austriacy faktycznie musieli być członkiem którejś z tych dwóch partii albo współpracujących z nią organizacji (związku zawodowego, związku pracodawców itp.). Nawet kluby emeryta czy kółka wędkarskie były powiązane politycznie – jedne stanowiły zaplecze SPO, inne OVP.

Stanowiska były dzielone według parytetu partyjnego nawet na najniższych poziomach (w urzędzie miasta czy dzielnicy) i zależnie od wyniku wyborów określoną pulę etatów przydzielano osobom zarekomendowanym przez chadeków, a inną – przez socjaldemokratów. I wreszcie po czwarte – niezależnie od tego wszystkiego, i tak rząd federalny miał w wielu sprawach mało do powiedzenia, bo o wszystkim decydowała nieformalna i nie mająca umocowania w konstytucji instytucja Partnerstwa Społecznego – odpowiednika naszej Komisji Trójstronnej.

System ten miał wiele zalet, wyciszał problemy społeczne i gwarantował ekonomiczny dobrobyt, ale na dobrą sprawę nie miał wiele wspólnego z demokracją. Austriacy aż do 1984 roku nie protestowali, bo jak wspomnieliśmy ważniejsze od pełnej demokracji były pełne portfele i wysokie standardy socjalne. A w porównaniu z sąsiednim Blokiem Sowieckim Austria i tak była wzorem demokracji. W dodatku, ludzie wciąż pamiętali, do czego prowadziły konflikty w przedwojennej I Republice, pamiętali też sowiecką okupację lat 1945-55. System może i niedoskonały, wybory niczego nie zmieniają, ale i tak jest świetnie – uważali dłuższy czas Austriacy.

Jednak w latach 80-tych nastroje społeczne zaczęły się zmieniać i ludziom coraz bardziej zaczęło przeszkadzać to, że bez względu na wynik wyborów krajem i tak rządzi ta sama klika, która z niemiecką precyzją dzieli między swoje partie stanowiska nawet na najniższym szczeblu. Ludzie (zwłaszcza młodzi, o hippisowskich nastawieniach) chcieli zmian i rozbicia systemu dwupartyjnego, wprowadzenia do życia publicznego nowej świeżości. Hainburska rewolucja była więc nie tyle protestem przeciwko samemu stopniu wodnemu, ale kroplą, która przelała czarę. W hainburskich lasach łęgowych koczowali nie tylko ekolodzy, ale też zwykli młodzi ludzie, którzy w ten sposób wyrażali swój młodzieńczy bunt – podobnie jak to było na kijowskim Majdanie czy w gdańskiej stoczni.

Bez wydarzeń hainburskich nie byłoby Austrii w UE

Hainburg-1984 był impulsem, który doprowadził do poważnych przemian politycznych i społecznych w Austrii. Z kraju „zgniłego kompromisu i zamiatania śmieci pod dywan” Austria w ciągu dziesięciu lat przekształciła się we wzorcową demokrację i wstąpiła w 1995 roku do Unii Europejskiej, co wbrew pozorom nie było takie łatwe i oczywiste.
Bezpośrednie następstwa Hainburga były trzy. Pierwszy – to rezygnacja rządu z realizacji inwestycji hydrotechnicznych na Dunaju, co pokutuje do dzisiaj (to między innymi dlatego Austria jest niechętna czeskim propozycjom żeglugowym – to się źle kojarzy). Drugi – to utworzenie Parku Narodowego Dunajskie Łęgi, dziś chluby całej Dolnej Austrii i Wiednia. I trzeci – to powstanie Partii Zielonych oraz rozwój haiderowskiej FPO, co ostatecznie przełamało wieloletni duopol chadeków i socjalistów.
Dzięki Hainburgowi Austria z kraju dwupartyjnego stała się normalną demokracją, gdzie wynik wyborów nie jest z góry ustawiony, a politycy muszą konkurować między sobą, zamiast w zaciszu gabinetów dzielić stołki. Od tego momentu możliwe stały się różne scenariusze koalicji a nie tylko układ socjaliści – chadecy, zmalała również wszechwładna rola Partnerstwa Społecznego. A społeczeństwo pokazało, że ma w tym kraju coś do powiedzenia nawet jeśli nie należy do partii, związku zawodowego czy związku przedsiębiorców.

To właśnie po wydarzeniach hainburskich w Austrii zaczęła się prawdziwa debata publiczna i zostały odgrzebane tematy, wcześniej uważane za tabu. Między innymi to wtedy zaczęto głośno mówić o współwinie Austrii w hitleryźmie i holocauscie, to wtedy zaczęto wyłapywać nazistowskich zbrodniarzy wojennych, którzy wcześniej żyli sobie nie niepokojeni przez nikogo. To dzięki Hainburgowi-1984 zrobiła się przestrzeń dla publicznej dyskusji i poddawania krytyce obowiązującego modelu komformizmu Wiednia w odniesieniu do bloku wschodniego. A to wszystko zaowocowało również zapoczątkowaniem starań o członkostwo w EWG i Unii Europejskiej, co przed wydarzeniami hainburskimi było właściwie nie do pomyślenia.

Symboli się nie rusza

Jak pisaliśmy w artykule „Austriacki fetysz nieistniejącej neutralności”, dzisiejsza Republika Austrii jest krajem, szukającym swojej własnej, nieniemieckiej tożsamości i symboli narodowych. I Austriacy mają z tym ogromny problem. Jednym z takich symboli jest powojenna neutralność, a drugim – opisane tu wydarzenia hainburskie, które zmieniły oblicze tego kraju, zerwały z wcześniejszym zakłamaniem i doprowadziły do budowy współczesnego europejskiego państwa.

Pech chciał, że pretekstem dla tych jakże potrzebnych buntów społecznych stał się właśnie protest przeciw projektowi rozwoju żeglugi rzecznej i budowie inwestycji, która dziś jest niezbędna dla realizacji projektu Dunaj – Odra – Łaba. I mówiąc o tym, że Austria za nic w świecie nie zgodzi się na użeglowienie Morawy, nie mam wcale na myśli argumentów merytorycznych, tylko właśnie tych konotacji z tym związanych. Hainburg-1984, Park Narodowy Donau-Auen i historia zablokowania inwestycji żeglugowej na Dunaju – to dla Austriaków świętość. I z im większym tupetem Czesi będą proponować budowę kanału DOL na terenie Parku Narodowego Donau-Auen, tym większe rozdrażnienie i opór będzie to w Wiedniu wywoływać. A może nawet dojdzie do powtórki „wydarzeń hainburskich”, co już całkowicie pogrzebie plany rozwoju żeglugi w rejonie Dunaju. A sentyment wobec Hainburga-1984 jest tak duży, że rzeczywiście wielu Austriaków chętnie przypomniałoby sobie czasy młodości i wyszło na barykady w proteście przeciwko żegludze. Czy naprawdę my jako polscy zwolennicy żeglugi chcemy takiego rozwoju wydarzeń?

Między innymi dlatego od kilku lat konsekwentnie piszę o tym, że jedynym realnym i możliwym połączeniem Odry z Dunajem jest słowacki projekt Drogi Wodnej Wagu wraz z planowanym na lata 2025-35 połączeniem Żylina – Bohumin, które Czesi chcą wykreślić ze swoich planów. Czeski projekt DOL ma natomiast szansę powstać najwyżej w okrojonej wersji jako droga wodna Odra – Łaba, która zamiast pomóc polskiej gospodarce, będzie służyła marginalizacji polskiej Odry i jako taka jest dla naszego kraju zdecydowanie szkodliwa.

Przedruk tego artykułu na innych stronach jest zabroniony, natomiast zachęcamy do umieszczenia linka do tej publikacji wraz z krótkim streszczeniem. Dziękujemy za zrozumienie.

 

Komentarze  

 
0 #1 jubus 2013-10-26 07:12
Ciekawy artykuł, ale trochę w nim błędów merytorycznych, związanych z Austrią i sprawami politycznymi.
Cytować
 
 
0 #2 jubus 2013-10-26 07:21
Chodzi oczywiście o to, że ruch ekologiczny w Austrii to było pokłosie takich samych ruchów, które formowały się wcześniej w RFN i innych krajach Europy Zachodniej. Przyczyna była oczywista - Zimna Wojna, amerykańskie rakiety z głowicami jądrowymi, sprzeciw wobec obecności tejże broni w Niemczech, sprzeciw wobec energii atomowej. Stąd narodził się ruch zielonych, silny szczególnie na południu Niemiec, potem to przeszło do Austrii, a te wydarzenia były tylko okazją do zademonstrowani a. Dzisiaj "ekolodzy" nie mają raczej nic do gadania, bo najsilniejsza w Austrii jest skrajna prawica, nazywana populistami. Austriacy cierpią na jakiś kompleks "okrążenia" przez rzekomo, nieprzyjazne i dzikie masy słowiańsko-madziarskie. Poza tym, Austria była członkiem EFTA wówczas, a droga do UE była tylko pokłosiem, podobnych ruchów na północy, kiedy wchodziły Norwegia, Szwecja i Finlandia. Ostatecznie, Norwegia odrzuciła ofertę, ale i pozostałe kraje, łącznie z Austrię również były sceptyczne. Myślę, że Austria będzie raczej budować tożsamość, w oparciu o kontakty z Europą Środkową, byłymi "koloniami", a nie jakieś tam wydarzenia, które dla mieszkaców Tyrolu mają niewielki znaczenie (tak sądze).
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

----

Zobacz też:

Noclegi w Bratysławie

Hotele w Wiedniu

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto