Saturday, Feb 25th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Grecja bez euro – to możliwe

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Wystąpienie Grecji ze strefy euro jest o wiele bardziej realnym wariantem, niż twierdzą greccy politycy. Wbrew temu, co można przeczytać w gazetach, wprowadzenie własnej waluty nie jest wcale aż tak skomplikowane i kosztowne.

Być może już o tym zapomnieliśmy, ale zaledwie dekadę temu podobny proces skutecznie przeprowadziło kilkanaście krajów Europy Środkowej, które znajdywały się w o wiele gorszej sytuacji gospodarczej i politycznej, niż obecnie Grecja. Czechy, Słowacja, Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia, Słowenia, Chorwacja – to tylko niektóre przykłady. Proces stworzenia własnej waluty był traktowany jako naturalna konsekwencja ogłoszenia przez te kraje niepodległości – chociaż nikt nikogo do walutowego rozwodu nie zmuszał. Spróbujmy więc ostudzić głosy twierdzące o tym, że wprowadzenie drachmy w Grecji jest niemożliwe i przypomnieć nie tak dawne czasy, gdy własną walutę tworzyli Czesi, Słowacy czy Ukraińcy.

Przykład walutowego rozwodu Czech i Słowacji jest idealnym dowodem na to, że wyjście Grecji z unii walutowej może odbyć się całkowicie bezboleśnie. Przypomnijmy: w 1992 roku również wieszczono katastroficzne wizje upadku gospodarczego Słowacji, jeśli ten kraj zdecyduje się na rozwód z Czechami i rezygnację ze względnie stabilnej i bezpiecznej korony czechosłowackiej. W momencie powstania niezależnych Czech i Słowacji 1 stycznia 1993 roku oba kraje utworzyły unię celną, pozostawiając dotychczasową walutę - koronę czechosłowacką. Jedyna zmiana polegała na zawarciu umowy międzynarodowej, regulującej zasady współpracy w ramach unii. Decyzja o tym, czy unia walutowa pozostanie, czy też zaniknie, została odłożona na później, jednak początkowo dominowało przekonanie, że stworzenie osobnych walut dla Czech i Słowacji byłoby zbyt ryzykowne i trudne w realizacji.

W czesko-słowackiej unii walutowej ten drugi kraj był zdecydowanie słabszy i było dla wszystkich oczywiste, że w przypadku rozdzielenia walut korona słowacka już na wstępie straci na wartości względem korony czeskiej. Dokładnie takie same obawy mają dzisiaj ekonomiści, dyskutujący o ewentualnym wprowadzeniu nowej drachmy. Jednak już w pierwszych miesiącach 1993 roku zapadła decyzja o likwidacji unii. Proces rozdzielenia walut miał się odbyć stopniowo: początkowo korony czechosłowackie zostały ostemplowane (po prostu naklejono na niektórych banknotach słowackie hologramy), następnie wprowadzono stopniowo nowe, czeskie i słowackie monety i banknoty. Przez jakiś czas na terenie obu krajów równolegle funkcjonowały trzy waluty. Kurs wymiany był 1:1, czyli jedną koronę czechosłowacką można było wymienić na jedną koronę czeską lub słowacką. Kurs obu koron był podczas zamiany walut sztywny, a następnie go uwolniono i rzeczywiście korona czeska umocniła się względem słowackiej. Nie było jednak żadnej katastrofy, nikt na tej wymianie nie stracił, a ostatecznie po kilkunastu latach Słowacja bez problemu spełniła wszystkie warunki i sprawnie dokonała kolejnej zmiany waluty – tym razem na euro. W obu przypadkach, tj. wprowadzenia i zaniku korony słowackiej, Słowacy oceniali ten proces pozytywnie i szybko przyzwyczaili się do nowej walutowej rzeczywistości.

Nieco trudniej ten proces przebiegał na obszarze byłego ZSRR. Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa i Estonia wprowadzały swoje waluty w warunkach totalnego chaosu, kryzysu i konfliktu z Moskwą. Dzisiejszy kryzys grecki to pikuś w porównaniu z tym kryzysem, który w latach 1990-1994 zażyły Ukraina i Białoruś. Nawet dzisiaj przeciętny Ukrainiec chętnie zamieniłby się miejscami z przeciętnym, sfrustrowanym i obrażonym na cały świat Grekiem. A jednak mimo to, Ukraina w końcu wprowadziła w 1996 roku swoją stabilną walutę – hrywnię i od 1999 roku aż do obecnego kryzysu notowała imponujący wzrost gospodarczy.

Patrząc na doświadczenia Słowacji, Ukrainy czy Litwy i porównując je z narzekaniami Greków można odnieść wrażenie, że próbuje się nam narzucić podział Europejczyków na równych i równiejszych. Otóż Ukraińcy czy Słowacy przeszli przez ten trudny proces i nikt się nad nimi specjalnie nie litował, natomiast Grecy są jakoby z innej gliny ulepieni i myśl o tym, że być może będą musieli iść w ślady Słowaków, jest nie do pomyślenia. Trudno się z takim rozumowaniem zgodzić: Grecy niczym nie zasłużyli sobie na to, by traktować ich lepiej, niż inne narody Europy.

Jak mógłby wyglądać rozwód Grecji ze strefą euro? Bardzo prosto. Bank Centralny Grecji fizycznie wyprodukowałby i przygotował do dystrybucji banknoty i monety nowej drachmy, której oficjalny kurs względem euro w dniu wymiany wynosiłby 1:1. Przez dwa tygodnie funkcjonowałyby w obiegu obie waluty, przy czym rachunki bankowe i kasy zostałyby pierwszego dnia automatycznie przeprogramowane z euro na drachmę. Oczywiście ludzie staraliby się pozbywać drachmy i zachowywać euro, co paradoksalnie przyspieszyłoby cyrkulację nowej waluty. Już w pierwszych dniach kurs kantorowy różniłby się od kursu oficjalnego (np. za 10 euro płacono by 12 drachm), a po zakończeniu okresu przejściowego zmieniłby się również oficjalny kurs. Po początkowym chaosie kurs drachmy by się ustabilizował np. na poziomie 10:13 i już po trzech miesiącach wszystko wróciłoby do normy. Jednym słowem, nie odkrywamy tu Ameryki, przez podobne procesy przechodziło w ostatnim dwudziestoleciu wiele krajów, w tym większość państw Europy Środkowej.

A co z długami, denominowanymi w euro? Tutaj jedynym wyjściem jest restrukturyzacja zadłużenia. Sposoby są dwa: kontrolowane bankructwo (np. Grecja ogłasza, że spłaci tylko 30% swego zadłużenia) lub przewalutowanie eurowego zadłużenia na drachmę po kursie 1:1. Tu również nie ma nic nadzwyczajnego: dość wspomnieć o darowaniu Polsce większości długów pogierkowskich na początku naszej transformacji gospodarczej oraz o wielu przypadkach bankructwa państwa, np. Argentyny. Skoro w naszym przypadku było to możliwe i jakoś żyjemy i się rozwijamy, to nie widzę powodów, by nie zastosować tych sprawdzonych scenariuszy również do Grecji.

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto