/Polsko-słowackie autobusy transgraniczne mają szansę ruszyć od maja 2018. Niezbędna jest jednak umowa międzyrządowa i nie wiadomo, czy Ministerstwo Infrastruktury z nią zdąży

Polsko-słowackie autobusy transgraniczne mają szansę ruszyć od maja 2018. Niezbędna jest jednak umowa międzyrządowa i nie wiadomo, czy Ministerstwo Infrastruktury z nią zdąży

1 maja 2018 – to wstępna data uruchomienia samorządowych linii autobusowych użyteczności publicznej, łączących Małopolskę z Krajem Żylińskim i Preszowskim. Prace nad uruchomieniem tych połączeń ruszyły wiosną 2017. Czas na podsumowanie, co już udało się ustalić i osiągnąć i jakie jeszcze bariery pozostały na drodze do ich uruchomienia.




Inicjatywa marszałka

Na potrzebę uruchomienia polsko-słowackich połączeń użyteczności publicznej zwracała uwagę strona społeczna oraz parlamentarzyści. W 2016 i 2017 roku interpelacje poselskie w tej sprawie złożyło kilkudziesięciu posłów ze wszystkich (oprócz PSL) stron sceny politycznej. Najbardziej konsekwentni w tym byli posłowie Dorota Niedziela (PO) i Marek Sowa (N) z Małopolski, choć interweniowali w tej sprawie także posłowie PiS (m.in. Wojciech Buczak, Barbara Bubula) i Kukiz-15 (m. in. Elżbieta Zielińska).
Posłowie w swoich interpelacjach apelowali do Ministerstwa Infrastruktury o zawarcie umowy międzynarodowej z Republiką Słowacką, która usunęłaby bariery prawne w uruchamianiu zarówno komercyjnych, jak i samorządowych połączeń transgranicznych. Ministerstwo w odpowiedzi na interpelacje wskazało, że rozważy podjęcie rozmów na temat zawarcia takiej umowy, o ile z takim wnioskiem wystąpi przynajmniej jeden samorząd lokalny. Ten warunek został spełniony w czerwcu 2017. Wówczas stosowną rezolucję do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa wystosowała Rada Miasta Krakowa, z inicjatywy radnego PO Aleksandra Miszalskiego. Rozmowy w tej sprawie mają być prowadzone 11 października, podczas posiedzenia polsko-słowackiej grupy roboczej w Katowicach.

Ministerstwo w swoich odpowiedziach wskazywało równocześnie, że inicjatywa w zakresie uruchomienia transgranicznych linii autobusowych powinna należeć do urzędów marszałkowskich. Powołując się na to stanowisko, z inicjatywy wicemarszałków Grzegorza Lipca i Leszka Zegzdy Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego rozpoczął w marcu 2017 prace nad uruchomieniem takich połączeń.

Konsultacje po polskiej stronie

Marszałkowie Lipiec i Zegzda zaczęli od przekonsultowania tego pomysłu z samorządami z powiatów Tatrzańskiego i Nowotarskiego. Chodziło o zapytanie tamtejszych burmistrzów, wójtów i starostów, czy ich zdaniem takie połączenia rzeczywiście są potrzebne. Odpowiedź samorządowców była pozytywna, czego efektem było podpisanie 5 lipca 2017 listu intencyjnego polskich samorządowców w sprawie współpracy przy uruchomieniu połączeń transgranicznych.

W liście intencyjnym wskazano wstępnie trzy linie, które zdaniem samorządowców są najbardziej potrzebne:
1) Zakopane – Sucha Hora – Oravice – Zuberec – Zverovka – Zuberec – Twardoszyn – Trstena – Jabłonka – Lipnica Wielka
2) Zakopane – Bukowina Tatrzańska – Żdiar – Tatrzańska Łomnica – Stary Smokovec – Szczyrbskie Pleso
3) Nowy Targ – Poprad.

Ta wstępna propozycja miała być następnie skonfrontowana z rzeczywistością, poddana ocenie ekspertów oraz przekonsultowana ze Słowakami. Przyjęto założenie, że początkowo wyłoniony w postępowaniu przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego przeprowadzi rozmowy w tej sprawie z przedstawicielami lokalnych samorządów słowackich z obszaru okresów (powiatów) Poprad, Kieżmark i Twardoszyn (Spisz, Tatry i Orawa). Następnie na podstawie tych konsultacji przebieg linii zostanie odpowiednio zmodyfikowany i powstaną wstępne koncepcje rozkładów jazdy. Po zakończeniu tego etapu, propozycja współpracy miała zostać przedstawiona odpowiednikowi Województwa Małopolskiego: żupanom Kraju Preszowskiego i Żylińskiego.

Konsultacje ze stroną słowacką

Na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego tymi sprawami zajmował się niżej podpisany (Jakub Łoginow) – wcześniej koordynator inicjatywy społecznej „Polska – Słowacja – autobusy”. Zlecenie trwało od 6 lipca do 19 sierpnia 2017 i objęło przeprowadzenie konsultacji ze stroną słowacką, wizje lokalne, konsultacje z mieszkańcami oraz opracowanie ekspertyz, wstępnych propozycji rozkładów jazdy i założeń w zakresie funkcjonowania tych linii, celów podróży, kosztów i promocji połączeń transgranicznych.
Letnie konsultacje były bardzo intensywne, średnio co drugi dzień odbywało się jakieś spotkanie z lokalnymi słowackimi samorządowcami, urzędnikami, aktywistami, zwykłymi mieszkańcami. Autor tych słów dotarł do wszystkich miasteczek i niemal każdej wioski na trasie projektowanych połączeń. Celem było wysłuchanie opinii wszystkich, kogo ta sprawa dotyczy, w tym zwłaszcza poznanie propozycji i obaw, które wiążą się z komunikacją transgraniczną. Wbrew pozorom, takie obawy są: wiążą się z często irracjonalnym strachem przed tym, że polscy przewoźnicy zagrożą lokalnym słowackim liniom autobusowym, te linie upadną, a kierowcy (mieszkańcy lokalnych wiosek) stracą pracę.

Takie obawy są szczególnie żywe zwłaszcza w dwóch wioskach: Żdiarze i Tatranskej Javorinie i dotychczas to one były głównym powodem, dlaczego nie powstawały komercyjne całoroczne linie autobusowe w tym regionie. Wyrażana jest też obawa, że jeśli będą autobusy, to polscy turyści nie będą mieć motywacji, by nocować na Słowacji – po prostu przenocują w Zakopanem i pojadą w słowackie Tatry, nie zostawią tam pieniędzy, zostawią za to śmieci i wrócą z powrotem, a Słowacy nic z tego nie będą mieli, oprócz zatłoczonych, zaśmieconych i zanieczyszczonych fekaliami szlaków (opinie tego typu na forach internetowych są dość powszechne). Abstrahując od tego, że w większości przypadków są to klasyczne „strachy na lachy”, takie irracjonalne obawy są faktem. Stąd też potrzeba dotarcia do każdego samorządowca oraz do lokalnych mieszkańców i szczere przedyskutowanie tych wszystkich kwestii.

Rezultaty konsultacji

Efekt konsultacji był generalnie bardzo pozytywny. Prawie wszyscy primatorzy (odpowiednik burmistrza) i starostowie (na Słowacji odpowiednik wójta) poparli ideę uruchomienia połączeń transgranicznych, zgłaszając równocześnie swoje uwagi. Negatywne stanowisko wyrazili natomiast włodarze Tatrzańskiej Javoriny i Żdiaru. Obaj samorządowcy stwierdzili, że autobus transgraniczny Zakopane – Szczyrbskie Pleso – Podbańskie, przejeżdżający przez ich wioski, nie jest im do niczego potrzebny. Ich zdaniem polscy turyści i tak nie wysiądą w Żdiarze i Javorinie, a jedynie pojadą dalej, a połączenie zagrozi lokalnej słowackiej linii przewoźnika SAD Poprad w relacji Łysa Polana – Poprad. „Turyści nam nie są potrzebni, nasi mieszkańcy potrzebują autobusów do Popradu, by dojeżdżać tam do pracy w fabrykach, na rozwój turystyki u nas nie liczymy” – stwierdzili samorządowcy.

Należy zaznaczyć, że w przeszłości były przypadki, gdy nieznani sprawcy pocięli opony w autobusach polskich przewoźników, które zatrzymały się w Żdiarze i Javorinie. Tygodnik Podhalański pisał o przypadkach polskich kierowców, którzy zaparkowali legalnie auto poza płatnym parkingiem w tych okolicach i miejscowi górale spuścili im powietrze z kół. Opór obu gmin jest też głównym powodem, dlaczego prywatny przewoźnik STRAMA ma zezwolenie na jazdę na linii Zakopane – Poprad jedynie przez 4 miesiące w roku: od 15 czerwca do 15 października. Społeczność Żdiaru i Javoriny ma nieformalny wpływ na przewoźnika SAD Poprad, który jest właścicielem dworca w Popradzie i wydaje zgodę na korzystanie przez innych przewoźników z tego dworca. Polski przewoźnik STRAMA w przeszłości był konfrontowany z zaporowymi stawkami za korzystanie z dworca, narzucano mu też zakaz kabotażu (zabierania pasażerów na słowackich odcinkach krajowych), co pozbawiało linie ekonomicznej racjonalności. Po tych półbandyckich przepychankach, doszło w końcu do kompromisu: słowaccy górale pogodzili się z kursowaniem STRAMY, ale jedynie przez 4 miesiące w roku.

Stanowiska Żdiaru i Javoriny nie podzielają pozostali słowaccy samorządowcy, przy czym ich opinia na ten temat nie do końca nadaje się do publikacji. Każdy spośród pozostałych kilkudziesięciu samorządowców uważa, że autobusy transgraniczne są potrzebne, a obawy Żdiaru i Javoriny są wydumane – delikatnie mówiąc, bo słowaccy rozmówcy używali nieco innych słów. Przy czym, oczywiście, trzeba rozmawiać o szczegółach połączeń autobusowych, tak aby były one korzystne dla wszystkich partnerów – również w kontekście pieniędzy zostawianych przez turystów.

Przykładem konstruktywnego podejścia jest stanowisko władz Miasta Wysokie Tatry – jednostki administracyjnej obejmującej popularne osady turystyczne: Tatrzańska Kotlina, Tatrzańska Łomnica, Stary Smokowiec, Podbańskie i kilka innych. Primator podczas rozmów zadał pytanie, co lokalna gospodarka z tego będzie mieć i czy nie będzie tak, że Polacy tylko przyjadą autobusami i wyjadą, nie zostawiając na miejscu pieniędzy. Udało nam się jednak znaleźć satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie. Uwzględniliśmy dwa główne postulaty primatora Mokoša: przedłużenie linii do Podbańskiego oraz wprowadzenie wieczornych kursów. Chodzi o to, by polski turysta, po zejściu ze szlaku, miał jeszcze czas by posiedzieć w Smokowcu czy Łomnicy w knajpie, zjeść tam kolację czy napić się piwa i wrócić do Polski także późniejszym autobusem – około godziny 21. Obecnie ostatni autobus (w sezonie) odjeżdża już o godzinie 17-18 – w takim wariancie turysta musi się spieszyć, by zejść ze szlaku i nie ma możliwości wydania pieniędzy na miejscu, nawet jeśli ma na to ochotę.

Rozmowy z żupanami i bariery formalno-prawne. Bez polsko-słowackiej umowy międzyrządowej się nie uda

Konsultacje z lokalnymi samorządowcami zakończyły się w połowie sierpnia. Pod koniec sierpnia wicemarszałek Grzegorz Lipiec wystosował oficjalne pisma do żupanów Kraju Preszowskiego i Żylińskiego z propozycją uruchomienia połączeń transgranicznych. W odpowiedzi na nie, niedawno odbyły się spotkania z przedstawicielami obu regionów.

Pierwszy wniosek – słowaccy partnerzy pozytywnie zareagowali na polską propozycję uruchomienia połączeń transgranicznych. To nowość, bo przez ostatnie 10 lat oba kraje samorządowe raczej nie dostrzegały problemu.

Niestety, diabeł tkwi w szczegółach. Urzędnicy Kraju Żylińskiego i Preszowskiego nie są na 100% przekonani, że w ogóle mogą organizować takie połączenia transgraniczne, mimo że Ministerstwo Transportu Republiki Słowackiej stoi na stanowisku (interpretując obecne przepisy), że tak. I zapewnia przy tym, również na piśmie, że Kraj Żyliński i Preszowski nie powinny mieć w tym przypadku żadnych wątpliwości. Urzędnicy w Żylinie i Preszowie jednak je mają, interpretują przepisy nieco inaczej.
Słowacy zwracają uwagę na kilka nieprecyzyjnych zapisów, które utrudniają podejmowanie jakichkolwiek decyzji w obawie przed oskarżeniem, że środki publiczne zostały wydanie niewłaściwie. Podobne obawy mają polscy urzędnicy.

Sprawa musi zostać rozwiązana poprzez zawarcie, najpóźniej w styczniu-lutym 2018, polsko-słowackiej umowy dwustronnej, która określi zasady organizacji przez samorządy połączeń transgranicznych użyteczności publicznej na polsko-słowackim pograniczu. Decyzja w tej sprawie należy do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa i jego słowackiego odpowiednika, przy czym oba resorty muszą działać szybko. Bez tej umowy, przy najlepszych chęciach ze strony Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, uruchomienie połączeń transgranicznych od 1 maja może się okazać niemożliwe lub poważnie utrudnione.
W najlepszym wypadku sprawa zakończy się połączeniami do granicy skoordynowanymi ze słowackimi liniami od najbliższego przystanku po słowackiej stronie. Pasażerowie będą musieli jednak ciągnąć bagaże przez 400 metrów z jednego przystanku na drugi, gdyż przepisy ograniczają możliwość wjazdu polskich autobusów na słowacki przystanek, a zwłaszcza finansowania tych 400-metrowych odcinków ze środków publicznych. Jakieś rozwiązanie to jest, ale nie o to w tym wszystkim chodzi.

Szkoda tylko, że Ministerstwo Infrastruktury nie podjęło tego tematu rok temu, gdy o to apelowaliśmy. Dobrze że teraz zaczną się rozmowy na ten temat ale jest spore ryzyko, że to musztarda po obiedzie i do 1 maja z uruchomieniem połączeń transgranicznych nie zdążymy.

Jakub Łoginow