/Bieszczadzki autobus transgraniczny mógłby połączyć Polskę, Słowację i Ukrainę

Bieszczadzki autobus transgraniczny mógłby połączyć Polskę, Słowację i Ukrainę

W 2018 roku nie powstanie, ale lato 2019 roku to bardzo realny termin na uruchomienie pierwszego transgranicznego autobusu użyteczności publicznej, łączącego Polskę i Słowację na Podkarpaciu. Najbardziej wykluczone komunikacyjnie są Bieszczady, tam też jest największe zapotrzebowanie na linię komunikacyjną, łączącą polską, słowacką i ukraińską część gór. Niniejszą koncepcję należy traktować jako naprawdę wstępną i poglądową – ale od czegoś konkretnego trzeba zacząć. Koszt takiego połączenia dla Województwa Podkarpackiego to 300 tysięcy złotych. No to zaczynamy!
Zróbmy pierwszy krok


O co chodzi? O to, żeby wyjść z zaklętego kręgu ogólnych dyskusji, że również na Podkarpaciu autobusy transgraniczne by się przydały, ale nie bardzo wiadomo jakie i gdzie. Wychodząc z doświadczeń Małopolski, trzeba po prostu zrobić pierwszy krok. Czyli po prostu usiąść i narysować pierwszą linię, ułożyć wstępny rozkład i wyliczyć koszty. A także opisać założenia: kto by z tej linii miał korzystać i dlaczego, jak by ta linia autobusowa łączyła się z innymi, już istniejącymi połączeniami w sąsiedztwie, a także jakie możliwości wycieczek górskich by się z nią wiązały. Na początek trzeba po prostu wyznaczyć na mapie kilka takich połączeń, nie opierając się na żadnych analizach ruchu, tylko na własnych doświadczeniach i intuicji. Nie mamy bowiem ŻADNYCH materiałów badawczych: skoro NIC NIE JEŹDZI, trudno jest opisać to w liczbach, a na czymś się trzeba oprzeć.

Może nawet tak być, że niektóre z odcinków zaproponowanych tras okażą się nieprzejezdne dla autobusów. Trasę trzeba będzie wówczas zmodyfikować. Może lokalne samorządy i społeczności, a także turyści, zaproponują inne rozwiązania – tak jak to było w przypadku linii transgranicznych w Tatrach i Pieninach. Ważne jest jedno – zrobić pierwszy krok, wyznaczyć konkretną trasę będącą punktem wyjścia dla dyskusji, mając na uwadze, że ostateczna wersja nie będzie miała wiele wspólnego z tą pierwotną. Tak było w przypadku Małopolski i zaproponowanej linii Zakopane – Sucha Hora – Zuberec – Twardoszyn – Trstena – Jabłonka – Lipnica Wielka, która początkowo wydawała się świetna, ale w dalszych pracach okazała się niemożliwa do realizacji w tym kształcie. Zamiast niej dopracowaliśmy się jednak innego rozwiązania: linii Kuźnice – Zakopane – Sucha Hora skomunikowanej w Suchej Horze z autobusami do Zuberca, Dolnego Kubina, Trsteny i Namestova. Mamy więc już konkret i zapadła już decyzja, by te autobusy ruszyły od lata 2018. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby samorządy lokalne Podhala nie wyznaczyły wstępnej propozycji Zakopane – Zuberec – Lipnica Wielka, która stała się pierwszym konkretem i podstawą dla dalszych prac i konsultacji.

Łączymy trzy kraje

Moja propozycja jest następująca: linia transgraniczna połączyłaby okolice pieszego i drogowego przejścia granicznego Słowacji z Ukrainą Ubl’a – Małyj Bereznyj z Ustrzykami Dolnymi. Po drodze po stronie słowackiej autobus przejeżdżałby przez najważniejsze miasteczka i wioski stanowiące bazę wypadową w „najdziksze góry Unii Europejskiej” – Bukowskie Wierchy, zwane także Wilczymi Górami. Czyli przez słowackie Bieszczady. To miejsce naprawdę niezwykłe, znajduje się tam „park ciemnego nieba” – jedno z niewielu miejsc w Unii Europejskiej, które nie jest zanieczyszczone „smogiem świetlnym”, a więc gdzie w majową czy letnią noc widać gwiazdy lepiej, niż gdziekolwiek indziej. Wrażenie niesamowite, włóczęga w tych okolicach z namiotem, spaniem na dziko i ogniskiem – to coś, co polecam każdemu miłośnikowi prawdziwych gór i dziczy. Na szczęście, uruchomienie autobusu nie sprawi, że Wilcze Góry zostaną zadeptane i odarte ze swojej dzikości – ale przynajmniej turyści-plecakowcy będą mogli jakkolwiek w te strony dotrzeć. A mieszkańcy tego najbiedniejszego fragmentu wschodniej Słowacji choć trochę zarobią na turystach, bez tego, aby zmienić charakter tych gór i przekształcić je w komercję. Zresztą, to samo można powiedzieć i o polskich Bieszczadach – dzięki autobusowi będzie choć trochę więcej turystów – ale tych prawdziwych turystów-wędrowców, kochających góry i ekologiczny transport.

Bardzo istotne jest w tej koncepcji to, że początkowy przystanek autobusu znajdywałby się w słowackiej Ubli tuż przy pieszo-rowerowo-drogowym przejściu granicznym z Ukrainą. Każdy, kto przekraczał polsko-ukraińską granicę wie, jak spore, kilkugodzinne są tam kolejki. Na przejściu w Użhorodzie jest dużo lepiej, ale i tam trzeba postać 2-3 godziny. A w Ubli granicę można przekroczyć pieszo z plecakiem w ciągu 10 minut. I to właśnie chcemy wykorzystać.

Osoby wędrujące po ukraińskich Bieszczadach, w tym polscy plecakowcy, zyskają w końcu możliwość dojazdu i powrotu do Polski. Wystarczy dotrzeć marszrutką (busikiem) lub elektryczką (pociągiem podmiejskim) do miejscowości Małyj Bereznyj. To godzina jazdy ze stolicy Zakarpacia, Użhorodu. Stamtąd 25 minut pieszo do przejścia granicznego, przy czym można liczyć na to, że jakiś kierowca podrzuci nas pod przejście autostopem. Granicę przekraczamy dość szybko pieszo i po słowackiej stronie mamy autobus do Ustrzyk. Idealna sprawa, prawda?

Nawiasem mówiąc, zyskujemy w ten sposób to, o co od 20 lat bezskutecznie zabiegają władze Obwodu Zakarpackiego: bezpośredni kontakt Zakarpacia z Polską. Zakarpacie graniczy z Polską na krótkim odcinku w Bieszczadach, od 20 lat jest forsowany pomysł utworzenia pieszo-rowerowego przejścia granicznego Wołosate-Łubnia. Dla osób wędrujących po górach – świetna sprawa. Niestety, w najbliższych latach nierealna ze względu na sprzeciw Bieszczadzkiego Parku Narodowego i brak pieniędzy. Jeżeli to przejście kiedyś powstanie, to nie wcześniej niż w 2025-2030 roku. Autobus łączący Zakarpacie (przejście graniczne w Ubli) z polskimi Bieszczadami możemy za to mieć już latem 2019 roku.

Oczywiście autobus zarówno na odcinku słowackim, jak i polskim, pełniłby rolę zwykłego autobusu lokalnego i zabierałby pasażerów w ruchu wewnątrzkrajowym, miejscowym. Ci pasażerowie zresztą generowaliby ponad 90% ruchu i zapewnialiby autobusowi może nie tyle rentowność, ale to, że nie jeździłby pusty i miałby jakieś 30-40% obłożenie, czyli właśnie tyle ile trzeba na liniach użyteczności publicznej na obszarach wykluczonych komunikacyjnie. A ta dodatkowa grupa zapaleńców, Polaków, Ukraińców i Słowaków, którzy przejechaliby całą trasę w relacji transgranicznej, zapewniłaby dodatkową frekwencję. Moim zdaniem warto.

Przykładowy rozkład jazdy i koszt transgranicznego autobusu bieszczadzkiego

Taki autobus docelowo może mógłby być całoroczny, ale największy sens ma w miesiącach ciepłych, a więc od 1 maja do 31 października. Całkowita trasa to 192 km. Przyjmując prędkość handlową 40 km/h, daje to całkowity czas przejazdu 4 godziny i 40 minut. Sporo, ale trzeba pamiętać, że przeważająca większość pasażerów będzie korzystać z tej linii na odcinkach lokalnych, a mało kto – na całej trasie. Tym niemniej, autobus powinien być komfortowy i wyposażony w toaletę, lub umożliwiać skorzystanie z niej podczas trasy – na przykład krótkie postoje na stacjach benzynowych, gdzie oprócz toalety można np. kupić kawę czy coś do jedzenia.

Autobus mógłby wyjeżdżać z Ubli około godziny 10, w takim wariancie przyjeżdżałby do Ustrzyk o 14:40. Powrót o 15:20, a więc przyjazd do Ubli o 20:00. Można więc jeszcze wieczorem przekroczyć granicę i dotrzeć do Użhorodu lub w inne miejsca, a znacznie wcześniej – w polskie i słowackie Bieszczady. Analogicznie w drugą stronę. Drugi autobus wyjeżdżałby z Ustrzyk Dolnych o 10 rano i przyjeżdżał do Ubli o 14:40. Z Ubli wyjeżdżałby do Polski o 15:20 i przyjeżdżał do Ustrzyk o 20:00.

Ile to będzie kosztować? Zakładamy, że koszt jednego wozokilometra to 4,22 zł. Są cztery kursy dziennie: dwa razy tam i z powrotem po 192 km. Mnożymy 4 x 192 x 4,22 zł i otrzymujemy kwotę 3241 zł – dzienny koszt funkcjonowania autobusu do podziału na Polskę i Słowację, bez uwzględnienia wpływów z biletów. Autobus kursowałby od 1 maja do 31 października, czyli przez 184 dni. Otrzymujemy koszt 596 344 zł, czyli nieco pół milona złotych, z czego mniej więcej połowę (tak zakładamy) pokryliby Słowacy. Samorząd Województwa Podkarpackiego musiałby wyłożyć w budżecie na 2019 rok jakieś 300 tysięcy złotych na ten bieszczadzki, transgraniczny autobus. Ocena, czy to dużo, czy mało i czy warto czy też nie warto, należy już do decydentów, przy czym należy podkreślić, że powyższe wyliczenia jak i sama propozycja mają charakter orientacyjny i powinny być wstępem oraz inspiracją dla dalszych dyskusji.

Jakub Łoginow

Polub stronę „Polska – Słowacja – autobusy” www.facebook.com/polskaslowacja