/Czechy: państwo, które nie istnieje

Czechy: państwo, które nie istnieje

Jak to Czechy nie istnieją jako państwo – spyta z pewnością większość czytelników. To z kim w takim razie graniczy Polska na południowym-zachodzie? Otóż właśnie nie z Czechami, ale z Republiką Czeską. Niby to samo, ale myliłby się ten, kto by myślał, że chodzi tu jedynie o nic nie znaczące lingwistyczne niuanse.




W większości państw świata mamy do czynienia z taką trochę snobistyczną manierą, wedle której oficjalna nazwa państwa różni się od jej nazwy potocznej. Nasz kraj oficjalnie nazywa się Rzeczpospolita Polska, choć z prawdziwą Rzeczpospolitą, czyli wspólnym państwem Polaków, Białorusinów, Litwinów i Ukraińców, obecna monoetniczna Polska nie ma nic wspólnego. Niemcy to wcale nie Niemcy, lecz Republika Federalna Niemiec. Nasz północny sąsiad to żadna Rosja, ale Rosyjska Federacja. Na wschodzie i południu nie graniczymy z żadną Białorusią ani Słowacją, lecz z Republiką Białoruś i z Republiką Słowacją. Nie mówiąc już o Królestwie Szwecji czy Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Przyzwyczailiśmy się, że kraj nie może oficjalnie nazywać się tak, jak się w rzeczywistości nazywa (czyli po prostu: Polska, Słowacja, Rosja), lecz musi być ten przyrostek: Republika, Królestwo, względnie Federacja lub Republika Federalna. Bo wtedy brzmi jakoś tak niby bardziej doniośle, poważnie, formalnie. Leczenie kompleksów, nadmierna tytułomania? Moim zdaniem tak, tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę pewną ciekawą prawidłowość. Otóż im bardziej autorytarny kraj, tym więcej takich doniosłych członów w jego formalne nazwie. A już jeżeli w oficjalnej nazwie państwa mamy słowo „Demokratyczna Republika” lub „Republika Ludowa”, to już możemy być pewni, że to jakiś kraj trzeciego świata: „demokratyczne” w nazwie są republika Konga czy Korea Północna. W tej sytuacji niezwykłym wyczuciem i zdrowym rozsądkiem wykazali się twórcy niepodległej Ukrainy, którzy 24 sierpnia 1991 roku, ogłaszając niepodległość nowego państwa zrezygnowali z bufonowatej nazwy Republika Ukrainy czy Republika Ukraińska i przyjęły genialny w swojej prostocie wybór: oficjalna nazwa Ukrainy to po prostu Ukraina. Bez żadnych „republik” i „demokratycznych, suwerennych, federalnych zjednoczonych królestw”, którymi karmi nas światowa dyplomacja, myśląc że im więcej wydumanych członów w nazwie, tym bardziej doniośle.

Mając na uwadze, że w większości przypadków oficjalna nazwa państwa jest po prostu potrzebna dyplomatom, prawnikom i nikomu więcej, zwykli ludzie nic sobie z tej tytułomanii nie robią. Czy ktokolwiek z was powiedział, że wybiera się na wycieczkę do Federacji Rosyjskiej, Republiki Federalnej Niemiec czy Republiki Słowackiej? Nie – jedziemy po prostu do Rosji, Niemiec i Słowacji, a wracamy z wycieczki nie do Rzeczpospolitej Polskiej, tylko po prostu do Polski. I te same zwyczaje językowe przenosimy również na Republikę Czeską, skracając jej nazwę po prostu na „Czechy”. A tu niespodzianka: akurat nasz południowo-zachodni sąsiad to jedno z niewielu krajów Europy, w przypadku którego użycie oficjalnej nazwy „Czeska Republika” zamiast swojsko brzmiących Czech, nie jest wynikiem zbędnej tytułomanii, ale ma swoje merytoryczne uzasadnienie. W odróżnieniu od sąsiedniej Republiki Słowackiej, która mogłaby się nazywać po prostu Słowacją – jak jej południowy sąsiad, który niedawno zmienił oficjalną nazwę z Republiki Węgierskiej na Węgry.

Republika Czeska ma jednak uzasadnienie z tego względu, że jest to de facto zlepek trzech odmiennych krajów, spośród których każdy jest formalnie równorzędny. Republikę Czeską tworzą Czechy, Morawy i Śląsk (czeski Śląsk – tam gdzie Zaolzie, Ostrawa, Bohumin i Frydek-Mistek). Te części składowe różnią się od siebie może nie tak jak belgijska Walonia od Flandrii, ale i tak dość istotnie. I to pod wieloma względami, o których w skrócie powiemy sobie poniżej.

Zajmujące jakieś 65% powierzchni państwa etniczne Czechy – to ta część Republiki Kraju, która dla nas jawi się jako kwintesencja całego państwa, a nawet całej byłej Czechosłowacji. Czechy to Praga, Karlove Vary, Pardubice, Liberec oraz znane Polakom z weekendowych wypadów przygranicznej tereny w Sudetach. Czechy to Śnieżka od czeskiej strony, Skalne Miasto i kaplica z ludzkich czaszek. Czechy to dobry wojak Szwejk, niezbyt zrozumiały język prażaków (w odróżnieniu od Moraw i Ostrawy), to ateizm przeciwstawiany często polskiemu katolicyzmowi, wręcz przysłowiowy liberalizm. Etniczne Czechy – to wszystkie te ochy i achy Mariusza Szczygła nad czeskością, która często jawi się nam jako synonim „nowoczesności”, „europejskości” i jest przeciwstawiana „polskiemu zaściankowi”. Czechy – to wypundrowane Karlove Vary i Praga, które mimo swego oczywistego uroku i walorów architektonicznych dawno straciły autentyczność i stały się skansenem dla turystów. Jednym słowem, zachodnia część Republiki Czeskiej, czyli to co rzeczywiście jest Czechami, to jest właśnie to, co my Polacy mamy na myśli, gdy mówimy „Czechy”, „czeskie”, „Republika Czeska”. A więc nie tylko zachwyty, ale też stereotyp o złym Czechu, który jest zniemczonym konformistą i nie lubi Polaków, w odróżnieniu od bardziej swojskiego Słowaka.

Tymczasem Czechy to jak by nie patrzeć tylko jakieś 65% Republiki Czeskiej. A więc część zdecydowanie dominująca, ale nie mająca wyłączności na wspólne państwo. Pozostałe dwa człony Republiki, czyli Morawy i Śląsk, nie są bowiem żadnym kwiatkiem do kożucha, ale bardzo istotnymi częściami składowymi wspólnego państwa, bez których to państwo nie byłoby tym czym jest obecnie.

Zacznijmy od Śląska, bo jego odrębność najłatwiej będzie Polakom wytłumaczyć. Czeski Śląsk różni się od Czech (powiedzmy, od Pragi) w takim samym lub nawet większym stopniu, jak Chorzów czy Bytom od Warszawy i Płocka. Zupełnie odmienna kultura, tradycje, a nawet język. Wszyscy wiemy, jak język (dialekt?) śląski różni się od literaturowego języka polskiego. I właśnie tak samo różni się język, w którym na co dzień mówią mieszkańcy Ostrawy, Bohumina czy Czeskiego Cieszyna, od języka prażaków czy mieszkańców Pardubic. Przy czym to oczywiście pewne uproszczenie: tak jak nie każdy mieszkaniec Katowic mówi po śląsku, tak samo nie każdy ostrawak mówi w lokalnym czeskośląskim dialekcie. Ale tak czy inaczej Polak bez problemu zrozumie ostrawaka (język czeski używany w Ostrawie brzmi bardziej tak jak polski czy słowacki), a może przy tym kompletnie nie zrozumieć mieszkańców czeskiej stolicy.

Do tego dochodzą różnice w tradycjach, które również łatwo nam zrozumieć. Nasz Śląsk wyróżnia się na tle reszty kraju, bo tylko tu jest takie zagłębie przemysłowe i górnicze w oparciu o węgiel kamienny. A to rodzi określoną tradycję, kulturę, górnicze zwyczaje, własne problemy i wyzwania, których reszta Polski po prostu nie zrozumie. Dokładnie tak samo jest w Czeskiej Republice: relacje między Pragą a Ostrawą są takie jak między Warszawą a Katowicami. A górniczym Katowicom i Ostrawie bliżej jest do siebie wzajemnie, niż do swoich stolic.

Z Morawami jest podobnie. Stolica kraju, czyli Brno, jest dla Czechów tym, czym dla Polaków Kraków. A więc „drugą stolicą” i miastem, które zawsze jest przeciwstawiane „wyniosłej, zadufanej w sobie, patrzącej na wszystkich z góry” Pradze. A więc Praga to odpowiednik naszej Warszawy, Ostrawa to odpowiednik Katowic, a Brno – odpowiednik Krakowa. Z tą różnicą, że u nas te różnice i animozje między miastami są mniej sformalizowane, a Śląsk i Galicja nie uchodzą za odrębne, niemal autonomiczne regiony, jakimi są de facto (ale nie de jure) czeski Śląsk i Morawy.

Brno to nie tylko drugie największe miasto republiki, ale też faktycznie „druga stolica”. U naszych sąsiadów nie do pomyślenia byłaby taka koncentracja władzy i urzędów w stolicy, jaka ma miejsce u nas. W stolicy Moraw mieści się siedziba wielu instytucji centralnych, między innymi władzy sądowniczej: to Brno, a nie Praga, jest siedzibą Sądu Najwyższego i Sądu Konstytucyjnego. Tak właśnie Czesi, Ślązacy i Morawiacy (w skrócie: obywatele Republiki Czeskiej) rozumieją równomierny rozwój kraju, poszanowanie praw regionów i oddzielenie (również terytorialne) władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej. O analogicznym rozwiązaniu w Polsce, czyli przeniesieniu do Krakowa siedziby Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i Najwyższej Izby Kontroli, możemy na razie tylko pomarzyć – u nas w odróżnieniu od Republiki Czeskiej dominującą ideologią jest warszawocentryzm.

Morawy są regionem, który różni się od Czech jeszcze bardziej, niż wspomniany wcześniej Śląsk. Morawy są bardziej katolickie, jak Słowacja i Austria, podczas gdy Czechy są przeważnie ateistyczne, a nieliczni wierzący są protestantami. Czechy są krajem typowo piwnym, a na Morawach pije się (i robi) dobre miejscowe wino. Czesi są austrofobami – Morawiakom jest pod wieloma względami bliżej do Wiednia, niż do Pragi. Młodzi mieszkańcy Pragi, urodzeni już po 1993 roku, autentycznie nie rozumieją języka słowackiego – w Brnie coś takiego byłoby nie do pomyślenia, bo tutejszy wariant języka czeskiego jest wręcz bardziej do słowackiego podobny, niż praski dialekt miejski. I tych przykładów można by mnożyć. Obrazowo mówiąc, Morawy – to coś pośredniego między właściwymi Czechami a Słowacją, przy czym mimo przynależności do Republiki Czeskiej, pod wieloma względami morawiakom bliżej do Słowaków, niż do zachodnich Czechów.

Jak już wspomnieliśmy, Czechy „właściwe” zajmują jakieś 60-65% Republiki Czeskiej. Skąd ta niejednoznaczność? Otóż mimo całego tego wyczulenia na kwestie równorzędności Czech, Moraw i Śląska, Republika Czeska nie jest państwem federalnym, lecz unitarnym. A podział administracyjny nie do końca oddaje rzeczywiste podziały etniczne. W dodatku, Śląsk i Morawy są często łączone w jedną jednostkę i razem przeciwstawiane Czechom. Typowym przykładem jest kraj (województwo) Śląsko-Morawski ze stolicą w Ostrawie, obejmujący większość ziem czeskiego Śląska, ale też północno-wschodnie Morawy. Zamiast osobnych województw (krajów) Śląskiego i Morawskiego, ziemie śląsko-morawskie są byle jak podzielone między poszczególne jednostki administracyjne, w oderwaniu od rzeczywistych granicy między historycznymi granicami Czech, Śląska i Moraw. W dużej mierze wynika to z szowinistycznych nastrojów rządzących krajem Czechów – Prażaków, którzy w tej sposób chcieli zdusić autonomistyczne nastroje Morawiaków i Ślązaków, mimo że w Brnie ani Ostrawie nie było żadnych sił separatystycznych, ludziom chodziło bardziej o poszanowanie odrębności w zakresie języka i kultury.

Mimo to, Praga o wiele chętniej dzieli się władzą stołeczną z Brnem, niż Warszawa z Krakowem czy Gdańskiem. Jak już wspomnieliśmy, w Republice Czeskiej, mimo unitarnego charakteru państwa, istnieje powszechne przekonanie o konieczności deglomeracji władzy. Czyli o tym, że siedziby urzędów centralnych niekoniecznie muszą mieścić się w stołecznej Pradze: duża część z nich (władza sądownicza i nie tylko) jest w „drugiej stolicy” – Brnie, część jest rozproszona po innych ośrodkach, np. znajduje się w Ostrawie.

Na koniec dodajmy, że odrębność Czech i łącznie traktowanych Śląska-Moraw ma głębokie podstawy historyczne. Po ogłoszeniu państwowości przedwojennej Czechosłowacji w 1918 roku państwo to składało się oficjalnie z czterech części składowych: Czech, Śląska-Moraw, Słowacji i Rusi Podkarpackiej (dziś ukraińskie Zakarpacie). A więc wbrew nazwie nie była to tak naprawdę Czechosłowacja, ale Czecho-Morawośląsko-Słowacjo-Zakarpacie. Przy czym dwie z tych części składowych: Czechy i Słowacja, w odrodzonej po I wojnie światowej państwie dominowały, stąd Czechosłowacja.

I jeszcze ciekawostka: jeszcze w 1985 roku totalną abstrakcją wydawała się niepodległość Słowacji, mimo że jest to kraj z zupełnie inną (węgierską, a nie austriacko-niemiecką) tradycją, który już w latach 1939-45 był formalnie osobnym państwem. Tak samo dzisiaj nikomu do głowy nie przyjdzie ogłoszenie niepodległości przez Śląsk i Morawy. I do tego na pewno nie dojdzie. Ale to nie oznacza, że Zaolzie, Ostrawa i Brno to Czechy. Nie, to są owszem lojalne wobec Pragi części składowe Republiki Czeskiej, ale z własną, nieczeską tradycją i tożsamością, którą zresztą Czesi szanują. I stąd właśnie narodowość śląska i morawska w spisach powszechnych, stąd to wyczulenie obywateli wspólnego państwa na to, by używać nawet w mowie potocznej nazwy Czeska Republika, a nie Czechy. Bo powiedzieć, że Brno czy Ostrawa to Czechy, to tak jak nazwać Dąbrowę Górniczą czy Zawiercie Śląskiem: to przecież nie Śląsk, a Zagłębie i wbrew pozorom jest to ogromna różnica – mimo że wszystko to jest częścią Województwa Śląskiego i nikt tego nie kwestionuje. Tak samo z relacjami Czechy – Śląsk – Morawy: o żadnych żądaniach autonomii czy niepodległości tu nie ma mowy, wszystkim jest dobrze w ramach wspólnej Republiki Czeskiej, ale każdego Ślązaka i Morawiaka wkurza to, że obcokrajowcy nazywają ich ziemie Czechami. O czym powinniśmy pamiętać i my, jadąc na wycieczkę w te strony. Jakby to dziwnie nie brzmiało, ale warto nauczyć się mówić „Czeska Republika” zamiast swojskiego „Czechy”. I mieć przy tym świadomość faktu, że słowo „Czechy” to wcale nie jest skrót od tej formalnej nazwy państwa, lecz pojęcie oznaczające tylko jeden z regionów tego wspólnego, czesko-śląsko-morawskiego państwa, które graniczy z nami od południowego zachodu.

Jakub Łoginow