Monday, Jan 16th

Last update:06:39:05 AM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Czesi oferują Polsce żeglugowe Niderlandy

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 

Fot. Wikipedia. Na zdjęciu - Droga Wodna Wagu

Od kilku lat w Polsce trwa zmasowany lobbing czeskich środowisk opowiadających się za budową gigantycznego projektu DOL, czyli drogi wodnej Dunaj – Odra – Łaba. Czechom udało się wytworzyć wśród polskiego środowiska żeglugowego przeświadczenie, że po czeskiej stronie DOL ma pełne poparcie władz, a projekt nie może ruszyć jedynie wskutek oporu polskiej administracji. Nic bardziej błędnego – projekt DOL jest i jeszcze długo pozostanie wirtualny, w odróżnieniu od konsekwentnie realizowanego słowackiego kanału Odra – Wag – Dunaj, który ma szansę powstać w latach 2025-35. Ma szansę, o ile nie zostanie zablokowany przez… Czechów.


Tradycyjna polska czechofilia

O tym, jak bardzo antyżeglugowym krajem jest Polska, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. W naszym kraju jedynie 0,3% towarów jest przewożonych przyjaznym środowisku transportem rzecznym, podczas gdy w Niemczech jest to około 1/3, a w Belgii i Holandii kilkadziesiąt procent. W związku z tym nasi zwolennicy żeglugi śródlądowej słusznie zwracają uwagę, że gorzej niż w Polsce nie ma już nigdzie – każdy z naszych sąsiadów o wiele lepiej dba o żeglugę, niż Polska.

Lepiej niekoniecznie znaczy jednak dobrze. W Czechach i na Ukrainie sytuacja żeglugi śródlądowej nie jest tak tragiczna jak u nas, ale również różowa nie jest. Tym niemniej, w Republice Czeskiej istnieje bardzo silne lobby żeglugowe, zgromadzone wokół strony www.d-o-l.cz i czasopisma „Plavba a vodní cesty”, które od kilku lat bardzo aktywnie propaguje pomysł budowy drogi wodnej Dunaj – Odra – Łaba. I chociaż jak na razie efekty tych starań są podobne do efektów naszych zwolenników budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną (dużo się o tym mówi, a sprawa nie rusza z miejsca), to w Polsce wytworzyło się przekonanie, że DOL jest realnym projektem i ma poparcie czeskich władz.

A jeśli dodamy do tego tradycyjną polską czechofilię, to mamy już gotowy obraz sytuacji. W rzeczywistości sytuacja czeskiej żeglugi śródlądowej jest równie opłakana, jak polska. Zwolennicy DOL od kilku lat bezskutecznie zabiegają o wsparcie władz, zderzając się z takimi samymi problemami, jak w Polsce: z dywersją ekoterrorystów i niechęcią czeskiej administracji. Ale w Polsce i tak obowiązuje przekonanie, że wszystko co czeskie jest lepsze niż nasze – odnosi się to również do bezkrytycznego przyjmowania deklaracji zwolenników DOL i odnoszenia się do ich wyobrażeń na temat przyszłości jak do realnego stanu na dziś.

Kanał DOL powstanie najwcześniej w 2030 roku

Jedyne, czego Czechom nie brakuje, to mnogości wizji, artykułów i konferencji na temat DOL. Problem w tym, że o kanale od kilku lat bardzo dużo się mówi, ale niewiele robi. Zresztą identycznie jak w Polsce, gdzie nasza była wiceminister infrastruktury również pojawiała się na każdej konferencji żeglugowej i miała usta pełne frazesów o tym, że rząd tak dba o żeglugę i już-już za chwilę Polska będzie żeglugowym rajem. Dokładnie tak samo jest w Czechach: z tych wszystkich konferencji i deklaracji o tym, jak wiele zalet ma DOL absolutnie nic nie wynika, a projekt cieszy się znikomym poparciem w czeskim społeczeństwie.

Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że w bieżącym roku coś rzeczywiście drgnęło i czeska władza, wcześniej niechętna projektowi, zaczęła realnie rozważać jego realizację. Przełomowym momentem były marcowe wybory prezydenckie, w których zwyciężył gorący zwolennik DOL, Miloš Zeman. Ma to oczywiście ogromne znaczenie, ale nie decydujące – Czechy są bowiem podobnie jak Polska republiką parlamentarną, a kompetencje i możliwości Zemana są nawet mniejsze, niż u Komorowskiego. Nawiasem mówiąc, nasz prezydent również w ostatnim czasie zadeklarował poparcie dla kanału Odra – Dunaj: a jak to się przełożyło na żeglowność polskiego odcinka Odry, sami widzimy.

Prawdą jest też, że oprócz Zemana (który niewiele może) projekt DOL popiera kilka rządowych instytucji. Między innymi Ministerstwo Transportu oraz Zarząd Dróg Wodnych (Ředitelství vodních cest ČR). Problem w tym, że w rządzie jest równie wiele zdecydowanych przeciwników inwestowania w DOL. Ministerstwo Środowiska kategorycznie opowiada się przeciwko i uważa, że realizacja DOL negatywnie wpłynie na ochronę przyrody (skąd my to znamy?), Ministerstwo Finansów jest niechętne przeznaczaniu na ten cel środków budżetowych (dlatego w grę wchodzi partnerstwo publiczno-prywatne i dotacje unijne). W rządzie trwają więc przepychanki między zwolennikami i przeciwnikami projektu, efektem czego jest znana z polskich realiów (choćby z walki o kanał przez Mierzeję Wiślaną) taktyka chowania głowy w piasek i przeciągania procedur, nie mówiąc inwestycji ani tak, ani nie.

W praktyce wygląda to tak, że czeski rząd stara się zrobić wrażenie, że inwestycję cały czas analizuje – ale robiąc to w ten sposób, by nigdy nie podjąć wiążącej decyzji. Ciągle zlecane są nowe i nowe analizy, ekspertyzy itp., na których pewne środowiska robią całkiem niezłe pieniądze (tak tak, Czechy wcale nie są takie „zachodnie” i „europejskie”, jak się to wydaje naszym czechofilom). – Łącznie budowa będzie kosztować co najmniej 250 miliardów koron, a nawet może być większa, gdyż nasze szacunki dotyczą kosztów z roku 2005. I z tego powodu początek realizacji D-O-L nie będzie możliwy wcześniej niż około roku 2030 – powiedział niedawno w rozmowie z portalem novinky.cz rzecznik Ministerstwa Rozwoju Regionalnego Martin Novák.

Zdaniem portalu novinky.cz, również gorące i aktywne poparcie Zarządu Dróg Wodnych nie jest przypadkowe. Instytucja ta jest bowiem… przewidziana do likwidacji, co pokazuje, jak czeska władza odnosi się do żeglugi (wcale nie lepiej, niż polska). Przyczyna likwidacji jest banalna – w Czeskiej Republice, w odróżnieniu od sąsiedniej Słowacji, praktycznie nie istnieje żegluga śródlądowa i nie ma żeglownych szlaków wodnych, jeśli nie liczyć kanałów turystycznych. Dlatego utrzymywanie tej instytucji jest zbędne. Jedyną szansą na utrzymanie posad przez urzędników jest właśnie realizacja DOL, gdyż tylko wtedy Zarząd Dróg Wodnych będzie miał się czym realnie zajmować.

Austriacy są przeciwni


Jednak największe przeszkody dla realizacji DOL wcale nie polegają na niechęci urzędników i ogromnych kosztach. Polskim partnerom umyka uwadze drobny fakt, że Czesi za bardzo nie mogą nam proponować połączenia Odry z Dunajem, gdyż… po prostu nad Dunajem nie leżą. Co najwyżej w gestii czeskiej władzy może być budowa drogi wodnej Odra – Łaba i połączenie jej ślepym kanałem z rzeką Morawą do Brzecława, gdyż dalsze poprowadzenie tej drogi wodnej wymagałoby udziału w tym projekcie Austrii. A Austriacy są tej inwestycji zdecydowanie przeciwni i z pewnych względów, o których napiszemy w osobnym artykule, zdania nie zmienią.

Czeskie nadzieje na obejście Austrii i poprowadzenie kanału między Brzecławem a Bratysławą przez terytorium Słowacji są krótko mówiąc zwykłym mydleniem oczu i liczeniem na to, że „jakoś to będzie”. Otóż nie będzie, a dlaczego – o tym można przeczytać w TYM ARTYKULE.

W tej sytuacji Czesi słusznie robią akcent nie tyle na połączeniu Odra – Dunaj, ale na użeglowieniu czeskiego odcinka Łaby. To jedyny realny i rzeczywiście realizowany (choć z oporami) fragment projektu DOL. Jak można przeczytać w czasopiśmie „Plavba a vodní cesty”, użeglowienie Łaby jest dla Czech nawet ważniejsze od połączenia z Odrą i Dunajem, a to z tego względu, że umożliwi Czechom dostęp do morza Północnego i do portu w Hamburgu. A tutaj niemal wszyscy autorzy są zgodni: to Hamburg ma być dla Czechów oknem na świat, a nie żaden Szczecin czy tym bardziej Gdańsk. Tak więc realizacja projektu DOL będzie miała i ten uboczny skutek, że całkowicie pogrzebie polskie nadzieje na to, że polskie porty przejmą choć część czeskiego tranzytu.

Każdy ma swoje interesy

W tym aspekcie DOL jest projektem raczej niekorzystnym dla polskiej gospodarki morskiej i pogłębiającym izolację transportową Polski – w odróżnieniu od kanału stricte Odra – Dunaj, realizowanego przez Słowaków i zażarcie zwalczanego przez stronę czeską (o tym w dalszej części artykułu).

Realizacja drogi wodnej Odra – Łaba sprawi, że polska Odra straci swoje obecne przynajmniej potencjalne znaczenie tranzytowe w drodze do Niemiec. Zamiast płynąć z Koźla do Niemiec przez Wrocław, statki rzeczne będą kierować się na Ostrawę i kanał Odra – Łaba. Polski odcinek Odry (poza górną częścią w rejonie Koźla) można będzie więc zaorać, co zresztą jest zgodne z intencją Czech i Niemiec. Przypomnijmy: Czechy nie poparły polskich starań o wpisanie Odry do sieci TEN-T, a Niemcy podjęły decyzję, że nie będą inwestować w poprawę parametrów Odry granicznej i dróg wodnych leżących w byłej NRD. Oczywiście w obu sprawach jak najbardziej zawalił polski rząd, ale nie bądźmy naiwni – pod tym względem Praga i Berlin wcale nam nie sprzyjają i raczej chcą Polskę wykluczyć z gry, a nie nam pomóc.

Musimy nareszcie zrozumieć, że każdy kraj ma swoje interesy i nieraz twardo o nie zabiega, stosując zagrywki nie mające nic wspólnego z dobrosąsiedzkimi stosunkami. W interesie Czech jest to, by przyszły kanał Odra – Łaba przejął całość tranzytu ze Śląska i Małopolski do Europy Zachodniej. Z punktu widzenia czeskiej gospodarki najlepszym wariantem byłoby, gdyby Odra była żeglowna w Polsce tylko w rejonie Koźla plus aby powstał Kanał Śląski, łączący ją z Krakowem, natomiast między Koźlem a Wrocławiem najlepiej niech będzie żeglugowa dziura. Dlatego to logiczne i z ich punktu widzenia jak najbardziej zasadne, że Czesi nie poparli polskich starań o modernizację Odrzańskiej Drogi Wodnej, pozbywając się w ten sposób potencjalnej konkurencji.

Z kolei w polskich interesach leży sprawa zupełnie przeciwna. Mianowicie dla nas najlepszym wyjściem byłoby powstanie kanału Odra – Wag – Dunaj, modernizacja Odry i kanałów Odra-Szprewa i Odra-Hawela, budowa Kanału Śląskiego i niepowodzenie czeskich starań o budowę połączenia Odra – Łaba. W takiej sytuacji Polska miałaby wyłączność na tranzyt między Dunajem a Bałtykiem i tylko jednego konkurenta na szlaku Dunaj – Niemcy (kanał Ren-Men-Dunaj). Takie są brutalne realia i musimy sobie uświadomić, że tam gdzie w grę wchodzą wielkie pieniądze, nie ma miejsca na sentymenty.

Czesi brutalnie wykluczają z gry Słowaków

Potwierdzeniem tych słów są ostatnie starania Czechów o storpedowanie słowackiego projektu Odra – Wag – Dunaj, który w odróżnieniu od DOL nie jest projektem wirtualnym, lecz jest konsekwentnie realizowany od początku lat 90-tych. A nawet wcześniej, gdyż kaskada wodna Wagu powstała (co prawda, tylko do celów energetycznych, przeciwpowodziowych, melioracyjnych i rekreacyjnych) jeszcze w czasach komunistycznych, począwszy od lat 50-tych.

Dodajmy też, że w odróżnieniu od Republiki Czeskiej, gdzie obecnie żegluga śródlądowa praktycznie nie istnieje, Słowacja jest rzeczywiście krajem dość przyjaznym żegludze. I nic dziwnego, w końcu to na Słowacji, a nie w Czechach, leży największa arteria żeglugowa Europy – Dunaj. Po słowackim odcinku Dunaju statki pływają jak po autostradzie, a porty rzeczne w Bratysławie i Komarnie są rzeczywiście dość potężne. Słowacja dobrze sobie radzi również w… transporcie morskim. Dzięki Dunajowi Słowacja ma dostęp do Morza Czarnego, a głębokości Dunaju są na tyle duże, że aż do Komarna mogą dopływać statki morsko-rzeczne, czego w Czechach nigdy nie było i nie będzie. Słowacja ma też jedną z najlepszych w Europie ustaw o transporcie morskim, dzięki czemu armatorom opłaca się rejestrować statki morskie w Bratysławie. To paradoks, ale przynajmniej kilka lat temu więcej statków morskich było zarejestrowanych pod słowacką banderą, niż pod polską. Co zresztą spotkało się z zainteresowaniem polskiej wiceminister Anny Wypych – Namiotko, która kilka lat temu odwiedzała Bratysławę i prosiła słowackich kolegów o przekazanie jej udanego słowackiego doświadczenia w tych sprawach.

To wrodzone wręcz słowackie umiłowanie do żeglugi sprawiło, że na samym początku istnienia niepodległej Słowacji Bratysława przyjęła bardzo ambitny plan budowy drogi wodnej Wagu z dalszym połączeniem 98-km kanałem z Odrą w czeskim Bohuminie. W odróżnieniu od wirtualnego projektu DOL, o którym jest dużo szumu, na Słowacji o Drodze Wodnej Wagu mało się mówi, ale dużo robi. Kanał jest też zapisany we wszelkich możliwych planach zagospodarowania przestrzennego, w strategiach transportowych Słowacji oraz w konwencji AGN. Zresztą, wszystko to w uzgodnieniu ze stroną czeską, która w latach 90-tych również wpisała krótki czeski odcinek kanału do swych planów zagospodarowania przestrzennego i strategii rozwoju kraju oraz regionu śląsko-morawskiego.

Aktualnie jednak na wniosek zwolenników DOL trwa wykreślanie czeskiego odcinka kanału Wag – Odra ze wspomnianych dokumentów. Skutkiem tego będzie m. in. zwolnienie rezerwy terenu pod kanał, co oznacza, że tereny gdzie w Republice Czeskiej kanał jest planowany, będą mogły zostać zabudowane. Wykreślenie kanału Wag-Odra ze strategii rozwoju kraju utrudni także zdobycie europejskich funduszy na tę inwestycję i poważnie zagrozi całemu przedsięwzięciu.

Zwolennicy DOL nie owijają w bawełnę: w naszym interesie jest, by kanał Wag-Odra nigdy nie powstał i dla zaduszenia tego projektu warto podjąć wszelkie możliwe środki. Słowacki kanał oznacza bowiem konkurencję dla DOL, a konkurencję należy zwalczać bez względu na sentymenty.

Jeśli Czechom ten plan się powiedzie, Słowacja znajdzie się w bardzo niekorzystnej sytuacji. Droga Wodna Wagu nie jest jedynie planowaną i wirtualną inwestycją, ten projekt jest już od około 20 lat realizowany i już wydano na niego kilka miliardów euro. Budowa kanału jest kluczową sprawą dla poprawy atrakcyjności gospodarczej Poważa, gdzie mieści się gospodarcze centrum kraju. Decyzja Czech oznacza, że droga wodna Wagu pozostałaby drogą ślepą, a Słowacy nie byliby w stanie dotrzymać swych zobowiązań przed AGN i inwestorami, którzy m. in. z myślą o przyszłej drodze wodnej zlokalizowali swe fabryki właśnie w Dolinie Wagu.

Jak już wspomniałem, z punktu widzenia polskich interesów, o wiele lepszym wariantem jest powstanie kanału Odra – Wag – Dunaj, niż Dunaj – Odra – Łaba. To, że Słowacy nie jeżdżą tak aktywnie na polskie konferencje żeglugowe i nie są tak dobrzy w promowaniu swego przedsięwzięcia, jak Czesi, nie oznacza, że nie powinniśmy ze Słowakami rozmawiać. Polskie lobby żeglugowe z Koźla, Gliwic, Wrocławia i Krakowa, a także Ministerstwo Transportu, powinno w sposób jednoznaczny skrytykować czeskie zagrywki wobec Słowaków i uzależnić polski udział w projekcie DOL od równoczesnego powstania połączenia Odra – Wag (oba kanały mają mieć wspólny odcinek w rejonie Ostrawy i mają powstać w podobnym czasie). W przeciwnym razie, udział Polski w kanale DOL, który jak wspomnieliśmy ograniczy się jedynie (przynajmniej na razie) do połączenia Odra – Łaba, będzie raczej służył marginalizacji polskiej Odry, chociaż oczywiście dla samego Koźla i okolic nawet ten wariant będzie korzystny.

---

Może Cię zainteresować:

Bezpłatny internetowy kurs języka czeskiego

Język czeski. Podręcznik do nauki słownictwa

Język słowacki. Podręcznik dla początkujących

Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy

Komentarze  

 
+5 #1 JacekBlaz 2013-10-22 12:22
Gratuluję przenikliwości i umiejętności kojarzenia faktów. Popieram w całej rozciągłości. Pewnie gdyby usiąść rzetelnie do rozmów i z Czechami, i ze Słowakami to udałoby się wypracować jeszcze ciekawsze rozwiązanie, które bardziej promowałoby Szczecin zamiast Hamburga. Jest bliżej o 2-3 dni co daje mu jednak pewną przewagę w transporcie rzecznym. Pozostaje jeszcze przekonać Niemców do zaprzestania blokowania Odry granicznej. Pewnie Kanał Śląski z linią LHS dający połączenie kolejowo-rzeczne z Chinami mógłby w tym pomóc. Jeszcze raz gratuluję trafnego artykułu! Pozdrawiam JB.
Cytować
 
 
0 #2 Juraj Hossa 2013-12-30 18:25
Niezgadzam sie z pana deformowanymi informacjami dla Polaków. Slowacja i Czechy ratyfikowaly Ugode AGN-ONZ a Polska nie. Vah na Slowacji w TEN-T jest po Žiline i dalej to jest nierealne przez Kysuce i Olze na Odre. Kdyby to Slowacy chcieli zgosili by do TEN-T i Kysuce. Slowakom wystarczy možliwość polaczenia z portu kolo Bohumina do Žiliny koleja europejska za 2,5 godz. Prosze nie robić problemy miedzy Czechami i Slowakami tam gdzie nie sa. Pana texty nie czytaja tylko Polacy, lecz rowniež Slowacy.. Pozdrawiam JH :-x
Cytować
 
 
0 #3 Kuba 2013-12-30 21:42
Jakby połączenie wodne Żylina - Bohumin było nierealne, to Słowacja by go nie wpisywała do swoich dokumentów planistycznych:
http://www.telecom.gov.sk/index/index.php?ids=481
Cytować
 
 
0 #4 Juraj Hossa 2014-01-18 13:13
Slowacy nie wpisali połączenie wodne Żylina - Bohumin do sieci TEN-T . Wystarczy nam polaczenie Komarno-Žilina na Dunaj i to tam jest. Natomiast jest budowana kolej w sieci TEN_T Żylina - Bohumin i z portu Bohumin do Žiliny to jest 100 km i po koleji beda tam towary za 2-3 hod. Juraj H. :cry:
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto