/Na Słowację po tanie leki, wino, kawę i wędliny
Słowacki supermarket

Na Słowację po tanie leki, wino, kawę i wędliny

Słowacki supermarket

Najmłodsi czytelnicy już tego nie pamiętają, ale mniej więcej do 2004 roku Polacy masowo jeździli na Słowację na tańsze zakupy. Opłacało się kupować przede wszystkim alkohol, ale także produkty spożywcze – zwłaszcza słodycze, miód i musztardę. Od ponad dziesięciu lat trend jest odwrotny, to Słowacy jeżdżą na zakupy do polskich sklepów, gdyż ceny u naszych sąsiadów są średnio o 30% wyższe, niż u nas.





Są jednak wyjątki. Nieliczne – ale warto o nich wiedzieć, bo w niektórych przypadkach można sporo zaoszczędzić. Co w takim razie warto kupić u naszych południowych sąsiadów?

Przede wszystkim – leki. Również te na receptę, w tym antybiotyki. Większość leków jest na Słowacji o kilkadziesiąt procent tańsza, niż w Polsce, niektóre są tańsze nawet dwukrotnie. Takim preparatem jest na przykład węgierski Sorbifer, czyli żelazo – u nas opakowanie kosztuje ok. 35 zł, na Słowacji ok. 4,2 euro, czyli 17,64 zł. Dwa razy mniej. W przypadku droższych leków z importu, oszczędności są spore – np. zamiast 120 złotych w Polsce za ten sam preparat zapłacimy 80 złotych na Słowacji. Ceny możemy porównać samodzielnie w jednej z wielu słowackich aptek internetowych (np. www.magister.sk). Ważna uwaga dla osób nie znających języka: apteka to po słowacku lekáreň, a „apteka internetowa” to „Internetová lekáreň”.

Dodajmy przy tym, że receptę wystawioną przez polskiego lekarza możemy bez problemu zrealizować nie tylko na Słowacji, ale w dowolnym innym kraju, również pozaunijnym (np. Ukraina czy Serbia), z zastrzeżeniem, że za granicą lek wykupimy za 100% odpłatnością. Oczywiście recepta musi być czytelna i w miarę możliwości powinna zawierać nazwę międzynarodową (chyba, że chodzi nam o konkretny preparat, dostępny również na Słowacji, w tym wspomniany już Sorbifer). Leki zakupione w UE na własny użytek możemy całkiem legalnie przewieźć do Polski, nie ma tu ograniczeń celnych, które obowiązują np. w przypadku leków kupionych w ukraińskiej aptece (gdzie ceny bywają jeszcze niższe, zwłaszcza w przypadku pospolitych preparatów typu aspiryna czy paracetamol ukraińskiej produkcji).

Coraz mniej opłaca się natomiast kupować na Słowacji alkohol. Ceny wódki i piwa są właściwie zbliżone do polskich, lub minimalnie niższe. Zaoszczędzić można jeszcze na drogich zagranicznych markowych trunkach, które u nas kosztują powyżej 100 złotych za butelkę, a na Słowacji z reguły trochę mniej.

Jeśli już coś na Słowacji kupować – to przede wszystkim świetne słowackie wino. Słowacja to kraj z wielowiekowymi tradycjami winiarskimi (w końcu przez prawie tysiąc lat była częścią Węgier), słowackie wina zdobywają nagrody na międzynarodowych konkursach, natomiast w Polsce są całkowicie nieznane. A szkoda. Osobiście mogę polecić zwłaszcza Alibernet, więcej na temat można przeczytać w artykule Arkadiusza Kuglera: „Słowackie, nie truskawkowe” na naszym portalu. Dobre słowackie wino można kupić już za 3-4 euro (przy czym za wina tej klasy w polskich sklepach trzeba zapłacić co najmniej 30 zł). Mniej szlachetne słowackie wino, ale nie „jabol” (czyli odpowiednik bułgarskiego czy węgierskiego wina z naszych sklepów za 15-20 zł) – to wydatek rzędu 2-3 euro za butelkę.

Kolejnym godnym polecenia produktem jest kawa z fabryki w Popradzie. To stały punkt moich słowackich zakupów. Smakuje lepiej niż podobnej klasy odpowiedniki z międzynarodowych koncernów (typu Jacobs czy Tschibo), a jest od nich nieco tańsza, nawet przy mocnym kursie euro. Popradska kava występuje w różnych rodzajach, dobra jest również mielona kawa bezkofeinowa tej firmy – idealne rozwiązanie dla osób, które są od kawy uzależnione i piją jej za dużo – ta rzeczywiście smakuje jak normalna kawa, a można ją pić również wieczorem przed snem.

W słowackich sklepach można też tanio kupić produkty importowane z Węgier, np. krem paprykowy czy węgierskie kiełbasy. Ponieważ Słowacja i Węgry są sąsiadami, asortyment węgierskich produktów jest na Słowacji nieporównanie szerszy, niż w Polsce.

Na Słowacji warto więc kupić świetną paprykową kiełbasę – zarówno węgierskiej, jak i słowackiej produkcji. Nie tylko ze względu na smak i jakość, ale także zadziwiająco przystępną cenę, także w porównaniu z polskimi wędlinami.