/Roztoczańskim szlakiem rowerowym z Hrebennego do Lwowa

Roztoczańskim szlakiem rowerowym z Hrebennego do Lwowa

Zachodnia Ukraina, pełna pięknej przyrody i liczących wiele wieków zabytków i śladów różnych kultur, jest znakomitym terenem na uprawianie turystyki rowerowej, choć wymagającym przełamania stereotypów, minimum odwagi, odporności na kurz i ducha odkrywcy. Na pewno jeszcze długo nie będzie to turystyka znana z krajów Europy Zachodniej, gdzie tysiące rowerzystów w każdym wieku przemierzają nadrzeczne i górskie trasy rowerowe o wysokiej jakości nawierzchni i odseparowane od samochodów, ale dotarcie do wielu pięknych miejsc, bajecznie niskie ceny, czy możliwość spania w namiocie gdziekolwiek na trasie na pewno wynagrodzi napotkane trudności.




Ukraina jest dopiero na pierwszym etapie rozwoju ruchu rowerowego, wydzielona infrastruktura powstaje póki co jedynie w dużych miastach, i to nie bez problemów, więc na długodystansowe trasy regionalne przyjdzie jeszcze poczekać, podobnie jak w Polsce. Również system znakowanych szlaków rowerowych jest w początkowej fazie rozwoju, więc napotkanie słupa z 10 możliwymi kierunkami jazdy rowerzyście nie grozi.

Centralny Szlak Rowerowy Roztocza to liczący 266 km szlak łączący Kraśnik ze Lwowem, przez Zwierzyniec i Hrebenne. Na odcinku polskim jest oznakowany w terenie, na odcinku ukraińskim istnieje jedynie na mapie, dostępnej w języku polskim i angielskim w skali 1:100000.
Mapy całego szlaku (3 etapy – 3 oddzielne mapy) dostępne są w internecie lub w wersjach papierowych w ośrodkach informacji turystycznej np. w Lublinie.

Jeżeli chcemy maksymalnie wykorzystać dostępny czas do penetrowania ukraińskich bezdroży, najlepiej jest dojechać do Hrebennego, albo samochodem, albo pociągiem. Przewozy Regionalne od kilku lat uruchamiają w sezonie letnim połączenia regionalne na linii Jarosław – Hrebenne – Zwierzyniec – Zawada – Zamość/Rejowiec – Lublin, umożliwiając tym samym wygodny transport rowerów zarówno od strony Krakowa/Wrocławia jak i Warszawy/Gdańska/Poznania.

Wycieczkę do Lwowa zacznijmy więc na stacji kolejowej Hrebenne, oddalonej nieco od samej wsi. Po wyjściu z dworca należy skierować się w lewo, asfaltową ścieżką wiodącą w stronę centrum. W Hrebennem, po lewej stronie, na wzniesieniu można zobaczyć zabytkową XVII wieczną cerkiew greckokatolicką pw. św. Mikołaja. Po wybudowaniu obwodnicy na DK17 tranzyt nie jedzie przez centrum, więc dawną drogą dojeżdżamy tuż pod budkę polskiej Straży Granicznej i wjeżdżamy na nową drogę (uwaga na oznakowanie, najlepiej przeprowadzić rowery).

Z uwagi na istniejące przepisy i ich niejednoznaczną interpretację z przejazdem rowerami przez przejścia samochodowe, w tym Hrebenne, bywa różnie, ale rowerzyści z wyglądu przypominający turystów, a najlepiej sakwiarze, nie powinni mieć z tym problemu. Ponieważ rowerem łatwo można ominąć długie kolejki samochodów, przejechanie przez granicę, przy braku problemów nie powinno zająć dłużej niż pół godziny. Na stronie ukraińskiej należy pamiętać o pobraniu talończika a później o zebraniu pieczątek od celnika i kontroli paszportowej. Karteczkę z pieczątkami następnie oddaje się przy wyjeździe z granicy, ok 200 m za terminalem.

W chwili obecnej trwają rozmowy na temat utworzenia w Hrebennem oddzielnego pieszego przejścia granicznego, z którego będą mogli korzystać też rowerzyści. Gdy takie przejście powstanie, przejazd rowerem przez granicę stanie się całkowicie bezproblemowy.

Po opuszczeniu granicy wjeżdżamy na liczącą ok. 5 km przebudowaną kilka lat temu drogę łączącą granicę z Rawą Ruską (M09). Po prawej stronie znajduje się wiele kantorów i sklepów, więc z wymianą waluty nie ma problemów. Odcinek do Rawy to jeden z dwóch na trasie (obok ostatniego przed Lwowem), gdzie pewnym problemem są szybko jeżdżące samochody. Wjeżdżając do Rawy Ruskiej mijamy po prawej stronie mocno zniszczony kościół pw. św. Michała, a następnie dolinę rzeczki Raty. W samym centrum, też po prawej stronie widać kolejny, też XVIII wieczny, ale tym razem odremontowany kościół pw. Opieki św. Józefa (na zdjęciu poniżej). Stan dróg w Rawie Ruskiej, poza trasą do Lwowa jest fatalny, ale warto na chwilę odwiedzić ciekawy budynek dworca kolejowego z mozaikową okładziną (przy pomniku Chmielnickiego w lewo).

Żeby wrócić na szlak należy pojechać tą samą drogą do centrum, a następnie na rynku skręcić w lewo (oznakowanie Niemirów/Jaworów). Droga wyjazdowa z Rawy przypomina pole minowe, ale po pewnym czasie stan nawierzchni znacznie się poprawia. Jazdy slalomem nie da się uniknąć, ale i tak dla rowerzysty jest to dużo łatwiejsze niż dla kierowców samochodów. Z jednej strony złe drogi są problemem, ale z drugiej paradoksalnie zwiększają bezpieczeństwo (o ile nie jedziemy nocą), bo mocno ograniczają rajdowe zapędy lokalnych kierowców. Na końcu Rawy Ruskiej przejeżdżamy przez linię kolejową, która dawniej łączyła Muniny k/Jarosławia z Rawą Ruską – po wojnie i przecięciu przez granicę w polskiej sieci kolejowej pojawiła się dziura, którą w 1955 roku załatano budując łącznik Prusie-Hrebenne wzdłuż samej granicy.

Po 7 km jazdy drogą docieramy do miejscowości Potylicz. Mijamy kościół i wkrótce docieramy do jednego z największych zabytków na trasie, drewnianej cerkwi pw. Świętego Ducha z 1502 roku, jednej z najstarszych w Galicji. Cerkiew stoi na zboczu wzgórza zwanego Starym Horodyszczem (334 m), u jej podnóża znajdują się stawy, a obok cmentarz. Powyżej cerkwi, w lesie można znaleźć również ślady grodziska. Samo wzgórze, z racji położenia, jest idealnym miejscem na przerwę w podróży i odpoczynek.

Wyjeżdżając spod cerkwi na południe (w lewo) warto obejrzeć po prawej stronie przedwojenną cerkiew św. Trójcy, a zwłaszcza drewnianą, 20 metrową dzwonnicę z XVII wieku (na zdjęciu profilowym). Tuż obok, przy głównej drodze stoi XIX w. kościół pw. św. Stanisława. Droga na wprost prowadzi dalej przez wał Roztocza w kierunku Jaworowa i Niemirowa, my skręcimy w lewo na szutrowo-ziemną drogę z mnóstwem poprzecznych garbów, która przez prawie 12 km przetestuje cierpliwość rowerzysty i jakość roweru. Jadąc z ciężkimi sakwami warto mieć z tyłu zębatkę 32, która znacznie ułatwi pokonywanie podjazdów, a także amortyzator z przodu. Osobom jadącym bez sakw będzie tu dużo łatwiej. Wybór odpowiednich opon to największy problem, gdyż te trekingowe – węższe i na mniejszym bieżniku niż szerokie MTB ułatwią jazdę po asfalcie (którego na całej trasie jest więcej), ale będą wymagać większego wysiłku na szutrze czy piasku. Wydaje się że wybór powinien zależeć od ogólnych preferencji samego rowerzysty – zwolennik off-roadu założy MTB by móc nacieszyć się szybkimi zjazdami w terenie, a pozostali cierpliwie zniosą przejściowe trudności w terenie. Bez względu na rodzaj opon, zdecydowanie warto założyć te z wyższej półki z wkładkami anty-przebiciowymi. Koszt 100-150zł/oponę nie jest mały, ale daje duży spokój i do minimum ogranicza ryzyko złapania gumy.

Najbliższe kilometry to jazda wśród typowych roztoczańskich krajobrazów, z dala od ruchu drogowego, wśród pól i okolicznych lasów. Z uwagi na dużą liczbę lokalnych polnych dróg i brak oznakowań szlaku w terenie, warto przed wyjazdem wydrukować aktualne zdjęcia satelitarne, wspierające mapę szlaku. W sklepie w Dąbrówce można nabyć podstawowe produkty spożywcze i warto to robić, wspierając lokalną przedsiębiorczość. Droga szutrowa kończy się po dotarciu do drogi Rawa Ruska – Magierów, która w razie potrzeby pozwala zaoszczędzić sporo kilometrów na trasie, ale omija Potylicz. Na skrzyżowaniu skręcamy w prawo i po asfaltowej drodze (stan nawierzchni zmienia się bardzo często) jedziemy na południe. Stąd do Magierowa jest jeszcze niecałe 8 km.

Tuż przed wjechaniem w las rozpoczyna się niezbyt długi, ale najostrzejszy na całej trasie podjazd, który później zwraca się długim zjazdem do samego Magierowa, założonego w 1595 roku przez Jana Bełżeckiego. W centrum osiedla po lewej stronie wśród drzew znajduje się kościół pw. św. Trójcy z 1845 roku, a tuż obok niego zaniedbany cmentarz żołnierzy radzieckich z 1944 roku. Za kościołem w mocno zaniedbanym parku można zrobić kolejną przerwę na odpoczynek.

Aleksander Wiącek

Autor jest lubelskim oficerem rowerowym.