/Kolej miejska i UTO? To się integruje! Przykład przychodzi z Wiednia

Kolej miejska i UTO? To się integruje! Przykład przychodzi z Wiednia

W Trójmieście już jest, w Krakowie i innych miastach właśnie powstaje. Kolej miejska, wykorzystywana nie tylko dla dojazdów do centrum, ale też w ruchu międzydzielnicowym. Potencjalnie najszybszy i najbardziej atrakcyjny środek transportu, w dodatku ekologiczny i w odróżnieniu od autobusów i tramwajów – nie stojący w korkach. Jest tylko jedno „ale” – dość spora odległość do najbliższej stacji, a więc długi czas pokonania tego dystansu pieszo.




Do trójmiejskiej SKM-ki wszyscy się już przyzwyczaili, a teraz na naszych oczach podobny system transportowy powstaje w Krakowie. Wraz z rozwojem Kolei Małopolskich ogromnym sukcesem cieszy się połączenie SKA (Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej) Wieliczka – Kraków Główny – Balice. Coraz więcej osób korzysta z tego połączenia także w ruchu miejskim, np. dojazdu z Bieżanowa do centrum lub z Krakowa Głównego do Łobzowa. Nic dziwnego – odcinek, który tramwajem lub autobusem pokonuje się w kilkanaście – dwadzieścia kilka minut, koleją miejską można pokonać w 5-7 minut.

Sukces krakowskiego SKA spowodował, że w czerwcu 2017 Rada Miasta Krakowa jednogłośnie (41:0) przyjęła uchwałę kierunkową w sprawie budowy przystanków kolejowych na nieczynnych obwodnicach kolejowych w mieście. Chodziło o puszczenie pociągów przez Małą i Dużą Obwodnicę oraz (docelowo) przez kolejową odnogę do Łęgu wraz z tunelem Łęg – Plac Centralny. Gdyby powstały przystanki na Olszy, ul. Pilotów, Mogilskiej i Alei Pokoju, co drugi pociąg Wieliczka – Balice mógłby kursować tamtędy, z pominięciem dworca głównego.

Uruchomienie połączeń kolejowych na Małej i Dużej obwodnicy ma wiele zalet, ale ma też słabe strony – mowa tu o dużej odległości na najbliższą stację. Aby kolej miejska na obwodnicach kolejowych miała wystarczającą frekwencję, muszą z niej korzystać nie tylko osoby mieszkające przy samym przystanku, ale także w promieniu do 2-3 km od niego. W praktyce oznacza to konieczność dotarcia pieszo w ciągu nawet 20-30 minut – jest to dość spory czas, który trzeba jakoś skrócić, żeby kolej miejska miała ekonomiczne uzasadnienie.

W jaki sposób? Przykładowo, w Kijowie funkcjonuje model autobusowych linii dowozowych do stacji metra. Mieszkasz 1,5-2 km od najbliższej stacji, więc możesz pod domem wsiąść w autobus lub marszrutkę, w kilka minut przejechać kilka przystanków i przesiąść się na metro. Częściowo taki system wytworzył się w Trójmieście – linie autobusowe i tramwajowe dowożące np. na SKM Wrzeszcz, Oliwa czy Żabianka.

Jest też i inny sposób, nazwijmy go umownie – „wiedeński”. Nie dla wszystkich, ale dla sporej części użytkowników przynajmniej potencjalnie atrakcyjny (w Wiedniu się sprawdza). Mowa o tym, by do najbliższej stacji kolei miejskiej lub metra podjechać rowerem, hulajnogą lub deskorolką. W efekcie zamiast iść pieszo 20 minut, skracamy ten czas do kilku minut i zwiększamy atrakcyjność kolei miejskiej. W przypadku Krakowa ma to zasadnicze znaczenie – może wręcz przesądzić o tym, czy stacje SKA na Olszy, Grzegórzkach czy Wzgórzach Krzesławickich w ogóle w najbliższych latach powstaną.

Ta integracja transportowa wymaga jednak wsparcia władz publicznych: miasta, województwa, a nawet (zwłaszcza w kwestiach informacyjnych i promocyjnych) – Kolei Małopolskich i innych przewoźników. Chodzi o stosunkowo niewielkie i tanie działania, ale przynoszące duży efekt.

Jeśli chodzi o rower i hulajnogi, konieczne jest stworzenie w sąsiedztwie stacji kolejowych profesjonalnych stojaków rowerowych (pozwalających także na przypięcie hulajnogi), najlepiej zadaszonych. Z kolei rolkarze oczekują banalnie prostej rzeczy: aby w pobliżu przystanku była ławka, na której można usiąść i zmienić obuwie.

Gdyby jeszcze pojawiły się na przystankach kolejowych automatyczne szafki, do których można byłoby schować rolki lub deskorolkę, byłoby świetnie. Nie jest to jednak konieczne w pierwszym etapie, można się bez tego obejść.

O ile rowery i większe hulajnogi lepiej jest (z racji ich wielkości) zostawić na stacji i odpowiednio zabezpieczyć przed kradzieżą, zaletą deskorolek dedykowanych do jazdy po mieście (fiszek) jest to, że łatwo jest je zabrać ze sobą do pociągu. Problem w tym, że nawet osoby dobrze zorientowane w kwestiach rowerowych, rolkarskich czy w tematach nowoczesnej mobilności miejskiej, często nie wiedzą, że w ogóle takie deskorolki do jazdy po mieście istnieją. Jasne, te rozwiązania nie są dla wszystkich, z dojazdu na stację SKA na deskorolkach lub hulajnogach skorzysta jakiś ułamek populacji. Ale to już od Kolei Małopolskich, miasta i marszałka zależy, czy będzie to 0,001% czy też może odsetek bliższy 10-15%, a może nawet więcej.

O tym, że się da, świadczy przykład Wiednia. Portal „Port Europa” zapytał biuro prasowe tego miasta o to, jaką rolę w systemie transportowym austriackiej stolicy pełnią rolki, deskorolki i hulajnogi. Ogólnie – niewielką. Ale – jak się dowiedzieliśmy w urzędzie miasta – dość popularne są dojazdy na przystanki na hulajnogach i deskorolkach i kontynuowanie podróży komunikacją publiczną. Pomaga w tym nawierzchnia chodników – nawet w zabytkowym centrum Wiednia chodniki są zbudowane przeważnie z asfaltu. Podobnie zresztą na Słowacji i w Czechach. I w tym przypadku owszem, wiedeński urząd miasta dostrzega pozytywną rolę deskorolek i hulajnóg w systemie transportowym miasta, właśnie w relacjach dowozowych na najbliższy przystanek węzłowy metra i S-Bahnu.

W powszechnym wykorzystaniu rolek i deskorolek jako poważnego środka lokomocji przeszkadzają jednak stereotypy. Nawet osoby przekonane do tego, że pełnoprawnym środkiem lokomocji jest rower, często traktują z lekceważeniem hulajnogi i deskorolki, spychając ich użytkowników do skansenu sportu i rekreacji. Dla pewnej grupy użytkowników nie ma to znaczenia – i tak jeżdżą na rolkach czy deskorolkach także do pracy czy na poważne spotkania. Sporo osób jednak z tego rezygnuje – zwłaszcza starszych. „Chciałabym jeździć na hulajnodze, ale w moim wieku to chyba nie wypada” – mówi nie jedna żwawa i aktywna 60-ciolatka. I tu właśnie powinno wkroczyć państwo i samorząd, w tym przewoźnicy kolejowi – z kampanią społeczną uświadamiającą, że na hulajnodze, rolkach i deskorolkach można przemieszczać się w każdym wieku, o ile siły i umiejętności na to pozwolą. „Małopolska na rolki, deskorolki i hulajnogi” – mogłoby brzmieć hasło kampanii społecznej małopolskiego marszałka, na wzór tegorocznego hasła „Małopolska na rowery”. Mała rzecz, a bardzo potrzebna, zwłaszcza jeśli na poważnie myślimy o rozwoju kolei miejskiej na małej i dużej obwodnicy kolejowej w Krakowie, a także kolei aglomeracyjnej w innych polskich miastach i regionach.

Jakub Łoginow

Zachęcamy do podpisania petycji w tej sprawie:    https://www.petycjeonline.com/uto