Sunday, Mar 26th

Last update:07:35:19 AM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Jak odkryłem Rumunię, czyli alfabet polskiego turysty

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

Turystyka to czasem moja praca, ale również i hobby. Zazwyczaj to ja oprowadzam turystów, jednak od czasu do czasu sam chętnie zamieniam się w globtottera i ruszam odkrywać nieznane rejony świata. Dla mnie takim nieznanym lądem do odkrycia była od zawsze Rumunia.

To enjoy existence to the fullest it is significant to be healthy. How can medicines help up? Sure thing, one of the beautiful place where humanity can buy remedies is online drugstore. In our generation the stock you can order from the Web is actually infinite. Drugs like Deltasone often is used to solve disorders such as severe allergies. Glucocorticoids synthetic steroids, which are readily absorbed from the gastrointestinal tract. There are numerous others. A lot of doctors know about price of cialis. What do you know about cialis generic best price? Albeit erectile dysfunction is more common among older men, that doesn’t make it “normal”. Erectile disfunction can act the quality of living. However there are some medications that can help us without harming your erection. Prescription medicines can save lives, but they can also come with unwanted side effects. It's important to think that not all remedies are wholesome. Several people using this drug typically do not have serious side effects to Cialis. Take the container with you, even if it is empty. If you fear that someone might have taken an overdose of this medication, go to the emergency department of your local hospital at once.

 


Znam oczywiście historię tego kraju, która niejednokrotnia splatała się z losami Polski. Nieobca mi jest także rumuńska literatura - szczególnie gdy chodzi o genialnego Emila Ciorana. Jak większość miłośników Środkowej Europy zaczytuję się w prozie Stasiuka, jednak do tej pory moja noga nie stanęła na rumuńskiej ziemi. W tym roku przyszedł czas, aby to zmienić.

Postanowiliśmy z przyjaciółmi, iż przejedziemy przez ten nieznany nam kraj samochodem docierając nad same Morze Czarne. W ten sposób poznamy krainę i ludzi bardziej, niż lecąc z punktu A do B samolotem lub podróżując chociażby autobusem. Nie byłbym sobą, gdybym nie podzielił się teraz moimi wrażeniami; pozwoliłem sobie ułożyć je w logicznie uporządkowanych podpunktach. Nie chcę w tym miejscu  dawać mądrych wskazówek i rad, gdyż zdążyłem poznać tylko niewielki fragent rumuskiej rzeczywistości. Poniższych kilka punktów z pewnością nie wyczerpuje wszystkich tematów. Będzie mi miło, gdyby zechcieli Państwo dopisać niżej swoje doświadczenia. Nie wątpię, że wśród naszych Czytelników są osoby, które śmiało mogłyby oprowadzać takich zagubionych turystów, jak ja ;) Zaczynamy zatem moje przemyślenia:

A jak Autostrady i drogi

Dróg buduje się w Rumunii w ostatnim czasie naprawdę sporo. Nowe autostrady są niesamowicie wygodne i bezpieczne, dysponują regularnie umieszczonymi punktami odpoczynku (parking + toaleta). Problemem może być jeszcze mała ilość stacji benzynowych przy nowowybudowanych trasach. Zwiększenie ich liczby jest z pewnością kwestią czasu, na poboczach dróg doskonale bowiem widoczne są przygotowane już miejsca na tego typu punkty. Obowiązują winiety typu „węgierskiego” to znaczy w postaci zakupionych na stacjach benzynowych paragonów z wpisanym numerem rejestracyjnym pojazdu. Dodatkowo płatny jest odcinek autostrady z Bukaresztu wiodący nad morze oraz przejazdy przez dunajskie mosty; tego typu myto nie jest jednak drogie (od 4 do 7 lei). Przybywa również doskonałej jakości dróg lokalnych.

Czy zachowanie rumuńskich kierowców różni się od zachowania kierowców polskich? Z pewnością można dostrzec bardziej swobodne podejście do przepisów – rzadsze używanie kierunkowskazu lub nietrzymanie się swojego pasa ruchu. Nie jest to jednak niebezpieczny poziom znany z południowych krajów; tam raczej wpływa to pozytywnie na płynność jazdy. Abstrahując od naruszania przepisów, wielu naszym kierowcom przydałby się taki luz, który widziałem w Rumunii. Poruszając się jako pieszy zdumiała mnie jeszcze jedna rzecz – na przejściach byłem zawsze miłym gościem. Za każdym razem (!), gdy zbliżałem się do krawędzi drogi, widzący mnie z daleka kierowca zwalniał lub mrugał światłami, zachęcając do przejścia. Wielokrotnie byłem świadkiem takiego postępowania w stosunku do innych osób, nie tylko turystów. Z takim zachowaniem kierowców spotkałem się jak dotąd tylko w Wiedniu. Nie wiem, czy w Rumunii jest specjalna ustawa nakazująca bezwzględne przepuszczanie pieszych przez pasy... Co jednak na to nasi rodacy?

B jak Bukareszt

O stolicy dzisiejszej Rumunii nie piszę, gdyż jej nie widziałem. To znaczy: nie widziałem z bliska. Jadąc nad morze świadomie ominęliśmy to prawdziwe megapolis południową obwodnicą – wiedząc, że i tak nie za wiele się to zda, gdyż jest ona wiecznie zakorkowana. I tak było w istocie. Bukareszt to temat na odrębną przygodę i niejedną książkę, których kilka rzeczywiście w ostatnim czasie ukazało się w Polsce. Odkrycie Bukaresztu zatem nadal przede mną.

C jak ceny

W większych miastach oraz w przypadku turystycznych atrakcji ceny wstępów, noclegów oraz usług są podobne do tych, które znamy w naszym kraju. Niestety, od kilku już dobrych lat nie obowiązuje mit taniej Rumunii; wciąż jednak w wielu wypadkach ceny (szczególnie w sklepach spożywczych) pozytywnie zaskoczą „zachodniego” turystę. Do wyjątków należą droższe niż Polsce są produkty nabiałowe. Również ceny benzyny – szczególnie w sezonie – potrafią nieznacznie przewyższyć te, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Wracając do tematu pieniędzy – w Rumunii obowiązuje lej (skrót RON), który dzieli się na 100 bani. Ostatnia denominacja przeprowadzona w 2005 roku nieznacznie zmieniła wygląd banknotów, które są teraz mniejsze. Do łask wróciły także monety, które jednak używane są głównie do wydawania reszty. Zauważyłem, iż ceny w większości podawane są w całości, bez ułamków (czyli bez tzw. przecinka).

Dla Polaków niebywałym ułatwieniem jest utrzymujący się od dłuższego czasu kurs wymiany leja do złotówki, który w przybliżeniu wynosi 1 do 1. Ułatwia to oczywiście przeliczanie cen w sklepach (zazwyczaj lej jest kilkanaście groszy tańszy od złotówki). Żyjemy w XXI wieku i większych miastach obecność bankomatów jest więcej niż oczywista. Mimo powszechnie działających również kantorów oraz możliwości wymiany Euro na stacjach benzynowych, bankomat to chyba najwygodniejszy i najbardziej opłacalny sposób uzyskania lokalnej waluty. 
Same banknoty wyglądają bardzo ciekawie i same w sobie są małym dziełem sztuki. Spodobały mi się  tzw. przezroczyste okienka i żywe kolory użyte do ich produkcji. Dla mnie symbolem Rumunii jest bezapelacyjnie zielony banknot wartości 1 RON z podobizną polityka Nicolae Lorgi oraz herbem Wołoszczyzny. 1 RON to chyba najczęściej używany nominał w Rumunii: zapłacimy nim za skorzystanie z toalety, za bilet komunikacji miejskiej czy za kawę z automatu. Stąd między innymi automaty używane do sprzedaży nie obsługują monet; wszystkie tego typy „szafy”, które spotkałem, miały tylko otwór „zasysający” banknoty. Jeśli odwiedzicie Państwo Rumunię, założę się, że tak jak w moim przypadku zachowacie po powrocie na pamiątkę jeden czy nawet kilka zielonych banknotów – aby i one na swój zielonooptymistyczny sposób przypominały minione wakacje.

I jak infrastruktura turystyczna

Nie da się ukryć, że rozwinięta sieć dróg i hoteli to domena głównie dużych miast oraz turystycznych kurortów. Na prowincji nadal spotkamy zabudowania pamiętające XIX i XVIII wiek, a rumuńska wieś chyba długo jeszcze będzie synonimem zacofania (co nie zawsze musi być prawdą). Faktem jednak jest niesamowity urok tych miejsc i atrakcyjność dla pewnej kategorii podróżników. Stąd tylko kwestią czasu wydaje się stopniowe samozatrudnianie mieszkańców prowincji w turystycznej branży. Jeśli chodzi o agroturystykę, Rumunia wraz z Bułgarią ma największy potencjał ze wszystkich państw obecnej Unii, już z resztą teraz obserwuje się gwałtowny rozwój tej formy turystyki.

Zaskoczeniem może być natomiast charakter nadmorskich miejscowości w Rumunii. Kto szuka głośnej zabawy do białego rana, tłumu ludzi na plaży w dyskotekowych rytmach oraz zamkniętych hotelowych kompleksów, znajdzie to właściwie tylko w portowym mieście Konstanca. Pozostałe ośrodki powoli budzą się z komunistycznego marazmu i oferują raczej niewielkie piętrowe pensjonaty niż luksusowe hotele. Te już istniejące, wybudowane w komunistycznych czasach czekają w większości na swoje czasy i inwestora, który zainwestuje w ich remont. Te, które wyremontowano i zbudowano niedawno, często jeszcze stoją samotnie bez dostępu do własnej plaży czy choćby bez dojazdowej drogi; najwidoczniej właściciele nastawiają się bardziej na jednorazowe kongresy niż na sezonowych turystów. Morze Czarne nigdy nie zawodzi swoim klimatem, jednak w wielu mniejszych miejscowościach  brak jeszcze dbałości o czystość plaż. Wiele z nich nie jest regularnie utrzymywanych, powoli pojawiają się nieśmiałe pomysły na temat ich poszerzania i ogradzania. Turyści przybywający z dziećmi mogą mieć problem, aby zagospodarować czas swoim pociechom w inny sposób, niż kąpiele w morzu. Nie dla każdego jednak wakacje muszą oznaczać głośne zabawy pod gołym niebem, i dla takich osób z pewnością rumuńskie wybrzeże będzie ciekawym pomysłem spędzenia urlopu.

J jak jedzenie

O smakach Rumunii można by wiele pisać i opowiadać – w końcu znajdziemy tu i smaki Bałkanów, i klimaty pasterskie, i trochę egzotyczne potrawy czarnomorskie. Zaskoczeniem może być powszechna obecność mamałygi, czyli kaszy z mąki kukurydzianej. W dużym uproszczeniu można zaryzykować stwierdzenie iż jest ona odpowiednikiem naszych poczciwych ziemniaków – podaje się ją w kombinacji z wieloma potrawami. Fani owoców morza na pewno zadowoleni będą z oferty ulicznych sprzedawców w czarnomorskich miejscowościach. W bardzo niskiej cenie dostaniemy tu smażone krewetki i małże, od czasu do czasu trafiają się również ośmiorniczki. Wszystko to obowiązkowo smażone w panierce na oleju i podawane na papierowej tacce, nieodłącznej dla spacerowo-plażowego klimatu.

Będąc na wakacjach nie zawsze mamy ochotę zaszywać się w restauracjach, stąd latem popularność kuchni z pod znaku fast food. Poza znanymi na całym świecie tzw. sieciówkami, w Rumunii możemy być zaskoczeni trochę innym podejściem do tego typu jedzenia. Dla niektórych osób czymś nowym będą na przykład uliczni sprzedawcy gotowanych kolb kukurydzy. Zamawiając natomiast kebab z frytkami możemy otrzymać kebaba z frytkami...wewnątrz bułki, obok mięsa i warzyw.

Miłośnicy słodkich smaków pokochają z pewnością pączki w formie wielkiego pieroga – nadziewane słodkim serem, czekoladą lub budyniem; choć dostaniemy je również w słonej wersji . Dla mnie zaskoczeniem była powszechność amerykańskich pączków z dziurką, tzw. donutsów – mam wrażenie że na ich punkcie zwariowali wszyscy mieszkańcy Rumunii. Co ciekawe, lody sprzedawane są w dwóch wersjach: z automatu (kiedyś mówiło się na to lody włoskie), albo na gałki... sprzedawane na wagę.  Tak tak, spotkałem się z tym, że podana na stoisku cena dotyczyła 10  gramów lodowej masy. Oczywiście sprzedawca - ku radości najmłodszej klienteli - sprzeda zawsze rożek wypełniony ogromną lodową gałką, trochę mniej radosną dla naszego portfela (chociaż nadal atrakcyjną). Z innych ciekawostek warto wspomnieć o pochodzących z Siedmiogrodu „kurtoskolacs”, pojawiających się coraz powszechniej również w Polsce (kiedyś używało się u nas nazwy „trdelnik”). Oryginalna nazwa – ciasto kominowe – wskazuje na kształt produktu. Rodzaj charakterystycznie zwiniętego ciasta jest bardzo popularną przekąską dostępną na rumuńskich ulicach, a ilość dostępnych smaków zadowoli każdego łasucha.

...oraz język

Język rumuński nie jest łatwy, ale wystarczy kilka dni, by osłuchać się z rozmowami na ulicach oraz szyldami w witrynach sklepów i zacząć próbować porozumiewać się w tym języku. Wiele słów ma łacińską proweniencję, stąd (przynajmniej teoretycznie) ich znaczenie powinno być zrozumiałe dla większości Europejczyków. Pewną trudność może sprawiać wymowa – przyznaję, że miałem problemy z właściwym brzmieniem głoski c (wymawianej jak k lub cz) lub np. rozróżnieniem i wymową głosek ǎ i â (wymawianych jako aoe lyb y). Pocieszające jest, że z większością osób w dużych miastach (szczególnie wśród młodszej generacji) można bez problemu porozumieć się po angielsku. W Rumunii popularnością cieszyła się zawsze kultura francuska, a ze względu na podobieństwo – również  francuski język. Dzisiaj wiele osób pracuje we Francji oraz Włoszech, stąd popularność i tych języków wśród Rumunów. Nie można zapominać o językach żyjących w Rumunii mniejszości – węgierskim oraz niemieckim; szczególnie w Transylwanii (Siedmiogrodzie) istnieje szansa na porozumienie się w którymś z nich.

L jak ludzie

Zawsze byłem przeciwny stereotypom; w końcu każda osoba ze swoim doświadczeniem jest unikalna i tylko z pozoru można jej cechy przypisać jakiejś zbiorowości. Na potrzeby jednak niniejszego artykułu dokonam świadomego uogólnienia Rumunów. Nie chcę wnikać w trudną historię i zbolałą duszę narodu – to doskonale zrobił już przecież Emil Cioran. Rumunii, których spotkałem, to zaskakująco otwarci i życzliwi ludzie, z uśmiechem traktujący moje potknięcia językowe i często emocjonalnie (to znaczy: pozytywnie) reagujący na fakt, iż pochodzę z Polski. Czasami można odnieść wrażenie – szczególnie w typowo urlopowych miejscach – że codzienny pośpiech nie jest tam mile widziany. To jednak nie oznacza, że wszystko leży odłogiem i nic nie funkcjonuje.

Cecha, którą warto podkreślić, to świadomość wśród Rumunów obecności drugiego człowieka i zainteresowanie nim. Podczas wakacji mogłem to zauważyć nie tylko w odniesieniu do mnie i moich przyjaciół, ale także wśród miejscowych ludzi. Sprzedawca w sklepie na przykład chętnie zagadnie o inną rzecz, niż tylko obecność drobnych w portfelu. Ważne jest dla niego jak się dzisiaj czujemy, jak miewają się nasi bliscy, i czy jutro też przyjdziemy na zakupy. Dzieje się tak pomimo kolejki do kasy, i co najbardziej zaskakujące – nikt w niej się nie niecierpliwi i nikogo nie pogania. Każdy po prostu również czeka na swoją kolej rozmowy z dobrym znajomym. To, że akurat siedzi w sklepie za ladą, nie ma znaczenia. Życzliwość to chyba najlepsze słowo, którym opisałbym spotkanych Rumunów. W tym miejscu nie mógłbym nie opisać sytuacji, która miała miejsce w jednym z braszowskich supermarketów, gdzie zaskoczyła nas przemiła reakcja jednej z pań kasjerek. Kupujący przed nami zagraniczni turyści byli speszeni nieznajomością rumuńskiego języka, widocznie chcieli o coś zapytać. Z kłopotów wybawiła ich kasjerka, pytając po angielsku, czy może w czymś pomóc. Potem słysząc i nasze rozmowy przy kasie, pani zagadnęła z życzliwością. „English? Deustch? Ruski?” „Polonia”, odpowiedzieliśmy ucieszeni. „Dziękuję i zapraszam” – usłyszeliśmy wypowiedziane z pięknym rumuńskim akcentem słowa w ramach pożegnania. Dodam, że pani kasjerka na raczej nie była osobą tuż po szkole czy studiach. Kolejny stereotyp złamany zatem został w niezwykle przemiły sposób.

T jak Transylwania

Tak naprawdę pierwszy magnes przyciągający turystów do Rumunii. Miasta takie jak Braszów, Sybin, Kluż czy Segieszów (Sighișoara) są doskonale przygotowane na przyjęcie turystów. Miasta niedawno odnowione i zaskakująco czyste, pełne są zielonych skwerów oraz atrakcyjnych uliczek i zakątków, w których można odpocząć (w końcu urokliwe kawiarnie i restauracje to dzisiaj również coś, czego szukają turyści). Dzięki temu oraz dzięki sprawnie działającej miejskiej komunikacji życie w tych miejscach nie zamiera wraz z nastaniem mroku. Fakt, iż miasta te są położone wśród górskich grzbietów sprawia, że sezon turystyczny trwa w nich dłużej, niż tylko letnich miesiącach. Odrębnym tematem są oczywiście słynne rumuńskie zamki i twierdze. Mimo, iż miejsca te są coraz bardziej skomercjalizowane, to jednak nie zmienia faktu, że są przepiękne i wartościowe także z historycznego punktu widzenia. Po prostu - trzeba je odwiedzić. Zaryzykuję stwierdzenie, że kto nie był w jednej z transylwańskich twierdz, nie widział tak naprawdę prawdziwego zamku. Nawet, jeśli zwiedziło się orawski lub malborski zamek; tylko tutaj bowiem można zobaczyć połączenie obu budowli w jednej.

Mój Rumuński alfabet dobiegł końca, choć z pewnością nie skończyła się choroba zwana powakacyjnyną melancholią. Na pewno będę chciał wrócić w te strony jak najszybciej. A jakie literki dodaliby do powyższego „spisu” Szanowni Czytelnicy? ;)

Arkadiusz Kugler
www.facebook.com/przewodnikpobratyslawie

Komentarze  

 
+1 #1 jarek 2015-11-03 13:08
Dodam od siebie - w tym roku rozbilismy namiot w Vama Veche, w nocy niestety okazało się że w okolicy grasuje złodziejaszek - kolejnej nocy Rumuni sasiadujacy z nami (ok 20 namiotow) sposrod siebie wybrali osoby do pilnowania w nocy ktore zmienialy sie co kilka godzin. Widzialem jak za kazdym razem patrolowali nasza okolice ;) rano zapytali - czy wszystko ok? :)
Cytować
 
 
+1 #2 jubus 2015-11-04 09:11
Zdecydowanie najciekawszy kraj Europy Środkowo-Wschodniej. Zupełnie inny niż cała reszta, łącznie z Węgrami. Dlatego tak pociągający. Wielka szkoda, że w Polsce cały czas, kraj kojarzy się z nędzą i cyganami. Ja się już kilka razy wybierałem do Rumunii, ale wybrać się nie mogę. Najlepiej by było, aby były lepsze połączenia, także te samochodowe, przez Ukrainę, bo z Lublina, Warszawy czy Polski północnej, to najlepsza i najkrótsza droga.
Liznąłem swego czasu rumuńskiego języka, wcale nie jest on tak podobny do francuskiego, który znam, jak się może wydawać. To mieszanina wielu języków, dużo elementów i słownictwa otaczających narodów.
Cytować
 
 
0 #3 jubus 2015-11-04 09:13
Ciekawostką są właśnie ceny, wydaje się, że Rumunia i Bułgaria wciąż są tańsze od Polski, ale okazuje się, że już jedynie Bułgaria jest tańsza od Polski. Produkty mleczarskie to podstawa rumuńskiego jadłospisu, z tego co wiem, obok mamałygi, podstawą jest brydza, której ojczyzną jest Rumunia i której jest z co najmniej 5 rodzajów.
Cytować
 
 
+1 #4 Janusz 2015-12-14 13:47
Rumunię znam doskonale i uwielbiam ją jako kraj pełen niespodzianek (w pozytywnym tego slowa znaczeniu).
Litera K jak Karpaty. Zarówno K. Wschodnie jak i K. Południowe z rozlicznymi pasmami, jakże różnorodnymi, pełnymi ciekawostek przyrodniczych, historycznych i etnograficznych .
Litera F jak Folklor. Jego pielęgnacja w Rumunii jest znacznie bardziej rozwinięta niż w Polsce. Cykliczne festiwale w różnych miejscowościach (jest ich kilkanaście w skali kraju), kanał TV "etno", wreszcie zdobnictwo, stroje właściwe dla różnych regionów, ...
Litera B jak Bukowina. Kraina "Malowanych Klasztorów" wśród malowniczych wzgórz, z polskimi wioskami, z ciekawym folklorem.
Często jeżdżę w te strony jako pilot wycieczek, czasem nawet busikiem z malutkimi grupkami, a więc zagladamy do "każdej dziury". :)
Cytować
 
 
+1 #5 jubus 2015-12-15 12:41
Panie Januszu, a można wiedzieć, skąd i za ile można na taką wycieczkę pojechać? Samotnie owszem jest fajnie, ale Rumunia to jednak dziki kraj, w znaczeniu pozytywnym, zwykły turysta-samotnik, taki jak ja, mógłby czegoś nie wiedzieć i gdzieś się zgubić.
Szkoda, ze tak mało na razie jest wiadomości o Rumunii, języka w Polsce praktycznie nie da się nauczyć, bo nawet książek nie ma (poza jakimiś starymi z epoki PRL), a kierunek nie tylko turystycznie jest arcyciekawy.
Cytować
 
 
0 #6 irena 2016-03-24 09:00
Dziękuję serdecznie!
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto