Sunday, Feb 26th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Kolejny powód, dlaczego upadła Alma

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Kilka lat temu w ramach dziennikarskiego researchu wysłałem największym polskim sieciom handlowym zapytanie, dlaczego ukraińskie produkty tak wolno wchodzą na polski rynek – i dlaczego ich nie ma (lub jest ich tak mało) w danej sieci. Odpowiedź dostałem od wszystkich sieci super- i hipermarketów, z wyjątkiem Almy.

Na temat perypetii związanych z wchodzeniem ukraińskich produktów spożywczych na polski rynek pisałem wielokrotnie. Temat dosyć ciekawy i intrygujący, więc go pokrótce przypomnę. Jak pamiętamy, ukraiński Euromajdan rozpoczął się od niezgody społeczeństwa na odroczenie podpisania umowy handlowej między Unią a Ukrainą. Początkowo chodziło o kwestie stricte gospodarcze: umowa stowarzyszeniowa miała oznaczać skasowanie ceł i swobodny dostęp do unijnych rynków (w tym polskiego) dla ukraińskich produktów – przy czym Rosja groziła, że w razie jej podpisania zablokuje dostęp do swojego rynku.

Majdan się odbył, wiele osób poniosło śmierć lub zostało ciężko rannych broniąc „europejskiego wyboru Ukrainy”, a Polacy wysyłali sygnały sympatii i wsparcia dla Euromajdanu. I w końcu jest: okupiona krwią umowa stowarzyszeniowa i strefa wolnego handlu, która umożliwia m. in. swobodny dostęp do polskiego rynku. I po kilkunastu miesiącach od zniesienia barier celnych i pozataryfowych okazuje się, że nic się nie zmieniło: ukraińskich towarów jak nie było w polskich sklepach, tak i nie ma do tej pory, z małymi wyjątkami. Zaintrygowany tą sytuacją postanowiłem zrobić na ten temat kilka materiałów dla polskich i ukraińskich mediów, z którymi współpracuję. Z sieciami handlowymi kontaktowałem się więc kilkukrotnie – i z tym samym skutkiem.

Tesco, Auchan, Stokrotka, Żabka, Lewiatan, Biedronka, Carrefour i kilka innych – w tym przypadku za każdym razem dostałem od działu prasowego profesjonalną odpowiedź na moje pytania. Czasem bardziej merytoryczną, w innym przypadku było to typowe „byle odpisać cokolwiek”, jakaś okrągła formułka – ale było. Jedynym zespołem prasowym który systematycznie olewał dziennikarzy był ten od Almy. Nie pomagał kontakt telefoniczny, odpowiedzi nie dostałem do tej pory (a był to 2014 i 2015 rok, czas świetności tej sieci, gdzie nikt nie myślał o bankructwie, a raczej snuł plany rozwoju).

Znajomy dziennikarz potwierdził w rozmowie ze mną, że mój przypadek nie był odosobniony: jak twierdzi, zespół prasowy Almy ignorował nie tylko moje zapytania prasowe i nie tylko w sprawie ukraińskich towarów.

Jak się później okazało, strategia „mamy wszystko w d…, nikomu nie odpisujemy” obowiązywała nie tylko w zespole prasowym, ale także w innych komórkach Almy. Tak się składa, że moje publikacje na temat perypetii związanych z ekspansją ukraińskich eksporterów na polski rynek spotkały się z dość sporym rozgłosem i dla kilku przedsiębiorców stały się istotnym źródłem wiedzy i inspiracją dla działań biznesowych. Kilku z nich zwróciło się do mnie z prośbą o poradę. W trzech przypadkach problem się powtarzał: zaproponowali oni współpracę (obiektywnie: na dobrych zasadach) różnym sieciom handlowym i tylko w przypadku Almy natrafili na dziwne problemy z komunikacją. Osoby z działu zakupów nie odpowiadały na maile, trudno się było z nimi umówić na spotkanie lub dłuższą rozmowę telefoniczną, a gdy już się udało, kończyło się na niczym. „Proszę przesłać mailowo ofertę, odpowiemy w ciągu X czasu” – odpowiadali, po czym kontakt się urywał.

Jak twierdzą moi rozmówcy, tylko w przypadku Almy spotykali się z taką arogancją w stosunku do potencjalnego partnera biznesowego. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza, by przyjmować ofertę ukraińskich produktów – mimo że była ona naprawdę atrakcyjna, importer brał na siebie całe ryzyko związane z tym, że produkt się nie sprzeda, a Alma mogła dużo zyskać, wprowadzając jako jedna z pierwszych sieci naprawdę dobre i tanie markowe ukraińskie wyroby. O tym, że w Polsce mieszka już ponad milion Ukraińców, którzy będą kupować ukraińskie produkty z czystej nostalgii, nie będę się rozpisywać: tylko głupi nie dostrzeże tutaj szansy na dobry interes. A gdy do tego dodamy kolejny milion – dwa „Polaków solidarnych z Ukrainą”, to mamy już całkiem sporą i atrakcyjną niszę rynkową. Niszę, którą Alma mogła zająć nie ryzykując niczym – i tego nie zrobiła.

Ile jeszcze podobnych szans rynkowych Alma zmarnowała, kierując się arogancją, nie odpisując na maile, traktując dziennikarzy i potencjalnych kontrahentów w sposób nie mający nic wspólnego z profesjonalizmem i elementarnymi zasadami kultury? Można się tylko domyślać.

Przy takim podejściu do partnerów i mediów upadek Almy wcale mnie nie dziwi. Dziwić może jedynie to, że z takim aroganckim zespołem sieć wytrzymała na rynku tak długo.

Jakub Łoginow

Komentarze  

 
-2 #1 jubus 2016-10-26 07:06
Myślę, że powód był zupełnie inny. Wystarczy spojrzeć na osobę właściciela, jego poglądy, jego zachowania i w ogóle styl bycia. To taki typowy "polski biznesmen", którego w Polsce mamy na pęczki. Alma zbankrutowała, bo była niedostosowana do polskiego rynku, w Polsce NIE MA KLASY ŚREDNIEJ, wbrew temu co się mówi. Polska jest na poziomie rozwoju Węgier czy Słowacji, niżej niż Czechy lub Słowenia, ciut wyżej jedynie niż Rosja, więc nic dziwnego, że taki kraj do nas po prostu nie pasuje.
Ukraina i jej spożywcza, niestety, mizerna póki co, oferta, nie ma tu nic do rzeczy. Ukraińcy sami przyznają, że wina leży po ich stronie.
Cytować
 
 
+3 #2 jubus 2016-10-26 07:08
Mieliśmy na portalu tu kiedyś doskonały przykład, dlaczego ukraińskie firmy nie mogą wejść do Polski. Jak można nazwać ofertę produktów "wołyńskie słodycze"? Czy naprawdę, nikt na Ukrainie nie wie, że słowo Wołyń, jednoznacznie w Polsce kojarzy się z morodowaniem Polaków, w sposób podobny do zarzynania zwierząt. No, Ukraińcy tego mogą nie wiedzieć, bo oni mają swoją wizję historii. Ale skoro nawet to potrafią spaprać, bo same produkty mają ciekawe, to nic dziwnego, że ten kraj, ledwo zipie, pod każdym względem.
Cytować
 
 
+2 #3 jubus 2016-10-26 07:10
Polacy poza tym, coraz bardziej stawiają na polskie produkty, na szczęście, bo ileż można żreć ten zagraniczny syf. Ukraina niestety, będzie mieć pod górę, podobnie jak Polska w Czechach czy ostatnio w Bułgarii i w Rumunii. Niestety, ale nie jest naszym interesie, być zalewanym tańszą produkcją z Ukrainy. Mnie nie dziwi, że Czesi stosują protekcjonizm wobec Polski. Polska powinna podobnie działać wobec Ukrainy, która powinna bardziej postawić na wejście do krajów bałtyckich, stamtąd zaczynając ekspansję.
Cytować
 
 
0 #4 jubus 2016-10-26 15:09
W związku z tym, że w końcu nasza władza poszła po rozum do głowy i była wizyta gospodarcza, premiera na Bialorusi, warto byłoby zadbać o to, aby w Polsce znalazło się więcej produktów żywniościowych z Białorusi i całej Unii Eurazjatyckiej. Pamiętajmy, że jest także Kazachstan, Armenia, Kirgistan. A to bardzo ciekawe kraje, jeśli chodzi o ofertę żywniościową. Rosja, jak dojrzeje, również będzie mogła sprzedawać swoje produkty. W końcu, bez różnicy, czy to Ukraina, Białoruś, Rosja, Kazachstan, Gruzja, Armenia. Zawsze lepsze to, niż ten syf z Zachodu.
Cytować
 
 
+4 #5 Krakkk 2016-10-31 11:34
Z sentymentem Ukraińców do narodowych produktów to nie ma co przesadzać :) to co potrzebują przywożą z sobą, a przywoływany sentyment Polski do Ukrainy to jakiś mityczny twór o którym wiele razy słyszałem ale nigdy go nie spotkałem (chyba, że autorowi chodzi o sentyment do majątku pozostawionego na kresach).

Z pełnym szacunkiem dla ludzi którzy ciężko pracują (mam ukraińskich pracowników) ale zarabiają tyle co Polacy pracując na tym samym stanowisku. I dokładnie tak jak w każdej nacji są pracownicy lepsi i gorsi...

Pewnym jednak jest duża asymetria w naszych kontaktach, zachodni Ukraińcy dalikatnie mówiąc za nami nie przepadają... a w Polsce nawet w kontekście Wołynia jest jakies pobłażanie.
Cytować
 
 
0 #6 dominik 2016-11-13 21:31
Poważnie Polska jest za Czechami tak wyraźnie? pod jakim wzgledem?
Dziekuje z góry za informacje
Cytować
 
 
0 #7 jubus 2016-11-20 08:51
Pod względem społeczno-gospodarczym. Nie ma tyle biedy na prowincji co w Polsce. Bezrobocie jest niskie, a wskaźnik zatrudnienia wysoki. Nie ma tyle biurokacji. Gospodarka jest bardziej innowacyjna niż Polska.
Jedyne w czym jesteśmy wyraźnie lepsi to walka z korupcją i rzady prawa, tu jest wyraźnie lepiej, nie ma takiej oligarchizacji jak w Czechach.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto