/Pomysł na biznes: sklep ukraiński w Polsce
Ukraińskie zakupy

Pomysł na biznes: sklep ukraiński w Polsce

Ukraińskie zakupy

Ukraińskie produkty cieszą się ogromnym zainteresowaniem polskich konsumentów, w tym również licznie mieszkających w Polsce imigrantów z Ukrainy i Białorusi. Wciąż jednak produkty spożywcze z Ukrainy są w polskich sklepach prawie niedostępne – wyjątkiem jest ukraińskie piwo. To idealna sytuacja dla drobnych przedsiębiorców, którzy mogą otworzyć w polskich miastach sklep ukraiński – jest pewne, że będzie się on cieszył powodzeniem niezależnie od lokalizacji, a klienci sami będą go sobie wzajemnie polecać.




Istnieje przynajmniej kilka powodów, dla których sklep z ukraińskimi produktami spożywczymi np. w Krakowie czy Olsztynie może liczyć na sukces rynkowy. Pierwsza sprawa – to ogromna liczba żyjących w Polsce Ukraińców: zarówno imigrantów, jak i przedstawicieli ukraińskiej mniejszości narodowej. Do tego należy doliczyć sporą grupę Białorusinów i Rosjan, którzy również chętnie odwiedziliby tego typu obiekt. Druga sprawa: w Polsce panuje w dużej mierze „moda na Ukrainę”, w samym Krakowie istnieje dość spore środowisko osób (głównie młodych ludzi), którzy Ukrainę po prostu lubią, często tam podróżują i chętnie przywożą stamtąd swoje ulubione produkty, niedostępne w Polsce.

Cechą tego środowiska (imigrantów, mniejszości i sympatyków Ukrainy) jest to, że w przypadku otwarcia sklepu ukraińskiego w Krakowie, Lublinie czy Olsztynie informacja o tym rozejdzie się bardzo szybko metodą „marketingu szeptanego”. O takim fakcie bardzo chętnie poinformują chociażby liczne fan-page na FB, poświęcone Ukrainie i Europie Wschodniej, tak że można będzie dotrzeć do wielu potencjalnych klientów praktycznie nie ponosząc kosztów reklamy.

Kolejna sprawa jest taka, że ukraińskie produkty spożywcze (oczywiście nie wszystkie) są po prostu dobre, smaczne, zdrowe i często wysokiej jakości. Za przykład niech posłuży chociażby ukraiński keczup, który w smaku rzeczywiście przypomina pomidory, czego nie można powiedzieć o sprzedawanych w Polsce i Europie Zachodniej chemicznych wyrobach nie mający z pomidorami wiele wspólnego.

Przykład dostępnego w Polsce ukraińskiego piwa czy kwasu chlebowego pokazuje, w jaki sposób ukraińskie produkty zyskują uznanie również tych polskich konsumentów, którzy z Ukrainą wcale nie sympatyzują. Początkowo ukraińskie piwo (Obołoń, Czernihiwskie Biłe, Lwiskie, Sławutycz, Awtorske) pojawiło się (około 2004 roku) w kilku sklepach i supermarketach jako ciekawostka. Koszt – około 5 złotych za butelkę, podczas gdy na Ukrainie to samo piwo sprzedawane było po 1,5-2 zł. Piwo to kupowali początkowo konsumenci z opisanej wcześniej grupy docelowej (osoby związane z Ukrainą), które wcześniej znali daną markę ze swoich podróży na Ukrainę i czuli do niej sentyment. Później z ciekawości sięgnęli po nie również pozostali klienci, aż w końcu ukraińskie piwo stało się w Polsce dość popularne i łatwo dostępne. Dokładnie tak samo będzie z ukraińskim keczupem, przetworami, gotowymi daniami w słoikach (np. barszcz ukraiński, solanka itp.), rybami, sucharkami czy winem.

Otwarcie sklepu ukraińskiego – to jedno, ale warto też pomyśleć szerzej o zajęciu się importem ukraińskich produktów i wprowadzeniu ich na szeroką skalę do polskich sklepów i hipermarketów – tak jak to już zrobiono z piwem. Moment na rozpoczęcie takiej działalności jest idealny. Wszystko wskazuje na to, że w listopadzie Ukraina podpisze umowę stowarzyszeniową z UE, przewidującą m. in. pogłębioną strefę wolnego handlu. W praktyce oznacza to, jeśli chodzi o gospodarkę, przyjęcie większości unijnych rozwiązań i niemal całkowite zniesienie barier celnych. Oczywiście z różnych względów natury politycznej (np. sprawa Julii Tymoszenko) umowa może jednak nie zostać podpisana na listopadowym szczycie Partnerstwa Wschodniego, ale jak nieoficjalnie twierdzą unijni komentatorzy, w takiej sytuacji i tak gospodarcza część umowy wejdzie w życie „tylnymi drzwiami”. Obie strony za daleko już zaszły, by się teraz wycofać z negocjowanych tak wiele lat rozwiązań, zwłaszcza że w dobie kryzysu strefa wolnego handlu UE-Ukraina może być impulsem dla ożywienia gospodarczego na kontynencie (niewielkim, ale zawsze).

Na plus dla takiego przedsięwzięcia (import ukraińskich produktów do Polski) działa również rosyjska blokada handlowa Ukrainy, z którą mieliśmy do czynienia w sierpniu, a która (jak już oficjalnie zapowiedział Putin) nasili się w listopadzie. Ukraińscy producenci wskutek utraty rynku rosyjskiego gorączkowo rozglądają się za nowymi rynkami, spoglądając oczywiście na Unię Europejską. A Polska jest obok Niemiec pierwszym krajem UE, od którego taką ekspansję najłatwiej zacząć. To już nie jest kwestia wyboru, większość ukraińskich eksporterów po prostu nie ma wyjścia, ma nóż na gardle i jest gotowa sprzedawać swoje towary do UE nawet poniżej kosztów, byle tylko zaczepić się na nowym rynku. Tym bardziej, że już wyprodukowane towary, przeznaczone pierwotnie na rynek rosyjski, zalegają w magazynach i po prostu trzeba je gdzieś sprzedać nawet za pół ceny.

W tej sytuacji to już nie jest kwestia czy, ale kiedy ukraiński keczup czy czekoladki pojawią się w polskich sklepach. Może stanie się to w przyszłym roku, może za dwa lata, może za trzy, ale jedno jest pewne – w takim 2018 roku produkty firmy Roshen, Svitocz, Torczyn Produkt czy Czumak będą w polskich supermarketach czymś tak oczywistym, jak dziś piwo Obołoń czy Lwiwske. Nie trzeba więc dodawać, że ten przedsiębiorca, który jako pierwszy lub jeden z pierwszych zajmie się ukraińskim importem, wygra na tym najwięcej.

Poniżej – przykłady ukraińskich grup produktów, które warto wprowadzić na polski rynek. Ta lista oczywiście nie wyczerpuje wszystkich możliwości, jeśli ktoś chciałby coś dodać od siebie, zachęcamy do zrobienia tego w komentarzu do tego artykułu.

· Słodycze: Roshen, Svitocz
· Wino: zakarpackie i krymskie; ukraińskie koniaki
· Keczup, majonez, sosy: Torczyn, Czumak
· Olej słonecznikowy
· Napoje bezalkoholowe: np. Żywczyk firmy Obołoń
· Woda mineralna: Myrhorodska (o specyficznym lekko słonym smaku, doskonała na kaca)
· Typowo ukraińskie produkty: sało, ryby wędzone
· Owoce morza (np. krewetki): na Ukrainie są one dużo tańsze niż w Polsce
· Typowe ukraińskie przekąski do piwa, niedostępne w PL: ryby suszone, suszone kalmary i ośmiornice, sucharki smakowe, „pałeczki krabowe”
· Lwowska kawa
· Sól kamienna firmy Artemsil. W Polsce sprzedaje się już prawie wyłącznie chemiczną sól w proszku, a wiele osób wolałoby solić prawdziwą, szarą solą kamienną (jest ona potrzebna również do kiszenia ogórków). Na Ukrainie kosztuje grosze (poniżej 1 zł), w Polsce dałoby się ją sprzedawać nawet z pięciokrotną przebitką, po 5 zł – tak jak w rosyjskim sklepie w Wiedniu
· Piwo z regionalnych ukraińskich browarów (to korporacyjne jest już w Polsce dostępne)
· Przetwory owocowo-warzywne, dania gotowe: pomidory w occie, Adżyka (tradycyjny gruziński produkt, dodatek do mięs, wytwarzany również na Ukrainie), ikra z kabaczków, barszcz ukraiński w słoiku, solanka (taka zupa) w słoiku – wystarczy przelać do garnka, podgrzać i gotowe (sprzedawane są w rosyjskim sklepie w Wiedniu), dżemy i powidła
· Przyprawy (na Ukrainie wyraźnie tańsze niż w Polsce)
· Miód (na Ukrainie dużo tańszy niż u nas, bardzo wielu Ukraińców zajmuje się pszczelarstwem)
· Grzyby, zioła (wielu Ukraińców z braku innych możliwości zarobku zajmuje się zbieractwem grzybów, owoców i ziół, stąd też takie produkty siłą rzeczy można dość tanio kupić – pytanie tylko na ile łatwo je wyeksportować do Polski)
· Leki i suplementy diety ukraińskiej produkcji (tańsze nawet 5-10-krotnie od polskich czy zachodnich odpowiedników)
· Owoce i warzywa z południa Ukrainy, z Chersońszczyzny: zwłaszcza pomidory i arbuzy. Są dużo smaczniejsze i dorodniejsze od polskich.