Saturday, Jan 21st

Last update:06:23:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Bałtyckie rozgrywki

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Mimo peryferyjnego położenia, Morze Bałtyckie od zawsze było areną zarówno współpracy, jak i ostrej geopolitycznej rywalizacji między najważniejszymi europejskimi graczami.


Jeszcze nie tak dawno przez ten akwen przebiegała żelazna kurtyna i Bałtyk był rozważany jako możliwe miejsce pierwszego starcia między ZSRR a NATO, w przypadku, gdyby wybuchła III wojna światowa. Dziś już oczywiście takiego zagrożenia nie ma, a po rozszerzeniach z 1995 i 2004 roku Bałtyk stał się niemal morzem wewnętrznym Unii Europejskiej. Z jednym wyjątkiem w postaci nadbałtyckich obwodów Rosji, które poważnie komplikują, a zarazem urozmaicają geopolityczną sytuację w regionie.

W obecnych czasach Morze Bałtyckie znów staje się płaszczyzną styku żywotnych interesów gospodarczych i politycznych między najważniejszymi graczami nie tylko europejskimi, ale i światowymi. Od 1989 roku obserwujemy postępującą integrację gospodarczą tego obszaru, głównie w ramach UE i w mniejszym stopniu EFTA. Wymiana handlowa i intensywność żeglugi na Bałtyku wzrastają dużo szybciej, niż wynosi średnia europejska. Z drugiej strony, możemy obserwować ostrą rywalizację o przywództwo w regionie, która jednak ma obecnie pokojowy wymiar i dokonuje się głównie na płaszczyźnie gospodarczej i ekologicznej.

Morze liderów


Fenomen Bałtyku polega na tym, że nad tym morzem leżą kraje, będące światowymi liderami pod względem poziomu (lub dynamiki) rozwoju społeczno-gospodarczego, czy też wpływów politycznych. Zacznijmy od Rosji, która jest największym powierzchniowo państwem na świecie i jednym z ważniejszych światowych graczy. Z drugiej strony mamy Niemcy – jedno z najbogatszych i najbardziej wpływowych państw na świecie i absolutny lider gospodarczy i polityczny Europy. Szwecja, Dania i Finlandia – to z kolei państwa co prawda nie odgrywające aż tak bardzo istotnej roli w polityce międzynarodowej, ale za to zajmujące najwyższe miejsca w światowych rankingach dobrobytu. Kraje skandynawskie są globalnymi liderami pod względem ochrony środowiska, walki z dyskryminacją czy niskiego poziomu korupcji. Pozostałe państwa leżące nad Bałtykiem również nie mają się czego wstydzić: Polska, Litwa, Łotwa i Estonia to niewątpliwie przykłady udanej transformacji ustrojowej, a zarazem kraje, które mogą się poszczycić wysoką dynamiką wzrostu. Sama Estonia jest przy tym światowym liderem innowacji technologicznych i społecznych. Dość wspomnieć o powszechnej informatyzacji administracji publicznej czy wprowadzonej niedawno bezpłatnej komunikacji miejskiej w Tallinie, co może pomóc w przeciwdziałaniu negatywnym skutkom nadmiernej motoryzacji (korki, zanieczyszczenie środowiska).

Drugą cechą charakterystyczną tego regionu jest fakt, że mimo tak ogromnych sukcesów państw Bałtyckich, sam Bałtyk ma dla tych krajów i Europy dość peryferyjny charakter. Polska i Niemcy są w zasadzie odwrócone plecami do Morza Bałtyckiego, a punkt ciężkości obu krajów leży gdzie indziej. Niemcy są bardziej zorientowane na Morze Północne, z kolei w Polsce najważniejsze metropolie leżą na południu i w środkowej części kraju i wcale nie ciążą ku portom bałtyckim. Mimo nadmorskiego położenia, Polska czy Litwa są krajami o wybitnie śródlądowym charakterze, których społeczeństwa morzem się właściwie nie interesują. Krajami ściśle związanymi z morzem, których stolice leżą nad samym Bałtykiem, są tylko Szwecja, Dania, Łotwa, Estonia i Finlandia, a więc państwa stosunkowo niewielkie (zwłaszcza jeśli chodzi o ilość mieszkańców, a nie powierzchnię).

Warto zauważyć, że krajami, które nie uznają dostępu do Bałtyku za istotny element swojej tożsamości, są zarazem dwa największe państwa Regionu Morza Bałtyckiego – Polska i Niemcy. Z racji swojej wielkości i znaczenia w UE, Polska lub nasz zachodni sąsiad mogłyby, gdyby tylko chciały, odegrać rolę lidera Regionu Morza Bałtyckiego. Tymczasem polska polityka zagraniczna niemal w ogóle nie zauważa faktu, że nasz kraj nad Bałtykiem nie tylko leży, ale ma tu swoje interesy i jest członkiem kilku ważnych organizacji współpracy regionalnej (np. Rada Państw Morza Bałtyckiego, HELCOM). W tej sytuacji do roli lidera Regionu Bałtyckiego aspiruje Szwecja, która nadaje ton współpracy bałtyckiej i inicjuje wiele ciekawych projektów z zakresu integracji bałtyckiej. Dało się to zauważyć podczas szwedzkiej prezydencji w UE (2009 rok), kiedy Sztokholm przeforsował utworzenie unijnej Strategii dla Morza Bałtyckiego. Szwedzi liczyli na to, że sprawa ta będzie kontynuowana podczas polskiej prezydencji (w końcu my również leżymy nad Bałtykiem), ale tak się jednak nie stało – kierunek północny polskiej polityki zagranicznej był w tym czasie niemal niezauważalny.

Integracja wielu prędkości

W Regionie Morza Bałtyckiego mamy do czynienia z klasycznym przykładem „integracji wielu prędkości”. Do awangardy współpracy bałtyckiej należą kraje skandynawskie, a także Łotwa i Estonia. To te państwa nadają ton współpracy w ramach organizacji bałtyckich, zarówno politycznych (np. Rada Państw Morza Bałtyckiego), jak i specjalistycznych (Komisja Helsińska – ekologia, VASAB – urbanistyka, Organizacja Portów Bałtyckich, czy międzynarodowa sieć Uniwersytetu Bałtyckiego). Poza tym twardym jądrem integracji bałtyckiej leżą: Polska, Niemcy, Litwa i Rosja – czyli kraje, które również leżą nad Bałtykiem i uczestniczą w organizacjach współpracy bałtyckiej, ale nie wykazują w tych kwestiach zbytniej inicjatywy (np. Polska) lub wręcz świadomie łamią ustalenia i zobowiązania np. z zakresu ochrony środowiska czy bezpieczeństwa na morzu (Rosja).

I wreszcie trzecia grupa, do której należą państwa co prawda nie leżące nad Bałtykiem, ale związane z tym morzem (np. korzystające z portów bałtyckich, jak Białoruś) lub mające na Bałtyku swoje interesy: Ukraina, Słowacja, Islandia, w pewnych aspektach również USA (zainteresowane kwestiami energetycznymi, np. sprzeciw wobec Gazociągu Północnego) i Chiny (inwestycje). Tu warto zwrócić uwagę na fakt, iż stan spraw na Bałtyku czasami wpływa na żywotne interesy państw leżących z dala od wybrzeża – klasycznym przykładem jest tu wpływ Gazociągu Północnego na bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy i Słowacji. Kraje z tej trzeciej grupy czasem, w ograniczonym zakresie uczestniczą w pracach organizacji bałtyckich (np. Ukraina jest obserwatorem w HELCOM i Radzie Państw Morza Bałtyckiego) czy we wspólnych bałtyckich projektach pozarządowych, ale wspieranych przez władze Szwecji czy Danii (np. Uniwersytet Bałtycki działający również we Lwowie czy Mińsku).

Rosja Bałtycka


Mówiąc o Morzu Bałtyckim w kontekście Europy Wschodniej, musimy przede wszystkim wspomnieć o Rosji, która już od czasów Piotra Wielkiego traktowała Bałtyk w kategoriach strategicznych, jako „okno na Zachód”. Najważniejszą rolę odgrywał i nadal odgrywa tu Petersburg, który jest najbardziej europejskim miastem Rosji, a w czasach Wladimira Putina dodatkowo zyskał na znaczeniu (m. in. autostrada i szybka kolej do Moskwy). Drugim bałtyckim przyczółkiem Rosji jest enklawa kaliningradzka, przy czym temat Obwodu Kaliningradzkiego jest na tyle obszerny, że wykracza poza zakres tej publikacji.

Po uzyskaniu niepodległości przez Litwę, Łotwę i Estonię Rosja poczyniła ogromny wysiłek inwestycyjny, ukierunkowany na stworzenie i rozwój własnej infrastruktury portowej i logistycznej na Bałtyku. Skala inwestycji i konsekwencja, z jaką Rosja inwestowała w Bałtyk jeszcze w kryzysowych czasach panowania Borysa Jelcyna, powinna dawać do myślenia. Rosjanie bowiem nie przykładali takiej wagi do rozbudowy portów nad Morzem Czarnym. Z różnych powodów to właśnie Kaliningrad i aglomeracja St. Petersburga (wraz z  Ust-Ługą), a nie czarnomorskie metropolie Noworosyjsk czy Rostow nad Donem, przejęły rolę rosyjskiego „okna na świat”. Moskwa na dobrą sprawę dopiero teraz zaczęła interesować się portami czarnomorskimi, inwestując np. w rozbudowę Noworosyjska, ale skala tych inwestycji jest nieporównywalnie mniejsza, niż w przypadku infrastruktury bałtyckiej.

W wyniku tych działań rosyjskie porty w Obwodzie Kaliningradzkim oraz nad Zatoką Fińską stały się największe i jedne z najnowocześniejszych na Bałtyku. Zbudowano nowoczesną infrastrukturę dla przeładunku i składowania kontenerów, nowe terminale promowe oraz porty dla ładunków masowych, wraz z całym zapleczem logistycznym. Natomiast w rejonie Ust-Ługi koło St. Petersburga powstała imponująca baza dla transportu i przeładunku ropy naftowej, wraz z systemem gazociągów. Dzięki temu Rosja mogła ograniczyć tranzyt ropy przez rurociąg „Przyjaźń” i przekierować transport „czarnego złota” na tankowce.

Zarówno w przypadku transportu ropy tankowcami, jak i budowy gazociągu po dnie Bałtyku, mieliśmy do czynienia z bardzo wysublimowaną grą między Rosją i innymi graczami bałtyckimi (oraz USA, UE i NATO), w którą zaangażowani byli dyplomaci, ekolodzy oraz służby specjalne. Z jednej strony Rosja dążyła do wyeliminowania krajów tranzytowych (Ukraina, Białoruś, Polska) z przewozu surowców energetycznych oraz do minimalizacji kosztów transportu ropy i gazu. W praktyce chodziło o to, by jak najwięcej ropy i gazu przekierować na Bałtyk, ponosząc przy tym jak najniższe koszty, związane m. in. z ochroną środowiska i bezpieczeństwem żeglugi.

Sprawa Gazociągu Północnego – to tylko wierzchołek góry lodowej. Rosja jako jedyny kraj bałtycki nie uznała statusu PSSA Bałtyku, określającego ten akwen jako morze szczególnie wrażliwe. Rzecz w tym, że Bałtyk jest morzem stosunkowo płytkim, słabo zasolonym (a przez to bardziej wrażliwym na zanieczyszczenia), o bardzo małych możliwościach samooczyszczania i wymiany wody z Atlantykiem (jedynie przez wąskie i płytkie Cieśniny Duńskie). Dlatego wystarczy jedna większa katastrofa tankowca, by praktycznie nieodwracalnie zniszczyć ekosystem bałtycki (podczas gdy w przypadku innych mórz skutki nie byłyby aż tak drastyczne). Tymczasem Rosja ze względów ekonomicznych nie chce słyszeć o przestrzeganiu restrykcyjnych norm dotyczących bezpieczeństwa żeglugi. W taki oto sposób techniczne i naukowe kwestie, regulowane za pośrednictwem np. Konwencji Helsińskiej o ochronie środowiska Bałtyku i jego zlewiska, przekładają się na sprawy geopolityki i interesów strategicznych Rosji oraz innych krajów Europy.

Bałtyk a Partnerstwo Wschodnie


Szwedzkie sprzeciwy wobec naruszania przez Rosję norm ekologicznych na Bałtyku nie są jednak całkowicie bezinteresowne i nie mają podłoża wyłącznie naukowego. Szwecja z różnych względów z niepokojem przygląda się rosnącej roli Rosji i Niemiec w Regionie Morza Bałtyckiego oraz wzrastającej współpracy między tymi krajami. Idea fix szwedzkiej dyplomacji (w tym również „dyplomacji obywatelskiej”, realizowanej przez Uniwersytet Bałtycki i organizacje pozarządowe) polega bowiem na przekształceniu szeroko rozumianego Regionu Morza Bałtyckiego w obszar, wyznający skandynawskie wartości: poszanowanie przyrody, specyficzny model relacji społecznych, tolerancja, nieakceptacja korupcji itp. Szwedzi propagują te wartości w takich krajach, jak Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś i Ukraina (czyli Region Bałtycki w szerokim ujęciu) m. in. poprzez wspomniany już Uniwersytet Bałtycki, czyli sieć edukacyjną z centralą na Uniwersytecie w Uppsali i oddziałami na uczelniach w kilkunastu krajach Europy Bałtyckiej (np. Uniwersytecie Łódzkim czy Uniwersytecie im. Iwana Franki we Lwowie). W tej sytuacji Sztokholm nie chce dopuścić do zdominowania Bałtyku przez tandem rosyjsko-niemiecki, który nie przywiązuje zbytniej wagi do „skandynawskich wartości” i zamiast tego kieruje się logiką siły i maksymalizacji zysku za wszelką cenę (vide: akceptacja korupcji w biznesie i zgoda na przestarzałe tankowce, które mogą spowodować katastrofę ekologiczną, ale za to pozwalają znacznie zaoszczędzić).

Zainicjowanie przez Szwecję (wspólnie z Polską) Partnerstwa Wschodniego nie było więc niczym przypadkowym i wpisywało się w szwedzkie dążenia do przekształcenia Regionu Morza Bałtyckiego w obszar wyznający „skandynawskie wartości”, a zarazem stworzenia przeciwwagi dla rosyjsko-niemieckiej dominacji w regionie. Przy czym według szwedzkiej terminologii Region Morza Bałtyckiego należy rozumieć szeroko, nie tylko jako obszary nadbrzeżne, ale jako wszystkie tereny, leżące w zlewisku Morza Bałtyckiego. W takim ujęciu do Regionu Morza Bałtyckiego należy również Lwów, Sokal, Poprad, Grodno i Brześć, gdyż rzeki z tych miejsc trafiają w końcu do Bałtyku, a więc zanieczyszczenia ze Lwowa czy części Wołynia de facto zanieczyszczają Morze Bałtyckie. Stąd też szwedzki rząd i organizacje pozarządowe bez rozgłosu, ale skutecznie pomagają Ukraińcom i Białorusinom w rozwiązywaniu problemów ekologicznych (np. budowa małych oczyszczalni ścieków w Obwodzie Lwowskim), faktycznie pomagając w ten sposób również sobie.

Partnerstwo Wschodnie w zamyśle Sztokholmu miało być więc jedną z platform, ułatwiającą tego typu współpracę i zaprzęgającą do niego całą machinę unijną. To między innymi dlatego współautorem tej inicjatywy była właśnie Szwecja, która przecież nie kojarzy się aż tak bardzo ze Wschodem, a nie bliższe tym sprawom Węgry, Rumunia czy nawet Niemcy.

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto