Sunday, Mar 26th

Last update:07:35:19 AM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Komunikacyjna pustynia między Polską a Litwą

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

Relacje Polski z północnym sąsiadem do łatwych nie należą – to nie ulega wątpliwości. Niestety, Warszawa nie robi absolutnie nic, by je poprawić na poziomie zwykłych kontaktów międzyludzkich. A te dotyczą prozaicznych tematów, ale przede wszystkim połączeń transportowych między naszymi krajami, albo raczej ich braku.

To enjoy breath to the fullest it is significant to be sound. How can medicines help up? Sure thing, one of the beautiful place where men can buy remedies is online pharmacy. In our generation the stock you can order from the Web is actually infinite. Drugs like Deltasone often is used to solve disorders such as severe allergies. Glucocorticoids synthetic steroids, which are readily absorbed from the gastrointestinal tract. There are numerous others. A lot of doctors know about price of cialis. What do you know about cialis generic best price? Albeit erectile dysfunction is more common among older men, that doesn’t make it “normal”. Erectile malfunction can act the quality of being. However there are some medications that can help us without harming your hard-on. Prescription medicines can save lives, but they can also come with unwanted side effects. It's significant to keep in mind that not all remedies are sound. Several people using this drug typically do not have serious side effects to Cialis. Take the container with you, even if it is empty. If you fear that someone might have taken an overdose of this medication, go to the emergency department of your local hospital at once.


Trudno jest przełamywać uprzedzenia, jeśli nie ma możliwości częstych odwiedzin i wzajemnego poznania się, poprzez wyjazdy turystyczne Litwinów do Polski i Polaków na Litwę. Tymczasem z tym właśnie jest największy problem. Oczywiście dzięki członkostwu naszych krajów w Schengen komunikacja jest teraz łatwiejsza, niż kiedykolwiek wcześniej: po prostu wsiadasz w samochód i nie niepokojony kontrolą graniczną jedziesz do sąsiedniego kraju. Na plus należy też zaliczyć fakt, że między Warszawą a Kownem i Wilnem funkcjonuje całkiem niezła (i tania – bilet w granicach 50 zł) komunikacja autokarowa, głównie w godzinach nocnych. Każdego wieczora z polskiej stolicy wyjeżdża kilka autobusów, a więc wsiadasz około godziny 19-22 do autobusu w Warszawie i nad ranem (5-8  rano) jesteś w Wilnie, płacąc za bilet mniej, niż za przejazd pociągiem do Krakowa. Na tym jednak koniec pozytywów, bo ogólnie rzecz biorąc możliwości dotarcia z Polski na Litwę są dalece niewystarczające.

Brak torów i autostrad

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to faktyczny brak bezpośrednich połączeń kolejowych z Polski na Litwę. Tylko raz dziennie (dane z lata 2013) z Warszawy przez Białystok i Suwałki kursuje pociąg pospieszny TLK do przygranicznego litewskiego miasta Sestokai (Szestoki), dokąd dochodzą „polskie” tory (o europejskiej szerokości). Pociąg ten jest skomunikowany z pociągami Szestoki – Kowno i Kowno – Wilno, umożliwiając tym samym dotarcie z północno-wschodniej Polski na Litwę i w przeciwnym kierunku.

Zauważmy przy tym, że liczne i tanie połączenia autokarowe Warszawa – Kowno – Wilno mimo swych niewątpliwych zalet mają jedną zasadniczą wadę: z nielicznymi wyjątkami nie zatrzymują się po drodze w Polsce. A jeśli już, to w środku nocy, np. o godzinie 2 lub 3. A więc o ile autokary te umożliwiają dogodne i tanie dotarcie na Litwę z Warszawy (a za jej pośrednictwem – z innych miejsc w kraju, skąd można do stolicy dotrzeć pociągiem), to nie są rozwiązaniem dla mieszkańców terenów bliższych litewskiej granicy, a więc np. Białegostoku, Suwałk czy Ełku. Poza wspomnianym pociągiem Warszawa – Białystok – Sestokai (tylko jednym dziennie!) z Białegostoku czy Suwałk nie da się dotrzeć na Litwę inaczej, niż własnym autem. Brakuje przede wszystkim LOKALNYCH autobusów transgranicznych, np. łączących Suwałki z Mariampolem czy Olitą. Na dobrą sprawę takie autobusy powinny odjeżdżać z Suwałk co 2-3 godziny, a bilet do Mariampola powinien kosztować w granicach 20 złotych. To paradoks, ale o wiele łatwiej jest dotrzeć lokalną komunikacją publiczną z Białegostoku do łukaszenkowskiego Grodna (co 2-3 godziny odjeżdża jakiś pociąg, autobus lub bus), niż z Suwałk czy Augustowa do unijnej Litwy, z którą nie dzieli nas bariera wizowa ani nawet nie obowiązuje kontrola graniczna.

Mówiąc o braku połączeń kolejowych, warto wspomnieć o podstawowym problemie, jakim jest odmienny rozstaw torów w Polsce i Litwie. Tory europejskiej szerokości docierają do wspomnianych już przygranicznych Szestoków, a następnie trzeba się przesiąść na litewski pociąg. Tymczasem są przynajmniej dwa rozwiązania tej bariery technicznej. Pierwszą jest budowa dawno zapowiadanej magistrali kolejowej Rail Baltica, czyli przystosowanej do jazdy szybkich pociągów linii kolejowej o europejskim rozstawie torów, łączącej Warszawę z Kownem, Rygą, Tallinem i Helsinkami. Projekt ten niby jest realizowany, ale inwestycja strasznie się ślimaczy – również z winy Polski.

Drugim rozwiązaniem, do zastosowania „na już”, jest zainstalowanie w Szestokach polskiego wynalazku SUW-2000, dzięki któremu pociągi mogą płynnie pokonywać styk torów europejskich i szerokich. Takie cudo funkcjonuje z powodzeniem na polsko-ukraińskiej granicy w Mościskach i Dorohusku, niestety nikt się nie pali by zastosować go również na granicy polsko-litewskiej.

Z transportem drogowym sprawa jest podobna. Niby można dojechać własnym samochodem, ale... po jakich drogach. Na dobrą sprawę, jeśli poważnie podchodzimy do relacji polsko-litewskich, to między Warszawą a Litwą powinna powstać nie tyle droga szybkiego ruchu Via Baltica, ale prawdziwa autostrada. Jak na razie jednak nie powstanie nawet droga ekspresowa, w każdym razie inwestycja się opóźnia, co nie sprzyja poprawie komunikacji między naszymi krajami.

Problematyczny Królewiec

Relacje polsko-litewskie byłyby z pewnością o wiele bardziej intensywne, gdyby nie czarna dziura między naszymi krajami, czyli geopolityczny dziwoląg w postaci eksklawy królewieckiej. Owszem, jeśli mówimy o dotarciu np. z Warszawy czy Krakowa do Wilna czy Kowna, to Obwód Królewiecki w niczym nam nie przeszkadza – najkrótsza droga i tak wiedzie przez ten mikroskopijny odcinek wspólnej polsko-litewskiej granicy, czyli przez Suwalszczyznę. Ale co z komunikacją na odcinku Gdańsk – Kłajpeda? Albo Olsztyn – Nida? Czy, mówiąc bardziej ogólnie, z dotarciem z szeroko rozumianego Pomorza, Warmii i Mazur, Wielkopolski, Dolnego Śląska czy Kujaw nad litewskie wybrzeże, czy też po prostu na zachodnią część Litwy?



Otóż proste spojrzenie na mapę i widzimy, że z Gdańska lub Olsztyna do Kłajpedy jest rzut beretem, ale jadąc w linii prostej trzeba by jechać przez terytorium rosyjskiej eksklawy. Teoretycznie jest to możliwe, ale... No cóż, sami wiemy jak jest: wizy, łapówki za wjazd do Rosji, 10 godzin stania na polsko-rosyjskiej granicy, 2-3 godziny na granicy rosyjsko-litewskiej, a do tego jeszcze mnóstwo przygód ze skorumpowanymi rosyjskimi policjantami. Nic dziwnego, że chętnych brak. Dlatego aby dostać się z Gdańska czy Olsztyna do niedalekiej przecież i bliskiej kulturowo Kłajpedy, trzeba nadrobić drogi i jechać absurdalną okrężną trasą przez Suwalszczyznę i Kowno. Gdyby nie królewiecka „czarna dziura”, dojazd z Gdańska do Kłajpedy zająłby 4 godziny, a tak jest to wyprawa na 8 godzin lub więcej. A więc zamiast w miarę krótkiej wycieczki (można by wyskoczyć choćby na jeden dzień, wyjechać wcześnie rano, zwiedzić Kłajpedę czy załatwić tam interesy i późnym wieczorem wrócić do Gdańska), robi nam się wyprawa na dziesięć godzin jazdy (Google Map pokazuje 8, ale trzeba przecież po drodze odpocząć, zjeść obiad, zatrzymać się na kawę). To właśnie dlatego bliska Gdańskowi geograficznie i historycznie Kłajpeda jawi się nam jak coś egzotycznego, odległego, podobnie jak cała zachodnia Litwa. W efekcie, poprzez oddzielenie nadbałtyckiej Litwy od Polski królewiecką enklawą, ta część Litwy jest dla nas obca, daleka, zupełnie nieznana. A to z kolei jest jedną z najważniejszych przyczyn, dlaczego między naszymi krajami są tak napięte stosunki.

Skąd ta teza? Otóż Polacy jeśli w ogóle jeżdżą na Litwę, to tylko do Wilna, Kowna i okolic. A więc na tereny zmieszane etnicznie, gdzie łatwo można się dogadać po polsku. Oczywiście Kowno czy Mariampole jest rdzennie litewskie, ale też „swojskie”, bliskie Wileńszczyźnie i Suwalszczyźnie. I na tej podstawie Polacy wyrabiają sobie opinię o całym kraju – że niby cała Litwa to takie „nasze swojskie Kresy”. Tymczasem żeby tak naprawdę poznać Litwę i zrozumieć jej realia, trzeba też pojechać do Kłajpedy, Nidy, Połągi i innych terenów nadmorskich, które z Polską nie mają i nie miały zbyt wiele wspólnego, za to bardziej orientują się na Skandynawię, Niemcy, Łotwę i Estonię. Dopiero pobyt na tych terenach, poznanie nadbałtyckiej części Litwy, tak naprawdę uświadomi nam, skąd u Litwinów takie a nie inne nastawienie do naszego kraju. I to działa również w drugą stronę: dla mieszkańców Kłajpedy czy Połągi Polska to kompletna abstrakcja. Geograficznie blisko, ale w rzeczywistości dalej niż do Afryki (i to dosłownie: założę się, że więcej mieszkańców Kłajpedy było w Egipcie czy Tunezji, niż w Polsce). To wszystko nie sprzyja intensyfikacji kontaktów między naszymi społeczeństwami, a bez tego liczenie na poprawę relacji polsko-litewskich to mrzonki.

Co zatem zrobić – spytają Czytelnicy, przecież nie najedziemy zbrojnie Królewca i nie ustanowimy bezpośredniej granicy między Polską a Litwą w tym rejonie. Jasne, ale dlaczego nie wynegocjowaliśmy z Rosjanami ustanowienia „eksterytorialnych” połączeń kolejowych między Gdynią i Olsztynem a Kłajpedą i Liepają, przez Królewiec i Tylżę (Sowieck)?

Zalatuje hitlerowskim żądaniem „korytarza”, pretensjonalnością? Otóż nic z tych rzeczy. Bo akurat „eksterytorialne” bezwizowe pociągi są standardem w relacji Królewiec – Wilno – Mińsk (i dalej do Moskwy, Kijowa lub Lwowa). Pociągi te umożliwiają mieszkańcom rosyjskiej eksklawy dotarcie koleją do Rosji właściwej, Białorusi lub Ukrainy bez konieczności posiadania litewskiej wizy tranzytowej. Po prostu wagony relacji Królewiec – Mińsk przejeżdżają przez terytorium unijne zaplombowane. Rosyjscy czy białoruscy pasażerowie nie mają więc możliwości wyjścia z pociągu na stacji w Wilnie czy Kownie, gdzie pociąg się zatrzymuje, dlatego ich status jest taki, jak pasażerów samolotu – formalnie nie znajdują się na unijnym terytorium, nie muszą mieć wiz. Oprócz tych wagonów tranzytowych pociąg wiezie również wagony „normalne”, dla pasażerów jadących z Królewca do Kowna, z Kowna do Wilna, czy z Wilna do Mińska. Wszystko doskonale działa i opłaca się każdemu z krajów: Rosji, Litwie, Białorusi – i nie ma w tym żadnej polityki, czysty pragmatyzm.

Dlaczego strona polska nie pomyślała o ustanowieniu podobnego połączenia Gdynia/Olsztyn – Królewiec – Tylża – Kłajpeda – Lipawa? Z eksterytorialnymi wagonami tranzytowymi, wiozącymi pasażerów na trasie Polska – Litwa, ale też z wagonami lokalnymi, umożliwiającymi komunikację między Gdynią/Elblągiem/Olsztynem a Królewcem, między Królewcem a Tylżą i wreszcie między Tylżą a Litwą i Łotwą. Tę kwestię należało wynegocjować z Rosjanami przy okazji rozmów o ruchu bezwizowym (małym ruchu granicznym), w momencie, gdy to Moskwie bardziej zależało na zawarciu tego porozumienia, niż nam. Gdzie wówczas była polska dyplomacja i dlaczego słowem nie zająknęła się o takim „eksterytorialnym” pociągu (na którym skorzystaliby również Rosjanie) – to już pytanie do ministra Sikorskiego i jego współpracowników.

Dodajmy również, że przy odrobinie dobrej woli taki pociąg Gdynia – Królewiec – Kłajpeda wcale nie musiałby być „eksterytorialny”, w sensie nie musiałby mieć zaplombowanych wagonów. Wystarczyłoby, aby Rosja wprowadziła możliwość przejazdu przez swoje terytorium tranzytem dla obywateli UE bez konieczności posiadania wiz rosyjskich, pod warunkiem wykupienia biletu na ten właśnie pociąg. Nie jest to zresztą nic nadzwyczajnego, gdyż Rosja wprowadziła podobne rozwiązania np. dla pasażerów przybywających do Królewca statkiem na jednodniową wycieczkę. Bilet na statek wraz ze stosowną wycieczką z biura podróży zwalnia z konieczności posiadania rosyjskiej wizy, oczywiście pod warunkiem, że turysta posłusznie wróci do UE, a nie zostanie na terytorium rosyjskim. Można? Można, trzeba tylko chcieć, a jak widać polskiemu MSZ jak zwykle zabrakło wyobraźni, by wynegocjować możliwość bezwizowego przejazdu tranzytem przez Obwód Królewiecki dla osób udających się z Polski na Litwę.

To może promem lub samolotem?

Skoro nie udaje się lądem przy użyciu eksterytorialnych (bezwizowych) pociągów, to może warto posłużyć się komunikacją promową lub lotniczą? Tutaj aż się prosi o tanie połączenia lotnicze Kraków – Wilno, Wrocław – Kowno (przykładowo) oraz linię promową Trójmiasto – Kłajpeda. Szczególnie ważna jest ta ostatnia, gdyż to właśnie ona powinna przejąć na siebie znaczną część ruchu towarowego między Polską a Litwą i Łotwą. Choćby po to, by ciężarówki nie rozjeżdżały doliny Rospudy, Augustowa i innych cennych przyrodniczo terenów, by nie stwarzały uciążliwości mieszkańcom. Już z tych względów linia promowa z Trójmiasta do Kłajpedy powinna powstać nawet w przypadku, gdyby początkowo miała być dotowana przez państwo – dlatego, aby uniknąć rozjeżdżania Podlasia, Mazur i Suwalszczyzny przez śmiercionośne TIRy.

Jak wygląda rzeczywistość? Otóż nic z tych rzeczy. Z Gdańska i Gdyni możemy się dostać promem do obcej nam Skandynawii, ale nie na Litwę, z którą to niby chcemy rozwijać dobrosąsiedzkie stosunki. Z Krakowa, Katowic czy Wrocławia dolecimy samolotem w najbardziej absurdalne i egzotyczne miejsca, ale nie do Wilna i Kowna. Za to połączenie lotnicze z Litwą (państwowym LOTem) posiada miasto, które jest tak blisko Litwy i ma tak dobre połączenia autokarowe z tym krajem, że komunikacji lotniczej akurat najmniej potrzebuje. Mowa oczywiście o Warszawie. Pomijając już absurdalną cenę biletu lotniczego Warszawa – Wilno rzędu 1500 zł w jedną stronę (a później LOT się dziwi, że nie ma klientów), jest rzeczą niezrozumiałą, dlaczego to właśnie to miasto jako jedyne ma połączenie lotnicze z naszym północnym sąsiadem. W końcu nawet w szkole uczą, że loty na tak krótkich trasach nie mają ekonomicznego sensu i właśnie przez to zbankrutował OLT – uruchamiając połączenia np. między bliskimi sobie Wrocławiem a Krakowem, niekonkurencyjne wobec auta (odległość podobna do tej Warszawa – Wilno). Siatkę połączeń oraz ceny z Polski do Wilna można znaleźć na tych stronach: centerfly.pl lub Pansamolocik.pl

Połączenie z Wilnem i Kownem ma natomiast sens w przypadku miast znacznie oddalonych od litewskiej granicy, jak Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań czy Szczecin, które dodatkowo mogłyby przejąć część podróżnych z sąsiednich krajów: Słowacji, Czech czy Niemiec. Aż się prosi, by takie połączenie uruchomił państwowy Eurolot, realizując tym samym misję – wykonując jedno z założeń polskiej polityki zagranicznej, jakim jest współpraca polsko-litewska. Oczywiście Eurolot powinien otrzymać na ten cel dotację z MSZ, jeśliby początkowo takie połączenie miało się okazać nierentowne. A jeżeli państwowe firmy pokroju Eurolotu nie są wykorzystywane jako narzędzie realizacji polityki zagranicznej, to po jakiego grzyba Eurolot wciąż jest w dużej mierze w rękach państwa? Zdecydujmy się w końcu: jeśli nasz drugi narodowy przewoźnik ma być po prostu firmą prywatną, bez żadnej misyjności, to trzeba go jak najszybciej sprzedać, a nie utrzymywać akcji w rękach Skarbu Państwa, skoro ten państwowy nadzór nie służy realizacji narodowego interesu.

Dla rządzących, ale też dla analityków doradzających polskiemu MSZ, mam więc jedną radę. Zajmijcie się w końcu rzeczywistymi problemami dotykającymi zwykłych ludzi, a więc między innymi poprawą połączeń komunikacyjnych między Polską a Litwą. Oraz oczywiście współpracą gospodarczą między naszymi krajami. A wtedy okaże się, że te wszystkie spory o pisownię nazwisk to po prostu temat zastępczy, który rozwiąże się samoistnie – bo więzi ekonomiczne i międzyludzkie okażą się silniejsze od fobii i stereotypów.

 

 

Komentarze  

 
0 #1 jubus 2013-08-03 06:34
Trochę przesadzasz jak zwykle. Połączenie drogowe są dopiero w planach, nie ma pieniędzy na to, by od razu budować autostrady na Wschodzie, ale drogi ekspresowe są już od dawna zaplanowane i to kwestia 5-7 lat. Do Białegostoku, faktycznie już prowadzi, częściowo droga ekspresowa z Warszawy, do tego planowane jest przecież połączenie Białegostoku z Kuźnicą, Lublinem i Rzeszowem przez drogę ekspresową S19. Na razie planuje się budowę odcinka Rzeszów-Lublin, pobudowano obwodnice Kraśnika, Kocka, Lubartowa (tu mogę się mylić), buduje się obwodnice Lublina, tak więc "coś się dzieje". Połączenia kolejowe z Białymstokiem też są. To, że nie ma połączeń dalej, to już kwestia małego ruchu. Litwa ma 3.5 mln. mieszkańców, kraje bałtyckie łącznie 7, nikt nie będzie od razu rzucał wszystkiego i budował autostrad, planuje się przecież Via Baltica, ale potrzeba czasu i pieniędzy. Połączenia lotnicze są, ale przez Skandynawię, wcale nie tak "obcą" jak piszesz, bo jak dla mnie, to Szwecja, Dania czy Finlandia są równie "obce" jak Austria czy Chorwacja. Z Lublina można polecieć do Rygi, bodajże do Wilna lub Kowna, przez Sandefjord, jak dobrze się pokombinuje to za 300-400 złotych i w ciągu jednego dnia. Nie ma więc aż takiej tragedii. Kontakty z Litwą są dobre, inwestycje polskie na Litwie czy na Łotwie sie rozwijają, na odwrót też. Jedna z sieci handlowych w Lublinie zostala przejęta przez litewską-bałtycką sieć Maxima i można już kupić nawet produkty z krajów bałtyckich, pod marką własną. Litwini kupują "na potęgę" polskie produkty, więc też nie jest źle. Kwestia niechęci Litwinów do Polski i Polaków ma swoje uzasadnienie historyczne, bo wiadomo kto zabrał Wilno i dlaczego, Litwini są ambiwalentni wobec Polski, osobiście uważam, że są nieco dwulicowi, ale takich mamych wszystkich sąsiadów. Litwa ma bardzo wiele problemów wewnętrznych, nawet większych niż Polska i sfrustrowani ludzie mogą odreagowywać się na Polakach. Łotwa to już inna kromka chleba, a Estonia to zupełnie co innego, bo to już kraj nordycki, tak jak Finlandia.
Cytować
 
 
0 #2 pietia 2013-08-03 07:45
Uproszczony tranzyt obowiązuje tylko w pociągach łączących Kaliningrad z głębią Rosji, z tego powodu, że pasażerowie w tej relacji przemieszczają się w ramach jednego państwa, tyle, że tranzytem przez terytorium UE.W przypadku tranzytu np. z Gdańska do Klajpedy tego wariantu nie da sie zastosować z tego powodu, że Polska i Litwa to 2 różne państwa. Zwróćmy uwagę, że już Białorusini czy Ukraińcy, jadąć do Kaliningradu, muszą mieć normalną litewską tranzytówkę, gdyż przemieszczają się oni między dwoma różnymi państwami, przez terytorium państwa trzeciego.
Co do inych kwestii, to połączenie kolejowe do Szesztokai nie jest złe, oczywiście pod warunkiem skomunikowania w dalszych kierunkach. Choć przydałaby się w tej relacji jeszcze druga para pociągów (kiedyś była), jeśli nie z Warszawy, to np. z Białegostoku. Inna rzecz, ze PKP wyraźnie dąży do likwidacji linii Sokółka-Suwałki-Sestokai, a "Hańcza" kursuje chyba tylko z uwagi na obowiązujące wciąż porozumienie z Litwą. Co do autobusów, to w Mariampolu zatrzymuje się część rejsów Ecolines w kierunku Rygi, jest to wazny pounkt przesiadkowy. Po stronie polskiej autobusy tej firmy mają przystanki m.in w Białymstoku czy Augustowie (fakt, ze rzadko z nich ktoś korzysta). Oczywiście idaelnie nie jest, ale jednak dużo lepiej niz na wielokrotnie tu opisywanej granicy polsko-słowackiej,
Cytować
 
 
0 #3 Kuba 2013-08-03 10:48
Tu nie do końca się zgodzę, bo Rosjanie z Królewca jeżdżą tranzytowymi pociągami nie do Rosji właściwej, lecz na Białoruś. Mamy więc dokładnie identyczną sytuację: Białoruś jest w unii z Rosją, Polska jest w Unii z Litwą (UE), powinny więc obowiązywać identyczne regulacje. Inna sprawa to jakość torów między Tylżą a Kłajpedą, która pozostawia wiele do życzenia. Tym niemniej, taki pociąg tranzytowy byłby w interesie samych Rosjan, zwiększyłby bowiem dostępność komunikacyjną tej eksklawy. Dlatego nie rozumiem, dlaczego w ramach ocieplenia polsko-rosyjskiego po dojściu Tuska do władzy nawet nie omawiano tej kwestii.
Cytować
 
 
0 #4 jubus 2013-08-03 14:18
Kuba, te regulacje tranzytowe to sobie Rosja już dawno zagwarantowała, gdy Litwa i Polska wschodziły do UE. Była niezła awantura przecież oto. Ani Polska, ani Litwa nie chciały nic w zamian, olano to, dzisiaj to chyba już nie przejdzie, do czasu, aż Królewiec będzie miał normalny ruch wizowy ze strefą Schengen, czyli przynajmniej do 2020 roku poczekamy, bo wątpię, aby ruch bezwizowy z Rosją był wcześniej.
Cytować
 
 
+1 #5 Foma 2013-08-05 09:42
Połąga z Polska nigdy nie miała nic wspólnego twierdzi Pan.... A o tej książce nie słyszał Pan? http://dzieje.pl/ksiazka/nadbaltyckie-zakopane-polaga-w-czasach-tyszkiewiczow
Cytować
 
 
0 #6 gosc 2013-11-20 19:39
Nie za bardzo wiem po co jeździć z Polski do Kłajpedy. Tam zupełnie nic nie ma. Moze Pałanga, ale dla meiszkańców Trojmiasta Pałąnga może się kojarzyć tylko z wioską z kiepską infrastrukturą. Poza Wilnem i Kownem to na Litwie właściwie nic nie ma. System SUW 2000 jest zainstalowany na granicy z Litwą w Mockavie, ale juz kilkanascie lat temu zlikwidowano nocny pociag hotelowy Balti.I nic dziwnego, pocagiem do WIlna wlecze sie prawie 10 godzin. Najkrótsza trasa wiedzie rpzez Grodno, ale Białoruś to wizy tranzytowe., a ostatni pociag Berlin-Wawa-Bialystok-Grodno-Wilno-Petersburg/Ryga skonczyl kursowanie kilkanascie lat temu. Dzis juz nawet zlikwidowano polaczenie z Sestokai, bo pociag wozil powietrze. TLK Hancza dojezdza tylko do Suwalk. Tak wiec polaczen kolejowych z Litwa juz nie ma. Pociagi Bstok-Grodno sa przepelnione, bo Bialorusini jezdza do bstoku na zakupy.
Cytować
 
 
+3 #7 gosc 2013-11-20 19:43
pociag Borodino Bialystok-Moskwa tez zlikwidowano.
Pociag Kijow-Przemysl zlikwidowano
Pociag Odessa -Warszawa zlikwidowano
Ruch bezwizowy z Bialorusia i Rosja zlikwidowano w 2004 r,
We wschodniej Polsce wszystko sie liwkiduje i niczego sie nie buduje. Zero autostrad, zero remontow dworcow i linii kolejowych.
Cytować
 
 
+1 #8 jubus 2013-11-21 10:28
Cytuję gosc:
pociag Borodino Bialystok-Moskwa tez zlikwidowano.
Pociag Kijow-Przemysl zlikwidowano
Pociag Odessa -Warszawa zlikwidowano
Ruch bezwizowy z Bialorusia i Rosja zlikwidowano w 2004 r,
We wschodniej Polsce wszystko sie liwkiduje i niczego sie nie buduje. Zero autostrad, zero remontow dworcow i linii kolejowych.

Nie powiedziałbym. Następuje po prostu przebudowa Polski Wschodniej, tak, aby rozwijała się ona sama, bez niczyjej pomocy i przy zamkniętych granicach. Można powiedzieć, że Polska Wschodnia to nowe Kresy, a na wschód to już nowy-ZSRR, z którym granice jeszcze długo będą zamknięte.Kiedyś myślałem, że Europa Wschodnia to szansa dla Polski Wschodniej, ale obecnie widzę, że trzeba dać sobie z tym spokój. Litwa, Łotwa, Estonia to jedyne kraje, które "rokują", może i małe, ale szybko się rozwijające, mające bliskie związki z krajami nordyckimi. Polska Wschodnia powinna więc zacieśnić współpracę własnie z nimi (bałtyckimi i nordyckimi)oraz krajami na południu Europy, w tym z Turcja. O Białorusi, Rosji czy Ukrainie, należałoby zapomnieć, raz na zawsze.
Cytować
 
 
+1 #9 pietia 2013-11-23 20:56
Jakoś jednak rzeczone kraje bałtyckie czy Finlandia rozwijają współpracę gospodarczą czy przygraniczną z Białorusią czy Rosją, nieźle na tym wychodząc. Oczywiście wschodnia granica UE długo jeszcze takową pozostanie, ale należy dążyć do uczynienia jej jak najbardziej pryjaznej dla zwykłych obywateli (co zresztą wielkorotnie postulowano na tym portalu). Rozwój turystyki, choćby tylko zakupowej czy przygrancznego handlu może przygranicznym terenom Polski dać mimo wszystko wiecej korzyści niż robienie z nich kresowego zaścianka. Zresztą przdwojenne tzw. Kresy wcale nie "rozwijały się same", a wrecz były najbiedniejszym regionem II RP
Cytować
 
 
+1 #10 jubus 2013-11-24 17:28
Cytuję pietia:
Jakoś jednak rzeczone kraje bałtyckie czy Finlandia rozwijają współpracę gospodarczą czy przygraniczną z Białorusią czy Rosją, nieźle na tym wychodząc.

Zgadza się, tylko, że podstawą ich dobrych stosunków z Rosją czy Białorusią jest globalizacja stosunków, szczególnie Finlandii. Rosja to partner mniej ważny dla Finlandii niż USA czy nawet Chiny, tak samo powinno być z Polską. Kraje bałtyckie są dzisiaj bardziej "zachodnie" niż Polska, co widać chociażby po ich polityce pro-biznesowej. Po prostu, ani Białoruś ani Rosja nie są w stanie zagwarantować nic, poza jakimiś dodatkowymi korzyściami. Nawet Kazachstan, mimo, że w UC to rozwija współpracę, głównie z Chinami, od niedawna także z USA czy UE. Po prostu są mądrzy, o Chińczykach czy Japończykach nawet nie będę pisał, bo oni wolą Amerykę niż tych dziadów z Rosji, co nie znaczy, że nie postępują pragmatycznie. Tak samo powinna działać Polska, ale nie za wszelką cenę, świat jest na tyle duży, że dzisiaj odgległości nie odgrywają większej roli. Rosja czy Białoruś powinny odgrywać rolę taką, jak np. Korea Południowa czy Japonia, nie więcej nie mniej.
Cytować
 
 
0 #11 curitek 2014-05-31 06:52
Kowno i Mariampole są dla autora "oczywiście rdzennie litewskie" właśnie dzięki polityce wynaradawiania polskiej ludności prowadzonej przez litewski rząd już w latach 20. Teraz to samo dzieje się na Wileńszczyźnie i nie jest to temat zastępczy, tylko przykład łamania praw człowieka na Litwie.
Cytować
 
 
0 #12 jubus 2014-05-31 07:45
Cytuję curitek:
Kowno i Mariampole są dla autora "oczywiście rdzennie litewskie" właśnie dzięki polityce wynaradawiania polskiej ludności prowadzonej przez litewski rząd już w latach 20. Teraz to samo dzieje się na Wileńszczyźnie i nie jest to temat zastępczy, tylko przykład łamania praw człowieka na Litwie.

Niestety, ale autor ma rację. Trzeba spojrzeć na proces wynaradawiania pod kątem polityki polskiej, prowadzonej na tych terenach w dawnych czasach. Wpierw była polonizacja, czyli proces wynaradawiania innych, niż polska, populacji. Czy to dobre czy złe? Zależy jak na to patrzeć, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Patrząc na politykę Polski wobec Europy Wschodniej, w pełni rozumiem antypolskie nastroje, na Litwie, Białorusi, Ukrainie, w Rosji. Nie oszukujmy się, Polacy na Wschodzie prowadzili podłą politykę, w niczym nie lepszą od Niemców w Europie Środkowo-Wschodniej.
Cytować
 
 
-1 #13 jubus 2014-05-31 07:47
Polak, na Wschodzie to "pan i władca" oraz "krzyżowiec, służący w interesie innych, głównie Watykanu i USA (obecnie)". Takie są fakty historyczne i mnie wcale nie dziwi, antypolonizm, nie tylko w najbliższym otoczeniu, ale i na świecie. Jednocześnie zdecydowanie potępiam banderyzm, jako ideologię bliską hitleryzmowi, opartą na ludobójstwie.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto