/Na rolkach z Oświęcimia w dół Wisły: 25 kilometrów świetnej trasy, choć są pułapki

Na rolkach z Oświęcimia w dół Wisły: 25 kilometrów świetnej trasy, choć są pułapki

Rolkarze z Małopolski i Śląska mają coraz więcej możliwości aktywnego spędzania czasu na rolkach. Minął już czas, gdy pozostawało nam jeździć w kółko po parku, wokół Błoń czy tam i z powrotem na katowickim Muchowcu. W zasięgu godzinnej jazdy samochodem lub pociągiem z Krakowa i Katowic pojawiło się już sporo tras, które możemy przemierzać bezkolizyjnie na rolkach na długich, ponad 50-kilometrowych wycieczkach. Jedną z takich tras jest Wiślana Trasa Rowerowa na odcinku z Oświęcimia w dół Wisły, którą koniecznie powinniście przetestować, gdy zrobi się ciepło.





Dojazd na trasę

Trasę testowałem w styczniu 2018, podczas cieplejszego dnia, chociaż niestety było wilgotno. I okolica była spowita mega gryzącym smogiem. Stąd z góry przepraszam za słabej jakości zdjęcia.

Do Oświęcimia dojechałem z Krakowa pociągiem, powrót również koleją. Generalnie oferta połączeń kolejowych nie jest najgorsza, pociągi są średnio co półtorej godziny, od wczesnego rana do późnego wieczora. Koszt przejazdu Kraków – Oświęcim pociągiem Intercity (Kolei Czeskich) to 21 złotych, w komfortowych warunkach (włącznie z gniazdkiem elektrycznym w przedziale). Przejazd pociągiem typu „kibel” Przewozów Regionalnych to 9 złotych. IC jedzie nieco ponad godzinę, osobowy 1h 45 minut. Połączenia kolejowe z Katowicami są jeszcze lepsze – pociągi Kolei Śląskich średnio co godzinę, czas przejazdu to zaledwie 50 minut. Do Oświęcimia można dojechać bezpośrednim pociągiem także z wielu innych śląskich miast, m. in. z Chorzowa.

Rolki zakładamy zaraz po wyjściu z pociągu, przy dworcu. Niestety, czeka nas jazda ok. 1,5 km po chodnikach z kostki, zanim dojedziemy nad Sołę. Na dworcu i w okolicach brakuje jakichkolwiek drogowskazów dla rolkarzy i rowerzystów, jak dojechać na trasę. Ja polecam kierować się ulicami: Obozowa – Dworcowa – Polna. Przejeżdżamy przez ulicę – i dojeżdżamy do parku nad Sołą, gdzie trafiamy na asfaltową trasę rowerowo-rolkarską, którą kierujemy się w lewo (na północ, w dół rzeki).

Jedziemy kilkaset metrów dobrym asfaltem, jednak za mostem czeka nas niemiła niespodzianka: kilkaset metrów trasy wyłożonej obrzydliwą, fazowaną kostką Bauma. Za mostem kolejowym znów na kilkaset metrów wraca asfalt. Dojeżdżamy do wsi Broszkowice i tam musimy krótki odcinek przejechać lokalnymi drogami. Na szczęście, samochody tu prawie nie jeżdżą, a droga jest oznakowana. Dojeżdżamy do głównej drogi, jakieś 300 metrów asfaltowym DDR do mostu, przejeżdżamy przez Wisłę – i jest, nasza wymarzona Wiślana Trasa Rowerowo-Rolkarska.

Pierwsze 10 kilometrów mega brzydkie. Później robi się ładnie

Asfalt jest naprawdę idealny, można rozwinąć naprawdę duże prędkości. Ale trzeba uważać na pułapki: bardzo śliskie naklejki. Gdy jest wilgotno, najechanie na nie grozi przewróceniem się i kontuzją. Na szczęście, problem został dostrzeżony – naklejki mają zniknąć, jako rozwiązanie niebezpieczne dla rolkarzy. Niestety, te naklejki to efekt złego nastawienia całego systemu. Przykładowo, w Czechach takie rozwiązanie byłoby niemożliwe, gdyż tam na etapie przedprojektowych zakłada się, że użytkownikami tego typu tras są zarówno rowerzyści, jak i rolkarze (a u nas tylko rowerzyści, a rolkarze jedynie „na doczepkę”). Dlatego w Czechach takie naklejki podobnie jak inne rozwiązania musiałyby przejść ocenę przydatności zarówno dla rowerzystów, jak i rolkarzy – i ta ocena wyszłaby negatywnie ze względu na śliskość, która rowerzystom aż takich problemów nie sprawia. Dlatego apelujemy o wdrożenie czeskiego rozwiązania także w Małopolsce. Dwukrotnie interpelacje w tej sprawie składał radny wojewódzki Jerzy Fedorowicz – może w końcu uda się przekonać Zarząd Dróg Wojewódzkich w Małopolsce do tego sprawdzonego czeskiego (i słowackiego) rozwiązania.

Najechanie na tę naklejkę:

grozi tym:

Trasa jest fajna, ale przez pierwsze kilka kilometrów – dosyć brzydka. Zwłaszcza w styczniu, podczas utrzymującego się tu przez ponad pół roku permanentnego smogu. Ten smog naprawdę powala. Standardem są tu kilkukrotne przekroczenia normy i nikt nic z tym nie robi. Jeśli nie zmieni się świadomość ekologiczna mieszkańców, a władze Oświęcimia i okolicznych gmin nie zaczną na poważnie walczyć ze smogiem, słabo widzę rozwój turystyki rowerowej i rolkarskiej na tych terenach.  Zwłaszcza w zimniejszych miesiącach: marcu, kwietniu, wrześniu i październiku, kiedy warunki do wycieczek są dobre, ale ludzie już (albo jeszcze) palą w piecach czym popadnie i dosłownie nie da się oddychać. Na tym przykładzie widać wyraźnie, że przyjęta w styczniu 2017 uchwała antysmogowa Małopolski absolutnie nic nie dała. Prawdziwym rozwiązaniem jest tylko program termomodernizacji budynków oraz zakaz palenia węglem i drewnem w nowobudowanych domach, do czego władze województwa jednak nie są przekonane, zwłaszcza ze względu na opór radnych PiS i PSL.

Mniej więcej w połowie drogi trasa na kilkaset metrów zbacza z wałów wiślanych i ten krótki odcinek musimy przejechać po drogach lokalnych. Nie jest to jednak żaden problem – trasa jest oznakowana, praktycznie nie ma na niej samochodów i zaraz wraca na wał wiślany.

Jesteśmy w Mętkowie. Całkiem sympatyczna wieś, zwłaszcza że buduje ona chodniki z kostki niefazowanej, przyjaznej rolkarzom.

Za Mętkowem krajobraz robi się bardzo ładny. Tak podejrzewam, bo gdy jechałem tą trasą w styczniu, nic nie było widać, bo smog wszystko zasłaniał. Zza smogu rozpościerały się jednak zarysy sosnowych lasów i wzgórz z okolic Libiąża. Prawdopodobnie w maju czy latem jest tam bardzo ładnie, dlatego z góry polecam się tam wybrać.

W pewnym momencie trasa bardzo ostro skręca w lewo – wyasfaltowany wał wiślany musi ominąć jeden z potoków, stanowiących lewobrzeżny dopływ Wisły. To jeden z najładniejszych i najciekawszych fragmentów tej trasy. Powoli zbliżamy się jednak do końca. Jeszcze tylko jakieś dwa kilometry – i dojeżdżamy do mostu w Jankowicach, a za nim trasa się kończy i zaczyna szuter.

Za jakiś czas ta trasa zostanie przedłużona i będzie można pojechać dalej. Na razie jednak na tym musimy zakończyć. Od dworca w Oświęcimiu do tego miejsca jest około 25 km. W obie strony – 50 km. Nie najgorszy dystans, choć dużo mniejszy, niż ten, do którego przyzwyczaiły nas trasy na polskim i słowackim Podtatrzu.

Trasa ma potencjał

Generalnie trasa jest bardzo fajna i jest jedną z najdłuższych w Małopolsce. Koniecznie w cieplejsze dni powinni się tu wybrać rolkarze z Krakowa i okolic. Ale jest to także świetna trasa dla rolkarzy ze Śląska i Zagłębia. Z Katowic jest tu rzut beretem (50 minut pociągiem), a trasa jest dłuższa, niż najdłuższe trasy rolkarskie w Województwie Śląskim, takie jak tor w Dolinie Trzech Stawów, Pogoria, trasa wokół Jeziora Goczałkowickiego, trasy w Parku Śląskim czy serwisówka wzdłuż A4 w Gliwicach. Wspomniane powyżej trasy na Śląsku i Zagłębiu mają zaledwie kilka, góra kilkanaście kilometrów długości (Pogoria). Opisana tu trasa Oświęcim – Jankowice ma 25 km, a gdyby się uprzeć, można jechać jeszcze dalej, drogami lokalnymi, którymi następnie dojedziemy na kolejny, krótki odcinek trasy na wale wiślanym, kończący się w Okleśnej.

Opisana tu trasa jest świeża i wciąż jeszcze jest rozwijana. W ciągu najbliższych kilku lat ma się pojawić brakujący odcinek na wale nad Sołą na styku Soły i Wisły (nie trzeba będzie jechać drogami lokalnymi przez wieś Broszkowice), powstanie też brakujący odcinek za Jankowicami.

Nic mi natomiast nie wiadomo o tym, by do poprawienia infrastruktury pieszej i rowerowej przymierzały się władze Oświęcimia. A mają tu pole do popisu. Po pierwsze – powinny zastąpić odcinek trasy nad Sołą z kostki nawierzchnią asfaltową. Po drugie – zapewnić asfaltowe połączenie trasy nad Sołą z dworcem kolejowym (niekoniecznie w formie DDR, wystarczyłoby wyasfaltować chodniki). I po trzecie, wprowadzić wzorem Krakowa standard, zgodnie z którym nowe i remontowane chodniki byłyby już budowane z asfaltu lub kostki niefazowanej, zamiast z kiczowatej i niefunkcjonalnej kostki fazowanej, czyli tej z rowkami.

Na trasie brakuje też oznaczeń oraz… ławek i toalet. Apeluję od dwóch lat, by ławka była obowiązkowym standardem wszędzie tam, gdzie kończy się (choćby na okres roku czy dwóch) nawierzchnia bitumiczna, a zaczyna tymczasowa nawierzchnia szutrowa. Chodzi o to, by rolkarze mogli usiąść i zmienić obuwie. Na Szlaku wokół Tatr zastosowano banalnie proste rozwiązanie: przyklejano zalaminowaną kartkę z informacją, że trasa się kończy, a dalej jest odcinek jeszcze nie odebrany itp. Takie zalaminowane kartki (i ławki) przydałyby się także np. w Jankowicach, czyli tak gdzie na dzień dzisiejszy kończy się asfaltowa trasa. Chodzi o zwyczajne poinformowanie zrolowanych użytkowników, czy trasa kończy się „na amen”, czy też ten szutrowy odcinek jest tylko krótki a dalej asfaltowa trasa powraca na nowo. I informacja o tym, co ma w tej sytuacji zrobić rolkarz: zdjąć rolki i przejść kilometr – dwa pieszo, przejechać objazdem lokalnymi drogami, czy w ogóle dać sobie spokój i nie kontynuować podróży? Dodam, że takiej informacji nie znajdziemy w internecie ani przez żadną aplikację mobilną: wszelkie porady opracowane przez Województwo Małopolskie dotyczą rowerzystów (mimo że ci i tak sobie poradzą, bo przejadą nawet po szutrze), nie ma natomiast żadnych informacji dedykowanych rolkarzom.

Podobny problem dotyczy zresztą także mnóstwa innych odcinków tras w całej Małopolsce. Sieć Velo Małopolska budujemy etapami i przez najbliższe 5-10 lat będzie się zdarzać tak, że trasa będzie się gdzieś urywać i jakiś odcinek być może trzeba będzie przejść pieszo lub przejechać komunikacją publiczną (o ile ona istnieje) – i taka tymczasowa sytuacja w danym miejscu będzie trwać rok, dwa, trzy, czasem pięć. Zainwestowanie w takich przypadkach w ławkę plus oznakowanie tymczasowe dla rolkarzy powinno moim zdaniem być sformalizowanym standardem. Pozwoli to już teraz rozwijać na poważnie turystykę rolkarską w oparciu o te całkiem spore, choć poszatkowane odcinki, które już dziś są gotowe, zamiast czekać do 2025 roku, aż cała sieć zostanie dokończona.

Tymczasem jednak zapraszam do przetestowania tej całkiem niezłej trasy – jeśli nie tej zimy, to na pewno w okolicach Świąt Wielkanocnych czy długiego weekendu majowego.

Jakub Łoginow

Link do mapy tras rolkarskich w Małopolsce i Słowacji:  https://drive.google.com/open?id=10ZCm5rkbm_9q2EY9htK19tSXZGjyJM2A&usp=sharing

Polub stronę „Kraków i Śląsk dla rolkarzy”: www.facebook.com/krakowdlarolkarzy

Twitter: www.facebook.com/KubaLoginow