/Nie przesadzimy krakowian z aut na rowery i hulajnogi bez terenów zielonych. Parki są kluczowe dla rozwoju mobilności aktywnej, a ZZM nie jest nieomylny [POLEMIKA]

Nie przesadzimy krakowian z aut na rowery i hulajnogi bez terenów zielonych. Parki są kluczowe dla rozwoju mobilności aktywnej, a ZZM nie jest nieomylny [POLEMIKA]

„Parki nie są dla ludzi, którzy przejeżdżają przez nie na rowerze czy deskorolce. To miejsca odpoczynku, a nie ciągi komunikacyjne” – takie przesłanie pobrzmiewa ostatnio ze strony urzędników Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie i niektórych aktywistów. Absolutnie się z tym nie zgadzam: ludzie mają różne potrzeby i takie stawianie sprawy to prosta sprawa do antagonizowania mieszkańców przez urzędników, co zresztą już niestety miało miejsce.


Leżaczek, kocyk, sojowe latte, zatraćmy się


Zarząd Zieleni Miejskiej to jedna z lepszych spraw, która przytrafiła się Prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu. Krakowianie kochają dyrektora Piotra Kempfa i nie ma co się dziwić: dokonał on prawdziwej rewolucji w podejściu do wcześniej zaniedbywanych terenów zielonych. Niestety, coraz częściej daje się zauważyć, że ZZM przesadza z PRem, a brakuje mu wiedzy w tematach transportowych z zakresu mobilności aktywnej (rowerowej, pieszej, UTO), za które ta jednostka w coraz większym stopniu odpowiada.

„Zatraćmy się w zieleni” – to oficjalne motto Zarządu Zieleni Miejskiej. Przesłanie jest jednoznaczne: chodźmy do parku, aby nieco zwolnić, odpocząć, poleżeć na leżaku, spędzić razem czas na pikniku. Jest fajnie, jest zielono, chilloucik. I tylko jedno do tego sielankowego obrazu urzędnikom nie pasuje: rowerzyści, rolkarze i osoby na hulajnogach czy deskorolkach, którzy nie mają czasu ani ochoty by się w parku zatracić, ale chętnie przejechaliby lub przeszli przez park tranzytem, w drodze do pracy, szkoły, domu czy sklepu, albo tak po prostu. Bez zatracania się – wręcz przeciwnie, w pospiechu: bo tak chcą, lubią i mają do tego prawo.

„Park to nie ciąg komunikacyjny, ale strefa relaksu” – przekonuje Dyrektor ZZM. I forsuje, aby w Parku Jordana w miejsce asfaltowych alejek pojawiły się alejki szutrowe. Podobne rozwiązanie wprowadzono już w Parku Krakowskim, mimo że większość mieszkańców jest temu przeciwna. „Park nie jest do jeżdżenia tranzytem, dzięki szutrowym alejkom nie będą jeździć rowerzyści i rolkarze” – z uporem przekonują urzędnicy ZZM i część aktywistów.

Nie każdy ma czas na zatracenie się w zieleni. Ludzie chcą też żyć szybko i korzystać z parku w drodze do pracy i mają do tego prawo

Rzeczywistość jednak jest trochę inna. Nie każdy ma możliwość zatracenia się w zieleni i spędzenia w parku kilku godzin na odpoczynku czy nawet na pracy na parkowym leżaku z laptopem, popijając przysłowiowe sojowe latte. Żyjemy w czasach, w których życie przyspiesza. Wiele osób nie ma możliwości wygospodarowania sobie czasu wolnego na relaks i aktywność fizyczną, nawet w weekendy – ale nie chce z tego całkowicie rezygnować. Coraz popularniejsze jest więc łączenie aktywności fizycznej i odrobiny „łyku zieleni” przy okazji podróży miejskich, które i tak trzeba odbyć. W skrócie: zamiast jechać samochodem, pojadę do pracy, sklepu, na spotkanie czy do urzędu na rowerze. Albo hulajnogą. Deskorolką. Na rolkach. Pójdę spacerem, ale takim szybkim. I właśnie przez park, nawet jeśli to trochę naokoło, by chociaż przy tej okazji skorzystać trochę z zieleni, zamiast jechać rowerem czy hulajnogą wzdłuż ruchliwej, brzydkiej, zanieczyszczonej ulicy.

W nieco mniejszym stopniu dotyczy to ruchu rowerowego, bo tu jednak częściej użytkownicy wybierają najszybszą drogę. Chociaż nie wszyscy: są rowerzyści którzy pojadą Alejami, są inni, którzy wybiorą przyjemniejszą, lecz dłuższą trasę przez Park Krakowski i Kleparski. Jeżeli tych drugich będziemy tępić, mówić że park to nie miejsce dla rowerzystów jadących tranzytem, bo przeszkadzają tym zatracającym się na leżaczkach, duża część z nich po prostu machnie ręką na aktywność mobilną i pojedzie autem, w lepszym wypadku komunikacją zbiorową. Jesteśmy na takim etapie, że na rozwój ruchu rowerowego musimy chuchać i dmuchać. Działania prowadzone ostatnio przez ZZM niestety temu nie służą i wyglądają nieco na sabotaż polityki „Mobilny Kraków”, wprowadzanej przez Prezydenta Jacka Majchrowskiego.

ZZM a uchwała rolkarska. Nie zniszczmy tego, co zaczęło dobrze funkcjonować

Jeszcze ważniejsze jest to w przypadku UTO, czyli hulajnóg, deskorolek, rolek i trikke. Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, które przyjęło Uchwałę Rolkarską, formalnie – Uchwałę w zakresie wspierania mobilności aktywnej realizowanej za pomocą Urządzeń Transportu Osobistego (UTO). Prezydent Jacek Majchrowski stanął na wysokości zadania i od początku wspierał ten proces – może więc przejść do historii jako pierwszy w Polsce prezydent dużego miasta, który niejako patronował rozwojowi UTO w celach transportowych. Uchwała nie pozostała na papierze, jest realizowana. Jest w tej sprawie konsensus między trzema najważniejszymi kandydatami na prezydenta w zbliżających się wyborach oraz między radnymi różnych opcji. Tym bardziej więc należy robić wszystko, by nie zaprzepaścić tak dobrego potencjału i tego, co z tak wielkim wysiłkiem udało nam się wspólnie osiągnąć.

Warto zaznaczyć, że cała idea, która legła u podstaw Uchwały Rolkarskiej zakłada oparcie rolkarskich czy deskorolkowych ciągów komunikacyjnych o tereny zielone i łączniki między nimi. Jeżeli komuś zależy na czasie, wybiera rower. Jeżeli może sobie pozwolić na to, by jechać nieco dłużej, ale przyjemniej i aktywniej, pojedzie do pracy lub z pracy na rolkach czy deskorolce. Ale w tym przypadku wybierze trasę przez tereny zielone i jest to w polityce rolkarskiej miasta bardzo istotne. Stąd właśnie 10 krakowskich rolkostrad jest opartych o parki miejskie, w tym linearnych jak Bulwary Wiślane, Młynówka Królewska, projektowane Bulwary Białuchy, Rudawy, Dłubni i Wilgi, a także niezastąpione Planty. Ale ważne dla UTO są też parki śródmiejskie, takie jak Park Jordana, Krakowski i Kleparski.

Pieszo przez park

Rowery, rolki, deskorolki i hulajnogi to nie jedyne przykłady wykorzystywania przez mieszkańców parku do celów transportowych. Polityka „Mobilny Kraków” zakłada, by odzwyczajać mieszkańców od samochodów i zachęcać ich do podróży pieszych. Miasto dużo mówi o tym, że niekoniecznie trzeba podjechać samochodem pod sam dom, biuro czy urząd – można zaparkować 1,5 km dalej (np. pod Muzeum Narodowym) i ten odcinek przejść pieszo. Niestety, hasła głoszone ostatnio przez ZZM stoją w sprzeczności z wyżej opisanymi założeniami.

Załóżmy, że przywiązany wcześniej do samochodu krakowianin posłuchał prezydenta Majchrowskiego i zamiast podjechać samochodem w okolice ul. Miechowskiej, zaparkował w nowym i pustym parkingu podziemnym pod Muzeum Narodowym. W końcu to niedaleko, a spacer przez park będzie przyjemny. Tymczasem ZZM wysyła komunikat: park nie jest dla osób przemierzających go tranzytem i gdzieś się spieszących, to miejsce relaksu, w którym trzeba się zatracić w zieleni. Zupełnie pomija się osoby, które nie chcą się w tej zieleni zatracać, ale spieszą się i nie chcą pobrudzić sobie eleganckich butów na szutrowej alejce. A nie zapominajmy też o paniach w szpilkach, które tę nawierzchnię przeklinają. Również mają one prawo do parku, tak jak każdy inny.

I wreszcie: walizki na kółkach. Ktoś powie: przecież park to nie miejsce na walizki na kółkach. Nie pasuje to do sielankowej wizji „zatracania się w zieleni na leżaku lub kocyku”, prawda? Tymczasem tuż obok Parku Jordana znajdują się Aleje, czyli miejsce, gdzie można wysiąść z wielu autobusów dalekobieżnych jadących do Krakowa z południa, zachodu i wschodu. Z Zakopanego, Bochni, Bielska-Białej, Tarnowa, nawet Katowic. Wysiadasz na Alejach, i przechodzisz z walizką na kółkach przez Park Jordana, by dojść do domu na Woli Justowskiej lub Cichym Kąciku. Całkiem logiczne, prawda? Niestety, polityka szutrowania alejek skłania do tego, by podjechać do domu samochodem, zamiast bawić się w podróże piesze z walizką na kółkach.

Są parki i lasy miejskie, które powinny zostać dzikie. O nie jednak ZZM nie dba

Według narracji ZZM osoby „skółkowane” chciałyby mieć dostęp do asfaltowych alejek wszędzie, we wszystkich terenach zielonych. To nieprawda. W zasięgu 15 minut spaceru od Parku Jordana znajduje się Uroczysko Sikornik – wspaniały, dziki, naturalny teren zielony, gdzie nikt nie postuluje budowy asfaltowych alejek. Dojście pieszo z Parku Jordana do lasu pod Kopcem Kościuszki zajmuje mniej, niż na Rynek Główny, trudno więc mówić, że jest to jakiś teren na obrzeżach. To samo – Las Wolski, do którego z Cracovii można dojechać autobusem w 15 minut. Z Wawelu, miejsca w samym sercu Krakowa, w 25 minut pieszo lub jeszcze szybciej tramwajem + pieszo dotrzemy na Zakrzówek – kolejny dziki teren, gdzie właśnie jest miejsce na naturalne ścieżki. Jeśli gdzieś można pomyśleć o zerwaniu asfaltu, to na alejkach w sąsiednich Skałach Twardowskiego – dla rolkarzy i użytkowników hulajnóg całkowicie bezużyteczne, a psują naturalny charakter miejsca. Jeśli już, warto byłoby stworzyć połączenie z żywicy między Aleją Elwisa Presleya a ul. Twardowskiego, a resztę asfaltu zaorać. Nikt też nie postuluje asfaltowania ścieżek w Lasach Tynieckich czy Lesie Witkowickim. Szkoda tylko, że ZZM nie przykłada zbyt wielkiego zaangażowania do pomysłu powiększenia Lasu Witkowickiego i zrobienia tam prawdziwej krakowskiej perełki, na miarę nowego Lasu Wolskiego dla północy, z nowym kopcem, wieżami widokowymi, polanami i przede wszystkim powiększeniem terenu kilkukrotnie, a nie o jakieś mało istotne skrawki.

Na tym właśnie mógłby się skupić Zarząd Zieleni Miejskiej: na renaturalizacji terenów dzikich i rzeczywistym powiększeniu Parku Leśnego Witkowice. Niestety, Park Skały Twardowskiego jest zostawiony sam sobie, a Las Witkowicki traktowany jest przez ZZM po macoszemu: fajnie, że postawiono tam ławki, ale te betonowe kloce wołają o pomstę do nieba.

Zmieńmy trochę priorytety: zamiast wydawać miliony na rewitalizację parków w centrum, wykupmy za te pieniądze Mały Kamieniołom na Zakrzówku i z większym zaangażowaniem podejdźmy do tematu powiększenia Lasu Witkowickiego. I przede wszystkim: życzę Dyrektorowi ZZM, by bardziej słuchał ekspertów od rowerów oraz UTO i nie obrażał się, gdy ktoś ma inne zdanie od niego. Nie ma nic gorszego, niż dobrze zacząć, a później iść w kierunku wszechwiedzącego Papieża Zieleni, którego nie można merytorycznie i życzliwie skrytykować, bo to zamach na jego zieloną świętość.

Jakub Łoginow

Zagłosuj na nasz projekt „Na Rolkach do pracy” w budżecie obywatelskim Krakowa:

https://budzet.krakow.pl/projekty2018/196-na_rolkach_do_pracy_-_polaczenie_dzielnic_srodmiejskich.html

Polub stronę „Lasy dla Krakowa”:     www.facebook.com/lasydlakrakowa