/Po śląsku, czyli po czesku

Po śląsku, czyli po czesku

Czeski Śląsk zajmuje historyczne regiony Śląska Opawskiego oraz skrawka Śląska Cieszyńskiego, w Polsce zwanego popularnie Zaolziem. Nie da się ukryć, że dla wielu Polaków kontakt z czeską kulturą i językiem zaczynał się właśnie po przekroczeniu przejścia granicznego w Cieszynie i Bohuminie.





Dzisiaj szczególnie Cieszyn chce odgrywać rolę łącznika między kulturami – choć dla mieszkających tu Ślązaków granica była problemem tylko administracyjny, a nie mentalnym. Tutejsi mieszkańcy pogardliwie zwani przez resztę „cysarokami” od zawsze byli u siebie, a znajdując się do 1918 roku pod panowaniem monarchy Austro-Węgierskiego czuli wyraźnie swoją odrębność od poddanych niemieckiemu cesarzowi.

O fenomenie Cieszyna napisano już wiele. Kiedyś pełne dreszczyku przejście graniczne (wszak w większości to nie w celach turystycznych jeździło się na południe), a jeszcze wcześniej – legendarny już tramwaj kursujący po przewieszonym nad Olzą moście, gdy nikt nie wyobrażał sobie nawet, iż ta właśnie niewielka rzeka będzie dzieliła dwa państwa. Dzisiaj to owiany legendą festiwal „Kino Na Granicy” oraz wiele kulturowych inicjatyw, którymi chcą się chwalić burmistrzowie formalnie już oddzielnych miast, Cieszyna i Czeskiego Cieszyna. Trzeba także wspomnieć o stale istniejących animozjach między obywatelami czeskimi i żyjącą tu polską mniejszością, które nadal są żywe mimo propagowanej w mediach kwitnącej współpracy i wzorowego wykorzystania unijnych środków. Jedno jest wszak pewne – trudno nie ulec urokowi Cieszyna, jego historii i biegnącym raz w górę, a raz w dół uliczkom i leżącychm przy nich urokliwym kamienicom.

Stolicą tej części Śląska jest założona w średniowieczu Opawa, miasto z bogatymi tradycjami, któremu również nie obcy jest wdzięk i swoisty urok. Stare miasto oraz pełne zieleni skwery przywodzą na myśl miasto uniwersyteckie. Wszystko się zgadza, Opawa wszak jest od 1990 roku siedzibą Uniwersytetu Śląskiego, którego poprzednikami były licznie działające tu w ciągu wieków uczelnie i kolegia. Tym samym powstał swoisty paradoks, który chyba nie ma odpowiednika na świecie – niedaleko od siebie istnieją dwa różne uniwersytety o takich samych nazwach. W Polsce funkcjonuje Uniwersytet Śląski w Katowicach, kilkadziesiąt kilometrów dalej – Uniwersytet Śląski w Opawie. A co ciekawsze – w obu miastach mamy Śląskie Teatry oraz Śląskie Muzea. To dowód na to, jak bardzo z regionem związani są mieszkańcy Opawy i jej okolic. Warto dodać, że właśnie w Opawie znajduje się renomowany, znany w całej Europie Instytut Twórczej Fotografii. Od kilku już lat największą grupę zagranicznych studentów stanowią artyści z Polski, a o jakości kształcenia świadczy fakt, że wśród najwybitniejszych i najczęściej nagradzanych u nas fotografików ciężko znaleźć kogoś, kto nie byłby absolwentem tego Instytutu.

Powszechnie za stolicę Czeskiego Śląska uważa się Ostrawę, głównie ze względu na jej wielkość i znaczenie w regionie. Nie jest to prawda; choćby z tego względu, że Ostrawa leży dokładnie na granicy Śląska i Moraw. Sama Ostrawa jest natomiast stolicą Kraju (czyli województwa) Morawsko-Śląskiego. W historii istniały dwie Ostrawy: Śląska, zwana potocznie Słowiańską lub Polską, oraz Morawska, zwana również Niemiecką. Przedzielone rzeką Ostrawicą miejscowości rozwijały się równolegle jako odrębne byty. Lewobrzeżna Ostrawa zasiedlona była głównie przez sprowadzonych tu w średniowieczu niemieckich osadników, prawobrzeżne miasto należało do znanego polskiego rodu Wilczków, którzy wybudowali w okolicy zamek. Gwałtowny rozwój obu Ostraw zapoczątkowały odkryte w połowie XVII wieku złoża węgla kamiennego, co w końcu musiało zrodzić pomysł administracyjnego połączenia obu bytów w całość. Stało się to możliwe dopiero po drugiej wojnie światowej, kiedy do nowopowstałej Wielkiej Ostrawy przyłączono również okoliczne gminy wiejskie.

Po okresie intensywnej urbanizacji i industrializacji nastały dla Ostrawy lepsze czasy. Po latach wątpliwej sławy brzydkiego i brudnego miasta metropolia zaczyna przyciągać turystów głodnych technicznych pamiątek. Grupująca stare szyby kopalniane, hutnicze piece oraz maszyny turystyczna trasa śmiało konkuruje z leżącym po polskiej stronie granicy Szlakiem Zabytków Techniki. Najsłynniejszym „magnesem” jest ogromny kompleks przemysłowy w Witkowicach, który szczególnie nocą, podświetlony w specjalny sposób reflektorami, sprawia wrażenie dekoracji do mrocznego filmu sience-fiction.

Fani modernistycznej zabudowy również ściągają do Ostrawy. Oprócz Brna i Zlina to właśnie tu powstawało w latach międzywojennych najwięcej funkcjonalistycznych budynków z unikatowym gmachem ratusza na czele. Mówiąc o architekturze Ostrawy nie można również pominąć monumentalnego osiedla wybudowanego po wojnie w dzielnicy Poruba. To odpowiednik krakowskiej Nowej Huty, którego twórcy jednak w większym stopniu korzystali z międzykulturowych inspiracji. Charakterystyczne łuki i portale wejściowe sprawiają, że nieprzygotowany na taki widok turysta zaczyna się zastanawiać, czy nie zabłądził w rejon Półwyspu Apenińskiego.

Ostrawa to również miasto pełne humoru i dobrej zabawy, a najlepiej o tym wiedzą mieszkańcy Górnego Śląska. To właśnie oni stanowią najliczniejszą część polskich turystów zapełniających w weekendy słynną ulicę Stodolni. To tutaj znajduje się największe zagęszczenie nocnych klubów, restauracji i dyskotek na metr kwadratowy. Podobno w wielu lokalach można w łatwy sposób zaopatrzyć się w większą niż przewidziana prawem Czeskiej Republiki ilość narkotyków, i to niekoniecznie tych miękkich… Jakby nie było, faktem jest, że w przeciwieństwie do wielu polskich „rozrywkowych” ulic, ta jedna stale tętni życiem i nie zamiera tylko dlatego, że wybiła północ. Stodolni to także pierwsza ulica, która posiadała swoją stronę internetową oraz bodajże jedyna, która ma …stację kolejową z peronem. Wszystko po to, by przyciągnąć jak najwięcej turystów i stać się czymś w rodzaju Amsterdamu Środkowej Europy.

Rozrywka w Ostrawie to także coroczny, głośny w Europie festiwal „Colours of Ostrava” a także wiele rodzinnych atrakcji: słynne zoo szczycące się szczególnie hodowlą słoni i tygrysów a także planetarium, reklamujące się jako „jedyne planetarium w Ostrawie na świecie”, największy otwarty basen naturalny oraz mnóstwo zielonych terenów parkowych. Wszystko wymienione powyżej sprawia, że karierę w Ostrawie robi wielu naszych rodaków. Podczas gdy kiedyś chodziło głównie o kopalnie i ciężki przemysł, dziś są to oddziały wielkich firm spod znaku IT.

Bogumin, czyli po czesku Bohumin – to również tak naprawdę dwa miasta. Stary, założony w średniowieczu, i Nowy, powstały wokół położonej na południe stacji kolejowej. Mimo biegnącej przez miasto autostrady do Ostrawy, to właśnie z koleją kojarzy się to miasto. Począwszy od słynnej trasy Kolei Koszycko-Bogumińskiej, poprzez zabytkowy dworzec oraz ważną funkcję węzła kolejowego dzisiaj i w przeszłości. Niezależnie od sposobu podróżowania – samochodem czy pociągiem – warto zatrzymać się na chwilę w tym pięknym, nadodrzańskim miasteczku.

Za najsłynniejszego piewcę tutejszej kultury można zdecydowanie uznać czeskiego barda Jaromira Nohavicę, który mieszkał zarówno w Cieszynie, jak i Ostrawie. Można mieć wrażenie, że Czesi z zachodu Republiki cenią piosenki dotyczące polityki oraz przemian aksamitnej rewolucji, podczas gdy Ślązacy i Morawianie chętniej słuchają piosenek Jarka o cieszyńskich kamienicach, sentymencie do Ostrawy i magicznych chwilach spędzonych na stadionie miejscowego Banika. Takich też piosenek słuchają polscy fani Nohavicy i to dzięki nim – świadomi lub nie – otwarci są bardziej na „śląską, czeską duszę”. Co ciekawe, kiedy zapytać artystę o to, kim się czuje i skąd pochodzi – niezmiennie odpowiada: „Ja jestem po prostu stąd”. Sam Jaromir języka polskiego nauczył się dzięki temu, że kiedy pracował w Cieszynie, miał stały kontakt z Polakami, z polską kulturą i słowem pisanym (Jarek był bibliotekarzem). To kolejny dowód na wspólny punkt widzenia czeskich Ślązaków i Polaków. Mariusz Szczygieł, który w swoich reportażach opisuje rzeczywistość Pragi i samych Czech (na zachodzie Republiki) mówi, że nie rozumie fenomenu Nohavicy i nie czuje jego twórczości. Ciekawy,
i moim zdaniem warty odnotowania w tym miejscu fakt.

Jak dostać się na czeski Śląsk? Tutaj na szczęście jest łatwo, zdecydowanie łatwiej niż w przypadku niedalekiej granicy polsko-słowackiej. Od wieków wędrówki na południe i północ ułatwiała Brama Morawska, czyli obniżenie terenu między Karpatami i Sudetami. Dzisiaj oprócz wygodnej autostrady (po polskiej stronie A1, po czeskiej – D1) mamy również ekspresową drogę do Cieszyna, a także kolej. Niestety, polskie pociągi nie jeżdżą już dalej niż do Cieszyna i Bohumina (tutaj granicę przekraczają tylko drogie ekspresy). Na szczęście w przypadku Cieszyna mamy do dyspozycji mnóstwo prywatnych linii busowych, które kursują z Katowic i Bielska oraz Krakowa. A potem pozostaje już przesiąść się do tanich i wygodnych Českých drah, to znaczy Kolei Czeskich, by odkryć najpierw Śląsk, a potem resztę kraju.

Bliskość kultury i języka, bliskość geograficzna – i szczypta egzotyki (w końcu to już inne państwo). Idealne zaproszenie do odwiedzin, jednak tylko za pierwszym razem. Bo kto już raz odwiedzi ziemie Czeskiego Śląska, będzie tu wielokrotnie wracał, a zaświadczyć o tym mógłby z pewnością nie tylko autor artykułu.

Arkadiusz Kugler

Zachęcamy do polubienia strony Arkadiusza Kuglera na Facebooku:     http://www.facebook.com/przewodnikpobratyslawie