Friday, Feb 24th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Ustawa medialna? Prawdziwe problemy wolnych mediów są gdzie indziej

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

Skok na telewizję i radio publiczne stał się powodem dla gigantycznych demonstracji KODu i liberalnie myślącej części społeczeństwa. I słusznie. Ale prawdziwy problem polskiego dziennikarstwa leży gdzie indziej, bliżej lokalnych społeczności – szkoda, że obrońcy wolności jak na razie tego nie dostrzegają.

 

 


Jeśli ktoś myśli, że media to przede wszystkim dobrze opłacane gwiazdy telewizyjne, a los polskiego dziennikarstwa zależy od tego, czy Tomasz Lis i Piotr Kraśko będą pracować w TVP czy może w konkurencyjnej stacji – to ta osoba naprawdę nie rozumie istoty problemu. Gwiazdy medialne ze stolicy to tylko wyjątek, który potwierdza regułę. A tę regułą są zarabiający głodowe stawki i pracujący na umowach śmieciowych lub własnej działalności gospodarczej dziennikarze, którzy są opłacani nierzadko gorzej, niż pracownik fizyczny czy kasjer w Biedronce. Zwłaszcza poza stolicą.

Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Katowice – duże metropolie i ośrodki intelektualne, właściwie niewiele mniejsze od Warszawy. W praktyce – medialna pustynia. Gdy w krakowskiej siedzibie dwóch wielkich portali newsowych pojawia się od wielkiego święta ogłoszenie o pracę dla dziennikarza/redaktora (uwaga – wyjątek: z reguły redakcje nie zatrudniają w ten sposób), na jedno miejsce przypada ponad 800 złożonych CV. A na jakie zarobki może liczyć ten szczęściarz, który przejdzie skomplikowane sito rekrutacji i pokona kilkaset wykształconych, doświadczonych, znających języki konkurentów? Szału nie ma. Zarobki rzędu 1500 – 2000 złotych na rękę, 2500 netto traktowane jest jako coś oszałamiającego. A i tak Onet i Interia zatrudniają na podstawie umowy o pracę, co w dziennikarskich realiach jest nieosiągalnym marzeniem. Standard to podstawa (umowa zlecenie, kilkaset – do tysiąca złotych) + wierszówka. Albo sama wierszówka. Fajnie, jeśli jesteś młody i zdrowy, tak się da żyć i pracując po nocach nawet nieźle zarobić (chociaż i tak o wiele mniej, niż np. w branży IT czy outsourcingu). Gorzej, jak dopadnie nas choroba, o braku składek na emeryturze nie wspominając.

A wierszówka? Szału nie ma, w porównaniu z 2006 rokiem stawki praktycznie nie wzrosły, a w niektórych przypadkach wręcz się zmniejszyły. Zależy gdzie się publikuje. Ogólnopolskie tygodniki płacą całkiem nieźle: ponad tysiąc złotych na rękę za tekst, ale ilu pozawarszawskich dziennikarzy załapie się na to, by opublikować coś w Polityce, Wprost czy Newsweeku? Tekst na 4000 – 6000 znaków w ogólnopolskiej gazecie jest wyceniany na 150 – 350 złotych, w gazecie lokalnej w dużym mieście wojewódzkim (Gazeta Krakowska, Dziennik Zachodni, Kurier Lubelski itp.) – na 30-60 złotych.

Mówimy tu o materiale, który jest efektem przynajmniej kilku godzin (na przykład całego dnia roboczego), a nierzadko kilku dni pracy. Zwłaszcza, jeśli jest to tekst z działu „zagranica”, gdzie aby zarobić nawet te 450-1200 złotych wierszówki, dziennikarz-freelancer musi najpierw własnym kosztem pojechać do tego kraju, przeprowadzić research (spotkania, rozmowy, lektura miejscowej pracy i książek)… Trzeba gdzieś nocować, wydać własne pieniądze na bilety, książki, miejscowe gazety. Sam proces napisania artykułu to pikuś, w praktyce trwa to godzinę – dwie – ale poprzedzone jest nieraz kilkudniowym researchem (mówię tu o klasycznym, rzetelnym dziennikarstwie, a nie „kopiuj – wklej” opartym na cudzej pracy).

Słabo? No właśnie. Już wiecie, dlaczego tak mało w polskich mediach jest materiałów o naszych najbliższych sąsiadach: Czechach, Słowacji, Litwie, za to tak wiele sensacji i spraw kadrowych. Bo naprawdę najprościej jest napisać tekst w stylu: „Kaczyński powiedział o Tusku, że jest ruskim agentem, a Tusk odpowiedział, że Kaczyński to nieudacznik”. Nie trzeba tego solidnego dziennikarskiego researchu, na który przy tak nędznych stawkach po prostu nie wystarcza czasu, da się w ten sposób związać koniec z końcem. A nawet całkiem nieźle funkcjonować.

I mówimy tu o wielkich metropoliach: Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Gdańsku. A jak wyglądają dziennikarskie realia w małych miejscowościach, gdzie lokalna gazeta lub portal jest w stanie funkcjonować tylko dzięki reklamom spółek miejskich i urzędu miasta? Krytyka burmistrza? OK, to się toleruje, ale do pewnego stopnia. Jesteś za bardzo krytyczny, w danym przypadku – po prostu obiektywny? Burmistrz odcina reklamy i gazeta, w której pracujesz, upada, a ty tracisz pracę i perspektywę znalezienia nowej. Ale nie, przepraszam: gazeta do tego nie dopuści, po prostu takiego dziennikarza wyrzuci, by ratować lokalny tygodnik. I wy, obrońcy demokracji, naprawdę myślicie, że hucpa wokół warszawskiej centrali TVP i Polskiego Radia jest najważniejszym problemem, który dotyczy polskich mediów?

Ale wróćmy jeszcze raz do stawek dziennikarskich i umów śmieciowych, które są przyczyną negatywnej selekcji przekazu medialnego (jest coraz mniej wysokojakościowych treści, które wymagają pracy i przygotowania, np. analiz dotyczących sytuacji u naszych sąsiadów – za to coraz więcej hejtu, personaliów i „michałków”). To również wasza zasługa, drodzy sympatycy KODu i mówiąc schematycznie: młodzi, wykształceni, dobrze zarabiający pracownicy korporacji czy wyższych uczelni. Mówiąc w skrócie: chcecie wolnych mediów, ale nie kupujecie gazet (również ich wersji elektronicznych), bo informację znajdziecie w sieci. Ale i tam stosujecie Adblocka, co w praktyce oznacza taką jazdę na gapę: dziennikarz, autor wartościowej treści, którą tak chętnie czytacie i komentujecie, nie będzie mógł uzyskać choćby symbolicznego wynagrodzenia za swoją pracę, bo źródłem wynagrodzenia dziennikarza są reklamy – a wy je właśnie zablokowaliście.

Albo taki przykład: czy wyobrażacie sobie, drodzy czytelnicy, że wsiadacie do miejskiego autobusu i pytacie pasażerów: kto z Państwa ma uprawnienia osoby niepełnosprawnej, może mógłbym pojechać z wami jako opiekun nie płacąc 3 złotych za bilet? Obciach, prawda? Przecież zarabiacie tę średnią krajową lub więcej, stać was, by zapłacić za bilet lub dać napiwek kelnerowi. A przy tym ta sama osoba, która wstydziłaby się unikać opłaty biletu w miejskim autobusie, bez skrępowania pyta na Facebooku: „ma ktoś z was wykupiony abonament na płatne treści w gazecie XXX, chciałbym przeczytać artykuł, jest naprawdę dobry i mnie interesuje, ale dostęp jest płatny”. No przecież nie zapłacę trzech złotych za e-wydanie, jeśli mogę dostać je psim swędem je za darmo.

Wiem, przyzwyczajenia zmienia się ciężko. Ale walcząc o demokrację, wolność słowa i jakość polskich mediów może warto spojrzeć na problem trochę szerzej. I zauważcie, że to nie jest tak, że zarabiający znacznie poniżej swoich kwalifikacji i wkładu pracy dziennikarze się domagają. Nie, pomimo trudnych warunków doskonale dajemy sobie radę i robimy swoje. I to, kto będzie prezesem TVP i prezenterem Wiadomości jest akurat ostatnią rzeczą, którą bym wspomniał w kontekście rozmowy o problemach polskiego dziennikarstwa. Tak, drodzy sympatycy KODu, istnieje życie poza światem telewizyjnych celebrytów – i warto choć na chwilę się tym życiem zainteresować.


Komentarze  

 
+6 #1 jubus 2016-01-12 11:05
Jako zdecydowany antyliberał i zdecydowany przeciwnik KODu, który uważam za dzieło Sorosa, finansowane również przez jakieś "mrocze siły" z zagranicy i kraju, popieram ten artykuł. Nie wiem jak można wierzyć w liberalne dyrdymały i tzw. wolność słowa, skoro w liberalnej demokracji, szczególnie Europie Zachodniej, wolnej prasy nie ma. Podobnie jak w Polsce. Kto płaci, ten rząda, taka jest prawda. Media są w rękach oligarchów lub obcego biznesu, trudno się spodziewać by komuś zależało na pisaniu prawdy za psie pieniądze. To ja, staram się pisać, niezależnie, komentarze, ktore są skrajnie niepoprawne i zdecydowanie krytyczne wobec demoliberalnego , totalitarnego systemu. Wolność słowa to wolność poglądów. Każdy ma prawo do własnych, obojętnie jakich poglądów. Chcesz być liberałem? Proszę bardzo. Chcesz być nacjonalistą? Proszę bardzo. Chcesz być popierać UE, masz prawo. Uważasz, UE za wcielenie zła i zbrodniczą organizację, twoje prawo.
Cytować
 
 
+1 #2 jubus 2016-01-12 11:05
Nie popieram Korwina, ale powiedział słusznie jedną rzecz, aby oderwać od koryta, trzeba zniszczyć koryto. Tylko odejście od systemu kapitalistyczne go i oligarchicznego , daje szanse na wolne media. W oligarchicznej UE i III RP to tym bardziej ważne.
Cytować
 
 
0 #3 jubus 2016-01-12 11:09
Zauważmy, jak kiedyś wyglądały gazety, 100 lat temu i co pisano. I jak to dzisiaj wygląda. Jaki świat, takie media. Zdziczały, pozbawiony moralności, kapitalistyczno -socjalistyczny świat Zachodu, nie ma w ogóle wolnych mediów. Żeby poznać prawdę, trzeba oglądać wszystko co skrajne. Raz skrajną prawicę, raz skrajną lewicę, potem centrum, wówczas człowiek ma szansę sobie jakoś ułożyć w głowie, jak jest naprawdę. KOD to Krzyk Oderwanych oD Koryta. Trzeba zniszcyć koryto, więc, wówczas będziemy mieć wolne media. Media powinny być więc być uspołecznione, nie państwowe, nie prywatne, tylko spółdzielnie medialne. Dziennikarze którzy pracują na siebie, zarabiając na jakości treści, a nie na sensacji i reklamie.
Cytować
 
 
+2 #4 jubus 2016-01-12 11:13
W Polsce za rządów PO i PSL nie było wolności słowa, propaganda prounijna osiągnęła zenity absurdu. Nawet za PRL tak nie wychwalano ZSRR, jak za poprzedniej władzy, wychwala się Eurokołchoz. Dziennikarze stali się tubami propagandowymi, podobnie jak i ci, co teraz przyjdą. Ja mam taką zasadę - przekaz medialny należy sobie dzielić. Raz przez 2, potem przez 10, potem przez 100, a jak trzeba to przez 1000. Telewizja kłamie, media kłamią. Kto płaci i kto stoi za mediami, ten wymaga odpowiedniego przekazu. Tylko pluralizm mediów i pełna otwartość na wszystkie, nawet najbardziej skrajne opinie, brak poprawności politycznej, daje szansę na wolność słowa. A nie podsypywani z zagranicy "demonstranci", o PRLowskiej mentalności.
Cytować
 
 
0 #5 irena 2016-03-11 11:27
Media muszą odpowiadać za wyniki swoich kłamstw!
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto