/Przyjmijmy Austrię do Grupy Wyszehradzkiej

Przyjmijmy Austrię do Grupy Wyszehradzkiej

Po wejściu Polski, Czech, Słowacji i Węgier do UE i NATO Grupa Wyszehradzka de facto zrealizowała wszystkie cele, do których została powołana. Jeśli zależy nam na tym, by ta organizacja nadal pełniła istotną rolę integratora Europy Środkowej, powinniśmy wyjść poza dawne schematy i zaprosić do pełnoprawnego uczestnictwa w grupie Austrię. Będzie to trudne, ale tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wzmocnić rolę Europy Środkowej, której jedynym wyznacznikiem nie powinna być postkomunistyczność i sprzeciw wobec uchodźców





Kwintesencja środkowoeuropejskości

Z czasów komunistycznych w Polakach tkwi przekonanie, że Austria jest krajem Europy Zachodniej, a Europa Środkowo-Wschodnia to domena państw postkomunistycznych. Taki pogląd był uprawniony w realiach zimnowojennych oraz w okresie przejściowym, ale po poszerzeniu UE i strefy Schengen wszystko się zmieniło. Granice Austrii ze Słowacją, Czechami i Węgrami się zatarły, do tego stopnia, że austriacki Hainburg nad Dunajem stał się faktycznie przedmieściami Bratysławy: Słowacy osiedlają się tu i stąd dojeżdżają do pracy na Słowację, bo tak wychodzi taniej. Wiedeń integruje się z Bratysławą w jedną wspólną metropolię, a wschodnioaustriacki Burgenland jest obecnie bardziej związany z Węgrami, niż z alpejskimi regionami kraju.

Ta sytuacja nie powinna dziwić, gdyż oznacza ona po prostu powrót do normalności. To Wiedeń, a nie Warszawa, zawsze kojarzył się z Europą Środkową, zwłaszcza w czasach Habsburgów. Nawet geograficznie Wiedeń jest położony bardziej na wschód, niż Praga, Wrocław czy Poznań. I tak jak za czasów Austro-Węgier, tak i po poszerzeniu Unii wiedeńczycy mocno orientują się na współpracę gospodarczą z krajami postkomunistycznymi, z czego zresztą wynika w dużym stopniu wzrost gospodarczy, który miał miejsce w Austrii w ostatniej dekadzie.

Oto kilka przykładów. Wiedeńska giełda przyciąga jak magnes spółki z Czech, Słowacji, Węgier i krajów bałkańskich, a wiedeńskie lotnisko jest najważniejszym oknem na świat dla Słowaków, a w mniejszym stopniu także dla Czechów i Węgrów. Austriackie firmy są najważniejszymi inwestorami zagranicznymi na Bałkanach Zachodnich i w dużej mierze na Zachodniej Ukrainie.

Wiedeń: nie konkurent, lecz sojusznik

To wszystko, o czym powyżej napisaliśmy sprawiło, że Austria była w przeszłości zainteresowana oficjalnym dołączeniem do Grupy Wyszehradzkiej, która jest najważniejszą środkowoeuropejską organizacją współpracy regionalnej. Słowacy, Czesi i Węgrzy nie mówili nie, ale akces Wiednia do V-4 był zawsze blokowany przez Polskę, która obawiała się, że zamożna Austria zdominuje grupę i pozbawi Polskę roli nieformalnych liderów Europy Środkowej.

Rzeczywiście, takie ryzyko istnieje. Dla trzech krajów wyszehradzkich (Czech, Słowacji i Węgier) to Wiedeń, a nie Warszawa, jest naturalną stolicą Europy Środkowej. I tego nie zmienimy: Wiedeń oferuje po prostu o wiele więcej i to nie tylko w wymiarze gospodarczym, ale przede wszystkim kulturalnym. Pytanie polega na tym, czy umiemy wyjść z naszego postkomunistycznego zaścianka i przestać traktować Austriaków jak obcych, konkurentów, a zacząć podchodzić do nich jak do partnerów, z którymi mamy wspólny cel: wzmocnienie roli Europy Środkowej w UE?

Wciągnięcie Austrii w orbitę współpracy wyszehradzkiej można traktować jako transakcję wymienną. Z jednej strony chodzi o to, byśmy odłożyli na bok ambicje, aby Polska była jedynym i niekwestionowanym liderem Europy Środkowej. W naszym modelu takich środkowoeuropejskich liderów miałoby być dwóch: Polska i Austria, co wiązałoby się z zawiązaniem swoistego politycznego sojuszu Warszawy i Wiednia. Nie jest to sprawa prosta, gdyż obecnie stosunki polsko-austriackie nie są zbyt intensywne, ale z drugiej strony nie ma między naszymi krajami konfliktów i nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować lepiej się poznać i nawiązać strategiczne partnerstwo na linii Warszawa – Wiedeń.

Co jesteśmy w stanie zyskać w zamian? Przede wszystkim, zaangażowanie Austrii w projekt Partnerstwa Wschodniego. Polska może z kolei wesprzeć Austrię, Słowację i Węgry w ich staraniach o szybkie włączenie do UE krajów bałkańskich, co jest jednym z priorytetów polityki zagranicznej Wiednia, Bratysławy i Budapesztu. Należy pamiętać, że Unia Europejska nie zaangażuje się mocniej w sprawy Ukrainy czy Mołdawii, dopóki nie będzie rozwiązana kwestia bałkańska. Tego nie zmienimy i w związku z tym powinniśmy spróbować te sprawy połączyć, stawiając w pierwszej kolejności na szybką integrację z UE krajów byłej Jugosławii i Albanii, a zaraz potem – Ukrainy, Mołdawii i Gruzji. Sojusz z Wiedniem, który jest wyczulony na punkcie wsparcia Bałkanów, a równocześnie nie mówi „nie” Ukrainie i Mołdawii w UE, wydaje się być idealnym rozwiązaniem geopolitycznym.

Przezwyciężyć przeszkody

Co tak naprawdę oznaczałoby przekształcenie wyszehradzkiej czwórki w wyszehradzką piątkę? Przede wszystkim, byłby to widoczny symbol przezwyciężenia jałtańskiego podziału Europy. Udział Austrii w Grupie Wyszehradzkiej oznaczałby ostateczne wymazanie stereotypu, który każe kojarzyć Europę Środkową z jakąś gorszą, bo postkomunistyczną częścią kontynentu. Wręcz przeciwnie – nowa Grupa Wyszehradzka występowałaby jako reprezentant zdyscyplinowanej Północy, w odróżnieniu od mających problemy z deficytami i zadłużeniem krajami Południa. Podział Europy na Północ i Południe w miejsce dawnego podziału na zamożny Zachód i postkomunistyczny Wschód staje się powoli faktem, co zresztą leży w naszych interesach, a przyjęcie Austrii do wyszehradzkiej piątki może tylko ten proces przypieczętować.

Przeciągnięcie Austrii „na naszą stronę” jest na rękę tym, którym nie podoba się hegemonia Niemiec i Francji w UE. Wbrew powszechnej opinii, Austria wcale nie jest „małymi Niemcami”, a Wiedeń i Berlin mają w Europie odmienne interesy. Wbrew pozorom, Polskę i Austrię wiele łączy, problem tylko w tym, by te wspólne interesy dostrzec i pozbyć się stereotypów.

Tak naprawdę główną przeszkodą w realizacji nakreślonego wyżej planu jest wzajemna niewiedza. Nie niechęć, ale właśnie niewiedza. Co Polacy tak naprawdę wiedzą o Austrii? Ten sympatyczny kraj znamy przez pryzmat wycieczek do Wiednia oraz zimowego wypoczynku w Alpach. Nasza wiedza o Austrii jest ograniczona do tego, co piszą kolorowe przewodniki turystyczne, plus stereotypowe wyobrażenia z historycznej Austrii Habsburgów. Ilu Polaków zna nazwisko kanclerza Austrii i może powiedzieć coś na temat sytuacji politycznej i gospodarczej w tym kraju? Takich osób jest bardzo mało, bo polskie media o sytuacji w Austrii nie informują praktycznie wcale, zresztą austriacka prasa również milczy o wydarzeniach w Polsce, Słowacji czy na Ukrainie.

Od przezwyciężenia tej informacyjnej bariery powinniśmy zacząć. Gdy się lepiej poznamy, okaże się, że wyszehradzka piątka jest jednym z najważniejszych sił napędowych Unii Europejskiej, o znaczeniu nie mniejszym, niż Niemcy czy Francja. Pytanie tylko, czy nasi politycy dojrzeli do tego typu historycznego kroku i potrafią wyobrazić sobie Grupę Wyszehradzką w nowej formule? Miejmy nadzieję, że tak będzie, a Europa Środkowa, wzmocniona wiedeńską siłą, odegra w końcu należną jej rolę w Europie.

Jakub Łoginow