/Rowerzyści na Plantach to temat zastępczy. Problemem jest zbyt wolne powstawanie nowych DUŻYCH parków [KOMENTARZ]

Rowerzyści na Plantach to temat zastępczy. Problemem jest zbyt wolne powstawanie nowych DUŻYCH parków [KOMENTARZ]

Kraków jest miastem z najniższą lesistością spośród dużych miast, a pod względem powierzchni parków miejskich również jesteśmy na szarym końcu. Brakuje nam dużych parków na miarę Parku Śląskiego w Chorzowie, Parku Szczytnickiego we Wrocławiu czy Parku Stryjskiego we Lwowie, wskutek czego krakowianie muszą się tłoczyć na terenach zielonych, które w porównaniu z wyżej wymienionymi są wręcz mikroskopijne (jak Planty). Niestety, zamiast podjąć dyskusję o istocie problemu, jesteśmy zalewani przekazem, że w krakowskiej mikroskopijnej zieleni możemy się zatracić, a jedyne co w tym przeszkadza to rowerzyści – nowy, dyżurny chłopiec do bicia.





Planty, Park Jordana, Park Krakowski, Bulwary Wiślane. Te i inne parki mają jedną wspólną cechę: są stosunkowo małe, a i tak ludzie do nich garną, bo nie ma alternatywy. Jako koordynator inicjatywy „Lasy dla Krakowa” od 2015 roku zwracam uwagę na ten problem: mieszkańcom brakuje terenów zielonych (lasów i DUŻYCH parków) w swoich dzielnicach, czegoś takiego, jak Las Wolski czy Park Śląski.

Na Czyżynach, Prądniku Białym, w Bronowicach czy Nowej Hucie bardzo doskwiera niedostateczna ilość lokalnych zielonych „centrów aktywności” – atrakcyjnych i rozległych miejsc, które stanowiłyby alternatywę do spędzania czasu w zabytkowym

centrum miasta czy w Parku Jordana. Takie miejsca od dłuższego czasu proponuję stworzyć i wypromować – są to: powiększony Las Witkowicki wraz z Kopcem AK na Górce Narodowej, Lotniczy Park Centralny na pograniczu Czyżyn, Mistrzejowic, Prądnika i Grzegórzek, Las Prądnicki nad potokiem Sudół, czy też wykupiony i zrekultywowany przez ZZM Las Nowohucki, który idealnie dopełniłby atrakcje sąsiedniego Zalewu Nowohuckiego, Kopca Wandy i Lasu Mogilskiego. To mogłyby być miejsca, które odciążyłyby zatłoczone parki w centrum miasta – opłacałoby się tam pojechać nawet na pół dnia, zamiast spędzić ten czas w centrum. Kraków bardzo mocno potrzebuje dywersyfikacji przestrzennej, czyli stworzenia i wypromowania kilku atrakcyjnych i rozległych centrów wolnego czasu poza Starym Miastem i okolicami.

Niestety, działania Zarządu Zieleni Miejskiej tylko częściowo idą w kierunku tworzenia nowych parków i lasów, a i o sam program zalesiania musieliśmy się wykłócać – bez naszej inicjatywy „Lasy dla Krakowa” nikt z urzędników sam z siebie nie podjąłby tego tematu. Na tworzenie nowych, dużych parków i lasów miejskich potrzebne są dość spore pieniądze, idące w dziesiątki milionów złotych rocznie. Tym bardziej razi więc rozrzutność ZZM, który swój stosunkowo skromny budżet (130 milionów rocznie) przeznacza w dużej mierze na działania PR oraz skupia się na bardzo kosztownej rewitalizacji istniejących parków w centrum miasta, zamiast skoncentrować się na urządzaniu nowych DUŻYCH parków i lasów w dzielnicach.

To droga donikąd. Mieszkańcy Starego Miasta i okolic podobno narzekają, że Planty, Park Krakowski i Park Jordana są zatłoczone i jako winnego wskazują rowerzystów, rzekomo stwarzających im zagrożenie i zakłócających „zatracanie się w zieleni”. Co robi ZZM? Zamiast promować (np. poprzez pikniki czy przekaz w mediach społecznościowych) mniej znane miejsca, zaprasza wszystkich na pikniki właśnie w tych zatłoczonych parkach w centrum, takich jak Park Jordana czy Park Krakowski. Droga do nich wiedzie m. in. przez Planty – a później jest zdziwienie, że na Plantach czy w obu wyżej wymienionych parkach jest tłoczno.

Stefan Kisielewski mawiał, że socjalizm to ustrój, który bohatersko walczy z problemami, które sam stwarza. Niestety, to samo można powiedzieć o pojawiających się propozycjach zakazu jazdy rowerem na Plantach czy w Parku Jordana, które są rozpaczliwą reakcją urzędników i niektórych radnych dzielnicowych na zupełnie inny problem: zbyt mały nacisk ZZM na powstawanie NOWYCH parków i lasów na obrzeżach oraz i skupianie się na rewitalizacji tego, co już jest.

Kolejne pikniki krakowskie warto moim zdaniem organizować w takich miejscach, jak Park Leśny Witkowice czy Lasek Mogilski i Łęgowski – bardzo ciekawych terenach, których krakowianie w dużej mierze nie znają. Promujmy alternatywy i pokazujmy mieszkańcom i turystom, że Kraków to nie tylko Stare Miasto z Plantami i Bulwarami Wiślanymi oraz pobliskie Błonia z Parkiem Jordana. Dobry przykład pokazuje tu nowa dyrekcja Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego, która organizuje wycieczki np. do Lasów Tynieckich. Szkoda, że ZZM nie wspiera tych działań – aż się prosi, by obie instytucje ściślej ze sobą współpracowały i razem pokazywały krakowianom, że istnieje życie poza zatłoczonym centrum.

Jakub Łoginow

Koordynator inicjatywy „Lasy dla Krakowa” i kilku innych.

Polub Lasy dla Krakowa:    www.facebook.com/lasydlakrakowa