Sunday, Feb 26th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Za kilka lat pojedziemy do Zakopanego wygodnym Pendolino. Ale na miejscu i tak będziemy potrzebować auta

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

To już pewne – ruszyły przygotowania do budowy magistrali kolejowej Podłęże – Piekiełko, która skróci czas przejazdu pociągiem pod Tatry. Świetna perspektywa, ale dla wielu wypoczywających w Zakopanem turystów niestety nieprzydatna. Nadal aby przemieścić się z jednej części Podtatrza w drugą (np. w Tatry Słowackie) będziemy potrzebować auta. Samorządowcy nie pomyśleli bowiem o stworzeniu polsko-słowackiego systemu komunikacji publicznej na Podtatrzu, mimo że od ponad 20 lat funkcjonuje tu polsko-słowacki Euroregion Tatry.

Dziś na dojazd pociągiem na Podhale decydują się tylko desperaci, bo przejazd z Krakowa do Zakopanego trwa prawie cztery godziny. To się jednak zmienia. Po wielu latach starań rusza budowa magistrali Podłęże – Piekiełko, dzięki której z Krakowa do Zakopanego dojedziemy w 1,5 godziny, a z Warszawy – w około cztery godziny. Niestety, budowa trochę potrwa i na otwarcie magistrali możemy liczyć najwcześniej w 2024 roku.

Dla mniej cierpliwych mamy jednak inne dobre wiadomości. Już latem tego roku zostaną uruchomione dwie łącznice kolejowe: w Suchej Beskidzkiej i krakowskich Krzemionkach, które już teraz skrócą czas przejazdu do 3 godzin. To tyle samo, ile obecnie jedzie autobus, gdy na wyjeździe z Krakowa i na samej zakopiance jest lekki korek, a krócej, gdy korek jest duży (np. w piątek po południu w sezonie). Jeśli aktywistom i samorządowcom uda się nieco przycisnąć ministerstwo, w 2018 roku mogłaby się rozpocząć budowa kolejnej łącznicy – w Chabówce. Rząd przymierza się też do modernizacji już istniejącej „starej zakopianki kolejowej”, co nie będzie aż tak kosztowne i długotrwałe. To wszystko sprawi, że już za 3 lata, w 2020 roku, z Krakowa do Zakopanego dojedziemy pociągiem pospiesznym w 2,5 godziny, a Pendolino (tak, ma tędy jeździć) – jeszcze krócej.

Wiele osób na wieść o tym wszystkim już teraz otwiera szampana. Już za trzy lata dojazd pociągiem pod Tatry będzie konkurencyjny wobec samochodów. Jaki głupek będzie w takiej sytuacji pchał się pod Tatry autem, skoro pociągiem będzie szybciej, taniej i wygodniej – takie pytanie ciśnie się na usta. Można więc zrezygnować z pomysłów modernizacji Zakopianki na odcinku Rabka – Nowy Targ: po co, skoro będzie kolej, a samochód nie będzie już potrzebny. Niestety, nadal będzie.

Opcja z pociągiem będzie atrakcyjna jedynie dla tych turystów, którzy podczas pobytu w Zakopanem ograniczą się do łażenia po Krupówkach lub wycieczek po polskiej części Tatr, bez przechodzenia na stronę słowacką. Wszystkim innym samochód na miejscu będzie niezbędny, zwłaszcza jeśli podróżują z rodziną, w tym z małymi dziećmi. I takie osoby, mieszkańcy Gdańska czy Olsztyna, zacisną zęby i będą jechać dziesięć lub więcej godzin w korkach – ale pojadą własnym autem, bo władze Zakopanego ani powiatu nie myślą o tym, aby zapewnić skomunikowanie polskiej części Tatr ze słowacką.

Tłumy Polaków w Jaskini Bielskiej, Oravicach, nad Jeziorem Orawskim czy na szlakach Tatr Słowackich mówią same za siebie: choćby jednodniowy wypad na Słowację jest obowiązkowym punktem programu podczas dłuższego niż weekendowy pobytu w Zakopanem czy Kościelisku. Słowackie Tatry i Orawa nie są dla Zakopanego konkurencją, ale wartością dodaną. Nocleg i gastronomia w Zakopanem są o wiele tańsze, niż po słowackiej stronie, dlatego turyści decydują się wynająć kwaterę tutaj – ale i tak chcą wyskoczyć raz czy kilka razy na słowacką stronę. Bo są tam atrakcje, których polska część Tatr nie zapewnia: niezatłoczone szlaki, niepowtarzalna Jaskinia Bielska i Brestowa, urokliwe zamki i średniowieczne miasteczka. To właśnie wypady na Słowację są „planem ratunkowym” na te liczne dni, kiedy w Zakopanem leje – a potrafi tak cały tydzień. OK, jednego dnia można obejść wszystkie muzea, posiedzieć w knajpie na Krupówkach, ale co w kolejnych? Wtedy rozwiązaniem jest właśnie wypad do słowackich jaskiń i zamków. Niestety, na autobus nie liczmy, pozostaje więc samochód – do Zamków Orawskich czy skansenu w Zubercu autobusem nie dojedziemy nawet z przesiadkami, chyba że w „zawrotnym” czasie 4 godziny za przejazd 30 km.

Jeżeli więc władze Zakopanego i Powiatu Tatrzańskiego nie pójdą po rozum do głowy i nie stworzą systemu dotowanej samorządowej komunikacji publicznej obejmującej cały Euroregion Tatry, żadne Pendolino nie pomoże. Może nie wszyscy, ale znaczna część turystów i tak wybierze samochód, żeby móc bez problemu przemieszczać się na miejscu gdzie tylko zechcą, także na słowacką stronę Tatr.

Nawiasem mówiąc, to ciekawe, że dziś z Zakopanego bez problemu da się dojechać bezpośrednim autobusem do Berlina (Polski Bus), ale na słowacką Orawę już nie. Na miejscu lokalnych samorządowców i władz Euroregionu „Tatry” spaliłbym się w tej sytuacji ze wstydu i jak najszybciej podjął rozmowy z władzami Kraju Żylińskiego, by coś z tym fantem zrobić, co zresztą wielokrotnie proponowałem. Niestety, propozycja jak na razie pozostała bez odpowiedzi. Po stronie polskiej, bo w Kraju Żylińskim rozmawiać chcą, tyle że nie za bardzo mają z kim. A czas nagli – szybki pociąg do Zakopanego pojedzie już za trzy lata.

Jakub Łoginow

Polub stronę "Polska - Słowacja - autobusy": www.facebook.com/polskaslowacja

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto