Friday, Feb 24th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Podwójne oblicze słowackiej stolicy

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Kto był ostatni raz w Bratysławie kilkanaście lat temu, ten z pewnością będzie bardzo zaskoczony, jak diametralnie zmieniła się stolica Słowacji. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych – zapyziała dziura, symbol postkomunistycznej beznadziei, nie bez powodu sparodiowana w amerykańskim filmie „Eurotrip”. Dziś – jedna z najdynamiczniej rozwijających się europejskich metropolii.

Niestety, słowacka stolica ma również swoje drugie, mniej chlubne oblicze. Mimo błyskawicznego rozwoju miasta, są sprawy, w których Bratysława wciąż jeszcze jest daleko w tyle nie tylko za innymi unijnymi stolicami, ale i za przeciętnym mazurskim miasteczkiem.

Miasto otwiera się na Dunaj

Każdy, kto był w Bratysławie, z pewnością zachwycił się piękną i jedyną w swoim rodzaju starówką, a także urokliwym zamkiem, górującym nad miastem i płynącym w dole Dunajem. Wąskie i kręte bratysławskie uliczki mają one w sobie coś niepowtarzalnego, innego niż w innych turystycznych miastach Europy Środkowej. Niestety, bratysławska starówka ma jedną wadę – jest bardzo mała. Stąd też nic dziwnego, że liczne biura podróży traktują Bratysławę jako stosunkowo tani punkt wypadowy do Wiednia i Budapesztu, poświęcając na zwiedzanie miasta zaledwie dwie – trzy godziny. W ciągu niecałej godziny można oblecieć zamek, następnie godzinę pospacerować po Starym Mieście – i Bratysława, mówiąc brzydko, zaliczona.

Rozszerzenie oferty turystycznej miasta w taki sposób, by zatrzymać turystę na kilka dni – to zadanie, nad którym od kilku lat borykają się władze miejskie oraz miejscowa branża turystyczna. Bratysława oczywiście nie stanie się atrakcją na miarę Pragi czy Budapesztu, ale jednak przekonanie turystów, że stolica Słowacji jest ciekawą destynacją samą w sobie, a nie tylko dodatkiem do Wiednia, nie jest sprawą niemożliwą. Zdecydować o tym mogą dwie rzeczy – fizyczne rozszerzenie turystycznego centrum miasta dzięki realizowanym w Bratysławie inwestycjom, a także zmiana wizerunku słowackiej stolicy, która na razie nie kojarzy się zagranicznym turystom z niczym konkretnym.

Jeśli chodzi o inwestycje, Bratysława nie może narzekać. W ostatnim czasie przebiegła gruntowna rekonstrukcja wielu fragmentów Starego Miasta oraz Zamku, a turystyczne centrum miasta rozszerzyło się o nowy deptak – ulicę Obchodną wraz z przyległościami. Nowego oblicza nabierają zaniedbane do niedawna tereny „szerszego centrum”, leżącego między Starym Miastem a dworcem kolejowym. Jednak największe zmiany dokonują się nad Dunajem. Miasto otworzyło niedawno zrekonstruowaną promenadę naddunajską, która stała się nowym ulubionym miejscem spacerów mieszkańców stolicy i turystów. Za Starym Mostem, nad brzegiem „Królowej Europejskich Rzek” powstała natomiast galeria Eurovea, która również rozszerzyła nieco obszar ścisłego centrum. I chociaż Eurovea sama w sobie nie przedstawia jakiegoś szczególnie interesującego dzieła architektury, to zaletą tej inwestycji jest stworzenie nowego, spójnego układu architektonicznego nad Dunajem. Jej centralnym elementem jest nowy plac z pomnikiem M. R. Štefanika, przy którym zlokalizowany jest nowoczesny budynek Słowackiego Teatru Narodowego. Całość dopełnia oddany kilka lat temu do użytku Most Apollo, który z racji swej unikalnej konstrukcji stał się obiektem zainteresowania miłośników nowoczesnej architektury industrialnej z całego świata, podobnie jak jego poprzednik – futurystyczny Most UFO.

Na razie w pobliżu Eurovei i Teatru Narodowego rosną chaszcze, ale ten atrakcyjny teren w centrum miasta spotyka się z ogromnym zainteresowaniem deweloperów. Wokół położonego nieopodal dworca autobusowego Młyńskie Nivy ma wkrótce wyrosnąć nowoczesne centrum biznesowe, podobne plany istnieją również w odniesieniu do terenów, leżących w sąsiedztwie Mostu Apollo.

Wszystko wskazuje na to, że w pobliżu Starego Miasta, w tworzącej się Dzielnicy Dunajskiej powstaje coś w rodzaju bratysławskiego City, z nowoczesną, ale i niebanalną architekturą. Wydaje się, że umiejętne połączenie starego z nowym staje się bratysławską specjalnością, częściowo wymuszoną przez brak rozległej starówki na miarę Pragi czy Budapesztu. Ten trend trwa już od czasów komunistycznych: wybudowane w poprzednim ustroju obiekty, takie jak siedziba Słowackiego Radia (w postaci odwróconej piramidy), górująca nad miastem wieża telewizyjna oraz Most UFO, stały się już ikonami Bratysławy. Być może takimi rozpoznawalnymi symbolami miasta staną się w przyszłości również obiekty, powstające w obecnych latach.

Rewitalizacja dzielnic z wielkiej płyty


Jedną z przyczyn do niedawna nie najlepszego wizerunku Bratysławy jest komunistyczny charakter jej przedmieść: Petrżalki, Rużinowa i Nowego Miasta. Jeszcze zaraz po II wojnie światowej Bratysława była prowincjonalnym, zaledwie stutysięcznym miastem, a do obecnych rozmiarów rozrosła się głównie dzięki komunistom i prowadzonej przez nich industrializacji. Jednak ten „rozwój” miał bardzo wysoką cenę: dawna tolerancyjna, wielokulturowa, kameralna Bratysława przestała istnieć, rozpuszczając się w komunistycznej papce robotniczych przedmieść. Co więcej, komuniści bezpowrotnie zniszczyli połowę zabytkowego centrum (Vydrica, Podzamcze, Dzielnica Żydowska), burząc całe zabytkowe kwartały pod budowę drogi szybkiego ruchu, przecinającej serce Starego Miasta. Stąd też dla wielu odwiedzających Bratysławę Polaków symbolem tego miasta stały się nie zamek i starówka, ale ogromne blokowiska Petrżalki – największej w Europie Środkowej dzielnicy z wielkiej płyty. Taki właśnie obraz miasta został przedstawiony w słynnej amerykańskiej komedii „Eurotrip”, i ten niekorzystny wizerunek pokutuje w świadomości wielu turystów (w tym Polaków), odwiedzających to miasto.

Tym niemniej, w ostatnich latach te najgorsze komunistyczne dzielnice przeżyły daleko idącą transformację. W Petrżalce, Rużinowie i Nowym Mieście jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nowoczesne biurowce, zmieniając stopniowo charakter tych miejsc. Chociaż Bratysława jest czterokrotnie mniejsza od Warszawy, wieżowców ze szkła i betonu jest tu więcej, niż w polskiej stolicy, są one jednak bardziej rozproszone. Z punktu widzenia międzynarodowego biznesu Bratysława jest bowiem idealnym miastem: w samym środku Europy, zaledwie godzinę drogi od Wiednia, z dobrymi połączeniami autostradowymi z najważniejszymi miastami Europy - czego nie można powiedzieć o Warszawie, Krakowie lub Gdańsku.

Te zmiany są bardzo widoczne na Petrżalce – największej, prawobrzeżnej dzielnicy Bratysławy, położonej przy samej granicy z Austrią (ostatnie bloki znajdują się zaledwie 200 metrów od granicy, niegdyś pilnie strzeżonej). Władze dzielnicy i miasta przywiązują dużą wagę do jej rewitalizacji i wspierają różne projekty, których celem jest zmiana jej charakteru. Rewitalizacja odbywa się zarówno poprzez budowę nowoczesnych wieżowców i centrów handlowych (w tym całych kompleksów: np. „Południowe City”), jak i poprzez przebudowę starych bloków, tworzenie oaz zieleni, ciągów pieszo-rowerowych, obiektów sportowych. Rewitalizacja Petrżalki jest jednym z największych tego typu przedsięwzięć w Europie, obok zakrojonych na równie dużą skalę podobnych projektów w dawnym NRD.

Całkowicie zmienił się też charakter Rużinowa i Nowego Miasta. Bratysława nie jest duża i te oddalone zaledwie o pięć kilometrów od Starego Miasta dzielnice jeszcze kilkanaście lat temu były peryferiami stolicy. Dominowała tu szara architektura powojennych kamienic bez wyrazu i komunistycznych blokowisk, przechodzących stopniowo w zaniedbane przemysłowe przedmieścia.

Dziś Rużinow i Nowe Miasto wyrastają na kolejną dzielnicę biznesową. Nowy charakter tych miejsc jest szczególnie widoczny w rejonie Kuchajdy, która z zaniedbanego nieużytku nad stawem przemieniła się w elegancki park, położony wśród obiektów sportowych i nowoczesnych wieżowców. Zbudowane w sąsiedztwie Kuchajdy apartamentowce „Trzy siostry” należą do najdroższych w mieście. Splendoru dodaje temu miejscu również gruntowna rekonstrukcja Stadionu Zimowego przy ulicy Trnavskiej, gdzie w maju 2011 będą odbywać się Mistrzostwa Świata w hokeju. Niestety, mimo postępującej rewitalizacji, na Rużinowie, Nowym Mieście i sąsiedniej Trnavce wciąż jeszcze „nowoczesna metropolia” przeplata się z „zapyziałą dziurą” – czasem wystarczy odejść pięćset metrów od zadbanego biznes-kwartału lub nowoczesnego osiedla mieszkalnego, by trafić w rejon, gdzie diabeł mówi dobranoc.

Podobna przemiana, choć już nie tak intensywna, dotyczy leżącej dalej na północny-wschód dzielnicy Trnavka – Złote Piaski (administracyjnie – część wielkiego Rużinowa) – dzielnicy, w której położony jest znany polskim turystom Hotel Plus** (www.hotelyplus.sk). W wielu miejscach nadal widoczny jest przemysłowy charakter tego miejsca, jednak obecnie Trnavka wyrasta na bodaj największą w Bratysławie dzielnicę handlową. Znajduje się tu największe na Słowacji centrum handlowe – Avion Shopping Park, Ikea, ogromny Shopping Palace (Tesco) oraz szereg innych obiektów. Całość dopełnia odległe o dwa kilometry lotnisko, które przechodzi właśnie gruntowną modernizację i rozbudowę, a także kompleks wypoczynkowy Złote Piaski, położony nad największym bratysławskim jeziorem.

Schengen zmienia stolicę

Bratysława jest jedyną stolicą na świecie, która graniczy równocześnie aż z dwoma państwami (Austria, Węgry). Jeszcze dwadzieścia lat temu Bratysława leżała na samej żelaznej kurtynie, a granice państwowe spowalniały jej rozwój – ekspansja była możliwa wyłącznie w kierunku północnym (względnie północno-wschodnim, północno-zachodnim). Po otwarciu granic w związku z przystąpieniem do strefy Schengen te bariery ustały – Bratysława staje się de facto częścią wiedeńsko-bratysławskiego duopolisu, rozmieszczonego na terenie trzech krajów: Austrii, Słowacji i częściowo Węgier (Rajka, Mosonmagyarovar).

W okolicach Bratysławy ma miejsce proces, który byłby niewyobrażalny jeszcze kilkanaście lat temu. Mianowicie, mieszkańcy stolicy przesiedlają się za Dunaj, do położonych niedaleko Bratysławy austriackich i węgierskich wiosek, aby stamtąd codziennie dojeżdżać do pracy do stolicy. Tak wychodzi nie tylko taniej, ale i wygodniej (mieszkanie w ciekawej okolicy, pod lasem). To wszystko sprawia, że zacierają się różnice między krajem i zagranicą, a Bratysława z peryferyjnego miasta stała się awangardą integracji europejskiej, jedyną w Europie aglomeracją, leżącą na terenie aż trzech państw.

Skutki otwarcia granic najwyraźniej widać w sferze transportu. Bratysławskie autobusy miejskie kursują już do austriackiego Hainburga i Wolfsthal, wkrótce zostanie też otwarta linia do węgierskiej Rajki. Co godzinę o stałej porze z Bratysławy wyjeżdża pociąg podmiejski do Wiednia, którym w godzinę można dojechać na wiedeński dworzec Sudbanhoff. Nową atrakcją są również tramwaje wodne z centrum Bratysławy do Devina i Wiednia – podróż trwa niewiele dłużej niż pociągiem i jest trochę droższa, za to ze statku można podziwiać urokliwe panoramy przełomu Dunaju, przepiękne zamki (Devin, Hainburg), a także sam Wiedeń, który od strony wody wygląda zupełnie inaczej (ciekawiej), niż z lądu. I to wszystko – bez potrzeby wyjmowania dokumentów, bez kontroli celnych i innych nieprzyjemnych formalności.

Współpraca bratysławsko-wiedeńska jest widoczna na każdym kroku, co zresztą jest wymuszone okolicznościami. W maju 2011 roku ostatecznie skończy się okres przejściowy na zatrudnianie w Austrii obcokrajowców z nowych krajów unijnych. Można się więc spodziewać, że wielu wykształconych mieszkańców Bratysławy skorzysta z okazji zarobienia 3000-4000 euro miesięcznie (zamiast 1000-2000 eur w Bratysławie) i podejmie pracę w mieście Mozarta, nie rezygnując jednak z mieszkania na Słowacji. Model rodziny, w którym mąż pracuje w Wiedniu, a żona w Bratysławie (lub na odwrót) za kilka lat stanie się codziennością. Rozumieją to władze obu miast, które realizują dość ambitny projekt zintegrowania systemów komunikacyjnych Wiednia i Bratysławy w oparciu o szybką kolej miejską, metro (Wiedeń) i szybki tramwaj podziemny (Bratysława: centrum – Petrżalka).

Centra obu stolic są położone tak blisko siebie (zaledwie 60 km), że nic nie stoi na przeszkodzie, by za kilka lat podróż między nimi zajmowała tylko 20-30 minut. Przy tym istotą realizowanego właśnie projektu jest to, by w niecałą godzinę można było dotrzeć do dowolnej stacji metra w Wiedniu nie tylko z bratysławskiego dworca, ale z każdej ważniejszej bratysławskiej dzielnicy (np. Petrżalka, Nowe Miasto, Łamacz, Devinska Nova Ves i in.). Gdy to już nastąpi, wiedeńsko-bratysławski duopolis będzie nie tylko futurystyczną koncepcją, ale realnym faktem: oba miasta będą miały szansę stać sobie tak bliskie, jak Gdańsk, Sopot i Gdynia lub Kopenhaga i Malmoe.

Zaszłości z minionej epoki

Mimo tych pozytywnych, wręcz rewolucyjnych przemian, Bratysława ma też drugie oblicze. Pod wieloma względami ta nowoczesna, dynamiczna europejska metropolia jest daleko w tyle nie tylko za innymi miastami tej wielkości, ale wręcz za małym miasteczkiem na Mazurach.

Jedną z takich niedogodności jest czas zamknięcia sklepów i restauracji. Po 21 znalezienie czynnego jeszcze sklepu graniczy z cudem – w całym centrum jest tylko jeden sklep nocny, do tego dochodzą jeszcze dwa całodobowe hipermarkety TESCO na obrzeżach miasta. W nocy w najlepszym położeniu są mieszkańcy Trnavki i Złotych Piasków – to tam znajduje się całodobowy hipermarket oraz jedna z niewielu restauracji (nad jeziorem Złote Piaski), w której można coś zjeść po 22.

O ile puby są jeszcze czynne i po 22, to już zjedzenie czegoś ciepłego po tej godzinie jest prawie niemożliwe. Nawet na dworcu kolejowym, gdzie w godzinach 21:00 – 1:00 przyjeżdża i odjeżdża wiele pociągów i przewija się wiele ludzi, nie działa w tym czasie ani jedna knajpa z ciepłym jedzeniem (można się jedynie poratować budkami z hot-dogami).

Kolejna sprawa – to dosyć wysokie ceny noclegów. Hotele w Bratysławie są droższe, niż w bardziej atrakcyjnej turystycznie Pradze – chociaż tańsze, niż w Wiedniu i Budapeszcie. Standardem jest nocleg za 30 euro/osoba/noc w dwuosobowym pokoju w dwugwiazdkowym hotelu poza centrum. A władze miejskie, zamiast zachęcać do rozwoju turystyki, nakładają na tę branżę bariery w postaci rekordowo wysokiego podatku od zakwaterowania (1,65 eur/osoba/noc).

Inną zaszłością, świadczącą o komunistycznej de facto mentalności „europejskich” włodarzy miasta, jest ignorancja magistratu i inwestorów wobec rowerzystów i osób niepełnosprawnych. Nowa galeria handlowa Eurovea i promenada naddunajska, którymi szczycą się inwestor i miasto, nie jest przystosowana dla osób poruszających się na wózku, podobnie jak wiele innych powstających w mieście inwestycji. Na oddanym niedawno do użytku bulwarze naddunajskim nie ma ścieżki rowerowej, chociaż z powodzeniem by się tam zmieściła nie tylko ona, ale też osobna ścieżka dla rolkarzy. Zresztą, ścieżek rowerowych jest w tym mieście jak na lekarstwo: właściwie w dobrym stanie jest tylko jedna cyklotrasa, stanowiąca element międzynarodowego szlaku, łączącego Wiedeń z Budapesztem.

W sytuacji, kiedy zaprzyjaźniony z Bratysławą Kraków zachęca zagranicznych turystów do zwiedzania miasta na rowerze (wypożyczalnia „Dwa Koła”, nowe ścieżki rowerowe, foldery dla rowerowych turystów), władze Bratysławy twierdzą, że „przecież nikt nie będzie jeździł na rowerze po centrum, bo każdy teraz ma samochód”. Nowych ścieżek rowerowych nie buduje się tu nawet przy okazji budowy lub modernizacji głównych ulic, nawet gdy jest dużo miejsca, by taką trasę dla rowerów zmieścić. I to w sytuacji, gdy Bratysława, otoczona górami, zamkami i rzeką, jest jedną z najciekawszych z punktu widzenia turystyki rowerowej środkowoeuropejskich aglomeracji.

Takie zaściankowe myślenie władz miejskich dotyczy również innych rodzajów sportu. Generalnie jedną z cech nowoczesnych metropolii jest to, że władze tworzą ich mieszkańcom i turystom dogodne warunki do rozwoju aktywności sportowej: poczynając ze spraw najbardziej elementarnych, jak baseny pływackie, na ścieżkach rowerowych, boiskach do koszykówki i akwenach żeglarskich kończąc. Tymczasem w Bratysławie działają tylko dwa (!) publiczne baseny. W dodatku basen na Pasienkach jest jakby żywcem wzięty z poprzedniej epoki: zamiast elektronicznych szafek, klient dostaje klucz na gumce, który dynda podczas pływania i krępuje ruchy.

Bratysława jest też bodaj jedynym miastem w Europie, które zamiast postarać się o utworzenie nowego zalewu rekreacyjnego, z przystanią żeglarską i wypożyczalnią desek windsurfingowych, na już istniejącym... wprowadziło zakaz pływania na desce. Czym windsurferzy przeszkodzili władzom miejskim, że wprowadziły one tak absurdalne restrykcje, wiedzą tylko one same.

W jakim kierunku pójdzie dalszy rozwój Bratysławy, czy stanie się ona prawdziwie europejską metropolią, również ze ścieżkami rowerowymi i bez zakazu windsurfingu? O tym w dużej mierze zadecydują wybory samorządowe, które odbędą się na jesieni 2010 roku (prawdopodobnie w listopadzie). Dotychczasowy primator Andrej Durkovsky już zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. O tym, kto zasiądzie na primatorskim krześle, we władzach samorządowych dzielnic i w Radzie Miasta, zadecydują również zameldowani tu na stałe obywatele Polski – w myśl obowiązujących przepisów, w wyborach lokalnych mogą głosować również obcokrajowcy.

Komentarze  

 
0 #1 Kompresor 2016-01-16 19:52
W Bratysławie wcale nie ma więcej wieżowców niż w Warszawie. ..Z Krakowem bym się zgodził, ale nie Wwa. Poza tym można było jeszcze napisać o obskurnym placu przed dworcem kolejowym, i jego elewacji. Do tego tunel podziemny chyba 2x węższy niż na Płaszowie.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

----

Zobacz też:

Noclegi w Bratysławie

Hotele w Wiedniu

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto