Wednesday, Jan 25th

Last update:04:45:31 AM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Żegluga śródlądowa na Słowacji – społeczeństwo jest za, a nawet przeciw

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

O tym, jak trudno jest w Polsce zrealizować jakikolwiek projekt żeglugowy, wie chyba każdy, kto interesuje się żeglugą. Politycy nie widzą potrzeby rozwoju żeglugi śródlądowej, dziennikarze olewają ten temat, a społeczeństwo uważa żeglowne rzeki za przeżytek i fanaberię (nie mówiąc już o pseudoekologach i innych grupach protestu). A jak pod tym względem jest u naszych południowych sąsiadów?

 

Dunaj i Wag jako namiastka morza

Słowacy swoje śródlądowe drogi wodne doceniają o wiele bardziej, niż Polacy Odrę i Wisłę, z jednego powodu – żeglowny Dunaj i Wag są dla Słowacji pewną namiastką morza i transportowym oknem na świat. Co prawda, większość Słowaków kompletnie nie interesuje się żeglugą śródlądową i nic na ten temat nie wie, ale gdzieś tam w podświadomości tkwi przeświadczenie, że dostęp do Dunaju jest bardzo ważną sprawą, wręcz decydującą o suwerenności kraju.

Tu warto zaznaczyć, że fakt, iż Słowacja jest krajem dunajskim, nie zawsze był taki oczywisty. Gdy po I wojnie światowej na nowo wyznaczano granice w Europie Środkowej, mieszkańcy Bratysławy (wówczas w większości niemiecko- i węgierskojęzyczni) nawet słyszeć nie chcieli o tym, że ich miasto znajdzie się w granicach Czechosłowacji (przeważała opcja prowęgierska i proaustriacka, względnie utworzenie Wolnego Miasta Bratysława). Przyłączenie Bratysławy i równinnych, etnicznie niemal w 100% węgierskich ziem nad Dunajem do Czechosłowacji było decyzją stricte polityczną. Z jednej strony chodziło o osłabienie pokonanych Węgier, a z drugiej – o zapewnienie niezależności gospodarczej nowego państwa Czechosłowackiego. A do tego potrzebny był dostęp do portów dunajskich, które były dla Czechosłowacji tym samym, czym dla przedwojennej Polski port w Gdyni.

Rzeki istotne dzięki... nacjonalistom i fobiom

Wysuwane stale przez węgierskich nacjonalistów żądania terytorialne wobec Słowacji oraz podsycane przez nacjonalistów słowackich poczucie zagrożenia ze strony Węgier stwarzają u części słowackiego społeczeństwa wrażenie, że Słowacja może w każdej chwili Naddunajszczyznę stracić. W prasie słowackich nacjonalistów (np. miesięcznik Extra Plus) wciąż można przeczytać irracjonalne artykuły o tym, że Węgrzy jakoby tylko czyhają na to, by zabrać Słowacji naddunajskie porty. Paradoksalnie, podsycanie tych fobii wzmacnia wśród Słowaków poczucie tego, że porty rzeczne są ważną i strategiczną gałęzią gospodarki, chociaż z drugiej strony nikt się nie zastanawia i nie zadaje pytania, dlaczego.

Drugi żeglugowy wątek związany ze słowackimi nacjonalistami jest taki, że matecznikiem tego środowiska jest Żylina – 90-tysięczne miasto leżące nad Wagiem, trzeci najważniejszy ośrodek gospodarczy Słowacji. Przez wiele lat primatorem (prezydentem) Żyliny był przywódca Słowackiej Partii Narodowej Jan Slota – najwierniejszy sojusznik ówczesnego premiera Vladimira Mecziara, a następnie koalicjant Roberta Ficy. Stąd właśnie za czasów premiera Mecziara (1992 – 1998) miało miejsce uprzywilejowanie Żyliny kosztem innych miejscowości i regionów kraju (zwłaszcza Wschodu, Środkowej Słowacji z Bańską Bystrzycą oraz węgierskojęzycznego Południa). Ten czynnik polityczny w istotnym stopniu wpłynął na to, że na początku lat 90-tych zapadła decyzja, iż Żylina stanie się dużym portem rzecznym (z docelowymi przeładunkami rzędu 6 mln ton rocznie), a po 2020 roku powstanie kanał żeglugowy, łączący Żylinę z Odrą w rejonie Bohumina. Przyjęta wówczas strategia rozwoju dróg wodnych Słowacji jest od tego czasu konsekwentnie realizowana, niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi – chociaż z drugiej strony nikt się specjalnie tym tematem nie ekscytuje.



Kraj inżynierów, a nie „ekologów”

Chociaż przy uchwalaniu strategii rozwoju dróg wodnych istotną rolę odegrały czynniki polityczne (chęć za wszelką cenę wzmocnienia Żyliny i Poważa kosztem południowej, środkowej i wschodniej części kraju), to jednak sama dyskusja na ten temat była o wiele bardziej merytoryczna, niż w Polsce. Słowację można z powodzeniem nazwać „krajem inżynierów i technokratów” – praktycznie co drugi polityk czy dyrektor ma techniczne wykształcenie i nie omieszka unaocznić tego faktu na wizytówce (Ing. przed nazwiskiem). Dlatego mimo różnic politycznych, gdy przychodzi do dyskusji nad taką sprawą, jak rozwój śródlądowych dróg wodnych, to głos zabiera głównie zainteresowane tym tematem, wąskie grono ekspertów, którzy podejmują w miarę merytoryczne decyzje. Natomiast społeczeństwo takimi tematami się nie interesuje, media o tym nie informują, dlatego sprawy w słowackiej żegludze śródlądowej posuwają się do przodu przy całkowitej obojętności i niewiedzy opinii publicznej.

Słowakom obca jest również tradycja organizowania protestów przeciwko wszystkiemu, co się aktualnie planuje i buduje. Przy czym powiązane to jest z bardzo niskim zaangażowaniem słowackiego społeczeństwa w sprawy publiczne oraz z tradycyjnym godzeniem się na wszystko, co postanowi władza. Niektórzy żartują, że słowackie strajki i protesty polegają na tym, że grupa mężczyzn spotyka się po pracy w knajpie i tam przy piwie głośno przeklina i wyzywa władzę od najgorszych. A już na pewno nikomu nie przyjdzie do głowy wychodzić na ulice w proteście przeciwko budowie kanału żeglugowego, albo zakładać pseudoekologiczne stowarzyszenia i poprzez protesty wyłudzać od inwestorów pieniądze, w zamian za wycofanie skargi.

Bez pośpiechu, ale konsekwentnie

Jednym słowem, słowacka wersja drogi wodnej Komarno – Żylina – Bohumin – Bałtyk od lat jest konsekwentnie realizowana, chociaż tej gigantycznej inwestycji brakuje dynamizmu i szumu medialnego. Ot, każdego roku jest otwierana kolejna nowoczesna śluza lub stopień wodny na Wagu czy też podnoszony jest kolejny most, by mogły się pod nim zmieścić statki. Co jednak jest kompletnie niezauważane w mediach, gdyż ten temat absolutnie nikogo nie interesuje.

Z tego względu nie można mówić o zwolennikach i przeciwnikach budowy kanału Odra – Wag – Dunaj na takiej zasadzie, jak w Polsce (zwłaszcza na Pomorzu) społeczeństwo wyraźnie się dzieli np. na zwolenników i przeciwników kanału przez Mierzeję Wiślaną. Słowakom los drogi wodnej Dunaj – Bałtyk jest to kompletnie obojętny – podobnie jak większość spraw publicznych, które nie dotyczą bezpośrednio ich samych, ich wioski/osiedla ani rodziny.

Budować trzeba, bo przyjęliśmy konwencję AGN

Tutaj warto wspomnieć o jednej głośnej sprawie: mianowicie, wiosną 2010 roku mieszkańcy Kysuckiego Nowego Miasta (włącznie z burmistrzem) „raptem” dowiedzieli się (i strasznie się oburzyli), że przez ich miasto ma po 2020 roku przejść kanał żeglugowy Odra – Dunaj. A w związku z tym prawie jedna trzecia miasta jest objęta rezerwą terenu, co oznacza zakaz inwestycji w miejscu przyszłego kanału (jego dokładna lokalizacja nie jest jeszcze wyznaczona, stąd tak duża powierzchnia tej rezerwy). Burmistrz i miejscowi dziennikarze nie ustawali w oburzeniu, słali listy protestacyjne do ministerstwa... Na co Ministerstwo Transportu trzeźwo odpowiedziało, że sprawa jest publicznie znana i planowana od 1992 roku, od tego czasu inwestycja jest konsekwentnie realizowana na dolnym i środkowym odcinku Wagu, a władze Kysuckiego Nowego Miasta oraz przedstawiciele organizacji społecznych były wielokrotnie zapraszane na konsultacje w tej sprawie. Oczywiście, bez żadnego odzewu...

Jednak sprawę załatwił podstawowy argument: nie możemy zrezygnować z budowy kanału Komarno – Żylina – Bohumin – Bałtyk, gdyż zobowiązaliśmy się do zrealizowania tej inwestycji, przyjmując konwencję AGN o drogach wodnych. Był czas, kiedy społeczeństwo Kusuc mogło się na ten temat wypowiedzieć, ale wtedy nikt nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. A teraz jest już za późno – droga wodna Dunaj – Wag – Odra, oznaczona kodem E-81, musi być zrealizowana, bo wynika to ze słowackich zobowiązań międzynarodowych – i nie ma już w tym temacie miejsca na dyskusję.

Efekt? Gdyby taka sytuacja miała miejsce w polskich realiach, protesty ciągnęłyby się jeszcze długie miesiące, pseudoekolodzy przykuwaliby się do kysuckich drzew, a media wyśmiewałyby pomysł budowy kanału żeglugowego (wraz z dwoma tunelami żeglugowymi) w Beskidach, ironizując i sprowadzając sprawę do absurdu. Tymczasem protestujący kysuczanie, po wysłuchaniu argumentów o tym, że sprawa była dawno planowana, a obecnie trzeba się podporządkować wymogom konwencji AGN (cokolwiek by to nie oznaczało), spokojnie przeszli nad tym do porządku dziennego. I zajęli się innymi sprawami, ewentualnie psiocząc na kanał w kysuckiej knajpie, przy martinskim piwie.




 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto