/Sopot – miasto z olbrzymim potencjałem, które nienawidzi rolkarzy

Sopot – miasto z olbrzymim potencjałem, które nienawidzi rolkarzy

Jacek Karnowski miał szansę przejść do historii jako prekursor rozwiązań przyjaznych rolkarzom. To właśnie pod jego rządami powstała bodajże pierwsza w Polsce wydzielona trasa rolkarska w Parku Północnym, stawiana za wzór innym miastom. Prezydent Sopotu zapisze się jednak jako osoba, która zniweczyła to, co w rolkarskim Trójmieście udało się przez ostatnie lata osiągnąć. Niedawno w sopockim ratuszu zapadła decyzja, by asfaltową trasę rowerowo-rolkarską wzdłuż plaży wyłożyć kostką Bauma, co oznacza wykluczenie rolkarzy, ale też uniemożliwienie przedostania się na rolkach z Gdańska do Gdyni lub z powrotem.





Gdyby działo się to w latach 90-tych, można by to było zrozumieć. Jednak od jakichś 10 lat wszystkie w miarę ogarnięte miasta w Polsce odchodzą od kostki i zastępują je asfaltem, względnie kostką niefazowaną, czyli tą bez rowków. Chodzi nie tylko o komfort rowerzystów, ale przede wszystkim „pieszych na kółkach”: użytkowników rolek, deskorolek, hulajnóg, walizek na kółkach, starszych osób poruszających się za pomocą balkoników, osób na wózkach inwalidzkich, rodziców z wózkami dziecięcymi, a także pań w szpilkach. Dla wszystkich tych użytkowników kostka to zło, dlatego, wzorem Wiednia oraz większości miast austriackich, niemieckich, czeskich i słowackich, chodniki coraz częściej buduje się właśnie z asfaltu lub innej gładkiej nawierzchni.

Odzwierciedleniem tego trendu są powstające w polskich miastach jak grzyby po deszczu standardy infrastruktury pieszej, które można sprowadzić do jednej najważniejszej zasady: zakaz stosowania kostki fazowanej. Prezydentowi Karnowskiemu i jego urzędnikom polecam zwłaszcza Lubelskie Standardy Piesze: warto poczytać, to tylko 14 stron, za to na tych czternastu stronach przedstawiono wszystko, co trzeba wiedzieć o projektowaniu infrastruktury przyjaznej pieszym.

Nawet konserwatywny Kraków przyjął 20 grudnia 2017 Uchwałę kierunkową w sprawie wspierania mobilności aktywnej realizowanej za pomocą urządzeń transportu osobistego, do których zaliczają się rolki, deskorolki i hulajnogi. W skrócie: Kraków traktuje rolki jako pełnoprawny środek lokomocji, służący podobnie jak rower także do przemieszczania się przez miasto na duże odległości. Wszystkie nowe chodniki mają już być budowane z asfaltu lub kostki niefazowanej, tradycyjna kostka fazowana i płyty chodnikowe odchodzą do lamusa. Miasto uzupełni także „wąskie gardła” na głównych trasach tranzytowych dla rolkarzy, np. wzdłuż Wisły – te odcinki, gdzie zamiast asfaltu jest krzywa kostka lub płyty chodnikowe, mają być w ciągu najbliższych 5 lat wymienione na taką nawierzchnię (asfalt, żywica), by rolkarze i inni użytkownicy mogli przez nie komfortowo przejechać. To zresztą już się zaczęło, a w projekcie budżetu na 2018 rok zaplanowano wiele inwestycji w usunięcie tych „wąskich gardeł”.

Takie wąskie gardła są również w Trójmieście. Po Gdańsku można w miarę komfortowo przemieszczać się na rolkach na duże odległości, np. z Wrzeszcza czy okolic dworca głównego przejedziemy na rolkach niemal bezkolizyjne pasem nadmorskim aż do granic miasta z Sopotem. W Gdyni jest z tym nieco gorzej, ale też da się przejechać od granicy miasta, przez Orłowo, Redłowo aż do Chyloni i Rumii. Dałoby się założyć rolki na Długim Targu w Gdańsku i stamtąd dojechać w miarę bezkolizyjnie na rolkach aż do Rumi czy nawet Redy, gdyby nie mały problem: Sopot z jego absurdalną kostką na nadmorskiej promenadzie i w innych miejscach w mieście.

I w czasie, gdy włodarze innych miast likwidują tego typu wąskie gardła i zastępują kostkę asfaltem, Sopot niczym Filip z konopi kostkuje ważną dla całego Trójmiasta arterię rolkarską, przy okazji uderzając też w rowerzystów. Nie, to nie dzieje się w byłym Związku Radzieckim, tylko w mieście, które uważa się za jedno z najbardziej postępowych w Polsce, jeśli nie w Europie. Prezydent Karnowski i jego urzędnicy wykazują się przy tym daleko pojętą ignorancją: nie tylko nie znają współczesnych standardów pieszych (np. lubelskich), ale nawet są gorzej wyedukowani w sprawach infrastruktury rowerowej, niż przeciętny sołtys zapyziałej wsi pod Radomiem.

W zeszłym roku światową sławę zyskało podkrakowskie miasteczko Skała, o którym zagraniczne media rozpisywały się ze względu na rekordowy smog i ignorancję tamtejszego burmistrza w kwestiach walki ze smogiem. Międzynarodowy „sukces” Skały ma teraz szansę powtórzyć Sopot, który chyba jako jedyne polskie miasto idzie pod prąd europejskim tendencjom i zamiast zachęcać do ruchu pieszego, rolkarskiego i rowerowego, wprowadza mega nieprzyjazną pieszym i rowerzystom nawierzchnię.

Jakub Łoginow