Monday, Jan 23rd

Last update:12:41:22 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

E-mail-marketing i sklepy internetowe: otwórzmy się na klientów z Ukrainy, Białorusi i Słowacji

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Jedną z podstawowych zalet internetu jest jego globalny charakter, który sprawia, że w sieci granice nie istnieją. Ta wydawałoby się oczywista prawda wciąż nie jest uświadamiana przez polskich reklamodawców i właścicieli e-sklepów, którzy w swoich działaniach marketingowych niepotrzebnie ograniczają się tylko do krajowego rynku, zamykając się na potencjalnych klientów z Czech, Słowacji, Ukrainy i Białorusi.

 

Polska - zakupowe okno na świat dla sąsiadów

Młodsze pokolenie nie pamięta już czasów, kiedy to Polacy chętnie polowali na okazje, trafiające się w zachodnich (najczęściej niemieckich lub austriackich) galeriach handlowych, choć równie dobrze mogli dany towar kupić w Polsce. Zjawisko to było powszechne w latach 90-tych. Mimo, że w kraju nie brakowało już towarów z całego świata, planując większe zakupy sprzętu sportowego, elektroniki czy AGD często opłacało się pojechać do Niemiec lub Austrii i wydać pieniądze właśnie tam. Większy wybór, liczne wyprzedaże i przeceny, których w Polsce na taką skalę jeszcze nie było, lepszej jakości i bardziej eleganckie ubrania, wreszcie nawet trzykrotnie tańsze obuwie sportowe (np. górskie) - to wszystko sprawiało, że taki wyjazd zakupowy do Berlina czy Wiednia miał sens.

Dziś to Polska jest zakupowym oknem na świat zwłaszcza dla naszych wschodnich sąsiadów - Ukraińców i Białorusinów. Ale w pewnym sensie także dla Słowaków i Czechów, dla których w Polsce jest po prostu taniej. Czasy jednak zmieniły się o tyle, że dziś, w odróżnieniu od lat 90-tych, niekoniecznie trzeba już fizycznie jechać te kilkaset kilometrów do zagranicznego centrum handlowego. Teoretycznie takie zakupy można zrobić w Internecie - właśnie możliwość zakupów na odległość, również z wysyłką za granicę, jest jedną z głównych zalet e-handlu.

Sąsiedzi uczą się polskiego i chcą u nas kupować

Teoretycznie klientami polskich sklepów internetowych czy e-księgarni (również tych z ebookami) mogą być mieszkańcy całego świata. Jednak w praktyce warto zwrócić szczególną uwagę na naszych sąsiadów, którzy nie tylko dość dobrze rozumieją język polski, ale też chętnie się go uczą. Mowa oczywiście o Ukraińcach, Białorusinach i Słowakach, a w mniejszym stopniu także Czechach i Rosjanach z Królewca i mieszkańców Wileńszczyzny, gdzie powszechna jest znajomość naszego języka..

W tym momencie warto wspomnieć o pewnym zjawisku, które w Polsce pozostało niezauważone. W ostatnich latach znacznie wzrosło zainteresowanie nauką języka polskiego wśród naszych sąsiadów. W największym stopniu dotyczy to Ukrainy, w nieco mniejszym - Białorusi. Również wśród Czechów i Słowaków, którzy i tak język polski jako-tako rozumieją, nauka polskiego znajduje coraz więcej amatorów.

Język polski stał się dla naszych sąsiadów tym, czym dla Polaków jest język niemiecki. A więc drugim, po języku angielskim, językiem „zachodnim”. Polski – to nie tylko język najbliższego unijnego sąsiada, który jest dla Ukrainy i Białorusi bramą na Zachód - tak jak Niemcy i Austria dla Polski. To także, w odróżnieniu od angielskiego, niemieckiego czy francuskiego, jedyny język "zachodni" (tzn. z ich perspektywy zachodni), którego znajomość rzeczywiście się liczy (czego nie można powiedzieć np. o łotewskim czy fińskim), a który równocześnie jest podobny do ukraińskiego i białoruskiego, a więc łatwy do nauczenia.

Prawdziwy boom związany z nauką polskiego od początku 2014 roku przeżywają Ukraińcy. Jest to związane z wydarzeniami Euromajdanu, a konkretniej – z reakcją Ukraińców na polską solidarność i zaangażowanie w pomoc Ukrainie. W ciągu kilku miesięcy na stworzony przez portal "Port Europa" bezpłatny e-kurs języka polskiego zapisało się aż 25 tysięcy Ukraińców! Motywy były różne: jedni zapisali się po prostu z sympatii dla "braci Polaków", którzy okazali wsparcie Majdanowi, inni, również pod wpływem Euromajdanu i kursu Ukrainy na integrację z Europą, postanowili pójść tu na studia, nawiązać współpracę biznesową z Polską, albo po prostu lepiej poznać kraj, który jest pierwszym zachodnim sąsiadem Ukrainy.

Ukraińcy i Białorusini to nasi klienci

Do czego zmierzam? Otóż masowość zjawiska zainteresowania Polską i wzrost znajomości języka polskiego u naszych sąsiadów wprost przekłada się na realne zainteresowanie zakupami w Polsce. Widzimy to zresztą bardzo dobrze w "realu" - białostockie sklepy, supermarkety budowlane i galerie handlowe są aż oblegane przez gości zakupowych z Białorusi. Handel wielkopowierzchniowy w Przemyślu i okolicach żyje z kolei z zakupów Ukraińców. Przy granicy powstają nawet całe galerie handlowe zorientowane na ukraińskiego klienta – najlepszym przykładem jest ogromne centrum handlowe w Korczowej.

Dziwnym trafem jednak ten fakt nie znajduje odzwierciedlenia w handlu i marketingu internetowym. Ukraińcy i Białorusini bardzo chętnie zamiast fizycznie przyjeżdżać do Polski na zakupy, zrobiliby zakupy w Internecie z dostawą do domu na Ukrainę lub Białoruś. Polskie sklepy internetowe bardzo niechętnie jednak widzą taką opcję. To paradoks, ale Ukraińcowi łatwiej jest zrobić zamówienie (z dostawą pocztą na Ukrainę) w brytyjskim czy amerykańskim butiku, niż w polskim e-sklepie.

Problemy są już na etapie rejestracji. Wybieramy miejsce zamieszkania/adres korespondencyjny i... nie zawsze w ogóle istnieje opcja "zagranica". A gdy ona jest, czasem wskutek niedopatrzenia programistów system wymusza wybór... któregoś z polskich województw. I jeszcze jeden częsty błąd: kod pocztowy. W Polsce ma on format XX-XXX, ale w innych krajach jest odmienny, np. XXX-XX. Próbujesz wpisać kod pocztowy w ukraińskim czy słowackim formacie, a system wskazuje: "nieprawidłowy format kodu pocztowego".

Kolejny problem nie do przejścia pojawia się przy płatnościach. W jednym z popularnych systemów obsługujących płatności dla polskich e-sklepów, dla ich realizacji potrzebne jest m. in. podanie... numeru PESEL. Czyli czegoś, czego obcokrajowiec nie mieszkający w Polsce po prostu nie jest w stanie posiadać (nawet nie wie, co to takiego). Zresztą, obcokrajowiec może dokonać płatności w polskim sklepie internetowym właściwie tylko w przypadku, jeśli posiada kartę kredytową (nie wystarczy zwykłe konto w banku z kartą płatniczą). Czyli taką możliwość ma zaledwie kilka-kilkanaście procent potencjalnych klientów. Niemal co tydzień otrzymuję zapytania z Ukrainy i Białorusi, jaki jest inny sposób opłaty zamówienia, czy nie można po prostu zrobić przelewu zagranicznego na podany numer konta (wraz z rekwizytami dla płatności międzynarodowych). Nie można, bo... polskim przedsiębiorcom zabrakło wyobraźni, by o tym pomyśleć.

Nie mówmy więc o rosyjskim embargu i nie płaczmy nad wielomilionowymi stratami, które ono spowodowało. Sami, na własne życzenie, pozbawiamy się jeszcze większych pieniędzy, które chcą u nas zostawić ukraińscy i białoruscy klienci, a których polski e-handel uparcie ignoruje i nie dostrzega. A którzy mimo to dwoją się i troją, aby zrobić u nas internetowe zakupy - i dużej części z nich, mimo stwarzanych im przeszkód, się to udaje.

Te wszystkie uwagi powinna także wziąć sobie do serca także polska branża reklamowa. Planując kampanię z zakresu marketingu internetowego, w tym e-mail-marketingu, warto uświadomić sobie, że wśród naszych potencjalnych odbiorców są nie tylko Polacy, ale i znający język polski konsumenci z Ukrainy i Białorusi (oraz Czech i Słowacji). To często zresztą idealni klienci - dojrzali, świadomi, gotowi do wydania w Polsce dość sporych pieniędzy. Zamiast kosztownego i problematycznego eksportu na Wschód, polscy e-przedsiębiorcy mają świetną możliwość dotrzeć do tego segmentu rynku poprzez działania np. z zakresu e-mail marketingu, działając fizycznie w Polsce. Kto pierwszy dostrzeże szansę, która się z tym wiąże, ten odniesie biznesowy sukces.

Komentarze  

 
+1 #1 jubus 2014-08-08 07:33
I znowu przesadzasz z tym językiem. Używam portali dla nauki język za język i jakoś Rosjanie z Rosji są w równym stopniu zainteresowani nauką polskiego co i Ukraińcy. Jeśli ktoś prowadzi sklep z nie-żywnością (ja akurat prowadziłem z produktami z wyższej półki, ale polskimi, głównie regionalnymi i tradycyjnymi)to może i sprzedawać do Rosji. Zresztą embargo rosyjskie nie dotyczy zakupów indywidualnych. Jak pamietam, to różnica między Rosją, a Białorusią i Ukrainą była kolosalna, jesli chodzi o "zaplecze", płatności, logistykę. Jeśli ktoś już chce sprzedawać na wschód, zapominanie o rosyjskim rynku jest wyrazem debilizmu ekonomicznego. Ja olewam wschód kompletnie, dopóki tam jest cywilizacyjna dzicz (w porównaniu do Czech, Słowacji, Litwy), nie mam zamiaru się pchać.
Cytować
 
 
0 #2 jubus 2014-08-08 07:36
Nasi handlowcy powinni teraz właśnie mocno się otwarzyć na klientów indywidualnych z Rosji, którzy zaczną milionami wręcz przyjeżdżać, głównie przez Białoruś. Pamiętajmy, że siła nabywcza przeciętnego Rosjanina jest 2 razy większa niż Białorusina i 3-4 razy większa niż Ukraińca z Ukrainy zachodniej. Tego nie ma co nawet porównywać. Moim zdaniem nadchodzą złote czasy dla zakupów indywidualnych. Putin zrobił to, o czym ja marzyłem od lat, nasze firmy, w końcu oleją "wschód" całkowicie, skupiając się na normalnych rynkach, a nasi mali handlowcy będą zarabiać krocie, na klientach z Rosji, którzy teraz będą chyba ciężarówkami przyjeżdżać po jedzenie.
Cytować
 
 
0 #3 jubus 2014-08-08 08:25
Dodam, że zanim ktoś naprawdę uwierzy w te głupoty, które wypisuje tutaj mój imiennik (który handel internetowy prowadził chyba tylko w teorii), to radzę faktycznie zapoznać się z tym, co oferują nam polskie firmy czy firmy działające na rynku unijnym. Chodzi o informatykę, obsługę sklepu, płatności, no i najważniejsze logistykę. Różnica między sąsiadami unijnymi, a nawet takimi krajami jak Austria, Węgry czy Rumunia, Włochy, Francja, a Białorusią i Ukraina jest jak przepaść. Myślę, że tak jak Jakub prowadzi pożyteczne kampanie w sprawie telefonów czy połaczeń lotniczych, powinien zainteresować firmy kurierskie, logistyczne czy firmy informatyczne na ten temat. Tak jak pisałem, 2-3 lata temu, łatwiej, taniej i wygodniej było mi sprzedać do Rosji coś, niż na Białoruś czy Ukrainę. Nie wspominając o Niemczech, Anglii czy Czechach.
Cytować
 
 
0 #4 jubus 2014-10-26 22:09
do roboty bracia!
Cytować
 
 
0 #5 jubus 2015-02-18 17:10
Właśnie znalazłem ciekawą ofertę, która zmienia nieco sytuację z wysyłkami na UA. Nie badałem jeszcze tego, ale sam fakt, że Poczta Polska stworzyła taką ofertę wskazuje, że jednak jakieś zmiany są. Będę to badał, bo dotychczas uważałem, że nie ma możliwości cywilizowanej wysyłki na Wschód.
Tu link:
https://ecommerce.poczta-polska.pl/pl/obsluga-wysylek/paczka-ukraina-plus
Dodam ciekawą rzecz, dotyczącą Słowacji. Otóż okazuje się, że koszt przesyłki PL-SK i SK-PL jest prawie 2 razy wyższy niż w przypadku Czech, dotoczy to praktycznie wszystkich operatorów. Dziwne i niezrozumiałe dla mnie.
Cytować
 
 
0 #6 jubus 2015-02-18 17:14
Dodam, że aby w sprawach językowych, ważne jest, aby oferta dla Czech lub Słowacji była kierowana w dokładnie tym języku, jakiego kraju to dotyczy. Czytałem, że Czesi są wyczuleni na tym punkcie, jak ktoś myli czeski ze słowackim. Nie mam potwierdzenia, jednak. W przypadku Ukrainy, obowiązkowym językiem jest rosyjski, bo większość e-commerce, płatności, generalnie cały biznes on-line jest w rosyjskim (rzadko kiedy da się coś spotkać po ukraińsku). Dlatego też nie warto sobie zawracać głowy robieniem sklepu pod ukraińskiego klienta po rosyjsku, ale jednocześnie warto zadbać o ofertę dla Czechów i Słowaków, w ich własnych językach.
Cytować
 
 
0 #7 jubus 2015-02-18 17:19
Nie zgadzam się co do tego co pisze autor na końcu. Język polski może i dla Ukraińców, Białorusinów, w mniejszym stopniu Rosjan, to nie problem, choć oferta po rosyjsku to chyba jednak oczywista, oczywistość. Na Wschodzie, językiem biznesowym jest rosyjski, to chyba każdy wie.
Na południu natomiast, jest wyraźna niechęć do polskiego, z mojego doświadczenia i obserwacji powiem, że większość czeskich i słowackich firm, ma w nosie Polskę i język polski. Strony firmowe lub sklepy internetowe w Czechach i na Słowacji są po angielsku, niemiecku, słowacku/czesku, czasem rosyjsku, nawet po francusku, hiszpańsku. Ale po polsku? Nie spotkałem się, może z raz. Na Ukrainie lub nawet na Bialorusi, widać takie coraz częściej.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto