Sunday, Mar 26th

Last update:07:35:19 AM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Z Mińska do Krakowa rowerem przez Medykę

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Na przełomie kwietnia i maja postanowiliśmy wybrać się z rowerami z Mińska do Krakowa. Początkowo myśleliśmy o tym, by przejechać „tradycyjną” trasą przez Brześć i przejście w Terespolu, jednak... granicy tej póki co nie wolno przekraczać rowerem. Postanowiliśmy pojechać przez Ukrainę i piesze przejście w Medyce – i wybór okazał się słuszny. Oto nasza relacja z podróży.

 

To enjoy breath to the fullest it is significant to be wholesome. How can medicines help up? Sure thing, one of the beautiful place where people can buy remedies is online pharmacy. In our generation the stock you can order from the Web is actually infinite. Drugs like Deltasone often is used to solve disorders such as severe allergies. Glucocorticoids synthetic steroids, which are readily absorbed from the gastrointestinal tract. There are numerous others. A lot of doctors know about price of cialis. What do you know about cialis generic best price? Albeit erectile disfunction is more common among older men, that doesn’t make it “normal”. Erectile dysfunction can act the quality of breath. However there are some medications that can help us without harming your erection. Prescription medicines can save lives, but they can also come with unwanted side effects. It's important to mind that not all remedies are sound. Several men using this drug typically do not have serious side effects to Cialis. Take the container with you, even if it is empty. If you fear that someone might have taken an overdose of this therapy, go to the emergency department of your local hospital at once.


Pierwszym etapem był przejazd pociągiem ze stolicy Białorusi do Lwowa. Z przewozem rowerów jest o tyle problem, że nie ma tam, w odróżnieniu od polskich pociągów, osobnego miejsca dla przewozu jednośladów. Rower można przewieźć tylko jako bagaż i to pod warunkiem, że go złożymy: trzeba zdjąć koła i włożyć do jakiegoś worka. Wtedy taki „bagaż” możemy wrzucić na górną półkę – do dolnego luku bagażowego się nie zmieści. Nasza konduktorka, gdy zobaczyła nasze rowery, miała trochę obiekcji, mówiła że za mało go rozkręciliśmy – ale w końcu nam odpuściła.

 



Z Mińska wyjechaliśmy o godzinie 17:23, bilet kosztował równowartość 125 złotych. Na granicy białorusko-ukraińskiej byliśmy około godziny 1 w nocy, kontrola graniczna przeszła dość sprawnie i szybko, a do Lwowa przyjechaliśmy o 9 rano.

Czasu na zwiedzanie miasta nie było, zdążyliśmy tylko zrobić szybkie zakupy – i pojechaliśmy na rowerach w stronę polskiej granicy. Dobrze, że Lwów jest nam znajomy, bo w rejonie dworca kolejowego ani w ogóle w mieście nie ma drogowskazów na Przemyśl czy Szehynie, te pojawiają się dopiero po wyjeździe z miasta na trasę. No i słynna lwowska „brukiwka” – bardzo niewygodna dla rowerzystów, dlatego wyjazd z miasta zajął nam godzinę.

Dalej było już łatwo i przyjemnie. Od wyjazdu ze Lwowa aż do samej granicy jechaliśmy dobrą drogą, tak że podczas jazdy jechaliśmy swobodnie z prędkością ponad 25 km/h. Droga bardzo ciekawa, mijane krajobrazy – przyjemne, tak że wyszła dość ciekawa wycieczka. Oto kilka fotografii.


Jedyna uwaga – po drodze może być problem z serwisem, trudno znaleźć jakiś sklep, bar czy toaletę. Za to trasa przez większość czasu prowadzi wzdłuż linii kolejowej, dlatego w razie jakiejś awarii można dojść do najbliższej stacji i wsiąść z rowerem do „elektryczki” (pociągu podmiejskiego), która jeździ na tym odcinku dość często.

Po drodze nie zajeżdżaliśmy do miasteczek Horodka i Sudowej Wyszni, tylko objechaliśmy je po obwodnicy. Przejechaliśmy natomiast przez Mostyska (zwłaszcza że inaczej się nie da) i miasteczko to zrobiło na nas dość dobre wrażenie. Bardzo fajny widok rozpościera się zwłaszcza przy wjeździe do miasta – oto zdjęcie:


W końcu dojechaliśmy do granicy. Była godzina 13:45 polskiego czasu. Przed nami – ogromna kolejka samochodów, na jakiś kilometr długości. Kolejka zaczynała się już w połowie wioski i posuwała się w żółwim tempie. Nas ten problem na szczęście nie dotyczył, kolejkę objechaliśmy i skierowaliśmy się do pieszego przejścia.

Ukraińska kontrola graniczna przeszła sprawnie i szybko. Przed nami nikogo nie było, podeszliśmy z rowerami do okienka, pokazaliśmy paszporty. Miła i wyjątkowo ładna (skąd oni takie biorą?) ukraińska funkcjonariuszka spytała skąd i dokąd jedziemy i życzyła nam szerokiej drogi. Cała odprawa paszportowo-celna po stronie ukraińskiej trwała może minutę.

Podjeżdżamy pod znajdujący się kilkaset metrów dalej polski budynek odpraw. Przed nami – duża kolejka na odprawę w terminalu non-Schengen, na oko ponad sto osób. Najpierw stanęliśmy na końcu tej kolejki, ale sami czekający ludzie powiedzieli nam, byśmy przeszli poza kolejką przez bramkę dla niepełnosprawnych i osób z dużymi bagażami. Podeszliśmy do polskiego funkcjonariusza i poprosiliśmy, by nas puścił, bo przed nami daleka droga i chcielibyśmy zdążyć na pociąg z Przemyśla do Krakowa. Po trwającej kilka minut rozmowie strażnik graniczny pozwolił nam przejść przez bramkę dla niepełnosprawnych. Jak zrozumieliśmy, nie byliśmy wyjątkiem i na tym przejściu przyjęte jest, że rowerzyści (których nie ma tu zbyt wielu – oprócz nas nikogo na rowerach nie było) są przepuszczani bez kolejki.

Kilka standardowych pytań (skąd i dokąd jedziemy, co wieziemy) – i jesteśmy w Polsce. Odprawa od momentu ustawienia się na końcu kolejki do opuszczenia polskiego terminalu zajęła nam jakieś 30-40 minut. Jesteśmy w Medyce.

Jedziemy do Przemyśla. Droga dość dobra, jedziemy cały czas prosto główną trasą wzdłuż torów. Mimo, że jesteśmy tu pierwszy raz, nie mamy problemu z orientacją. W Przemyślu zaczynają się ścieżki rowerowe i tak bez problemu w ciągu 40 minut jazdy od granicy dojeżdżamy do dworca.


 

Jest godzina 15:25. Kupujemy bilety na bezpośredni pociąg TLK do Krakowa na 17:26, za bilet płacimy po 45 zł plus 9,10 zł za rower. Mamy półtorej godziny, postanowiliśmy więc zobaczyć trochę miasto, które nam się od samego początku spodobało. Zwiedzić zdążyliśmy nie za wiele: krótki spacer po okolicach Rynku, szybkie zakupy w sklepie, obiad w pizzerii – i trzeba iść na pociąg. Miasto nam się spodobało – musimy przyjechać tu jeszcze raz i zaplanować więcej czasu na zwiedzanie. Bardzo ładna zabytkowa architektura, trochę przypominająca nasz ulubiony Lwów, a miejscami – północne Włochy. Przyjemnie zaskoczyły nas też ceny – pizza kosztowała nas dużo taniej, niż w Krakowie, nie mówiąc już o Białorusi, gdzie za podobny obiad zapłacilibyśmy co najmniej dwa razy więcej.

I w końcu – przejazd do Krakowa. Sam standard pociągu – bez zastrzeżeń, natomiast niemile zaskoczyło nas opóźnienie pociągu. Do Krakowa przyjechaliśmy z 70-minutowym opóźnieniem, o 23:40. Zmęczeni, ale zadowoleni. Sam pobyt w Krakowie – to już temat na osobną relację, ale sama idea przejazdu z rowerami z Mińska do Krakowa przez Lwów i Przemyśl – godna polecenia.

Jury Čajkoŭ, Mińsk




Komentarze  

 
+2 #1 Mas 2015-05-10 21:09
Gródek Jagielloński, Sądowa Wisznia, Mościska
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto