Friday, Jan 20th

Last update:06:23:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Z Mińska do Krakowa rowerem przez Medykę

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Na przełomie kwietnia i maja postanowiliśmy wybrać się z rowerami z Mińska do Krakowa. Początkowo myśleliśmy o tym, by przejechać „tradycyjną” trasą przez Brześć i przejście w Terespolu, jednak... granicy tej póki co nie wolno przekraczać rowerem. Postanowiliśmy pojechać przez Ukrainę i piesze przejście w Medyce – i wybór okazał się słuszny. Oto nasza relacja z podróży.

 


Pierwszym etapem był przejazd pociągiem ze stolicy Białorusi do Lwowa. Z przewozem rowerów jest o tyle problem, że nie ma tam, w odróżnieniu od polskich pociągów, osobnego miejsca dla przewozu jednośladów. Rower można przewieźć tylko jako bagaż i to pod warunkiem, że go złożymy: trzeba zdjąć koła i włożyć do jakiegoś worka. Wtedy taki „bagaż” możemy wrzucić na górną półkę – do dolnego luku bagażowego się nie zmieści. Nasza konduktorka, gdy zobaczyła nasze rowery, miała trochę obiekcji, mówiła że za mało go rozkręciliśmy – ale w końcu nam odpuściła.

 



Z Mińska wyjechaliśmy o godzinie 17:23, bilet kosztował równowartość 125 złotych. Na granicy białorusko-ukraińskiej byliśmy około godziny 1 w nocy, kontrola graniczna przeszła dość sprawnie i szybko, a do Lwowa przyjechaliśmy o 9 rano.

Czasu na zwiedzanie miasta nie było, zdążyliśmy tylko zrobić szybkie zakupy – i pojechaliśmy na rowerach w stronę polskiej granicy. Dobrze, że Lwów jest nam znajomy, bo w rejonie dworca kolejowego ani w ogóle w mieście nie ma drogowskazów na Przemyśl czy Szehynie, te pojawiają się dopiero po wyjeździe z miasta na trasę. No i słynna lwowska „brukiwka” – bardzo niewygodna dla rowerzystów, dlatego wyjazd z miasta zajął nam godzinę.

Dalej było już łatwo i przyjemnie. Od wyjazdu ze Lwowa aż do samej granicy jechaliśmy dobrą drogą, tak że podczas jazdy jechaliśmy swobodnie z prędkością ponad 25 km/h. Droga bardzo ciekawa, mijane krajobrazy – przyjemne, tak że wyszła dość ciekawa wycieczka. Oto kilka fotografii.


Jedyna uwaga – po drodze może być problem z serwisem, trudno znaleźć jakiś sklep, bar czy toaletę. Za to trasa przez większość czasu prowadzi wzdłuż linii kolejowej, dlatego w razie jakiejś awarii można dojść do najbliższej stacji i wsiąść z rowerem do „elektryczki” (pociągu podmiejskiego), która jeździ na tym odcinku dość często.

Po drodze nie zajeżdżaliśmy do miasteczek Horodka i Sudowej Wyszni, tylko objechaliśmy je po obwodnicy. Przejechaliśmy natomiast przez Mostyska (zwłaszcza że inaczej się nie da) i miasteczko to zrobiło na nas dość dobre wrażenie. Bardzo fajny widok rozpościera się zwłaszcza przy wjeździe do miasta – oto zdjęcie:


W końcu dojechaliśmy do granicy. Była godzina 13:45 polskiego czasu. Przed nami – ogromna kolejka samochodów, na jakiś kilometr długości. Kolejka zaczynała się już w połowie wioski i posuwała się w żółwim tempie. Nas ten problem na szczęście nie dotyczył, kolejkę objechaliśmy i skierowaliśmy się do pieszego przejścia.

Ukraińska kontrola graniczna przeszła sprawnie i szybko. Przed nami nikogo nie było, podeszliśmy z rowerami do okienka, pokazaliśmy paszporty. Miła i wyjątkowo ładna (skąd oni takie biorą?) ukraińska funkcjonariuszka spytała skąd i dokąd jedziemy i życzyła nam szerokiej drogi. Cała odprawa paszportowo-celna po stronie ukraińskiej trwała może minutę.

Podjeżdżamy pod znajdujący się kilkaset metrów dalej polski budynek odpraw. Przed nami – duża kolejka na odprawę w terminalu non-Schengen, na oko ponad sto osób. Najpierw stanęliśmy na końcu tej kolejki, ale sami czekający ludzie powiedzieli nam, byśmy przeszli poza kolejką przez bramkę dla niepełnosprawnych i osób z dużymi bagażami. Podeszliśmy do polskiego funkcjonariusza i poprosiliśmy, by nas puścił, bo przed nami daleka droga i chcielibyśmy zdążyć na pociąg z Przemyśla do Krakowa. Po trwającej kilka minut rozmowie strażnik graniczny pozwolił nam przejść przez bramkę dla niepełnosprawnych. Jak zrozumieliśmy, nie byliśmy wyjątkiem i na tym przejściu przyjęte jest, że rowerzyści (których nie ma tu zbyt wielu – oprócz nas nikogo na rowerach nie było) są przepuszczani bez kolejki.

Kilka standardowych pytań (skąd i dokąd jedziemy, co wieziemy) – i jesteśmy w Polsce. Odprawa od momentu ustawienia się na końcu kolejki do opuszczenia polskiego terminalu zajęła nam jakieś 30-40 minut. Jesteśmy w Medyce.

Jedziemy do Przemyśla. Droga dość dobra, jedziemy cały czas prosto główną trasą wzdłuż torów. Mimo, że jesteśmy tu pierwszy raz, nie mamy problemu z orientacją. W Przemyślu zaczynają się ścieżki rowerowe i tak bez problemu w ciągu 40 minut jazdy od granicy dojeżdżamy do dworca.


 

Jest godzina 15:25. Kupujemy bilety na bezpośredni pociąg TLK do Krakowa na 17:26, za bilet płacimy po 45 zł plus 9,10 zł za rower. Mamy półtorej godziny, postanowiliśmy więc zobaczyć trochę miasto, które nam się od samego początku spodobało. Zwiedzić zdążyliśmy nie za wiele: krótki spacer po okolicach Rynku, szybkie zakupy w sklepie, obiad w pizzerii – i trzeba iść na pociąg. Miasto nam się spodobało – musimy przyjechać tu jeszcze raz i zaplanować więcej czasu na zwiedzanie. Bardzo ładna zabytkowa architektura, trochę przypominająca nasz ulubiony Lwów, a miejscami – północne Włochy. Przyjemnie zaskoczyły nas też ceny – pizza kosztowała nas dużo taniej, niż w Krakowie, nie mówiąc już o Białorusi, gdzie za podobny obiad zapłacilibyśmy co najmniej dwa razy więcej.

I w końcu – przejazd do Krakowa. Sam standard pociągu – bez zastrzeżeń, natomiast niemile zaskoczyło nas opóźnienie pociągu. Do Krakowa przyjechaliśmy z 70-minutowym opóźnieniem, o 23:40. Zmęczeni, ale zadowoleni. Sam pobyt w Krakowie – to już temat na osobną relację, ale sama idea przejazdu z rowerami z Mińska do Krakowa przez Lwów i Przemyśl – godna polecenia.

Jury Čajkoŭ, Mińsk




Komentarze  

 
+2 #1 Mas 2015-05-10 21:09
Gródek Jagielloński, Sądowa Wisznia, Mościska
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto