Sunday, Mar 26th

Last update:07:35:19 AM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Zakarpacie zburzyło swój "mały mur berliński"

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Najstarsi mieszkańcy zakarpackiej wioski Selmence do końca życia zapamiętają niewinną z pozoru imprezę z 1946 roku. Przed sześćdziesięcioma laty poszli oni do swych sąsiadów w zachodniej części wsi i zabawili tam całą noc. - Kiedy nad ranem wracaliśmy do domu, raptem zastąpił nam drogę jakiś żołnierz - sędziwa Węgierka dobrze pamięta zdarzenia z 1946 roku. - Jakież było nasze zdziwienie, kiedy powiedział nam, że nie możemy iść dalej, bo... teraz jest tu granica państwowa. W końcu nas puścił, ale nie wszystkich. Musiałam rozstać się ze swoim chłopakiem - on został w słowackiej części Selmenców, ja w ukraińskiej.

To enjoy being to the fullest it is significant to be healthy. How can medicines help up? Sure thing, one of the beautiful place where people can buy remedies is online pharmacy. In our generation the stock you can order from the Web is actually infinite. Drugs like Deltasone often is used to solve disorders such as severe allergies. Glucocorticoids synthetic steroids, which are readily absorbed from the gastrointestinal tract. There are numerous others. A lot of doctors know about price of cialis. What do you know about cialis generic best price? Albeit erectile malfunction is more common among older men, that doesn’t make it “normal”. Erectile disfunction can act the quality of existence. However there are some medications that can help us without harming your erection. Prescription medicines can save lives, but they can also come with unwanted side effects. It's great to remember that not all remedies are wholesome. Several people using this drug typically do not have serious side effects to Cialis. Take the container with you, even if it is empty. If you fear that someone might have taken an overdose of this treatment, go to the emergency department of your local hospital at once.

Dopiero po latach, kiedy umarł Stalin, mogliśmy podchodzić do zasieków granicznych, które rozdzieliły wieś na dwie części. Podchodzić na 15 metrów do granicy i krzyczeć, bo wcześniej nie pozwolono nam nawet zbliżać się do drutu kolczastego, postawionego nie wiadomo czemu w tym właśnie miejscu.

W ciągu kilku dziesięcioleci mało kto wiedział o istnieniu tego „małego muru berlińskiego” na końcu świata. W Związku Radzieckim i bratnich krajach o takich problemach się nie pisało. Ale nawet upadek komunizmu nie przyniósł upragnionego zjednoczenia. - Dostaliśmy wtedy paszporty i mogliśmy nareszcie odwiedzić sąsiadów i rodzinę zza ogromnego płotu. Problem w tym, że do najbliższego przejścia granicznego w Vysznem Nemeckiem - Użhorodzie było ponad 20 km - wspomina Ludovit Toth, starosta słowackiej części Selmenców.  - A dojechać nie za bardzo jest czym: autobusów mało, jechać trzeba z przesiadkami, a na własny samochód mogą sobie pozwolić nieliczni. Ludzie u nas biedni, bezrobocie sięga 30%. Ale to i tak lepiej, niż u nich. Tam chyba każdy jest bez pracy... - pan Ludovit pokazuje ręką w stronę symbolicznej drewnianej bramy w centrum wsi, za którą zaczyna się już Ukraina.

Mieszkańcy obu części podzielonej wioski przez ostatnie kilkanaście lat nie tracili nadziei na zjednoczenie. - Pisaliśmy skargi do Bratysławy, naszym przypadkiem zainteresowali się dziennikarze i nawet pewna osoba z Rady Europy - wspomina słowacki starosta. - Nie pomagało. Aż nagle władza zrobiła nam prezent na gwiazdkę. Po tylu latach w końcu otworzyli nam to przejście. Czemu wcześniej nie chcieli, a teraz raptem się zgodzili, tego nie wiem - pan Ludovit wydaje się być rzeczywiście zdziwiony intencjami dalekiej władzy.

Przejście graniczne Mali Selmenci - Velke Slemence działa od grudnia zeszłego roku. Mieszkańcy mają nadzieję, że ożywi ono gospodarkę odgrodzonej od reszty świata wsi. Rzeczywiście, kiedy na użhorodzkim dworcu pytałem, jak dojechać do Selmenców, panie w kasie nawet nie bardzo wiedziały, gdzie to jest. Pomógł mi dopiero przypadkowy kierowca busa Użhorod - Czop. - Niech pan wsiada, wysadzę pana po drodze i dalej musi pan iść piechotą - mówi. Nareszcie. Jechaliśmy szybko, odremontowana droga Użhorod - Budapeszt na to pozwalała. Pagórkowaty krajobraz stolicy zakarpacia szybko ustąpił miejsca niezalesionym równinom. Gdyby nie wyłaniająca się zza chmur imponująca ściana Karpat, zdawałoby się, że trafiłem w polskie Żuławy. - To tutaj - przerwał moje rozmyślania kierowca.

Droga nie była długa, szedłem może godzinę, ale monotonne krajobrazy okazały się trochę nużące. Prosta droga, przecinająca podtopione łąki i liczne kanały, zdawała się nie mieć końca. Tylko od czasu do czasu przejechał jakiś samochód, a ludzi nie spotykałem w ogóle. Sjurte, Pallad-Komariwci, Mali Selmenci - w mijanych wioskach ciekawymi były tylko ich oryginalne, jak dla mnie, węgierskie nazwy. Wszędzie takie same murowane domy - ani ładne, ani brzydkie, nie bogate i nie biedne. Poza tym zabłocona droga i prawie żadnych oznak życia. Spojrzałem na zegarek - było po dziesiątej. Czyżby wszyscy jeszcze spali?

Wioska - jak wioska. Ustawione co dwadzieścia metrów domy szczelnie osłaniają dwie strony centralnej ulicy. W pewnym momencie zza zakrętu wyłania się biały płot, szlaban, dwa świeżo postawione baraki. Granica. Płot rozdziela na równe części podwórko dwóch sąsiednich domów, oddalonych od siebie o jakieś trzydzieści metrów. Pokazuję paszport, celnicy dokładnie sprawdzają, czy nie przewożę narkotyków, i już jestem na Słowacji. Prawdę mówiąc, nie zauważyłem różnicy.

W Selmencach niby ten sam krajobraz, takie same domy, jak w innych mijanych wcześniej wioskach. Ale... jednak coś się zmieniło. Już wiem - sklepy. I kręcący się wokół nich ludzie. Po drodze nie widziałem ani jednego sklepu, a tu od razu kilka. Zadbane, w środku cały asortyment towaru. Niektóre pełnią równocześnie funkcję kawiarni. Wchodzę. Młoda, urodziwa dziewczyna z uśmiechem wita mnie po węgiersku. „Dobryj deń, czy można u was napytysia kawu” - pytam. Na dźwięk ukraińskiej mowy dziewczyna trochę się zdziwiła, ale bez problemu odpowiedziała w tym języku. Zresztą, z mieszkańcami dogadywałem się łatwo - w Małych Selmencach wszyscy dobrze mówią po ukraińsku, a w ich sąsiedzi z Wielkich Slemenców płynnie znają słowacki.

Sklepy otworzyli niedawno, po uruchomieniu wiejskiego przejścia granicznego. Co ciekawe: wystroju i obsługi nie powstydziłby się nawet kawiarnie w centrum Użhoroda albo Michałowic. Za to ceny - zadziwiająco niskie. Filiżanka kawy kosztowała mnie tylko hrywnię (60 groszy). Nic dziwnego - słowaccy mieszkańcy Selmenców do zamożnych nie należą, a to właśnie oni przychodzą tu codziennie po pracy pogadać z sąsiadami, wypić piwo albo sto gramów. A przy okazji zrobić codzienne zakupy, bo na Ukrainie zawsze trochę taniej. Zresztą co innego można tutaj robić, na tym sennym końcu świata?

Kuba Łoginow

Użhorod - Mali Selmenci - Velke Slemence

Źródło: Gazeta Pomorska

Komentarze  

 
0 #1 Bartek 2012-03-14 08:53
1 hrywnia to chyba 30 groszy, a nie 60 :)
Cytować
 
 
0 #2 Kuba 2012-03-15 00:08
Tekst pochodzi z 2006 roku, a wtedy kurs wymiany był inny niż dzisiaj.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto