Friday, Feb 24th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Zakarpacie zburzyło swój "mały mur berliński"

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Najstarsi mieszkańcy zakarpackiej wioski Selmence do końca życia zapamiętają niewinną z pozoru imprezę z 1946 roku. Przed sześćdziesięcioma laty poszli oni do swych sąsiadów w zachodniej części wsi i zabawili tam całą noc. - Kiedy nad ranem wracaliśmy do domu, raptem zastąpił nam drogę jakiś żołnierz - sędziwa Węgierka dobrze pamięta zdarzenia z 1946 roku. - Jakież było nasze zdziwienie, kiedy powiedział nam, że nie możemy iść dalej, bo... teraz jest tu granica państwowa. W końcu nas puścił, ale nie wszystkich. Musiałam rozstać się ze swoim chłopakiem - on został w słowackiej części Selmenców, ja w ukraińskiej.

Dopiero po latach, kiedy umarł Stalin, mogliśmy podchodzić do zasieków granicznych, które rozdzieliły wieś na dwie części. Podchodzić na 15 metrów do granicy i krzyczeć, bo wcześniej nie pozwolono nam nawet zbliżać się do drutu kolczastego, postawionego nie wiadomo czemu w tym właśnie miejscu.

W ciągu kilku dziesięcioleci mało kto wiedział o istnieniu tego „małego muru berlińskiego” na końcu świata. W Związku Radzieckim i bratnich krajach o takich problemach się nie pisało. Ale nawet upadek komunizmu nie przyniósł upragnionego zjednoczenia. - Dostaliśmy wtedy paszporty i mogliśmy nareszcie odwiedzić sąsiadów i rodzinę zza ogromnego płotu. Problem w tym, że do najbliższego przejścia granicznego w Vysznem Nemeckiem - Użhorodzie było ponad 20 km - wspomina Ludovit Toth, starosta słowackiej części Selmenców.  - A dojechać nie za bardzo jest czym: autobusów mało, jechać trzeba z przesiadkami, a na własny samochód mogą sobie pozwolić nieliczni. Ludzie u nas biedni, bezrobocie sięga 30%. Ale to i tak lepiej, niż u nich. Tam chyba każdy jest bez pracy... - pan Ludovit pokazuje ręką w stronę symbolicznej drewnianej bramy w centrum wsi, za którą zaczyna się już Ukraina.

Mieszkańcy obu części podzielonej wioski przez ostatnie kilkanaście lat nie tracili nadziei na zjednoczenie. - Pisaliśmy skargi do Bratysławy, naszym przypadkiem zainteresowali się dziennikarze i nawet pewna osoba z Rady Europy - wspomina słowacki starosta. - Nie pomagało. Aż nagle władza zrobiła nam prezent na gwiazdkę. Po tylu latach w końcu otworzyli nam to przejście. Czemu wcześniej nie chcieli, a teraz raptem się zgodzili, tego nie wiem - pan Ludovit wydaje się być rzeczywiście zdziwiony intencjami dalekiej władzy.

Przejście graniczne Mali Selmenci - Velke Slemence działa od grudnia zeszłego roku. Mieszkańcy mają nadzieję, że ożywi ono gospodarkę odgrodzonej od reszty świata wsi. Rzeczywiście, kiedy na użhorodzkim dworcu pytałem, jak dojechać do Selmenców, panie w kasie nawet nie bardzo wiedziały, gdzie to jest. Pomógł mi dopiero przypadkowy kierowca busa Użhorod - Czop. - Niech pan wsiada, wysadzę pana po drodze i dalej musi pan iść piechotą - mówi. Nareszcie. Jechaliśmy szybko, odremontowana droga Użhorod - Budapeszt na to pozwalała. Pagórkowaty krajobraz stolicy zakarpacia szybko ustąpił miejsca niezalesionym równinom. Gdyby nie wyłaniająca się zza chmur imponująca ściana Karpat, zdawałoby się, że trafiłem w polskie Żuławy. - To tutaj - przerwał moje rozmyślania kierowca.

Droga nie była długa, szedłem może godzinę, ale monotonne krajobrazy okazały się trochę nużące. Prosta droga, przecinająca podtopione łąki i liczne kanały, zdawała się nie mieć końca. Tylko od czasu do czasu przejechał jakiś samochód, a ludzi nie spotykałem w ogóle. Sjurte, Pallad-Komariwci, Mali Selmenci - w mijanych wioskach ciekawymi były tylko ich oryginalne, jak dla mnie, węgierskie nazwy. Wszędzie takie same murowane domy - ani ładne, ani brzydkie, nie bogate i nie biedne. Poza tym zabłocona droga i prawie żadnych oznak życia. Spojrzałem na zegarek - było po dziesiątej. Czyżby wszyscy jeszcze spali?

Wioska - jak wioska. Ustawione co dwadzieścia metrów domy szczelnie osłaniają dwie strony centralnej ulicy. W pewnym momencie zza zakrętu wyłania się biały płot, szlaban, dwa świeżo postawione baraki. Granica. Płot rozdziela na równe części podwórko dwóch sąsiednich domów, oddalonych od siebie o jakieś trzydzieści metrów. Pokazuję paszport, celnicy dokładnie sprawdzają, czy nie przewożę narkotyków, i już jestem na Słowacji. Prawdę mówiąc, nie zauważyłem różnicy.

W Selmencach niby ten sam krajobraz, takie same domy, jak w innych mijanych wcześniej wioskach. Ale... jednak coś się zmieniło. Już wiem - sklepy. I kręcący się wokół nich ludzie. Po drodze nie widziałem ani jednego sklepu, a tu od razu kilka. Zadbane, w środku cały asortyment towaru. Niektóre pełnią równocześnie funkcję kawiarni. Wchodzę. Młoda, urodziwa dziewczyna z uśmiechem wita mnie po węgiersku. „Dobryj deń, czy można u was napytysia kawu” - pytam. Na dźwięk ukraińskiej mowy dziewczyna trochę się zdziwiła, ale bez problemu odpowiedziała w tym języku. Zresztą, z mieszkańcami dogadywałem się łatwo - w Małych Selmencach wszyscy dobrze mówią po ukraińsku, a w ich sąsiedzi z Wielkich Slemenców płynnie znają słowacki.

Sklepy otworzyli niedawno, po uruchomieniu wiejskiego przejścia granicznego. Co ciekawe: wystroju i obsługi nie powstydziłby się nawet kawiarnie w centrum Użhoroda albo Michałowic. Za to ceny - zadziwiająco niskie. Filiżanka kawy kosztowała mnie tylko hrywnię (60 groszy). Nic dziwnego - słowaccy mieszkańcy Selmenców do zamożnych nie należą, a to właśnie oni przychodzą tu codziennie po pracy pogadać z sąsiadami, wypić piwo albo sto gramów. A przy okazji zrobić codzienne zakupy, bo na Ukrainie zawsze trochę taniej. Zresztą co innego można tutaj robić, na tym sennym końcu świata?

Kuba Łoginow

Użhorod - Mali Selmenci - Velke Slemence

Źródło: Gazeta Pomorska

Komentarze  

 
0 #1 Bartek 2012-03-14 08:53
1 hrywnia to chyba 30 groszy, a nie 60 :)
Cytować
 
 
0 #2 Kuba 2012-03-15 00:08
Tekst pochodzi z 2006 roku, a wtedy kurs wymiany był inny niż dzisiaj.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto