Friday, Feb 24th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Zdeglomerujmy instytucje polityki wschodniej

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Polska polityka wschodnia jest pełna frazesów, z których wynika niewiele konkretów. To między innymi dlatego władze w Kijowie nie traktują naszego kraju jak równorzędnego partnera i wolą się dogadywać bezpośrednio z Paryżem i Berlinem.

Polską politykę zagraniczną wspiera kilkanaście państwowych czy quasipaństwowych instytucji, zlokalizowanych głównie w stolicy – zgodnie z najgorszymi tradycjami centralizmu w stylu radzieckim. Obserwując od kilkunastu lat ich działalność mam nieodparte wrażenie, że w wielu przypadkach eksperci i pracownicy tych organizacji za bardzo „odjechali” od rzeczywistości. Dowodem na to jest chroniczne „nie zauważanie” realnych problemów w polsko-ukraińskich czy polsko-białoruskich stosunkach, takich jak patologiczna granica, skandale wizowe (niedostateczna ilość wydawanych wiz pięcioletnich), drogie rozmowy telefoniczne, brak możliwości wykonania taniego przelewu z Ukrainy do Polski czy skandaliczna sytuacja w polskich urzędach ds. cudzoziemców. Zamiast tego, instytucje polityki wschodniej skupiają się raczej na abstrakcyjnych ideach, a nie sprawach bliskich ludziom.

Dlaczego tak jest? W dużej mierze to efekt patrzenia na politykę wschodnią przez pryzmat stolicy. Czyli w dużej mierze salonowych konferencji w dobrych hotelach w Warszawie lub Kijowie, do których dociera się samolotem. Są oczywiście wyjątki, ale ogólna zasada jest prosta: spojrzenie z bogatej i tłustej stolicy nie sprzyja tworzeniu trafnych analiz i dostrzeganiu realnych problemów.

Widać to wyraźnie na przykładzie relacji polsko-rosyjskich. Pracowałem jakiś czas w Zarządzie Portu Morskiego Elbląg, czyli instytucji praktycznie zorientowanej na współpracę z Rosją. Wśród osób zaangażowanych w tę współpracę z Elbląga, Olsztyna czy Gdańska, pogląd na warszawskie instytucje polityki polsko-rosyjskiej był jednoznacznie negatywny. „Nie rozumieją realiów polsko-rosyjskiego pogranicza, bujają w obłokach, operują abstrakcyjnymi pojęciami, a równocześnie traktują nas elblążan z góry – nawet nie chcą się z nami spotkać i zapoznać się z naszym doświadczeniem w relacjach z Rosją” – twierdzili. Z kolei niewielki i niedofinansowany Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie może się pochwalić o wiele trafniejszymi analizami poświęconymi Obwodowi Kaliningradzkiemu czy Białorusi, niż faworyzowany Ośrodek Studiów Wschodnich w Warszawie.

Kolejna sprawa to Telewizja Bielsat. Trudno mi zrozumieć, dlaczego nie nadaje ona z Białegostoku – miasta, które „żyje Białorusią” i gdzie mieszka autentyczna mniejszość białoruska. Przykład białoruskojęzycznego Radia Racyja czy gazet Niwa i Czasopis pokazuje, że Białystok doskonale nadaje się do prowadzenia tego typu działalności, przy znacznie niższych kosztach ich funkcjonowania.

Rządzące Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie deklarowało, że zerwie z faworyzacją stolicy i zadba o równomierny rozwój całego kraju, również poprzez przeniesienie instytucji centralnych poza Warszawę. Czas powiedzieć „sprawdzam”.

Na pierwszy ogień powinno pójść przeniesienie redakcji Bielsatu z Warszawy do Białegostoku. Z kolei optymalną siedzibą Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia powinien być Elbląg albo Olsztyn.

Z Ośrodkiem Studiów Wschodnich sytuacja jest trudniejsza. Tutaj dobrym rozwiązaniem mogłoby być utworzenie kilku oddziałów OSW w miastach, lepiej rozumiejących realia poszczególnych regionów. Analitycy zajmujący się Ukrainą mogliby pracować z Lublina, gdzie jest wielu świetnych specjalistów z tego zakresu. Z kolei Kraków doskonale nadaje się na siedzibę oddziału OŚW, robiącego analizy poświęcone Słowacji, Czechom, Węgrom i Krajom Bałkańskim.

Oczywiście tego typu zmiany zawsze są kłopotliwe i dlatego muszą następować stopniowo. Można więc zrozumieć argumenty za pozostawieniem w Warszawie już istniejących instytucji – choć ich przenosiny poza stolicę warto przynajmniej rozważyć. Natomiast niedopuszczalne jest automatyczne ulokowanie w stolicy kolejnych tego typu instytucji. Decyzja o wyborze siedziby powinna być przemyślana, a Warszawa powinna być ostatnią lokalizacją, która będzie brana pod uwagę.

Nieprzypadkowo piszę na ten temat właśnie teraz. Podczas niedawnej wizyty Petra Poroszenki w Polsce padła propozycja, by utworzyć Centrum Polsko-Ukraińskiego Dialogu i Porozumienia. Jeśli ten pomysł doczeka się realizacji, warto, aby nowa instytucja znalazła swoją siedzibę w Lublinie albo Rzeszowie. Albo w Krakowie – mieście z dobrze funkcjonującą ukrainistyką i ukrainoznawstwem na UJ, z tradycjami ścisłej współpracy ze Lwowem, dobrze zresztą skomunikowanym z tym miastem. Taka lokalizacja Centrum pozytywnie wpłynie na odpolitycznienie polsko-ukraińskiego dialogu i porozumienia, a o to nam przecież chodzi.

Jakub Łoginow

Zachęcamy do polubienia strony „Deglomeracja” na Facebooku – inicjatywy promującej rozmieszczanie instytucji centralnych poza stolicą, także w mniejszych ośrodkach (np. dawnych miastach wojewódzkich):  www.facebook.com/deglomerujmy

 

Komentarze  

 
0 #1 jubus 2016-12-04 12:14
Bardzo dobra inicjatywa, popieram.
Cytować
 
 
+1 #2 jubus 2016-12-07 09:10
W sprawie polskiej polityki wschodniej, muszę powiedzieć, że idą pozytywne zmiany. Przynajmniej na odcinku białoruskim, gdzie pan przewdoniczący Senatu RP, Karczewski, wcześniej pan wicepremier Morawiecki, odwiedzili Mińsk w ostatnim czasie. Ileż czasu na to trzeba było czekać??
Może się komuś PiS nie podobać, mi sie nie podoba, ale polityka zagraniczna nie powinna być ideologizowana. Białoruś, to nasz sąsiad, bardzo bliski historycznie i musimy z nim utrzymywać doskonałe stosunki. Do tej pory tak nie było. "Demokratyzacja" Białorusi się nie powiodła i się nie powiedzie. Podobnie jest z "zachodyzacją Ukrainy". Polska powinna uczyć się polityki wschodniej, generalnie zagranicznej od swoich południowych przyjaciół - Słowacji i Węgier. Słowacja i Węgry wspierają Ukrainę, mimo, że prowadzą polityki "prorosyjską", tzn. prosłowacką i prowęgierską.
Polska prowadzi politykę "proeuropejską", tj. antypolską, antyukraińską i antybiałoruską.
Cytować
 
 
0 #3 jubus 2016-12-07 09:17
Wiadomo też, kto siedzi w MSZcie i skąd idą granty na "projekty" wszelkiego rodzaju. Za procesy "demokratyzacyjn e" płaci Zachód i ciemne typu, typu George Soros. A kto płaci za to, na Ukrainie? Zwykli ludzie, co muszą umierać na froncie lub przymierać głodem. W imię poronionych pomysłów imbecyli z Brukseli, Berlina, Paryża, Kijowa, Warszawy czy innych stolic.
Tak więc "deglomeryzacja" polityki oznacza przede wszystkim jej unarodowienie.
Cytować
 
 
0 #4 ivan 2017-01-01 22:06
chodzi o to, z"e w Polsce, jest cze,s'c' ludzi, kto'rzy nie bardzo lubja, ukrain'co'w (znam pare,) i maja, specyficzne interesy wobec ukrain'co'w i Ukrainy- jakos' nie bardzo widac' duch i charyzme, ketoliko'w w tych stoso'nkach.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto