Friday, Feb 24th

Last update:06:53:52 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Słowak, Węgier - dwa bratanki?

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 15
SłabyŚwietny 

Mówi się, że aby dobrze poznać jakiś naród, trzeba nie tylko znać jego historię, ale także – sąsiadów. W przypadku Węgrów i Słowaków wzajemna znajomość jest, można by rzec, aż za głęboka. Głęboka do tego stopnia, że do niedawna naturalnym wrogiem Słowaka był właśnie Węgier – dobrze znany jako odwieczny okupant, gnębiciel i prześladowca. Oczywiście, owe uczucie spotykało się z wzajemnością i chyba nic w tej materii nie mogło się do tej pory zmienić.

 

Truizm – ale losy Węgrów i Słowaków były do zawsze ze sobą splecione. Od zawsze - to znaczy od momentu, kiedy madziarskie plemiona pod wodzą Arpada zajęły w IX wieku naszej ery nizinę zwaną dzisiaj Panońską. Pochód Madziarów z Azji na zachód ostatecznie zatrzymany został przez niemieckie wojska w 955 roku w bitwie pod Augsburgiem. Być może to właśnie dzięki temu dzisiaj w Bawarii nie mówi się po węgiersku. Po kilku podobnych klęskach na południu kontynentu Madziarowie zaczęli doceniać obfitość natury naddunajskich ziem i w konsekwencji porzucić wędrowny, koczowniczy tryb życia. Nie były to dobre wieści dla żyjących na tych terenach Słowian: na skutek wewnętrznych waśni potężne do tej pory Państwo Wielkomorawskie właśnie przestało istnieć, a mieszkańcy jego południowej części stali się automatycznie niższą, gorszą warstwą społeczności nowego państwa węgierskiego. Słowianie, a trochę później – Słowacy, byli w węgierskim królestwie najczęściej słabo wykształconymi rolnikami i pasterzami, czasem – duchownymi i nauczycielami. Wszelki awans społeczny na terenie Górnych Węgier (węg. Felvidék) musiał raczej wiązać się z przyjęciem języka węgierskiego używanym przez mieszczaństwo i szlachtę oraz przyjęciem węgierskiego nazwiska, czyli mówiąc krótko – z madziaryzacją. Alternatywą w zakresie społecznego awansu było kształcenie się za granicą Królestwa Węgier, najczęściej w Pradze lub na Morawach, gdzie podobny do słowackiej mowy język czeski był w powszechniejszym użyciu.

Wiek XIX przyniósł polityczne zawirowania na scenie Europy; gwałtownie wzrosła samoświadomość narodów domagających się jeśli nie niepodległości, to przynajmniej szerokiej autonomii. Słowacy oprócz pogłębiania wiedzy na temat swoich słowiańskich przodków zauważyli również, iż ich język różni się od języka czeskiego. I chociaż był to długi proces, udało się doprowadzić do kodyfikacji słowackiego języka. Symbolizujący dzisiaj habsburską monarchię Franciszek Józef był w drugiej połowie XIX wieku cesarzem lubianym szczególnie przez mniejsze narody żyjące w granicach Koron Austriackiej i Węgierskiej. Cesarz do pewnego stopnia wspierał poszczególne mniejszości, dbając w ten sposób o zachowanie równowagi politycznej. Gwałtowną zmianą politycznego położenia Słowaków było węgierskie powstanie w 1848 roku. Po odrzuceniu przez Węgrów postulatów autonomii, Słowacy walczyli w niej po stronie Habsburgów, licząc również na większe wsparcie cesarza. Mimo iż rewolucja upadła, to niespełna dwadzieścia lat później, w 1867 roku,  Franciszek Józef zmuszony był podpisać ugodę z Węgrami - powstała dualistyczna monarchia Austro-Węgierska. Administracja nad „swoimi” mniejszościami narodowymi leżała odtąd wyłącznie w gestii Węgier, które czasem w bezwzględny sposób zaczęły wprowadzać politykę madziaryzacji (szczególnie w stosunku do Słowaków i Serbów). Pierwsza wojna światowa przyniosła znów znaczące zmiany na scenie narodowej; tym razem arbitralną decyzją zwycięskich państw pokrzywdzone zostały Węgry. Powstałą w ten sposób Czechosłowację zamieszkiwało kilkaset tysięcy obywateli węgierskich, a węgierskie od wieków miasta (jak Bratysława i Koszyce) zostały jakby w odwecie, dosłownie z dnia na dzień „odmadziaryzowane”. Paradoksem jest, że Słowacy – zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i później, w okresie komunizmu – czuli się ponownie zdominowani, tym razem przez Czechów.

Po drugiej wojnie światowej na stosunkach słowacko-węgierskich kładły się cieniem tak zwane dekrety Benesza. Zazwyczaj patrzy się na nie z punktu widzenia wypędzonych z obszaru Sudetów Niemców, trzeba jednak pamiętać, że w równy sposób dotknęły mieszkających na południu Słowacji Węgrów. Około 100 tysięcy z nich wysiedlono i pozbawiono obywatelstwa czechosłowackiego, lecz mimo tych wydarzeń dzisiaj nadal jedną dziesiątą obywateli Słowacji (około pół miliona osób) stanowi mniejszość węgierska. W okresie rządów komunistycznych w naszej części Europy oficjalnie panował internacjonalizm i pokój między bratnimi narodami. W rzeczywistości między Czechosłowacją i Węgrami ciągle istniały napięcia, które z oczywistych względów nie mogły być nagłaśniane. Wystarczy przypomnieć, z jaką trudnością przez Czechosłowację docierała do Budapesztu zorganizowana przez Polaków humanitarna pomoc w czasie powstania w 1956 roku, a także spór dotyczący wspólnej budowy granicznej zapory wodnej Gabčíkovo-Nagymaros na przełomie lat 80. i 90.  ubiegłego wieku.

Upadek komunizmu przyniósł nagłe nasilenie wzajemnych pretensji i sporów, jednak wobec bliskiej perspektywy wstąpienia do Unii Europejskiej konieczne stało się szybkie ich tłumienie. Nie zawsze udawało się to w łatwy sposób zrobić; możliwość objęcia władzy w wolnych wyborach sprawiał, że partie w obu krajach wykorzystywały tematykę mniejszości narodowych w swoich kampaniach. Można w tym miejscu przypomnieć, czym żyły media w obu krajach w ostatnich latach:  spór o nazwę Tokaj i prawo do jego produkcji (w granicach Słowacji również jest fragment winiarskiego regionu Tokaj), ustawa językowa na Słowacji ograniczająca prawa mniejszości węgierskiej, czy wspólna odbudowa mostu na Dunaju między Esztergomem a Štúrovem... I jakoś zawsze tak się składało, że kiedy w jednym kraju rządził polityk proeuropejski, po drugiej stronie Dunaju do głosu dochodzili populiści. Zgody więc tym bardziej być nie mogło. Nic więc dziwnego, że kiedy w ostatnich przyspieszonych wyborach na Słowacji ponownie wygrał Robert Fico i jego populistyczna partia Smer, Europa wstrzymała oddech. Na Węgrzech od niedawna trwa niczym niezagrożona władza Viktora Orbana, kiedyś liberalnego demokraty, ale teraz mocno patrzącego w prawo zwolennika przywrócenia świetności „Wielkich Węgier”.

Tymczasem stała się rzecz niezwykła. Okazuje się, że na „froncie” zapanował przez nikogo nie oczekiwany spokój. Ze strony obu polityków od ponad roku nie padają już wzajemne oskarżenia, w mediach brak dotychczasowej retoryki w stylu „chcemy dobrze, ale to oni...”. Dobrze poinformowane  źródła twierdzą, ze jest to świadoma polityka obu przywódców, którzy dogadali się na zasadzie „zajmijmy się wzmacnianiem władzy na swoim podwórku, nie tracąc czasu na wzajemne spory”. I faktycznie, tak chyba właśnie się dzieje. Premier Orban „ulepsza” konstytucję i wzmacnia swoją władzę, a premier Fico przy ledwo słyszalnych pomrukach niezadowolenia ze strony mediów i słabej opozycji przejmuje wpływy we władzy sądowniczej. Ostatnie spotkanie w Budapeszcie obu premierów oraz wspólne, łączone posiedzenie rządów słowackiego i węgierskiego to ogromny postęp; jak mówią obaj przywódcy – „to nowe otwarcie we wzajemnych stosunkach i wspólne patrzenie w przyszłość”. Czy to faktycznie tylko polityczna gra?

O tym że tak nie jest, świadczą również inne fakty. Przede wszystkim wskazać trzeba niedawną głośną publikację największego opiniotwórczego tygodnika na Słowacji. „Týždeň” ukazał się z podwójną, słowacką oraz węgierską okładką. Każda z nich zawierała słowa przeprosin skierowane do drugiego narodu, a obszerne teksty na temat trudnej, wspólnej przeszłości oraz wyrazy żalu napisali redaktor naczelny tygodnika Štefan Hríb oraz wiceprzewodniczący Europejskiego Parlamentu László Surján. Nie był to przypadek, gdyż wcześniej Štefan Hríb odebrał z rąk Węgra przyznaną po raz pierwszy Nagrodę Pojednania i Współpracy, przyznawaną przez fundację Karta XXI. Jej celem jest przeciwstawianie się nienawiści i szerzenie idei pokoju w Europie Środkowej.

Od jakiegoś czasu trzeba zauważyć zmianę nastawienia do wspólnej historii również w słowackim społeczeństwie. Mniej może dotyczy to Kraju Żylińskiego, tej bardziej ksenofobicznej i biedniejszej części Słowacji, gdzie swoich zwolenników łatwo do niedawna znajdowała Słowacka Partia Narodowa, i dla której bohaterem są ksiądz Tiso oraz wielkomorawski książe Świętopełk – przez część historyków ochrzczony przydomkiem „pierwszy król Słowaków”. W restauracjach i kawiarniach Bratysławy i Koszyc mówi się o przeszłości już w trochę inny sposób. Nie tylko podczas prywatnych rozmów, ale także podczas spotkań literackich czy festiwali teatralnych i filmowych porusza się temat odpowiedzialności za holokaust, docenia się uczestników do tej pory uważanego za komunistyczne Powstania Narodowego w 1944 roku, lecz co najważniejsze – w pozytywny sposób mówi się o wspólnym, węgiersko-słowackim dziedzictwie minionych wieków. Podkreśla się, że dawne „Uhorsko” i jego królowie byli ojczyzną i władcami nie tylko Węgrów, ale Słowaków. W słowackim języku „Uhorsko” to w odróżnieniu od dzisiejszego „Maďarska” określenie wielkich, historycznych i wieloetnicznych Węgier (Słowacy często dziwią się, że tego rozróżnienia nie ma w innych językach europejskich, i jest to według nich objaw niesprawiedliwości). W Bratysławie przywraca się powoli pamięć o sprawiedliwym i dobrym władcy, jaką była dla tutejszych mieszczan Maria Teresa, a na pamiątkę jej koronacji w tym właśnie mieście co roku pod koniec czerwca trwają wielkie obchody nawiązujące do znamienitej historii Preszburga i Pozsony. Liczne stowarzyszenia, takie jak „Pozsonyi kifli/Bratislavské rožky” (czyli po prostu „Preszburskie rogaliki”) w Bratysławie, „Okrúhly stôl Maďarov na Slovensku” („Okrągły stół Węgrów na Słowacji”, mający siedzibę w podzielonym granicą historycznym mieście Komárno/Komárom) czy Teatr Węgierski w Koszycach przybliżają wspólną historię, łamią stereotypy i przywracają dumę ze wspólnej przeszłości. Słowacy uczą się traktować świętego Stefana jako i swojego króla, a Ferenca Liszta, który miał matkę Słowaczkę, jako „swojego” kompozytora. Podobnie jest z literaturą – węgierskie przed laty Koszyce (Kassa) w roku 2013 są w Europie bardziej znane dzięki tytułowi Europejskiej Stolicy Kultury. Za jednego ze swoich kulturalnych patronów miasto obrało Sándora Máraia, którego życie i twórczość ma być odtąd częścią nie tylko literackiej, ale i węgierskiej twarzy tego ukochanego przez pisarza miasta.

O takich „jaskółkach” można pisać jeszcze wiele. Można przypomnieć, jak przez wieki na siebie wpływały oba języki (wystarczy spojrzeć na pary słów: kasza-kosa; széna-seno czyli polskie siano; gereblye-hrable czyli nasze grabie; kacsa-kačica czyli kaczka. Nie jest przypadkiem, że słowa te dotyczą rolnictwa; dowodzi to tylko jak wcześnie zostały przyjęte w języku węgierskim, już w momencie porzucenia kultury koczowniczej i rozpoczęcia osiadłej hodowli i uprawy roli. Przykładem w drugą stronę jest sympatyczne słowo palacsinta, oznaczające po węgiersku naleśnik. Po słowacku naleśniki to palačinky). Można napisać również, jak wiele istnieje mieszanych, słowacko-węgierskich rodzin; na południu Słowacji i północy Węgier nie ma chyba żadnej familii, w którą nie „wżenił się” obywatel sąsiedniego kraju. Stąd również oczywista dwujęzyczność mieszkańców owego pogranicza. Jadąc zresztą dzisiaj samochodem trudno dziś jest zauważyć, kiedy przekraczamy granicę jednego i wjeżdżamy do drugiego kraju; wszędzie te same, dwujęzyczne nazwy miasteczek, przez które w jedną i drugą stronę kursują pojazdy lokalnej komunikacji miejskiej. Tu najlepiej widać, że granica najbardziej istnieje na polskiej mapie.
Kto wie czy niebawem, kiedy będziemy mówić o Słowacji i jej wspólnej przeszłości z sąsiednim narodem, nie będziemy mieli na myśli przede wszystkim Węgrów i „Uhorska”, a nie – Czechów i Czechosłowacji. Owo pierwsze „małżeństwo” trwało przecież co najmniej dziesięć razy dłużej, i dzisiaj widać już wyraźnie, że o tyleż mocniej odcisnęło swój ślad w umysłach pokoleń tu żyjących.

Arkadiusz Kugler

* * *

Zachęcamy do polubienia strony Arkadiusza Kuglera na Facebooku: www.facebook.com/przewodnikpobratyslawie

Polecamy także: www.facebook.com/polskaslowacja

Komentarze  

 
+1 #1 Maciej 2016-11-14 15:54
A może z tymi Słowakami naprawdę jest coś nie w porządku? Jak się najpierw było przez wiele wiele lat pastuchem Węgrów, a potem Czechów, to może niczym innym być się nie umie i nigdy się nie będzie, zaś obecny, sztuczny twór zwany Słowacją jest tylko kolejną prowizorką, utrzymywaną sztucznie przy życiu? Na "chłopskość" i brak polotu Słowaków (ha ha, ktoś napisał w którymś tekście tutaj coś na temat nieuzasadnioneg o poczucia wyższości Węgrów względem Słowaków, boki zrywać :D) wskazuje choćby ich stosunek do sąsiadów, od których w historii nie zaznali wiele (albo i wcale) zła, np. Polski, czy Ukrainy. Traktowanie tych Państw jako nieważnych, prowincjonalnyc h sąsiadów i ich lekceważenie jest znamienne (cdn)
Cytować
 
 
+1 #2 Maciej 2016-11-14 15:55
(cd) O ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć blokowanie polskich dostaw dla Węgrów, to blokowania węgierskich dostaw (np. amunicji, czy sprzętu wojskowego w 1920r.) wytłumaczyć się po prostu nie da. A teraz jeszcze to wszechobecne wazeliniarstwo Słowaków względem Putina - to dopełnia nieciekawego obrazu tego kraju...
Cytować
 
 
+1 #3 jubus 2016-11-20 08:55
Panie Macieju w pełni się z panem zgadzam. Ja do Słowacji odcuzwam sympatie, podobnie jak do Białorusi czy do Słowenii. To są takie "nowe twory", które nic nie znaczą. Ale jak się mowi "małe jest piękne" podobnie jak "młodość przyciąga".
Myślę, że jak ktoś mieszka na południu Polski, powinien zapoznać się trochę z tym krajem, bo mimo wszystko kontakty polsko-słowackie są dosyć słabe. Ale zawsze uważałem, że Polska powinna, na południu polegać na 3 krajach Czechach, Węgrach i Rumunii. Z Czechami jest problem ignorancji wobec siebie, Czesi i Polacy nic o sobie nie wiedzą. Czesi są przeżarci niemiecką, antypolską propagandą. Ja to zrozumiałem dosyć niedawno i musze odwołać to, co mówiłem negatywnego o Czechach, to nie ich wina, że są polakożercami. Ta niechęć przelała się potem na Słowaków, podsycana dodatkowo przez Austrię naszego głównego, historycznego wroga w tej części Europy.
Cytować
 
 
+1 #4 jubus 2016-11-20 08:58
Ja mieszkam w Lubelskim więc niby do Słowacji mam blisko, ale z racji tego, ze mam rodzine na Dolnym Śląsku, to bliżej mi do Czech. Poza tym, mentalnie jestem bardziej Czechem niż Słowakiem, chociaż faktycznie to mam troche z Czecha, trochę z Węgra. Wolnościowy Nacjonalista.
Słowacja to właśnie takie pomieszanie Czech i Węgier, trochę luzactwa, trochę nacjonalizmu, tyle, że samym Słowakom, nie bardzo to pomieszanie wyszło na zdrowie, bo faktycznie to kraj brudny, syfiasty i strasznie szowinistyczny i zaściankowy.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto