W dyskusji o gloryfikacji OUN-UPA umyka fakt, że te organizacje miały jasno określony program polityczny dla przyszłej niepodległej Ukrainy, która miała być państwem totalitarnym i zamordystycznym. To nie przypuszczenia, bo Bandera, Melnyk, Doncow, Szychewycz i Kłym-Sawur wprost pisali, jaka ma być Ukraina po wywalczeniu niepodległości i spierali się tylko o szczegóły. Pomijając fakt, że wywalczenie tej niepodległości było wówczas nierealne, zróbmy analizę ich programu i wyobraźmy sobie powojenną mapę Europy, gdyby im się jednak udało, a większą część Europy wyzwoliłyby wojska amerykańskie. To wbrew pozorom bardzo ważny eksperyment myślowy, bo obecna ukraińska skrajna prawica, do której przymila się Zełeński, jest przeciwna liberalnym wartościom i członkostwu Ukrainy w UE i jak najbardziej podziela hasła OUN-UPA o ich wymarzonym ustroju Ukrainy: jeden wódz – jeden naród – jedna partia – jedna droga dla kraju, w którym nie miało być miejsca dla liberałów, socjaldemokratów, pacyfistów, Żydów, Słowaków, Czechów, Romów i osób LGBT.
Powojenny scenariusz alternatywny
Aby nasz scenariusz zwycięstwa UPA miał sens, niepodległa Ukraina nie mogłaby być otoczona po 1945 roku przez państwa zależne od ZSRR i być wyspą, bo w takim wariancie by nie mogła powstać i przetrwać. Mogła powstać tylko jako państwo frontowe, oddzielające dwa bloki polityczne – sowiecki i zachodni, czyli pełnić rolę bufora jak powojenna Austria, Finlandia i w pewnym stopniu Jugosławia.
Te dywagacje mają głęboki sens, bo przecież skoro UPA podjęło walkę i było gotowe w imię swojej totalitarnej idei wymordować kilkadziesiąt tysięcy ofiar ludności cywilnej (polskiej, żydowskiej, ukraińskiej, czeskiej, słowackiej), to musieli to jakoś kalkulować i zakładać, że ich plan ma jakąkolwiek szansę realizacji. A szansę miał tylko przy mniej więcej takim rozwoju wydarzeń jak przedstawione na mapie. Mowa tu oczywiście o wariancie z pokonaną Trzecią Rzeszą, bo wcześniej UPA chciało stworzyć państwo z Hitlerem. Ale przecież nie za to UPA jest dziś czczona na Ukrainie, tylko jako jednostka walcząca z Sowietami. Załóżmy zatem, że robiliby to skutecznie, być może dzięki taktycznej pomocy wojskowej z Zachodu (alianci wspierali zbrodniczy reżim Stalina, to mogli też taktycznie wspierać zbrodniczy reżim UPA).
Czyli: UPA skutecznie wiąże wojska sowieckie, dzięki czemu spowalnia ich marsz na Zachód na odcinku czechosłowackim i węgierskim. Dzięki temu Amerykanie wyzwalają nie tylko zachodnie Czechy (Plzeń i okolice), ale całą Czechosłowację i Węgry, które wraz z Austrią trafiają do bloku zachodniego i wchodzą do EWG i NATO. Pomaga w tym zwycięskie w takim wariancie Słowackie Powstanie Narodowe, wsparte przez wojska amerykańskie. Amerykanie koncentrują się na kierunku południowym, Sowieci są związani na kierunku ukraińskim, ale inne sowieckie dywizje gładko przechodzą przez Białoruś i zdobywają Polskę (która trafia do sowieckiej strefy wpływów tak jak w rzeczywistości). To kwestia priorytetu dla Stalina, który godzi się na odpuszczenie Ukrainy, byle tylko ją niejako ominąć i jak najszybciej dojść do Berlina, wyprzedzając Amerykanów. W tym wariancie OUN-UPA wywalcza tę niepodległość mimo zdecydowanej przewagi Sowietów nie dzięki swojej sile militarnej, ale dzięki skutecznej partyzantce rozszerzającej się na cały kraj i nękającej przeciwnika. A Stalin odpuszcza, bo ważniejsze jest szybkie zdobycie Polski i Berlina. Powstaje więc PRL i NRD, ale Czechosłowacja, Węgry i Austria są kapitalistyczne, z bazami amerykańskimi.
W efekcie na większości terytoriów Ukrainy (bez wybrzeża Morza Czarnego) powstaje polityczna pustka, na której OUN-UPA skutecznie przejmuje administrację i już podczas wojny buduje swoje totalitarne państwo. Po wojnie mocarstwa zastanawiają się, co z tym zrobić i dochodzą do wniosku, żeby zostawić tak jak jest. Stalin godzi się na niezależną banderowską Ukrainę tylko dzięki temu, że odcina ją od morza, kontrolując Krym, Odessę, Chersoń, Mikołajów, Besarabię i wybrzeże Morza Azowskiego. Tędy uprzednio przechodzą inne sowieckie wojska, które podporządkowują sobie Rumunię i Bułgarię.
Stalin wie, że taka odcięta od morza Ukraina będzie słaba i zależna od sąsiadów, a jej totalitarny ustrój ograniczy możliwości współpracy z Zachodem. Godzi się na jej niepodległość, licząc że za kilka lat upadnie i trafi do ZSRR. Przelicza się jednak, bo gdy rozpoczyna się Zimna Wojna, Amerykanie wspierają totalitarną Ukrainę, tak jak wspierają mnóstwo innych autorytarnych reżimów na świecie. Banderowska Ukraina graniczy z państwami EWG i NATO na krótkim odcinku granicy z Czechosłowacją i Węgrami. Granica jest pilnie strzeżona i nie do przejścia dla zwykłych obywateli Ukrainy, którzy są w swoim totalitarnym państwie uwięzieni jak w obozie koncentracyjnym. Jest jednak zapewniony przepływ towarów i sprzętu wojskowego. Ukraina funkcjonuje jak Korea Północna – skrajnie biedna, z zamkniętymi granicami i reżimem totalitarnym – ale niepodległa i z językiem ukraińskim. Jest rok 1965 i mapa Europy stabilizuje się tak jak na tym obrazku.
Czerwono-czarna Ukraina: niepodległość bez wolności
W takim scenariuszu Ukraina rzeczywiście byłaby niepodległa, ale nie byłaby wolna. To kluczowe rozróżnienie, które umyka w dzisiejszej gloryfikacji OUN-UPA. Ich celem nie była liberalna republika obywatelska, tylko państwo narodowej rewolucji, podporządkowane jednej ideologii, jednej organizacji i jednemu kierownictwu.
Już „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego z 1929 roku uczył, że sprawa narodowa stoi ponad zwykłą moralnością, a nacjonalista ma być gotów do bezwzględnej walki z wrogami narodu. W pierwotnej wersji tego tekstu pojawiała się formuła, że nie należy zawahać się przed „największą zbrodnią”, jeśli wymaga tego dobro sprawy. Z takiego kodeksu nie wyrasta państwo wolnych obywateli, tylko państwo ideologicznych żołnierzy.
Równie jasno mówiła o tym koncepcja „nacjokracji” Mykoły Sciborskiego, jednego z głównych ideologów OUN. Sciborski odrzucał demokrację parlamentarną, pluralizm partyjny i liberalny model państwa. W jego wizji naród miał być zorganizowany hierarchicznie, a państwem miała kierować elita nacjonalistyczna. Oznaczało to w praktyce system wodzowski, antyliberalny i monopartyjny. Partie polityczne, wolna prasa, niezależne związki zawodowe czy autonomiczne organizacje społeczne byłyby traktowane jako rozbijanie jedności narodu.
Dlatego pierwszymi ofiarami banderowskiej Ukrainy byliby sami Ukraińcy: liberałowie, socjaldemokraci, pacyfiści, komuniści, chadecy, niezależni konserwatyści, artyści, dziennikarze, duchowni niewygodni dla władzy i wszyscy ci, którzy nie chcieliby żyć według czerwono-czarnego katechizmu. W państwie OUN-UPA nie trzeba byłoby być Rosjaninem, Polakiem czy Żydem, żeby stać się wrogiem. Wystarczyłoby być Ukraińcem nie dość nacjonalistycznym.
Taki model widać też w instrukcji OUN-B „Walka i działalność OUN podczas wojny” z 1941 roku. Nie był to tekst o demokracji po zwycięstwie, lecz plan przejmowania władzy w warunkach wojny: tworzenia administracji, zabezpieczania terenu, zwalczania przeciwników, eliminowania „wrogów”, „obcych” i „zdrajców”. To właśnie ten język pokazuje, jak wyglądałaby powojenna praktyka państwowa. Partyzancka przemoc zostałaby zamieniona w aparat bezpieczeństwa, sądy specjalne, więzienia, cenzurę i kontrolę granic.
Granice takiej Ukrainy byłyby zamknięte nie tylko dlatego, że państwo znajdowałoby się między ZSRR a blokiem zachodnim. Byłyby zamknięte, bo sam program OUN zakładał podporządkowanie jednostki sprawie narodowej. Zwykły obywatel nie mógłby swobodnie wyjechać do Pragi, Budapesztu czy Wiednia, nawet jeśli przez tę samą granicę przechodziłaby amerykańska broń, sprzęt wojskowy i pomoc gospodarcza. Granica byłaby otwarta dla geopolityki, ale zamknięta dla człowieka.
Podobnie wyglądałaby polityka wobec mniejszości. OUN nie wyobrażała sobie Ukrainy jako wielonarodowej republiki obywatelskiej, lecz jako państwo etnicznie ukraińskie. Dekalog, pisma Doncowa i programy OUN mówiły językiem bezwzględnej walki narodowej, a dokumenty wojenne OUN-B rozszerzały kategorię wroga na całe grupy uznane za politycznie lub narodowo niepewne. Polacy, Żydzi, Rosjanie, Romowie, Czesi, Słowacy, Węgrzy czy Rumuni nie byliby równoprawnymi obywatelami, tylko problemem bezpieczeństwa. Nawet jeśli po 1945 roku, pod presją Zachodu, reżim nie prowadziłby już otwartej eksterminacji, prowadziłby przymusową ukrainizację, wysiedlenia, konfiskaty, zakaz organizacji mniejszościowych i selektywny terror.
Gospodarczo byłoby to państwo biedne, zmilitaryzowane i klientelistyczne. Sciborski w „Nacjokracji” nie proponował liberalnego kapitalizmu, tylko nacjonalistyczny korporacjonizm: społeczeństwo miało być zorganizowane nie przez wolny rynek i demokratyczny spór, lecz przez państwo i podporządkowane mu organizacje zawodowe. W praktyce oznaczałoby to gospodarkę przydziałów, lojalności, wojskowych priorytetów i permanentnych wyrzeczeń. Najlepsze mieszkania, stanowiska i przywileje dostawaliby funkcjonariusze Organizacji, wojskowi i rodziny „bohaterów narodowych”, a reszcie społeczeństwa tłumaczono by, że bieda jest ceną niepodległości.
Zachód prawdopodobnie wiedziałby, z kim ma do czynienia, ale wspierałby ten reżim jako antyradziecki bufor. Tak jak w realnej historii wspierał różne dyktatury, jeśli były antykomunistyczne, tak samo mógłby wspierać banderowską Ukrainę. Amerykańskim strategom nie przeszkadzałoby szczególnie to, że Dekalog usprawiedliwiał zbrodnię w imię sprawy, „Nacjokracja” odrzucała demokrację, a instrukcje OUN-B z 1941 roku przewidywały terror wobec przeciwników. Liczyłoby się to, że państwo jest antymoskiewskie.
Dlatego w 1965 roku taka Ukraina wyglądałaby jak europejska Korea Północna: formalnie niepodległa, narodowa, antyrosyjska i ukraińskojęzyczna, ale zamknięta, biedna, zmilitaryzowana i totalitarna. Nie byłaby częścią Zachodu, tylko jego kłopotliwym posterunkiem. Przyjmowałaby broń, kredyty i instruktorów, ale nie przyjmowałaby liberalizmu, praw człowieka, wolnej prasy, opozycji ani swobodnych wyborów.
I tu wracamy do współczesności. Problem z kultem OUN-UPA nie polega tylko na tym, że Bandera, Szuchewycz czy Kłym Sawur są obciążeni odpowiedzialnością za zbrodnie. Problem polega także na tym, że ich własne dokumenty pokazują projekt państwa, którego nie da się pogodzić z europejską, liberalną Ukrainą. Można rozumieć ukraińską potrzebę symboli antyrosyjskiego oporu. Nie można jednak udawać, że czerwono-czarna tradycja była tradycją wolnościową. Nie była.
OUN-UPA chciała Ukrainy niepodległej, ale zamordystycznej. Ukraińskiej, ale nie obywatelskiej. Antysowieckiej, ale nie demokratycznej. Takiej, w której nie ma miejsca dla liberalnych Ukraińców, mniejszości, wolnej prasy i politycznego wyboru. Dlatego jeśli współczesna Ukraina naprawdę chce być częścią Zachodu, Unii Europejskiej i świata liberalnych demokracji, musi odróżnić walkę o niepodległość od kultu ideologii, która po zwycięstwie zbudowałaby własne więzienie dla ukraińskiego społeczeństwa.
Kult UPA to zdrada ideałów Pomarańczowej Rewolucji i polskiej “Solidarności”
Ze względu na moją 20-letnią aktywność jako Polaka działającego na rzecz ukraińskiej wolności, demokracji i eurointegracji mam pełne prawo przyrównać się do polskich dysydentów, którzy dziś są uważani za legendy Solidarności. I piszę to będąc świadomy, że może to być odebrane jako brak skromności – niestety, przez 20 lat byłem przesadnie skromny i nic dobrego z tego nie wyszło. Pora również zawalczyć o swoje, zwłaszcza w sytuacji, gdy te dwadzieścia lat zaangażowania jest przez innych wyrzucane do kosza, a nas Polaków wspierających Ukrainę pozbawia się nawet elementarnych kwestii, jak możliwości wypłaty własnych uczciwie zarobionych pieniędzy z konta w ukraińskim banku, o czym za chwilę. A także pozbawia się lub utrudnia możliwości pracy zawodowej w sferze współpracy polsko-ukraińskiej.

Będąc na Pomarańczowej Rewolucji i Majdanie również działałem z narażeniem życia i zdrowia, a łączny czas aktywności wolontariackiej na rzecz ucywilizowania granicy polsko-ukraińskiej i słowacko-ukraińskiej, ruchu bezwizowego i umowy stowarzyszeniowej oraz bezpłatnego roamingu wynosi wspomniane 20 lat, czyli dwukrotnie dłużej, niż działalność podziemna wielu osób, powszechnie dziś w Polsce szanowanych jako opozycjoniści w PRL. Wielu z nich rozpoczęło swoją aktywność opozycyjną w roku 1980 i prowadzili ją do roku 1989, czyli 9 lat. Moja działalność na rzecz wolności, demokracji i integracji europejskiej Ukrainy i Białorusi trwała od roku 2004 do roku 2024, czyli dwukrotnie dłużej. Dziś, gdy nie mogę jej kontynuować z takim zaangażowaniem jak przez te 20 lat, bo sam mam pewne wyzwania zawodowe do pokonania, nie tylko nie mogę liczyć na pomoc i solidarność tego środowiska, lecz jest dokładnie odwrotnie: Ukraina stworzyła zaporowe zasady, które uniemożliwiają mi uzyskanie ciężko zarobionych honorariów w ukraińskich mediach. Mimo wielu próśb środowisko milczy, milczy Ambasada Ukrainy w Polsce, milczą proukraińscy wolontariusze i sami Ukraińcy:
Piszę to wszystko dlatego, żeby nikomu nie przyszło do głowy szufladkować mnie po tym tekście tak, jak to często robią proukraińscy wolontariusze, którzy każdego odnoszącego się krytycznie do Zełeńskiego czy ukraińskiej administracji nazywają od razu ruską onucą lub putinowskim szowinistą. Przez lata uważałem Ukrainę za kraj bardzo bliski, a jej wspieranie za naturalną kontynuację idei polskiej “Solidarności” i polski obowiązek patriotyczny. Spędziłem ponad miesiąc na Pomarańczowej Rewolucji, byłem po stronie Majdanu, wspierałem ukraińskie reformy, handel, współpracę regionalną i gospodarczy rozwój tego kraju. Ukraina była dla mnie ważna jako realne społeczeństwo, które próbuje wyrwać się z postsowieckiego bagna i zbudować normalne europejskie państwo.
Dlatego tak trudno mi słuchać ludzi z mojego własnego środowiska, którzy zaczynają usprawiedliwiać OUN-UPA. Działaczy ukraińskich w Polsce, polskich wolontariuszy, komentatorów, ludzi szczerze zaangażowanych w pomoc Ukrainie. Antyrosyjskość nie wystarcza, żeby coś było dobre. Można być przeciw Rosji i jednocześnie przeciw wolności i naszym wartościom. OUN-UPA była właśnie takim przypadkiem.
Jeżeli Majdan miał jakiś sens, to nie polegał on na tym, że Ukraina chce zamienić jedną przemocową mitologię na drugą. Ludzie nie ginęli tam za państwo wodzowskie, za kult Organizacji, za zamknięte granice, za etniczną czystość i za prawo silniejszego. Ginęli za godność, wolność, prawo do wyboru, europejską przyszłość i państwo, które nie traktuje obywatela jak własności aparatu. W tym sensie usprawiedliwianie ideologii OUN-UPA jest zdradą ideałów Pomarańczowej Rewolucji i Euromajdanu. Nie kontynuacją ukraińskiej walki o wolność, lecz jej karykaturą. Jest też lekceważeniem i podeptaniem ciężkiej pracy i poświęcenia milionów Ukraińców i Polaków, w tym wyrzuceniem do kosza mojego wieloletniego zaangażowania.
Jakub Łoginow
Ważne tematy wymagają żmudnej pracy, która nie zawsze jest doceniana. Postaw kawę dla Jakub Łoginow – Lepszy transport publiczny – buycoffee.to i wspieraj ten portal – z góry dziękuję!
Równie ważną formą wsparcia finansowego portalu jest zakup ebooków z poniższej listy. Wpływy ze sprzedaży pozwalają na utrzymanie tej strony oraz na pokrycie kosztów funkcjonowania portalu i nie tylko.
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka?
Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy
Nauka języków obcych:
Podręcznik języka ukraińskiego
Podręcznik języka białoruskiego
Podręcznik czeskiego słownictwa
