Czesi nad Bałtykiem. Wykorzystajmy tę modę, zanim zrobią to inni

W tym sezonie nad polski Bałtyk może przyjechać nawet milion Czechów i pół miliona Słowaków. To już nie jest turystyczna ciekawostka, ale konkretna szansa biznesowa dla polskich hotelarzy, właścicieli apartamentów, pensjonatów, restauratorów, samorządów i organizacji turystycznych. Właśnie dlatego, z okazji zbliżającego się sezonu, księgarnia internetowa Ebookpoint przygotowała czasową promocję: aż 50% zniżki na ebook „Bałtyk przez cały rok. Jak wydłużyć sezon turystyczny i przyciągnąć gości ze Słowacji i Czech”. Publikacja pokazuje, jak pozyskać czeskich i słowackich gości — nie tylko nad morzem, ale także nad jeziorami, w górach i w innych regionach Polski.

Czesi i Słowacy coraz chętniej odkrywają polskie wybrzeże. Dla jednych jest ono ciekawą alternatywą wobec oklepanej i nieco już nudnej Chorwacji, Włoch czy krajowych jezior, dla innych — miejscem rodzinnych wakacji, krótkich wyjazdów poza sezonem albo sentymentalnej podróży śladami historii. Pytanie brzmi: czy polska branża turystyczna naprawdę wie, jak z nimi rozmawiać, jak do nich dotrzeć i jak sprawić, by zostawili swoje pieniądze właśnie u nas?

Z myślą o hotelarzach, właścicielach apartamentów i osobach zajmujących się promocją turystyczną powstał ebook, który pomaga zrozumieć czeskiego i słowackiego turystę: jego potrzeby, przyzwyczajenia, wyobrażenia o Polsce, sposób podejmowania decyzji oraz kody kulturowe, które można wykorzystać w promocji. Choć punktem wyjścia jest Bałtyk, wiele opisanych mechanizmów można zastosować również poza Wybrzeżem. Zwłaszcza na Pojezierzu Drawskim, w Borach Tucholskich, na Mazurach, ale także na Podhalu czy Dolnym Śląsku.

Czechy bez romantycznej mgiełki

Książka może zainteresować także tych, którzy nie prowadzą działalności turystycznej, ale po prostu chcą przeczytać kolejną publikację o Czechach — tym razem z innej perspektywy.

W Polsce od lat panuje swoista czechofilia. Lubimy naszych południowych sąsiadów, chętnie jeździmy do Pragi, Brna, Ołomuńca czy Ostrawy, często patrzymy na Czechów z sympatią, ale też z pewnym uproszczeniem. Ta znajomość bywa powierzchowna i trochę naiwna. Jest też często wygładzona przez literaturę: Hrabala, Szczygła, Stasiuka i innych autorów, którzy ukształtowali w Polsce pewien obraz czeskości. Sympatyczny, ale nieprawdziwy i na dłuższą metę szkodliwy.

Problem w tym, że ten obraz bywa zniekształcony. Patrzymy na Czechów przez kody kulturowe, które jednak są już mocno nieaktualne albo niepełne.

W ebooku „Bałtyk przez cały rok” proponuję inne spojrzenie na Czechy — paradoksalnie bardzo czeskie, czyli pragmatyczne. Piszę o Republice Czeskiej i czeskim społeczeństwie nie przez pryzmat literackiego romantyzmu, ale przez pytanie: jakimi klientami są Czesi i Morawianie? Czego potrzebują? Czego szukają? Jakie mają pragnienia, kompleksy, przyzwyczajenia i historyczne skojarzenia? I jak można to wykorzystać w turystyce, ale też w biznesie, na przykład w handlu, logistyce, branży TSL, portach morskich?

To trochę odwrócenie stereotypu. Tym razem to my, polscy czytelnicy, jesteśmy do bólu pragmatyczni, a Czesi, o których piszę, okazują się bardziej romantyczni, przywiązani do historii, symboli i narodowych wyobrażeń, niż sami czasem chcieliby przyznać.

Czechy, Morawy, Śląsk — i Bałtyk

Jednym z wątków ebooka jest historia Czech, opisana przekrojowo i bez zanudzania, za to z naciskiem na te elementy, które można praktycznie wykorzystać w promocji turystycznej i działalności biznesowej.

Republika Czeska składa się dziś z trzech historycznych krain: Czech, Moraw i czeskiego Śląska. W książce tłumaczę, czym się one różnią — także pod kątem preferencji turystycznych Czechów i Morawian nad Bałtykiem.

Ale pokazuję również coś więcej: w przeszłości „czeskich krain” było więcej. Do Korony Czeskiej należał także cały Śląsk, z Wrocławiem jako jego stolicą, oraz Łużyce. To oznacza, że historyczne związki Czech z obszarami dzisiejszej Polski północnej i zachodniej są znacznie głębsze, niż się powszechnie wydaje.

Królestwo Czech, wraz z Łużycami, sięgało stosunkowo blisko Szczecina i Bałtyku, a czeskie elity utrzymywały kontakty z książętami pomorskimi. Dlatego historyczne związki Czech z Bałtykiem, zwłaszcza z Pomorzem Zachodnim, nie są wyłącznie internetowym żartem o „czeskim morzu”. Są konkretne, ciekawe i — co ważne z punktu widzenia branży turystycznej — można je sensownie opowiadać czeskim gościom. W tym również wykorzystać dla sprowadzenia poza sezonem liczne czeskie grupy szkolne, na których się bardzo dobrze zarabia, bo takie grupy potrafią zapełnić cały obiekt w okresach niskiego obłożenia.

Czechosłowackie tradycje morskie to nie żart

Szczególnie irytuje mnie nabijanie się z czeskich i słowackich tradycji morskich. Że niby śmieszne, bo Czesi i Słowacy nie mają dostępu do morza, a mimo to interesują się statkami, portami, marynarką, logistyką czy handlem morskim. Tymczasem państwa śródlądowe normalnie uczestniczą w globalnej gospodarce morskiej. Korzystają z portów innych krajów, rozwijają transport rzeczny, kształcą kadry morskie i mają własne interesy na morzach świata, w tym własne urzędy morskie przy Ministerstwie Infrastruktury, własne instytucje państwowe wydające marynarzom książeczki żeglarskie i inne dokumenty.

Czechosłowacja była tego bardzo dobrym przykładem. Miała własną flotę handlową, mnóstwo czeskich i słowackich marynarzy, tradycje żeglugi śródlądowej i realne związki z portami obsługującymi handel Europy Środkowej. Dla państwa przemysłowego, eksportującego maszyny, szkło, tekstylia, produkty chemiczne czy inne towary, dostęp do transportu morskiego był sprawą gospodarczą pierwszej wagi. I nadal jest. A czeskie i słowackie towary przechodzą przez porty w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie-Świnoujściu, mogą też być przeładowywane w Kołobrzegu, Ustce, Darłowie, Policach i Elblągu.

Te tradycje nie skończyły się wraz z rozpadem Czechosłowacji. Na Uniwersytecie Morskim w Gdyni i Politechnice Morskiej w Szczecinie regularnie studiują Czesi i Słowacy. Obecnie na samej tylko Słowacji czynnych zawodowo jest ponad tysiąc marynarzy pełnomorskich. Jeszcze więcej jest żeglarzy morskich, właścicieli jachtów pełnomorskich, marynarzy śródlądowych oraz marynarzy-emerytów. W praktyce prawie każdy Czech i Słowak miał albo ma w rodzinie kogoś związanego z żeglugą, transportem rzecznym i morskim, flotą handlową, portami albo pracą na statkach.

Dlatego żarty o „czeskim morzu” są może zabawne przez chwilę, ale jako sposób myślenia o Czechach i Słowakach są po prostu płytkie. I przypominają żałosne, boomerskie kawały opowiadane przez pijanego wujka z wesela. Były śmieszne może w latach 90-tych, gdy Polacy dopiero zyskali możliwość swobodnych wyjazdów zagranicznych i tym samym zaczęli odkrywać bliższą i dalszą zagranicę, w tym Czechy i Słowację, wcześniej znane bardziej z telewizji i opowieści, a nie z realnych wyjazdów. Czeska i słowacka relacja z morzem istnieje naprawdę, tylko rozwijała się inaczej niż w Polsce, Chorwacji czy Niemczech. Nie opierała się na rybackich wioskach i nadmorskich kurortach, lecz raczej na handlu, transporcie, portach, rzekach, kolei, logistyce i wielkim świecie widzianym z perspektywy państwa położonego w środku Europy, ale mimo to handlującego ze światem za pośrednictwem portów morskich i żeglugi morskiej.

Z punktu widzenia polskiej turystyki to ogromna szansa. Bałtyk można Czechom i Słowakom opowiadać nie tylko jako miejsce plażowania, ale także jako przestrzeń portów, statków, kolei, handlu, przemysłu, historii gospodarczej i środkowoeuropejskich marzeń o świecie. Plaża sprzedaje się głównie latem. Ale historia portów, statków, żeglugi i dawnych związków Czech oraz Słowacji z Bałtykiem może sprzedawać się przez cały rok.

Święty Wojciech jako niewykorzystany kod kulturowy

Kolejnym niewykorzystanym marketingowo przykładem jest postać świętego Wojciecha. To ważny element czeskiej historii i tożsamości, który w Polsce bardzo rzadko wykorzystujemy w promocji turystycznej skierowanej do Czechów.

Co ciekawe, jest to kod kulturowy, który działa inaczej w Czechach i inaczej na Słowacji. Słowaków raczej trudno będzie zainteresować Bałtykiem przez postać świętego Wojciecha, chociaż można próbować, bo jest to postać znana również na Słowacji. Czechów — jak najbardziej. To dziwne, że pomorskie samorządowe organizacje turystyczne jeszcze nie eksploatują marketingowo tego wątku, bo to marketingowy samograj.

W książce pokazuję, że przy odpowiednim marketingu można byłoby przyciągać czeskie wycieczki szkolne, grupy tematyczne czy turystów kulturowych nawet do miejsc, które dziś nie kojarzą się z oczywistą turystyką nadmorską.

Przykład? Gdańska Orunia i Święty Wojciech — część miasta położona z dala od plaży, obarczona nie najlepszym wizerunkiem, ale mająca potencjał związany z postacią bardzo ważną dla czeskiej państwowości.

Przy odrobinie pomysłowości można byłoby wypełniać takie miejsca ruchem turystycznym poza sezonem. Problem polega na tym, że niemal nikt w Polsce nie myśli o czeskim ani słowackim turyście w ten sposób.

A podobnych przykładów w książce podaję znacznie więcej.

Czeski turysta to nie mem

Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest chęć odmitologizowania Czech i Słowacji.

W przypadku Słowacji w Polsce wciąż pokutuje stereotyp małego, mało znaczącego państwa, sprowadzanego często do jednego nazwiska: Fico. To ogromne uproszczenie.

W przypadku Czech stereotypów jest jeszcze więcej. Niestety wiele szkody wyrządziła tu powierzchowna czechofilia. Polska opowieść o Czechach często zatrzymuje się na żartach, zdrobnieniach, „kreciku”, piwie, knedlikach, „kukuriczku na patyczku”, memach o Kralovcu i powtarzaniu, że Czesi są zabawni, pocieszni i mają śmieszny język.

Tymczasem to mniej więcej tak, jakby o Polsce mówić wyłącznie przez stereotyp rozmodlonych katolików, Jana Pawła II, wódki, przegranych powstań i romantycznego cierpiętnictwa. Trochę tak — ale przecież nie tylko tak. I na pewno nie jest to uczciwy opis całego społeczeństwa. I jak wiemy, ten stereotyp jest już mocno nieaktualny. Polacy nie są bowiem już tak mocno religijni jak 40 lat temu, do kościoła chodzi już tylko jedna trzecia społeczeństwa, a i Jan Paweł II jest nie tylko w Polsce obiektem kultu, ale również żartów, memów (często przekraczających granicę dobrego smaku) i krytyki. Jakbyście się czuli, gdyby jakiś czeski „ekspert” twierdził, że wie wszystko o Polsce, bo każdy Polak to fanatyczny katolik, każdy chleje przez cały dzień wódkę, nikt w Polsce nie pije piwa, w polskich sklepach są puste półki i ocet, a ponadto w Polsce nie ma wcale autostrad? Tak kiedyś było – ale to 50 lat temu. Zmieniło się wszystko. No właśnie – dlaczego zatem o Czechach wciąż myślimy tymi samymi stereotypami o kreciku, „śmiesznym języku”, piwie i „kukuriczku na paticzku”, co w roku 1976?

Podobnie jest z Czechami i Słowakami. Są wystarczająco ciekawi, sympatyczni i inspirujący, że nie trzeba dopisywać im nieprawdziwych stereotypów ani sprowadzać ich do memów. Wystarczy zobaczyć ich takimi, jacy są naprawdę. Czyli przeczytać książkę, zwłaszcza że jest w promocji. I nie odkładać tego na później.

Bałtyk może zarabiać dłużej niż tylko w wakacje

Największym problemem polskiego Wybrzeża nie jest brak turystów w lipcu i sierpniu. Wtedy nad Bałtykiem i tak bywa tłoczno. Prawdziwe pytanie brzmi: jak wydłużyć sezon? Jak przyciągnąć gości wiosną, jesienią, zimą, w tygodniu, poza feriami i długimi weekendami?

Czesi i Słowacy mogą być jedną z odpowiedzi na to pytanie.

Dla wielu z nich polski Bałtyk jest atrakcyjny nie tylko jako miejsce plażowania. Liczą się także spacery, przyroda, uzdrowiska, gastronomia, historia, rowery, koleje, miasta, porty, muzea, latarnie morskie, rodzinne atrakcje i poczucie, że wyjazd nad morze jest czymś wyjątkowym.

To ogromna szansa dla tych miejscowości i obiektów, które nie chcą żyć wyłącznie z kilku tygodni wysokiego sezonu. Ale żeby tę szansę wykorzystać, trzeba umieć mówić do Czechów i Słowaków ich językiem — nie tylko dosłownie, ale także kulturowo.

Dlaczego warto przeczytać „Bałtyk przez cały rok”?

„Bałtyk przez cały rok” to książka dla tych, którzy chcą zrozumieć czeskiego i słowackiego turystę praktycznie: jako gościa hotelowego, klienta apartamentu, uczestnika wycieczki, odbiorcę reklamy i człowieka, który podejmuje decyzję o wakacjach na podstawie konkretnych emocji, skojarzeń i potrzeb.

To także książka dla osób zainteresowanych Czechami i Słowacją w szerszym sensie — bez cukierkowych klisz, bez memów i bez idealizacji.

Publikacja jest szczególnie przydatna dla hotelarzy i właścicieli apartamentów nad Bałtykiem, osób prowadzących pensjonaty, agroturystyki i obiekty noclegowe w innych częściach Polski, pracowników organizacji turystycznych, samorządowców, osób zajmujących się promocją miast i regionów, przewodników, pilotów wycieczek, branży gastronomicznej oraz wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć Czechów i Słowaków.

Warto też polecić tę książkę znajomym prowadzącym hotel, pensjonat lub apartament nad morzem, a także osobom pracującym w instytucjach promujących turystykę — lokalnych, regionalnych i międzynarodowych.

Gdzie kupić?

Ebook „Bałtyk przez cały rok. Jak wydłużyć sezon turystyczny i przyciągnąć gości ze Słowacji i Czech” można kupić w księgarni internetowej Ebookpoint:

https://ebookpoint.pl/view/8594E/ksiazki/baltyk-przez-caly-rok-jak-wydluzyc-sezon-turystyczny-i-przyciagnac-gosci-ze-slowacji-i-czech-jakub-loginow,s_02kq.htm#format/e

W promocji dostępny jest również mój ebook „Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej”, także przeceniony czasowo o 50%. Jest też ukraińskojęzyczna wersja ebooka o Słowacji – Словаччина. Посібник для українців: https://www.martinus.sk/?uItem=2501303&z=YVZGPT&utm_source=z%3DYVZGPT&utm_medium=url&utm_campaign=partner

Polecam także moje samouczki pozwalające poznać w prosty i przyjemny sposób podstawy języków naszych sąsiadów:

Podręcznik języka ukraińskiego

Podręcznik języka białoruskiego 

Podręcznik języka słowackiego 

Podręcznik czeskiego słownictwa 

Jeżeli temat Was zainteresował, zachęcam do zakupu, lektury, komentowania, udostępniania i rekomendowania dalej. Czesi i Słowacy już odkrywają polski Bałtyk. Teraz czas, żeby polska branża turystyczna nauczyła się naprawdę dobrze z nimi rozmawiać.

Jakub Łoginow

Dołącz do pomorskich grup na Facebooku:

Bałtyk przez cały rok. Jak wydłużyć sezon dzięki Słowakom i Czechom

Nasze sprawy Kołobrzeg, Białogard, Trzebiatów, Ustronie Morskie, Gąski

Ustka i okolice

Międzyzdroje, Świnoujście, Heringsdorf – wspólne sprawy

Aktywny Półwysep Helski

Nasz Sopot i Jelitkowo – całoroczna zrównoważona turystyka

Zielona i morska Gdynia