Czy Słowacy są bardziej prorosyjscy i antyukraińscy niż Polacy? Stereotyp, który blokuje polsko-słowackie projekty transportowe

Na łamach portalu Port Europa wielokrotnie poruszany był problem antysłowackiego nastawienia warszawskich decydentów transportowych, którzy od lat blokują m.in. pociąg Kraków-Koszyce-Budapeszt i Gdynia-Poprad, a faworyzują połączenia do Czech. Pytani o przyczyny tej niechęci, poza mikrofonem tłumaczą to tym, że nie chcą rozwijać współpracy z krajem uchodzącym za prorosyjski i antyukraiński. Ale czy Słowacja rzeczywiście jest bardziej antyukraińska niż Polska? Spróbujmy rozebrać na czynniki pierwsze skomplikowaną słowacką rzeczywistość i jej relacje wobec Ukrainy. To będzie długi tekst – ale na tym polega rzetelne dziennikarstwo i analityka międzynarodowa.

Dlaczego Fico mimo uwikłania w skandale wrócił do władzy?

Przyczyną niechęci warszawskich elit transportowych i politycznych do Słowaków jest między innymi osoba słowackiego premiera. Robert Fico był uwikłany w liczne afery, opozycja zarzuca mu wręcz udział w grupie polityczno-biznesowej o charakterze quasi-mafijnym, do dziś nie wyjaśniono jego związku z zabójstwem Jána Kuciaka i Martiny Kušnírovej. Masowe protesty, które wybuchły po tym morderstwie, zmusiły Roberta Fico do dymisji w marcu 2018. Premierem został wówczas bardziej umiarkowany i prozachodni polityk Smeru Peter Pellegrini (obecny prezydent Słowacji), który niedługo potem opuścił skompromitowany Smer i założył Hlas – taką bardziej prozachodnią i proukraińską wersję socjaldemokracji, odcinającą się początkwo od afer Smeru. W marcu 2020 Smer przegrał wybory, a władzę przejęła prozachodnia, proukraińska koalicja. Wydawało się, że Robert Fico jest już skończony i nigdy nie wróci do władzy, a być może skończy w więzieniu – toczyły się wobec niego śledztwa w poważnych sprawach.

Wielu Polaków (w tym decydenci z Warszawy) może być zatem zszokowanych, jak to możliwe, że po tym wszystkim Słowacy znów wybrali Roberta Ficę – który w dodatku już po pełnoskalowej inwazji jeździł do Putina do Moskwy i ma antyukraińską, prorosyjską retorykę. To zdumienie jest tak silne, że jest jedną z przyczyn sceptycyzmu Warszawy wobec Słowacji, w tym sceptycyzmu wpływowych ekspertów transportowych. „Coś z tymi Słowakami musi być nie tak, skoro po tym wszystkim wybrali Ficę” – mówią off the record ci eksperci i urzędnicy.

Tymczasem ponowne dojście do władzy Ficy jest po prostu zbiegiem kilku okoliczności. Po pierwsze – gdy w marcu 2020 Słowacy głosowali „przeciwko Ficy”, wiele osób zastanawiało się, na którą partię oddać głos, by się nie zmarnował. W Polsce w 2023 roku wielu zwolenników Koalicji Obywatelskiej zagłosowało taktycznie na Trzecią Drogę, bo było ryzyko nie przekroczenia przez nią progu. W 2020 roku Słowacy na tej zasadzie masowo zagłosowali na OĽaNO Igora Matoviča – partię prozachodnią, proukraińską, ale populistyczną i kierowaną przez awanturniczego lidera. Sytuacja inaczej by się potoczyła, gdyby wybory wygrał bardziej przewidywalny koalicjant – na przykład SaS Richarda Sulika czy Za Ľudí btyłego prezydenta Andreja Kisky. Premierem został Igor Matovič, polityk nieprzewidywalny i o skomplikowanym charakterze, a jego rządy były pasmem chaosu, populizmu i konfliktów z koalicjantami – w tym z SaS.

Na domiar złego akurat w momencie utworzenia rządu Igora Matoviča w marcu 2020 rozpoczęła się pandemia koronawirusa. Nowy rząd początkowo radził sobie z nią dobrze, ale późniejsze rozwiązania były chaotyczne i niepopularne. Polska gospodarka jest bardziej odporna na takie wstrząsy ze względu na silniejszą konsumpcję wewnętrzną, Słowacja jest mocno uzależniona od eksportu i akurat od tych branż (np. produkcja samochodów), które najmocniej ucierpiały na zerwaniu globalnych łańcuchów dostaw. Koronawirusowa recesja była dotkliwsza i głębsza niż w Polsce, a społeczeństwo obciążyło za to odpowiedzialnością prozachodnią koalicję – mimo że przy wszystkich zarzutach do Matoviča, akurat nie była to jego wina. Już w 2023 roku słowackie społeczeństwo było skrajnie zmęczone: chaosem politycznym, niezrównoważoną osobowością Matoviča (który co prawda ustąpił ze stanowiska premiera, ale nadal rządził z tylnego siedzenia), koronawirusem, lockdownami oraz recesją. W przyspieszonych wyborach z września 2023 ludzie głosowali nie tyle na Ficę i za polityką prorosyjską, ale PRZECIWKO – przeciwko tej „koronawirusowej” ekipie, która kojarzyła im się z chaosem i konfliktami.

Antyficowskie protesty. Gdyby wybory odbyły się dziś, powstałby liberalny rząd Michala Šimečki

Warto pamiętać, że wygrana Smeru Roberta Ficy we wrześniu 2023 wcale nie była oczywista ani oszałamiająca. Smer zyskał pierwsze miejsce i wynik 22,94%, ale druga była liberalna prozachodnia Progresywna Słowacja (PS) z wynikiem 17,96%. I to PS wciąż miała szansę na stworzenie nieficowskiego, prozachodniego rządu – z udziałem OĽANO, liberałów z SaS i chadeków z KDH, ale pod warunkiem przeciągnięcia na swoją stronę również Hlasu Petera Pellegriniego. Hlas został założony przez byłych polityków Smeru, bardziej umiarkowanych, reformatorskich i prozachodnich, którzy opuścili Ficę w ramach niezgody na jego prorosyjską i antyukraińską retorykę oraz skandale korupcyjne. Przed wyborami z 2023 roku powszechnie mówiło się o takim scenariuszu, a wielu Słowaków, niezadowolonych zarówno z chaosu rządów Matoviča i Hegera, jak i odrzucających Ficę, zagłosowało taktycznie właśnie na Hlas, który zajął trzecie miejsce z bardzo dobrym wynikiem 14,7%. Gdyby nie te pompowane nadzieje na dołączenie Hlasu do ekipy „prozachodniej”, być może lepszy wynik uzyskałaby partia „Demokraci”, która nie weszła do parlamentu, a rozkład sił w Radzie Narodowej byłby inny.

Hlas i jego ewolucja to chyba największe zaskoczenie 2023 i 2024 roku. Chociaż niektórzy mówili, że te nadzieje wiązane z Hlasem są naiwne, to jednak było wiele powodów, by wierzyć w przejście obozu Pellegriniego na stronę demokratycznej opozycji. Przypomnijmy, że Smer w latach 2012-2018 wcale nie był tak kontrowersyjny jak dziś: było tam dużo prozachodnich reformatorów, ściśle współpracujących z Brukselą, Berlinem, Paryżem i Wiedniem. To ta „lepsza, europejska, pragmatyczna” część Smeru odeszła od Ficy i utworzyła Hlas, a sam Pellegrini wcześniej wielokrotnie się zarzekał, że nie ma mowy o współpracy z Ficą.

To, co wszystkich zaskoczyło, to zdrada tych deklaracji i mocne zbliżenie się Hlasu do Smeru. Hlas zatracił swój umiarkowany i prozachodni charakter, a jego twarzą stał się „zamordysta” Matúš Šutaj Eštok, minister spraw wewnętrznych w obecnym rządzie Ficy, który prowadzi politykę w sposób równie cyniczny i brutalny, jak sam premier.

Gdyby zatem uwzględnić tę „zdradę” Hlasu i zaliczyć Hlas do obozu proukraińskiego – antyrosyjskiego (tak myślało w 2023 roku wielu wyborców), to się okaże, że Słowacy wcale nie zagłosowali w 2023 roku na opcję prorosyjską. Owszem, premierem został Fico, ale zupełnie nie przypomina to mandatu, jaki na Węgrzech ma Viktor Orban – z bezwzględną większością w parlamencie i kontrolą nad prawie całym państwem.

Obecnie całą Słowacją wstrząsają antyficowkie protesty, większością spośród ośmiu krajów samorządowych (odpowiedników naszych województw) rządzi prozachodnia, proukraińska opozycja, a sondaże wskazują, że opozycja rośnie w siłę i przejęłaby władzę. Pytanie brzmi tylko, w jakiej konfiguracji – czy będzie potrzebna „zgniła koalicja” z Matovičem, czy lepsza, bardziej stabilna bez tego polityka.

Pytanie jest bardzo zasadne: w to, że w 2027 roku Robert Fico zostanie odsunięty od władzy, mało kto już wątpi. Jeżeli jednak zostanie odsunięty przez bardzo szeroką koalicję (część Słowaków powiedziałoby: „zlepieniec”) w której znajdzie się Ruch Słowacja Igora Matoviča, rząd ten będzie co prawda antyrosyjski i bardzo proukraiński – ale nie przetrwa długo. Osobowość Matoviča jest tak konfliktowa, że Słowacy nie mają złudzeń – taka koalicja znów się rozpadnie po 2-3 latach. Ale tak nie musi być. Według najnowszych sondaży, demokratyczna prozachodnia proukraińska koalicja bez Matoviča zyskałaby już równo 75 posłów na 150. Już tylko jednego mandatu brakowałoby jej do większości.

Realia 2027: prozachodnia Słowacja Šimečky i prozachodnie Węgry Magyara, prorosyjskie Czechy i Polska?

Osoby, głównie z warszawskich elit transportowych, które dziś tak łatwo gardzą Słowacją ze względu na jej rzekomą prorosyjskość i antyukraińskość, mogą się jeszcze mocno zdziwić. W ich ulubionych Czechach wygrali już prorosyjscy populiści, a do władzy wrócił Andrej Babiš wraz z jeszcze bardziej skandalicznymi koalicjantami, przy których nasza Konfederacja jest wzorem cnót unijno-ukraińskich. W Polsce w 2027 roku być może rządy obejmie koalicja PiSu, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Tymczasem na Słowacji prawdopodobnie powstanie proukraiński rząd Michala Šimečki, a na Węgrzech już w przyszłym roku realny jest koniec Orbana i przejęcie władzy przez Petera Magyara.

Tak się oczywiście nie musi stać, ale jest to całkiem realne. To pokazuje absurdalność podejścia Warszawy, która blokuje pociągi Kraków-Koszyce-Budapeszt oficjalnie nie wiadomo dlaczego, a nieoficjalnie – bo nie podoba im się obecna władza Słowacji.

Polskie elity transportowe nie zauważają przy tym (bo nie znają się na Słowacji, bo nie czytają książek o Słowacji takich jak Nieznany sąsiad, bo są w tym temacie ignorantami), że akurat samorządy Wschodniej Słowacji są przeważnie opozycyjne wobec Ficy i mocno wspierają Ukrainę. Przykładem jest chociażby Kraj Preszowski, rządzony przez antyficowskiego chadeka Milana Majerskiego, lidera partii KDH i polityka mocno wspierającego Ukrainę. Z kolei organizator i integrator transportu publicznego Wschodniej Słowacji IDS Východ realizuje wspólny projekt z ukraińskim Zakarpaciem celem wsparcia reform transportu autobusowego na Ukrainie. Polscy eksperci takich projektów na Ukrainie nie realizują – zresztą trudno żeby realizowali, skoro sami doprowadzili do wykluczenia komunikacyjnego w Polsce, zatem na Ukrainie mogliby co najwyżej tylko coś zepsuć, a nie naprawić.

Nic nie przebije nienawiści antyukraińskich trolli w Polsce. Słowackie nastroje rusofilskie to pikuś

Faktem są niestety wyraźne sympatie rusofilskie wielu Słowaków, które wynikają ze specyficznej historii oraz wieloletniej działalności propagandowej Kremla na Słowacji. Te sympatie są jednak w dużej mierze romantyczne i naiwne – Słowacy z prowincji, którzy nigdy nie byli w Rosji, idealizują sobie „wielką Moskwę i Petersburg”, które rzeczywiście przed wojną mogły robić wrażenie – i robiły, również na wielu polskich „miłośników Wschodu”, w tym środowiska Nowej Europy Wschodniej. Był to podziw dla rosyjskiego baletu, Puszkina i Dostojewskiego, połączony z idealizowaniem tego, co daleko. Równocześnie Ukraina kojarzyła się tym ludziom z tym, co akurat blisko i znane – i nie kojarzy się dobrze, bo kojarzyła z korupcją, biedą, nieogarniętym i niezreformowanym państwem, państwem z dykty po prostu. Słowacy o swoim własnym kraju często myślą jak najgorzej, że jest fatalnie zorganizowane i niemal najgorsze w UE – a jak zatem mają myśleć o Ukrainie, Serbii i Albanii, które są jeszcze gorsze od Słowacji i dlatego nie wpuszczono ich do UE? Ta antyukraińskość Słowaków bierze się właśnie z tej oceny stanu PKB, reform, poziomu modernizacji i korupcji. Skoro sami Słowacy słusznie narzekają na korupcję w ich kraju, trudno żeby nie narzekali na jeszcze większą korupcję i rozkradanie państwa u ich ukraińskich sąsiadów, trudno żeby przymykali na to oko, trudno żeby im to nie przeszkadzało.

Jeszcze do 2023 roku było tak, że Słowacy byli właśnie tacy umiarkowanie życzliwi Rosji i sceptyczni wobec Ukrainy, a Polacy byli mega proukraińscy. Mieliśmy przecież lata działalności różnych polsko-ukraińskich fundacji, wspólnych projektów, inteligentów i gadających głów, gestów pojednania, wymian studenckich, doktoranckich i literackich, czego między Słowacją a Ukrainą prawie nie było. A najwięcej dobrego zrobiło wspólne Euro-2012. Tego już nie ma, to jest przeszłość. Słowacy nadal są jacy są i trudno wybielać wiele prorosyjskich postaw. Ale to, co teraz dzieje się w polskim internecie w reakcji na hasło „Ukraina”, to przechodzi wszelkie pojęcie.

Przykładowo: kilkanaście dni temu, w listopadzie 2025, napisałem na swojej stronie dziennikarskiej na Facebooku zwykły post o patologiach na granicy polsko-ukraińskiej – czymś co istnieje obiektywnie, z czym jako dziennikarz i analityk walczyłem, napisałem ponad setkę fachowych analiz, artykułów, opracowań, jak tę granicę usprawnić, jak wprowadzić piesze przejścia graniczne, przyspieszyć odprawy, poprawić bezpieczeństwo granicy, ograniczyć przemyt i korupcję. Napisałem, że aby uniknąć tego nawet 7-godzinnego przetrzymywania mnie i innych w autokarze na polsko-ukraińskiej granicy, wolałem nadrobić drogi i jechać transportem publicznym z przesiadkami naokoło, z Kijowa do Gdańska przez Użhorod i Słowację. Skala polskiego hejtu, jaka na mnie, Polaka się wylała pod tym wpisem, jest nie do opisania i nie do porównania z niczym innym. Polacy hejtowali Polaka i życzyli mi pewnej śmierci (wysyłając mnie abym walczył w obcym wojsku na froncie i umarł), tylko dlatego, że miałem czelność zawodowo wyspecjalizować się jako polski ekspert od Ukrainy, nauczyć się języka ukraińskiego jako obcego, apelować o lepszy – europejski standard obsługi na granicy, co zresztą jest moją rolą jako eksperta i analityka. Przecież po to państwo polskie finansuje kształcenie na poziomie studiów wyższych i doktoranckich dla takich osób jak my, byśmy później tę wiedzę wykorzystali do reformowania tego, co w naszej ojczyźnie funkcjonuje niedoskonale, a mogłoby lepiej.

Równocześnie od 2016 roku jestem dziennikarzem jednego z top-3 najbardziej wpływowych słowackich mediów – Dennika N, dla którego piszę o Polsce i czasem o Ukrainie. Mam też ponad 30 słowackich grup na Facebooku, na których jest łącznie kilkadziesiąt tysięcy Słowaków, głównie tych ze wsi i małych ośrodków. Często z mojej strony pojawiają się tam treści proukraińskie. I tak – czasem spotykam się z negatywnym odbiorem, bo część odbiorców jest zmęczona Ukrainą i ukraińską imigracją, daje ikonkę „wrr”, czasem pisze jakiś niefajny komentarz. Nie jest to miłe – ale nie jest to hejt taki, jaki spotyka mnie ze strony polskich hurrapatriotów, którzy na słowo „Ukraina” odpalają się hasłami o Wołyniu i abym ja, Polak, wyp… na front do obcego państwa (zapytani, w jakim trybie mam służyć w cudzym wojsku, nie potrafią wyjaśnić).

Zemplin i Zakarpacie razem. Tam nie ma konfliktów, znanych z naszego pogranicza w okolicach Przemyśla

Kolejny przykład, to wspomniana granica. Polsko-ukraińska – szkoda mówić. Słowacko-ukraińska – nie jest idealna, ale dużo bardziej przyjazna i cywilizowana. Fun fact: jako ekspert, analityk i dziennikarz, od 2006 roku działałem na rzecz poprawy funkcjonowania zarówno polsko-ukraińskiej, jak i słowacko-ukraińskiej granicy. W tym wprowadzenia pieszych przejść granicznych na granicy z Polską oraz przywrócenia pieszego przejścia granicznego w Użhorodzie, budowy kolei europejskiej szerokości ze Słowacji do Użhorodu, autostrady Koszyce – Użhorod i budowy nowych przejść granicznych na słowacko-ukraińskiej granicy: Ulič-Zabriď i Čierna nad Tisou-Solomonovo. W jaki sposób „popychałem do przodu” te słowacko-ukraińskie tematy? Nagłaśniając je w mediach i materiałach analitycznych gdy wszyscy o nich zapomnieli, drążąc temat, szukając informacji, zadając pytania, analizując w czym jest na danym etapie problem i jak go rozwiązać, publikując to i dając urzędnikom materiał, by mieli na czym pracować. W temacie polsko-ukraińskich pieszych przejść granicznych poniosłem całkowitą porażkę. W tematach pogranicza słowacko-ukraińskiego udało się te projekty zrealizować, usprawnić, część już wdrożono (kolej normalnotorowa do Użhorodu i piesze przejście w Użhorodzie), część jest w toku (autostrada i nowe przejścia).

Co ciekawe, w relacjach słowacko-ukraińskich nie ma takich punktów zapalnych, jak Wołyń z jednej strony, a Akcja Wisła z drugiej. Zwykli ludzie ze wschodniosłowackiego Zemplina i zachodnioukraińskiego Zakarpacia żyją ze sobą w zgodzie i przyjaźni. Nikt w Użhorodzie nie napuści nikogo na Słowaków – to jest dobre sąsiedztwo. A nikt w Koszycach, Michalovcach i Sobrancach nie napuści nikogo na Ukraińców z Zakarpacia – Słowacy tam jeżdżą na zakupy i turystycznie, lubią Użhorod i Mukaczewo, tu nie ma żadnych napięć. Na północ od Użhorodu żyje mniejszość słowacka, z którą nie wiążą się żadne kontrowersje, a na wschodniej Słowacji żyją autochtonni Rusini i Ukraińcy – i są gospodarzami tej ziemi, nikt ich nie hejtuje ani nie zamalowuje rusińskich napisów.

Rozumie to nawet Fico – cyniczny polityk. Mimo całej swoje prorosyjskości, kilkukrotnie już zorganizował wspólne posiedzenia rządu Słowacji i Ukrainy na wschodniej Słowacji oraz w Użhorodzie, na których omawiano i rozwiązywano konkretne kwestie infrastrukturalne, energetyczne, obronne i graniczne. Takie jak autostrada Koszyce-Użhorod, eurotor Słowacja – Użhorod, nowe transgraniczne pociągi, piesze przejście graniczne w Użhorodzie. Realizowane, odhaczone. Fico wie bowiem, że jego wyborcy z Zemplina przy granicy z Ukrainą chcą dobrej współpracy z Zakarpaciem, chcą nowych przejść granicznych i autostrady do Użhorodu i chcą, aby Ukraina weszła do UE. Bo sami na tym skorzystają, tak jak wschodnioaustriacki Burgenland i Hainburg an der Donau skorzystały na wejściu Słowacji do UE.

Ani rząd Mateusza Morawieckiego, ani rząd Donalda Tuska ani razu nie zrealizowały podobnego wspólnego posiedzenia rządu Polski i Ukrainy na przykład w Chełmie, Przemyślu, Mościskach czy Rawie Ruskiej. Byłoby zresztą nie do pomyślenia – polscy „turbopatrioci” i opozycja parlamentarna tak by Tuska lub Morawieckiego za to shejtowała, jak mnie za post o przejściach granicznych.

Kto tu naprawdę jest bardziej antyukraiński i prorosyjski? Rzeczywistość jest bardziej złożona, niż się wydaje. Blokowanie przez Warszawę pociągów Gdynia–Poprad i Kraków–Koszyce–Budapeszt na podstawie stereotypów o antyukraińskości Słowaków jest absurdem. Pokazuje też, jak powierzchowną wiedzę o regionie mają nasze elity transportowe. Są ekspertami tylko w wąskim zakresie. Poza nim nie chcą się dokształcać i nie dopuszczają myśli, że ktoś spoza ich bańki może wiedzieć więcej w jakimś konkretnym aspekcie.

Jakub Łoginow

Port Europa to nie tylko publikacje, ale również realne działania społeczne i inicjatywy transgraniczne, m.in. na rzecz polsko-słowackich połączeń autobusowych. Dziennikarstwo i aktywność obywatelska wymagają czasu i pieniędzy. Portal funkcjonuje dzięki wsparciu Czytelników. Jeśli chcesz przyczynić się do dalszego działania Portu Europa i inicjatyw społecznych, możesz to zrobić, kupując nasze e-booki:

Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym

Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej

Przewodniki dla rolkarzy:

Przewodnik dla rolkarzy – Kraków, Małopolska, Słowacja

Rolki nad Bałtykiem – Przewodnik dla rolkarzy nie tylko na wakacje

Przewodnik dla rolkarzy – Tom trzeci. Od wschodniej Słowacji po Alpy

Nauka języków obcych:

Podręcznik języka ukraińskiego

Podręcznik języka białoruskiego

Podręcznik języka słowackiego

Podręcznik czeskiego słownictwa

Nauka języka polskiego:

Podręcznik języka polskiego dla Ukraińców

Podręcznik języka polskiego dla Słowaków