Na stulecie Gdyni – sto felietonów o mieście, regionie, miejscowych problemach i pomysłach na rozwój, zatem zaczynamy z pierwszym z nich, o atomowej przyszłości miasta. Trwają obchody stulecia miasta – z tej okazji organizowane są koncerty, wernisaże, wydarzenia kulturalne: i super, bo na tym polega świętowanie jubileuszy. Każdy włodarz miasta próbuje jednak wykorzystywać tego typu okazje do zdobycia również konkretnych przywilejów, przekładających się na atrakcyjne miejsca pracy, wpływy z podatków i większe PKB miasta. Dlatego niezależnie od różnic politycznych, zachęcam władze miasta i opozycję do wspólnych działań na rzecz przeniesienia do Gdyni siedzib kilku spółek Skarbu Państwa i instytucji centralnych, w tym Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ).
Polska jest państwem skrajnie scentralizowanym, inaczej niż Niemcy, gdzie siedziby instytucji centralnych i ważnych firm państwowych są równomiernie rozmieszczone po całym kraju. Gdy w Niemczech chcemy zrobić karierę, nie jedziemy do Berlina, bo i po co. Berlin to centrum alternatywnej kultury, artystów – ale nie wielkiego biznesu. Większe możliwości są we Frankfurcie, Hamburgu i Monachium, w każdym z tych miast znajdują się też redakcje wpływowych ogólnoniemieckich gazet i portali. Ale nawet Czechy i Słowacja są wzorem deglomeracji, czyli przenoszenia siedzib ważnych instytucji poza stolicę. Sąd Konstytucyjny znajduje się w Brnie zamiast w Pradze i w Koszycach zamiast w Bratysławie. Siedziba Słowackiej Poczty, Lasów Państwowych i Państwowej Ochrony Przyrody znajduje się w Bańskiej Bystrzycy, a nie w Bratysławie. W Krakowie, a nie w stolicy, znajduje się Narodowe Centrum Nauki, a w Gdańsku – Polska Agencja Kosmiczna. Pora, by Gdynia również dołączyła do tego trendu, stając się siedzibą Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ) i innych instytucji centralnych.
Gdyńska siedziba PEJ jest o wiele bardziej naturalna i uzasadniona, niż warszawska. W końcu siedziby spółek górniczych są na Śląsku, a nie w stolicy. Pierwsza polska elektrownia jądrowa będzie na Pomorzu, a Gdynia to największa duże miasto o metropolitarnym statusie w jej pobliżu. To Pomorze ponosi koszty społeczne budowy elektrowni – wycinka ulubionych plaż i lasów, korki drogowe, ryzyko (nikłe, ale jednak) awarii i rosyjskich ataków terrorystycznych. Dlaczego to my mamy ponosić koszty skażenia w razie czego, a intratne menedżerskie i specjalistyczne miejsca pracy oraz wpływy z podatków ma wysysać i tak już nieprzyzwoicie bogata i uprzywilejowana Warszawa?
Taki model byłby uzasadniony w Austrii i Węgrzech – państwach, w których funkcjonuje model: ogromna fantastyczna stolica z ponad milionem mieszkańców i kolejne miasta jako głęboka prowincja. W porównaniu z metropolitarnym Wiedniem i Budapesztem, kolejne miasta czyli Graz, Innsbruck oraz Miskolc i Sopron są tym, czym Choroszcz przy Białymstoku. Polska taka nie jest. Warszawa nie jest jedyną milionową metropolią, bo milion mieszkańców ma również Trójmiasto, Kraków i Metropolia Śląsko-Dąbrowska (uwzględniając studentów, aglomerację i osoby niezameldowane). To nie jest casus prowincjonalnego Miszkolca, Debreczyna, Klagenfurtu czy Salzburga, które nie mogą się równać z wielkomiejskim Wiedniem i Budapesztem.
Odpada również argument „konieczności bycia blisko kręgów rządowych”. Gdy prezes lub jego zastępcy będą mieli taką potrzebę, wsiadają w Pendolino i w ciągu dwóch i pół godzin są w centrum stolicy, a wieczorem wracają do Trójmiasta. Budujmy również kulturę równości, w której to Warszawiacy (w tym osoby na stanowiskach) muszą wyjść z bańki i by przeprowadzić ważne rozmowy, muszą się udać do Gdyni, Krakowa, Wrocławia lub Przemyśla.
I na koniec: Gdynia na swoje stulecie potrzebuje takiego odważnego programu rozwojowego. Zarówno administracja schyłkowego Wojciecha Szczurka, jak i obecnej pani prezydent wyraźnie wyhamowały z projektami rozwojowymi, które zawsze się z Gdynią kojarzyły. Dziś o Gdyni mówimy głównie w kategoriach dużego długu, nieodśnieżonych chodników i niedokończonej sieci asfaltowych dróg rowerowych. Do rangi niemożliwego wyzwania urasta wymiana kostki fazowanej na asfalt na drodze rowerowej na Morskiej, by była ona również dostępna dla rolkarzy, a i to jest hejtowane jako zbytnia fanaberia. Serio taka ma być Gdynia na swoje stulecie? Halo, a gdzie się podziała gdyńska dusza i gdyńskie ambicje, naszego wspaniałego miasta z morza i marzeń?
Przeniesienie siedziby PEJ z Warszawy do Gdyni, owszem, łamie pewne utarte zwyczaje. Ale czy nie o to chodzi w tym świętowaniu stulecia? Gdynia powstała jako przeniesienie funkcji portowych z Wolnego Miasta Gdańska, czyli miasta-państwa, które wydawało się jeszcze większym hegemonem i naturalnym miejscem lokalizacji portu. Dzisiejszy postulat przeniesienia PEJ z Warszawy do Gdyni to pikuś w porównaniu z ówczesnymi wyzwaniami i kontrowersjami.
W 1926 roku Gdynia odważnie szła po swoje. I daleko zaszła. Dziś możemy zdecydować, wokół jakich idei będziemy świętować nasze stulecie. Fajny koncert i wyasfaltowanie dziur w drogach jako szczyt gdyńskich ambicji? Czy może „atomowa stolica Polski” i odważne przeciwstawienie się hegemonii Warszawy, tak jak kiedyś Gdynia rzuciła rękawicę Gdańskowi?
Jakub Łoginow
Dołącz do grupy
