Gdyby historia potoczyła się inaczej, dziś w Tatrach byłaby nie tylko granica polsko-słowacka, ale być może również trójstyk granic Polski, Słowacji i Ukrainy. Przynależność Kraju Preszowskiego do Słowacji wydaje się dziś oczywista, ale nie dla wszystkich. Tak jak niektórzy „polscy patrioci” wciąż wspominają Polskę „od morza do morza”, tak samo na Ukrainie znaleźć możemy mapy „etnicznie ukraińskich ziemi”, na których jest z jednej strony Rostow nad Donem, Kursk i białoruskie Polesie, ale również polskie Podlasie, Chełmszczyzna, Przemyśl i okolice – oraz słowacka Preszowszczyzna. Ten artykuł nie ma na celu oceniania tego typu sentymentów pod kątem „kto ma rację”, ale przybliżenia pewnych mało znanych faktów, które mogą być dla Czytelników interesujące. O tym, że w przeszłości Lwów był etnicznie i kulturowo w dużej mierze polski, a w należących dziś do Polski Bieszczadach i Beskidach żyli Ukraińcy i Łemkowie (Rusini), wiedza jest raczej powszechna. Mniej znany jest fakt, że Rusini żyjący po słowackiej stronie granicy uniknęli przesiedleń takich jak Akcja Wisła po polskiej stronie i do dziś w Kraju Preszowskim są całe wsie i gminy z dominującym lub znacznym odsetkiem mieszkańców o narodowości rusińskiej – w tym również pod samymi Tatrami.
Mało kto pamięta, że wewnętrzna granica Słowacji z Rusią Podkarpacką, które weszły w 1918 roku w skład wielonarodowościowej Czechosłowacji, była sprawą sporną i umowną. Pod koniec istnienia Królestwa Węgier, najważniejszy ośrodek życia politycznego Rusinów wcale nie leżał na obecnym Zakarpaciu, ale na terenie słowackiej Preszowszczyzny, niedaleko Tatr. Dziś w Tatrach bez problemu znajdziemy nazewnictwo świadczące o wpływach rusińskich i wołoskich (Rusinowa Polana, Wołoszyn, bryndza, watra), które przypominają nam, jak duże związki mają Tatry z Karpatami Wschodnimi, czyli z Ukrainą i Rumunią.
Łyk historii
Druga połowa XIX wieku to okres budzenia się tożsamości narodowej i językowej, który szczególnie aktywnie przebiegał w Austro-Węgrzech. Całe Tatry były wówczas w jednym organizmie państwowym, ale tak jak dziś podzielone granicą – tyle że wewnętrzną. Polska część należała do Galicji, autonomicznego regionu ze stolicą we Lwowie, należącego do Przedlitawii, u nas nazywanej po prostu Austrią. Obecne Tatry Słowackie należały do Królestwa Węgier, czyli Zalitawii, które w odróżnieniu od Austrii nie były tak liberalne wobec rożnych narodowości. Słowacja nie posiadała autonomii, była nazywana po prostu Górne Węgry lub Felvidék, słowacka tożsamość narodowa się tam dopiero budziła, choć była o wiele silniejsza, niż tożsamość rusińska/ukraińska. Obecne Zakarpacie, w większości zasiedlone słowiańską ludnością (Rusini), było w jeszcze gorszej sytuacji. W odróżnieniu od okresów późniejszych (w ramach Czechosłowacji, ZSRR i Ukrainy) nie było nawet wyodrębnionym administracyjnie regionem, a jedynie zbiorem kilku węgierskich komitatów, czyli prowincji. W północno-wschodnich ich częściach, zwłaszcza tych karpackich, dominowała ludność rusińska, która jednak nie miała świadomości narodowej ani nawet nie potrafiła jednoznacznie sprecyzować, w jakim języku mówi.
Ośrodkiem słowackiego odrodzenia narodowego był położony na zachód od Tatr Martin, gdzie powstała słynna Macierz Słowacka. Ważnym ośrodkiem był też Rużomberok i Liptowski Mikulasz, generalnie podtatrzańskie regiony Liptów i Orawa uchodziły za typowo słowackie, za uosobienie słowackiego charakteru narodowego. Kultową górą Słowaków był Krywań, a Tatry miały znaczenie symboliczne dla rodzącej się słowackiej tożsamości, podobnie zresztą jak położony na przeciwległym krańcu Słowacji średniowieczny zamek Devin, dziś w granicach Bratysławy. O ile jednak Tatry i okoliczne regiony (Orawa, Liptów, Turec) uchodziły za typowo słowackie w narodowym i etnicznym sensie, to dotyczyło to ziem położonych raczej w obecnym Kraju Żylińskim i sąsiednim Bańskobystrzyckim, a nie w obecnym Kraju Preszowskim.
Spisz, z Popradem, Kieżmarkiem, Lewoczą czy Starym Smokowcem, nie był typowo słowacki w sensie etnicznym. W miastach, o czym się rzadko pamięta, dominowali wówczas Niemcy Karpaccy (najsłynniejszym przedstawicielem tej mniejszości był Rudolf Schuster, prezydent Słowacji w latach 1999-2004). W Tatrach Wysokich powstały wówczas kosmopolityczne kurorty w stylu alpejskim (Tatrzańska Łomnica, Tatrzańska Kotlina, Stary Smokowiec, Szczyrbskie Pleso), budowane przez Węgrów, w stylu jakby żywcem przeniesionym z austriackiego Tyrolu czy z niemieckiej Bawarii. Natomiast wsie położone na wschód i częściowo północ od Tatr Wysokich i Bielskich miały przeważnie zmieszany, słowacko-rusiński charakter etniczny i językowy, z silnymi wpływami polskimi, co zresztą pozostało do dziś.
Słowacko-rusiński mix to cecha terenów od Tatr po Bieszczady, która pozostała od ponad stu lat do dziś. Przy czym w przeszłości ten rusiński charakter był bardziej widoczny, według wielu źródeł nawet przeważał, nie powinny nas zatem szokować ówczesne postulaty rusińskiej (zakarpackiej) autonomii sięgającej aż po Tatry (dziś oczywiście byłby to nonsens, wtedy – niekoniecznie).
O przyszłości terenów „północnych Węgier” (czyli dzisiejszej Słowacji i Zakarpacia) intensywnie dyskutowano pod koniec I wojny światowej, kiedy wykluwała się idea przyszłej Czechosłowacji. Początkowo Czesi wcale nie planowali włączać do niej również obecnego Zakarpacia (wówczas – Rusi Podkarpackiej), w Pradze było nawet sporo głosów, by te tereny oddać przyszłej demokratycznej Rosji, zwłaszcza że wielu Czechów błędnie utożsamiało Rusinów z Rosjanami. Ta koncepcja ostatecznie upadła z dwóch powodów: gdy stało się jasne, że Rosja nie będzie demokratyczna, tylko bolszewicka, a także gdy Galicja Wschodnia ostatecznie przypadła Polsce, co tak czy inaczej odcięłoby Ruś Podkarpacką od Rosji. Co ciekawe, czechosłowacki lider, późniejszy prezydent Tomáš Masaryk wcale nie dążył do przyłączenia Rusi Podkarpackiej do Czechosłowacji, ale traktował ją jako swego rodzaju tymczasowy depozyt, którym Czechosłowacja ma się zaopiekować, bo tak się geopolitycznie złożyło. Czeski i słowacki stosunek do Rusi Podkarpackiej był skrajnie odmienny do polskiego postrzegania Kresów, dużo mniej było w nim chęci dominacji, a i dziś Słowacy i Czesi nie traktują Użhorodu i Mukaczewa jako „miast utraconych”, nie patrzą na nie z sentymentem, z jakim Polacy spoglądają na Lwów i Wilno.
Zakarpacie i jego granice
Charakterystyczny był też brak wyraźnych granic etnicznych między „ziemiami słowackimi” a „ziemiami rusińskimi”. I raczej nie dochodziło i nie dochodzi na tym tle do konfliktów. Co ciekawe, do dziś takich słowacko-rusińskich konfliktów nie ma, a sąsiedztwo wschodniej Słowacji i ukraińskiego Zakarpacia jest wręcz modelowo dobre, inaczej niż opętane nacjonalizmami i szowinizmami pogranicze polsko-ukraińskie w rejonie Przemyśla. Do dziś pod samymi Tatrami mamy wsie, w którym większość ludności mówi po rusińsku (Osturnia), rusińską wersję językową mają oficjalne strony internetowe miasta Medzilaborce i gminy Vyšná Písaná. Równocześnie na północ od Użhorodu, w granicach zakarpackiej Ukrainy do dziś są wsie etnicznie słowackie, Słowacy żyją m.in. w rejonie miasteczek Pereczyn i Wielki Berezny. Chociaż, niestety, Słowacja słabo opiekuje się swoją mniejszością na Zakarpaciu. Inaczej niż w Budapeszcie, temat zakarpackich Słowaków nikogo w Bratysławie nie interesuje, nawet słowackich nacjonalistów. A szkoda, bo tym ludziom z Użhorodu i okolic przydałoby się większe wsparcie w dostępie do słowackiej kultury, nauki języka słowackiego i edukacji w języku słowackim, zwłaszcza że ukraińscy Słowacy są lojalnymi obywatelami Ukrainy i ich słowacka tożsamość doskonale łączy się z ukraińskim obywatelstwem.
W momencie tworzenia Czechosłowacji zdecydowano, że Ruś Podkarpacka otrzyma autonomię, zwlekano z tym jednak aż do 1938 roku. Początkowo autentycznie nie było na Zakarpaciu miejscowych elit, które mogłyby przejąć władzę – te wykształciły się stopniowo już w ramach tolerancyjnej i demokratycznej Czechosłowacji. Od samego początku Praga chciała dać miejscowej ludności swobodę w kwestii używania języka ojczystego w administracji i szkolnictwie. Dochodziło jednak do absurdalnych sytuacji, kiedy sami Rusini podawali sprzeczne informacje, jaki konkretnie ma to być język: część osób chciała by był to język ukraiński, część chciała rosyjskiego, inni – jakiejś formy skodyfikowania języka rusińskiego, czyli miejscowego.
Również granica słowacko-rusińska musiała zostać wyznaczona w sposób sztuczny i arbitralny, bo równie dobrze mogłaby sięgać aż po Tatry. Osturnia, Preszów i Medzilaborce były nawet bardziej rusińskie, czy też ukraińskie, niż wiele miast dzisiejszego Zakarpacia, które miały etniczny i językowy charakter węgierski (np. Berehowo). Dodajmy, że dwudziestolecie międzywojenne było okresem, kiedy następowała silna ewolucja tożsamości zakarpackich Rusinów w stronę tożsamości ukraińskiej.
Stąd też postulaty, by Ruś Podkarpacka sięgała aż po Tatry, co z etniczno-językowego punktu widzenia miało pewne uzasadnienie i wcale nie było jakimś ekstremum. Z takim postawieniem sprawy kategorycznie nie zgadzali się jednak Słowacy, którzy co prawda również dopiero tworzyli swoją tożsamość i dochodzili do głosu, jednak w rodzącej się Czechosłowacji byli nieporównywalnie lepiej zorganizowani, niż Rusini-Ukraińcy. Słowacja i tak jest mała, a okrojona ze Spisza, Szarisza i Zemplina byłaby wręcz mikroskopijna. Tym bardziej, że i tak została wzmocniona terenami etnicznie węgierskimi na południu oraz kosmopolityczną Bratysławą, wówczas Preszporkiem lub Pressburgiem, który był trójjęzyczny niemiecko-węgiersko-słowacki, z silną domieszką języka jidysz, a nie typowo słowacki. Ostatecznie Czechosłowację podzielono na cztery części składowe: Czechy, Morawy ze Śląskiem, Słowację i Ruś Podkarpacką, wyznaczając granice administracyjne między nimi. Rusini-Ukraińcy dostali w zasadzie tylko połowę terenów, na które aspirowali, bez Preszowszczyzny (ukr. Prjasziwszczyna), która do dziś funkcjonuje w ukraińskiej świadomości jako swego rodzaju utracone Kresy i jest dla Ukraińców tym, czym Zaolzie dla Polaków. Oczywiście nikt poważny nie wysuwa do Preszowszczyzny pretensji terytorialnych tak jak Polacy nie wysuwają ich dziś do Zaolzia, a jednak w pewnych kręgach sentyment pozostał, a Preszów do dziś jest silnym ośrodkiem zorganizowanej mniejszości ukraińskiej.
Z dylematami tożsamościowymi Słowak – Rusin – Ukrainiec wiąże się nie tylko kwestia języka, ale też wyznania. Za wyznacznik rusińskości czy też ukraińskości uchodził (choć nie zawsze) grekokatolicyzm. Rusini, którzy wybrali tożsamość rosyjską w dużej mierze przeszli na prawosławie lub zostali do tego zmuszeni, a wyznanie rzymskokatolickie i ewangelickie bardziej jest kojarzone z tożsamością słowacką. Powyższe jest jednak bardzo dużym uproszczeniem. O ile wierzący Słowacy generalnie są przeważnie rzymskimi katolikami, tereny Kraju Preszowskiego od Tatr po Zemplin charakteryzują się bardzo silną reprezentacją grekokatolików, co jednak dziś wcale nie musi oznaczać ukraińskiej lub rusińskiej tożsamości. Przykładowo, procentowo dużo grekokatolików jest w Bardejovie i okolicach (miasto UNESCO, warto odwiedzić – trzy razy dziennie kursuje tu autobus z polskiej Krynicy), ale bycie grekokatolikiem w Bardejovie może oznaczać zarówno tożsamość słowacką, jak i rusińską czy ukraińską.
Dodajmy przy tym, że demokratyczna przedwojenna Czechosłowacja stworzyła wręcz idealne warunki dla rozwoju ukraińskiej tożsamości narodowej. Na wstępie w roku 1918 większość ludności Zakarpacia (wówczas Rusi Podkarpackiej) uważała się za Rusinów, a przy tym nie wiedziała, co to tak naprawdę oznacza. Wśród samych rusińskich działaczy równie silne były opcje rusofilskie („Rusini jako część wielkiego narodu rosyjskiego, a język rusiński jako dialekt rosyjskiego”), jak i ukraińskie („Rusini to Ukraińcy, a język rusiński jest karpackim dialektem ukraińskiego”). Ta druga tożsamość dominowała zresztą w sąsiedniej Galicji, gdzie już w XIX wieku doszło do ewolucji Rusin → Ukrainiec (zwłaszcza w przedwojennym Lwowie, Tarnopolu, Przemyślu i okolicach). W XX-leciu międzywojennym do takiej ewolucji doszło na Rusi Podkarpackiej – ale na Słowacji tylko częściowo. W efekcie, gdy w 1938 roku Ruś Podkarpacka uzyskała w końcu autonomię i mogła o sobie decydować, wkrótce zmieniła nazwę na Karpacka Ukraina, a w 1939 roku nawet ogłosiła niepodległość pod tą nazwą (która jednak przetrwała zaledwie kilka dni, od razu podbita przez wojska węgierskie przy militarnym i politycznym wsparciu Warszawy, która chciała uzyskać polsko-węgierską granicę). Gdyby wcześniej inaczej zdecydowano co do granic Słowacji i Rusi Podkarpackiej, Karpacka Ukraina sięgałaby aż po Tatry i być może na Łysej Polanie byłaby polsko-ukraińska granica, a na Rysach lub Kasprowym Wierchu trójstyk granic Polski, Słowacji i Ukrainy. Równocześnie jednak na Słowacji tylko część Rusinów uznała się za Ukraińców, a reszta pozostała przy rusińskiej tożsamości. Tak zresztą na Słowacji nazywanej – rusińskiej, a nie łemkowskiej, jak nazwali siebie polscy Rusini. W efekcie mamy dziś na wschodniej Słowacji, w tym również pod Tatrami, podwójną ukraińską i rusińską mniejszość. Obie funkcjonują oddzielnie i są uznawane przez słowackie państwo.
Przesunięta granica. Stalin anektował nie tylko Ruś Podkarpacką, ale też wąski pasek Słowacji z miastem Czop i linią kolejową
W 1945 roku Karpacka Ukraina, znana wcześniej jako Podkarpacka Ruś, została decyzją Stalina przyłączona do Związku Radzieckiego. Odtąd nie była to już Ruś Podkarpacka (z perspektywy Czech i Słowacji leżąca PRZED Karpatami), ale Zakarpacie, bo ZA Karpatami leży z perspektywy Moskwy, Kijowa, Lwowa czy nawet Polski.
Mało kto wie jednak, że wraz z tą decyzją do ZSRR przyłączono również niewielki fragment Słowacji. Granica radziecko-czechosłowacka, tożsama z obecną granicą ukraińsko-słowacką, nie przebiega w tym samym miejscu co przedwojenna wewnętrzna granica Słowacji i Rusi Podkarpackiej jako części składowych Czechosłowacji, ale 3-4 km dalej na zachód. Do ZSRR przyłączono słowackie miasto Czop, strategicznie ważny węzeł kolejowy na granicy z Węgrami i Słowacją, a także pas miejscowości między Czopem a Użhorodem wraz z linią kolejową oraz miejscowości na północ od Użhorodu, na zachód od rzeki Uż. Dziś są w granicach Ukrainy: te na południe od Użhorodu są przeważnie węgierskojęzyczne, a leżące nad Użem na północ od stolicy Zakarpacia są ośrodkami słowackiej mniejszości narodowej (ale dość rachitycznymi i słabo wspieranymi przez Słowaków z „macierzy”). W obu przypadkach współistnienie wielu narodów w granicach Zakarpacia układa się wręcz wzorcowo, od Zakarpacia możemy się dziś uczyć poszanowania różnorodności kulturowej i praw mniejszości.
Karpaty dają schronienie
Aktualnie trwa wojna, ale Zakarpacie i Bukowina pozostają jedynymi bezpiecznymi regionami Ukrainy. Użhorod jest dosłownie przyklejony do słowackiej granicy. Region żyje normalnie, wręcz rozwija się gospodarczo, nawet w warunkach stanu wojennego na Zakarpaciu rozwija się turystyka. W sezonie 2022/23 ludzie przyjeżdżali na Zakarpacie na narty, teraz chodzą po górach, a termalne aquaparki w zakarpackich miejscowościach Kosoń i Sołotwyno funkcjonują tak samo normalnie i beztrosko, jak te podtatrzańskie – i w niczym im nie ustępują.
O wojnie przypominają uchodźcy wewnętrzni oraz częste wyłączenia prądu. Zakarpacie stało się bezpieczną przystanią dla setek tysięcy uchodźców ze wschodu. Część pozostała, inni pojechali dalej na Słowację, spośród nich sporo na Podtatrze. Niektórzy ze Słowacji trafili do Polski, w tym na Podhale. Wcześniej senne i zapomniane przez świat słowacko-ukraińskie pogranicze nagle trafiło w centrum wydarzeń i w 2022 roku stało się jednym z najważniejszych w Europie ośrodków pomocy humanitarnej. To wszystko zaledwie 200 km na wschód od Zakopanego, w tych samych Karpatach.
Jakub Łoginow
Więcej takich tematów przeczytasz w ebookach:
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka?
Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy
Nauka języków obcych:
Podręcznik języka ukraińskiego
Podręcznik języka białoruskiego
Podręcznik czeskiego słownictwa
Podręcznik rosyjskiego slangu i popkultury
