Miasto Zakopane wprowadza pasażerów w błąd, udając że autobus do Popradu jedzie do… Jurgowa. Nie zatrzymają tym turystów u siebie, ale mogą spowodować ludzkie dramaty

Kilka dni temu strona Love Peace Trains opublikowała ważny post o tym, w jaki sposób miasto Zakopane oznacza na zarządzanym przez siebie dworcu autobusowym autobusy Kolei Małopolskich kursujące do Popradu, a wcześniej do słowackiej Trsteny. Podróżni bezskutecznie biegają po całym dworcu szukając, z którego stanowiska odjeżdża autobus na Słowację. Na rozkładzie jazdy go nie znajdą, a zapytani o to kasjerzy oraz busiarze często wzruszają ramionami i mówią, że żadnego takiego autobusu do Popradu nie ma, o niczym takim nie słyszeli. Decyzją władz lub urzędników Zakopanego autobus do Popradu oznaczono jako „Jurgów X”, gdzie w legendzie małymi literkami napisano „kurs wydłużono do miejscowości Poprad”. Oznaczony wielokrotnie w komentarzach i poproszony o zajęcie stanowiska burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz nie reaguje i zachowuje się tak, jakby nie przeczytał oznaczenia na Facebooku. Mimo upływu kilku dni nie odniósł się do tematu, mimo że jest doskonale zorientowany i aktywny w mediach społecznościowych i w międzyczasie zdążył napisać kilka innych postów.

Autobus Kolei Małopolskich. Podlega marszałkowi województwa, powstał oddolnie

Samorządowe autobusy transgraniczne łączące Podhale ze Słowacją powstały wskutek wieloletnich apeli strony społecznej – pasażerów, turystów, mieszkańców Podhala i słowackich regionów. Po wielu latach nieskoordynowanych apeli, w 2016 roku działania społeczne przybrały bardziej zorganizowaną formę – powstała Inicjatywa obywatelska Polska-Słowacja-autobusy, która doprowadziła do powstania tych połączeń.

Organizatorem po stronie polskiej jest Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, a operatorem – samorządowa spółka Koleje Małopolskie, podległa marszałkowi. Obsługuje m.in. linie A15 Chochołów Termy Chochołowskie – Kościelisko – Zakopane – Stary Smokowiec – Poprad, w zamian słowacki partner IDS Vychod / Kraj Preszowski uruchamia we własnym zakresie i na własny koszt linię transgraniczną Bardejovske kupele – Bardejov – Krynica-Zdrój, która przyczynia się do jeszcze większego sukcesu turystycznego naszego krynickiego uzdrowiska. Cieszy się ono rosnącą popularnością wśród Słowaków. Z kolei możliwość „wyskoczenia” na jednodniową wycieczkę autobusem do miasta UNESCO Bardejowa podnosi atrakcyjność turystyczną Krynicy zwłaszcza wśród seniorów, którzy dzięki linii transgranicznej postrzegają Krynicę jako miasto otwarte i transgraniczne, a nie jak zapyziałą prowincję jak to było odbierane jeszcze kilka lat temu.

Linia do Popradu jest świetna, ale pasażerowie w Zakopanem mają o niej nie wiedzieć

Na linię autobusową Zakopane-Poprad pasażerowie czekali wiele lat – co najmniej 5, odkąd w 2020 roku zlikwidowano popularną prywatną linię Strama. Przyczyną była pandemia i ówczesne obostrzenia, ale też przejście na emeryturę przez Mariana Stramę, właściciela rodzinnego biznesu. Pan Marian Strama to człowiek-legenda, znany w Zakopanem z pozytywnych inicjatyw turystycznych i narciarskich oraz ludzkiego podejścia do biznesu. W swój biznes wkładał serce i pasję i dotyczyło to również linii autobusowej na Słowację, która cieszyła się ogromnym powodzeniem, ale też była realizowana w profesjonalny sposób, z dużą znajomością niuansów urzędniczych (pozwolenia, biurokracja, papierologia towarzysząca temu przedsięwzięciu), z bardzo dostępnymi cenami biletów.

Po przejściu pana Mariana na emeryturę, członkowie rodziny nie zdecydowali się kontynuować tej działalności, skupili się na bliższej ich pasjom i umiejętnościom obszarach związanych z narciarstwem i organizacją wycieczek. Obsługę musiał przejąć publiczny organizator, czyli Województwo Małopolskie wraz ze słowackimi partnerami z Kraju Preszowskiego. Nadal taka linia ma ogromne zapotrzebowanie społeczne i ludzie chcą nią jeździć, po prostu zmieniła się formuła. Pana Mariana Stramę zastąpił marszałek i Koleje Małopolskie.

Z czysto formalnych powodów, nowa linia samorządowa musi funkcjonować jako teoretycznie połączenie dwóch linii komunikacyjnych, na dwóch zezwoleniach: krajowym i transgranicznym. Faktycznie autobus jeździ na trasie: Termy Chochołowskie – Poprad. Czysto formalnie (i tylko formalnie) linia jest podzielona na odcinek: Termy Chochołowskie – Jurgów i Jurgów – Poprad.

Dlaczego? Bo mimo wniosków i apeli, m.in. moich formułowanych oficjalnie od 2016 roku, Ministerstwo Infrastruktury nadal nie wprowadziło postulowanych przez nas ekspertów od transportu transgranicznego zmian prawnych upraszczających finansowanie samorządowych linii transgranicznych. Dlatego właśnie trzeba je dzielić na dwie czysto formalne części – po to, by na część krajową marszałek województwa (z PIS, co istotne, bo PiS jest popierane na Podhalu) mógł uzyskać dotację z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, gdyż na linię transgraniczną jako całość nie może. Dlatego dotacja rządowa jest tylko na odcinek polski, a odcinek transgraniczny Jurgów-Poprad jest teoretycznie komercyjny, bo inaczej czysto formalnie takiej linii transgranicznej nie da się utworzyć w naszym niedoskonałym prawie.

To jest też powód, dlaczego nikt poza Małopolską nie tworzy linii transgranicznych ze Słowacją (ani Śląskie, ani Podkarpackie) i dlaczego transgranicznych linii autobusowych nie ma między Cieszynem a Czeskim Cieszynem. Generalnie samorządowcy chcą takie linie utworzyć, ale tylko samorząd Małopolski (wraz ze słowackimi partnerami) odważył się na innowacyjność i inteligentne obejście absurdalnych barier prawnych. Duża w tym zasługa marszałka Łukasza Smółki z PiS, który się na to zdecydował oraz dla jego poprzedników z PO (Jacek Krupa, Grzegorz Lipiec), którzy to zapoczątkowali. A także spory udział dyrektorów i pełnomocników: Grzegorza Saponia, Józefy Kęsek, Pawła Obrzuta, Krystiana Zielińskiego, Tomasza Warchoła, Petera Jančoviča.

I to właśnie tę formalną kwestię formalnego podziału linii na dwie części „wykorzystuje” miasto Zakopane, będące właścicielem dworca, które jako jedyne stoi na stanowisku, że linię Chochołów – Jurgów – Poprad „TRZEBA” oznaczyć jako JURGÓW. Koniecznie TRZEBA. Nie przekonują tłumaczenia marszałka i jego przedstawicieli, skąd się wziął ten czysto formalny podział na część krajową i transgraniczną.

Urząd miasta doskonale o tym wie, doskonale też wie o tym, że wcale nie musi oznaczać tej linii w ten sposób. Wielokrotnie im to tłumaczyli sami przedstawiciele marszałka województwa, co ważne – z ich prawicowego obozu. To ważne podkreślenie, bo linie transgraniczne cieszą się akurat ponadpartyjnym poparciem decydentów z PO-PiS, a Podhale uchodzi za region „pisowski”. To samo Podhale słynie z niezwykłej kreatywności w podejściu do innych aspektów prawa regulującego transport publiczny, jak też do prawa budowlanego i urbanistyki, które się na Podhalu „nie przyjęły”. Wyjątkowa skrupulatność w upieraniu się przy oznaczeniu linii do Popradu jako „Jurgów X małym druczkiem na dole wybrane kursy wydłużone do miejscowości Poprad” jest zatem godna podziwu. Chciałoby się, aby z równą konsekwencją burmistrz Filipowicz wymagał innych kwestii, takich jak ładu przestrzennego czy aktualności rozkładów jazdy na przystankach.

„Nie ma takiej miejscowości Poprad. Jest Jurgów. Jurgów Zdrój”

W tym miejscu warto przytoczyć treść posta, umieszczonego przez stronę FB Love Peace Trains:

„Jak promować międzynarodową linię autobusową Koleje Małopolskie za pomocą literki „x”? Z nowatorskim rozwiązaniem wjeżdża Zakopane. Całe na biało…

Sprawdziliśmy na własnej skórze (i to dosłownie, bo w Zakopanem było -11) jak działa nowa-stara linia A15 Kolei Małopolskich, dzięki której od 1 stycznia WRESZCIE możemy cztery razy dziennie pojechać z Zakopanego do słowackiego Popradu, znakomicie skomunikowanego kolejowo z całą Słowacją i z genialną siecią wąskotorowych kolei górskich TEŻ, o której tu (ponownie) napiszę.

Sam fakt uruchomienia takiej linii w tej wersji (wcześniej jeździliśmy do małego Zdziaru pod Tatrami Zachodnimi), jej wady i zalety już mocno tu opisaliśmy, więc przejdźmy od razu do samego mięsa, czyli praktyki funkcjonowania rzeczonego autobusu.

Zacząć od plusów, czy od minusów? Może jednak od tego, co nas mocno wk….

Zaledwie dwuletni dworzec autobusowy w Zakopanem, inwestycja ze wszech miar potrzebna i nawet nieźle wykonana, prezentuje typowy polski mental w kwestii organizacji transportu publicznego. Mianowicie „nikt nic nie wie” jako podstawa organizacji i informacja pasażerska i zła i wprowadzająca w błąd.

Z tego dworca odjeżdża naprawdę sporo autobusów – jest młyn. Sam dworzec jest rozciągnięty wzdłuż niemałej stacji kolejowej, a to jest kawał terenu. Przejście całej jego długości trwa kilka minut. No to powiedzcie mi proszę, z którego stanowiska odjeżdżają międzynarodowe autobusy do Poprad-Tatry?

Pytani busiarze, obsługujący dziesiątki linii mniejszych i większych, na to pytanie nie odpowiadają i udają, że nie wiedzą. Tablica z odjazdami autobusów sprzed roku, w budynku dworca, wskazuje na jeden kurs autobusu do Popradu, który według mojej wiedzy od dawna nie jest wykonywany. Żadnej zbiorczej tablicy z rozkładami nie ma. W okienku raz jest pani, raz jej nie ma, ale jednak przeważnie jej nie ma. Mając 10 minut zaczęliśmy szukać informacji po elektronicznych wyświetlaczach (na pewno były drogie) kierunkowych, które są przy stanowiskach. Zero. Nic.

No to opcja dwa (robi się nerwowo): szukamy po rozkładach jazdy, tych papierowych, polepionych po tabliczkach. I co? I nic. Taki kierunek nie istnieje.

Sprawdzam dwa razy, czy na pewno autobus międzynarodowy KMŁ zatrzymuje się w Zakopane… Podobno tak. Próbuję sobie przypomnieć z którego przystanku jechałem rok temu do Trsteny. Wracam i sprawdzam jeszcze raz tabliczki, tym razem po każdej literce, każdej cyferce. I co? E…..

Wiece jak oznaczono kurs do Popradu? Jakiś tytan intelektu, absolutny mistrz, mądra głowa 2026 roku zdecydował, że każdy autobus do Popradu będzie oznaczony jako kurs do Jurgowa z literką „X”. Dopiero gdy zejdziemy do legendy rozkładu jazdy, do literki „X” , dowiemy się, że „kurs wydłużony do miejscowości Poprad (Słowacja). Wiecie ile jest tych „wydłużonych” kursów? Wszystkie!

Właścicielem zakopiańskiego dworca jest tamtejszy Urząd Miasta, który nim zarządza. Widocznie dla miejscowych tęgich głów otwarcie całodziennego połączenia autobusowego do sąsiedniego miasta za granicą (nie za swoje pieniądze, tylko za kasę marszałka @małopolska), na którym można robić i turystykę i biznes, nie mówiąc już o dobrej marce, sprowadza się do „x”. To jest tak chore, że gdyby stać mnie było na wykupienie billboardu, na którejś z dróg dojazdowych do samiuśkich Tater, to chyba bym zlecił kampanię, wywieszając na białej szmacie zasłaniającej Giewont znak x i kazałbym się domyślać ludziom, o co chodzi. Nazwałbym to promocją transportu publicznego po zakopiańsku.

Druga rzecz: promocja połączenia została pokpiona także przez jego organizatora, czyli Koleje Małopolskie bezpośrednio, a pośrednio przez Urząd Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. Nie ma promocji, nie ma niczego. Na razie…

Uff. Dobra, teraz trochę plusów.

Jak pracuje linia? Po 10 dniach trudno powiedzieć, zwłaszcza, że warunki pogodowe są w Tatrach dość ekstremalne. Jest bardzo zimno, jest mnóstwo śniegu. Kilkoro pasażerów dojechało do Bukowiny, jakaś para do Jurgowa. Przez granicę przejechaliśmy sami, ale już od słowackiego Zdziaru autobus zaczął się zapełniać pojedynczymi słowackimi turystami, dla których ten autobus, kursujący cztery razy dziennie, jest uzupełnieniem oferty lokalnych autobusów. Niestety, Słowacy, którzy dorzucają się do autobusu, też pokpili sprawę i np. nie ma go w ogólnosłowackim systemie rozkładowym cp.sk. W Starym Smokowcu weszła całkiem pokaźna grupka kolejnych słowackich turystów. Pomimo tak tragicznej informacji pasażerskiej daje to nadzieje na utrzymanie się tej linii.

Słowo o standardzie: Na linii jeździ nowiutki niskowejściowy dwunastometrowy Irisbus z arcywygodnymi fotelami i sprawną informacją pasażerską. Było cieplutko, gdy na dworze trzaskał mróz. Bilety można kupić zarówno kartą jak i gotówką (o ile nie macie wysokich nominałów). Kierowca jest przemiły i pomocny (pozdrawiam!) i zasługuje na nagrodę za swoje zaangażowanie wobec tej informacyjnej katastrofy.

Informacyjnie: Autobus do Poprady odjeżdża z zakopiańskiego dworca ze stanowiska 9 o godzinie 5:09, 7:30, 13:24 i 17:24. Trzeba brać poprawki na kilkuminutowe opóźnienia, zwłaszcza w środku sezonu zimowego i letniego (można śledzić pozycję autobusów na żywo na stronie KMŁ). Z dworca Poprad AS odjeżdżają o 8:00, 10:00, 16:15 i 20:00.

PS. Porównanie funkcjonowania transportu w obszarze przygranicznym Polski i Słowacji prowadzi do wniosku, że nie bardzo jest co porównywać. Słowacja przy Polsce jest niemal jak Szwajcaria…

PS1. Może ktoś z przedsiębiorców w Zakopanem i właścicieli pensjonatów raczy zauważyć, że do Popradu z Gdańska zaczął latać Wizz Air a ten autobus to jedyna szansa by dotrzeć do Zakopanego z pomocą samolotu?”

Małe ludzkie dramaty. Matka z dziećmi nie zdąży na autobus do Popradu, w trybie awaryjnym weźmie nocleg na Chramcówkach. Naprawdę o takie zmuszanie ludzi do noclegów w Zakopanem chodzi?

Temat blokowania przez Zakopane linii transgranicznych i informacji o nich nie jest nowy, to temat stary jak świat – już w 2016 roku w taki sposób samorząd Zakopanego i miejscy busiarze chcieli torpedować działania Inicjatywy obywatelskiej Polska-Słowacja-autobusy. Pomijając aspekt etyczny, warto zadać pytanie: serio w XXI wieku, w dobie otwartych granic, chcecie siłą, sprytem, kłamstwem i podstępem zatrzymywać ludzi w Zakopanem kłamiąc, że autobusu do Popradu nie ma?

Oczywiście: w jednorazowych przypadkach zarobicie na takich praktykach po 300 złotych od każdej oszukanej w ten sposób rodziny. Już tłumaczę jak. Matka z dwójką dzieci, pracująca jako sprzątaczka na Kaszubach, za minimalną krajową. Jej dzieci marzą by być gdzieś za granicą, bo każdy był. Nie stać jej na Turcję, Egipt ani Wyspy Kanaryjskie, ale stać na zimowe ferie u słowackiego gospodarza, który za 15 euro wynajmuje kwatery gdzieś na wsi za Popradem. Daleko od Tatr i głównych atrakcji, we wsi w sumie nic nie ma, normalnie nikt by tam nie pojechał bo po co. Ale dla tych dzieciaków to mega atrakcja. Po pierwsze – góry (nie Tatry, bardziej Lewockie Wierchy), śnieg, sanki, a przede wszystkim – ZAGRANICA. Nieważne, że może i „bylejaka zagranica”, że to „tylko” Słowacja. Dla wielu ludzi to kwestia godnościowa, bardzo ważna, a dla ludzi z północy Polski – Słowacja jest bardzo atrakcyjna.

Bilet na pociąg Gdańsk – Zakopane kosztuje mało. Zamiast Pendolino, ta matka z dwójką dzieci jedzie zwykłym Intercity, bilet normalny kosztuje tylko 100 złotych. Dowiedziała się, że na dworcu wystarczy się przesiąść w autobus do Popradu, bilet to też tylko około 20 złotych od osoby dorosłej, super tanio, w końcu państwo pomyślało o kimś takim jak ona i jej dzieci. Pobyt u słowackiego gospodarza już opłacony, wszystkie przesiadki zaplanowane. Gdyby chcieli pojechać do Zakopanego, to by pojechali do Zakopanego – ale tu chodzi o to, by Kasia i Krzysiek mogli w końcu w szkole powiedzieć, że też byli gdzieś ZA GRANICĄ. To ważne, nawet nie wiecie jak bardzo. W szkole śmieją się z nich, że są biedni i nigdy nigdzie za granicą nie byli, nawet ta Słowacja zrobi mega różnicę. Dzieciaki nie mogą się doczekać, mama też. Może to być też ojciec samotnie wychowujący dzieci, może to być pełna rodzina, albo jeden z rodziców zostaje w domu – nie zmienia to zbytnio sytuacji. Takich rodzin oraz osób samotnych jest multum.

Zmęczeni po 10-godzinnej podróży pociągiem, przyjeżdżają w końcu do Zakopanego. Ale to było więcej niż 10 godzin, bo jeszcze trzeba było dojechać do Wrzeszcza ze swojej wsi pod Kościerzyną czy Chojnicami, skądkolwiek. Jest zapas czasowy, idą na obiad do zakopiańskiego baru FIS czy budki z zapiekankami, wystarczy przecież być na dworcu 10 minut przed odjazdem autobusu. Przychodzą szukać tego autobusu – i gdzie on jest? Na tablicy ogłoszeń – nie ma. No nie ma. Sprawdź jeszcze Krzysiu, sprawdź Kasiu, no musi gdzieś być. Nie ma. Kasa zamknięta. Panika, irracjonalne zachowania. Biegają po całym dworcu, pytają busiarzy. Każdy busiarz kiwa głową udając że pierwsze słyszy o autobusie do Popradu. No nie ma.

To może to nie z tego dworca, to może jest jakiś inny dworzec? Matka pamięta, że w latach 90-tych dworzec PKS i stanowisko odpraw autobusów do Popradu było gdzie indziej. Miała wtedy 15 lat, była na wycieczce szkolnej, ale tak – to tam musi być ten autobus do Popradu, skoro tutaj ewidentnie nikt, no nikt o nim nie wie. Przecież busiarze by tak ordynarnie nie kłamali.

Idą pod dawny dworzec PKS, pod bar FIS, szukają, panika, nerwy. W międzyczasie ten autobus przyjeżdża, ich nie ma, autobus ucieka, koniec historii. A to był już ostatni kurs tego dnia.

Co tu robić? No nie zostaną zimą na dworcu na noc. Gorączkowo szukają jakiegoś noclegu. Upokorzeni. Podwójnie. Biorą cokolwiek i gdziekolwiek. Nie za 60 złotych od osoby co by się dało znaleźć na spokojnie. Ktoś im zaproponował nocleg za 300 złotych dla całej trójki gdzieś w obskurnym miejscu na Chramcówkach, bez śniadania, godzą się na to bo co mają zrobić.

Następnego dnia może i jadą do tego Popradu, a może i nie. Władze Zakopanego osiągnęły swoje: zatrzymały naszych upokorzonych bohaterów pod Giewontem. Podstępem, sprytem, po zakopiańsku.

Z pewnością było warto. W końcu wydali te 300 złotych na nocleg, plus pewnie jeszcze na jedzenie, zakupy. Na pewno pozytywnie zapamiętają ten pobyt i będą wspominać wyjazd do Zakopanego do końca życia. Brawo pan burmistrz, brawo urzędnicy i busiarze, którzy poprzez brak informacji pasażerskiej zatrzymaliście turystów po polskiej stronie Tatr, bo przecież taka była wasza intencja. Jestem z was bardzo, bardzo dumny [sarkazm], z waszej inteligencji, sprytu i zdolności biznesowych.

Jakub Łoginow