Nie Kijów, Lwów ani Tarnopol, ale położony przy słowackiej granicy Użhorod jest dziś jedynym w miarę bezpiecznym miastem Ukrainy. Stolica ukraińskiego Zakarpacia przeżywa dziś niesamowity boom budowlany i gospodarczy, to tutaj przenoszą się firmy i przedsiębiorczy ludzie z całej Ukrainy. Tymczasem Polski w tym regionie nie ma, tak jakby nasi dyplomaci i urzędnicy nie dostrzegali opisanych procesów. Tracimy przez to szanse na udział polskich firm i niezależnych polskich specjalistów we współpracy gospodarczej Ukraina – UE, a później skrajna prawica obwinia o to cały świat, zwłaszcza Berlin i Kijów. Powołanie polsko-ukraińskiego centrum biznesu w Użhorodzie, polskiego konsulatu w tym mieście i pociągu Gdynia – Koszyce – Użhorod jest potrzebne na wczoraj. To szansa nie tylko na kontrakty dla polskich firm, ale też na uspokojenie napiętych relacji polsko-ukraińskich i nowe atrakcyjne miejsca pracy.
Boom gospodarczy Zakarpacia. Jedyny bezpieczny region Ukrainy i „nowy Donbas”
Procesy gospodarcze, demograficzne i społeczne zachodzące na Zakarpaciu są tak fascynujące, że dziwić może brak publikacji na ten temat w polskich mediach. Wielu Polaków narzeka na zmęczenie imigrantami ze wschodu, ale te nastroje to nic w porównaniu z emocjami, które panują wśród rdzennych mieszkańców Zakarpacia. Irytacja masowym napływem rosyjskojęzycznych gości ze wschodniej Ukrainy, połączona jednak ze współczuciem dla ofiar wojny, to tylko jeden z przykładów. W karpackich szkołach pośród wysokich gór nagle obchodzony jest Dzień Metalurga, trochę w stylu sowieckim. Szok, nowość – a wszystko dlatego, że przybyło tu tak wielu uchodźców z Donbasu i innych przemysłowych regionów, którzy przywieźli tu swoje zwyczaje, totalnie odmienne od zakarpackich.
Początkowa gościnność dla ofiar wojny powoli ustępuje miejsca irytacji, lękom i obawom, które stale można wyczytać choćby z dyskusji na użhorodzkich grupach na Facebooku. Najczęstsze problemy – to te związane z rynkiem nieruchomości. Ceny mieszkań, działek i wynajmu wystrzeliły w kosmos, miejscowi mieszkańcy stracili szansę na odłożenie pieniędzy na własne mieszkanie, nawet na kredyt, bo zrobiło się tu już drożej niż w słowackich Michalovcach, a zarobki wzrosły tylko trochę. Powszechne są narzekania na wszechobecną betonozę, dziką agresywną deweloperkę, niszczenie zabytków, parków narodowych i wspólnej przestrzeni. Wszystko dlatego, że napływ bogatych migrantów ze wschodu i centrum Ukrainy (w tym z Kijowa) stworzył tak wielki popyt na mieszkania i apartamenty, że buduje się tu w sposób budzący u miejscowych ogromne oburzenie – z łamaniem obowiązującego prawa, z udziałem łapówek i przekrętów, wycinając w pień cenną zieleń, niszcząc zabytki i rezerwaty przyrody.
Wiele z tych inwestycji jest uzasadniona w ogólnopaństwowym ujęciu, ale oburzenie budzi sposób ich wykonania. Przykładem są wiatraki, masowo stawiane na Zakarpaciu, często z pominięciem standardowych procedur – ocen oddziaływania na środowisko czy konsultacji społecznych. Budować trzeba szybko – bo jest wojna, a Rosja zniszczyła infrastrukturę energetyczną Ukrainy i trzeba to nadrobić. Tyle, że te wiatraki budują skorumpowani oligarchowie, wiążą się z tym duże afery korupcyjne (słynna sprawa Mindicza jest tego przykładem), a farmy wiatrowe i fotovoltaiczne są budowane również w cennych przyrodniczo górach w taki sposób, który nawet w polskich i słowackich Tatrach byłby nie do przyjęcia. A Tatry nie słyną przecież z braku afer deweloperskich.
Bezpieczna przystań. Karpaty są barierą dla rosyjskich rakiet
Ktoś powie – problemy pierwszego świata, nie ma co żałować róż, gdy płoną lasy. Na wschodzie trwa wojna, ludzie przeżywają tragedie, giną lub zostają okaleczeni, a mieszkańcy Zakarpacia rozpaczają nad cenami mieszkań i zniszczeniem pięknych widoków na ukochane góry. I faktycznie, osoby ze wschodniej i centralnej Ukrainy tak te żale Użhorodców odbierają – jako oderwane od rzeczywistości, jako przejaw niewdzięczności i egoizmu. „Na nas tam spadają bomby, wy sobie siedzicie bezpiecznie w tych Karpatach i jeszcze narzekacie” – oburzają się rosyjskojęzyczni ze Wschodu. To wszystko rodzi konflikty, przy których nasze polsko-ukraińskie niesnaski to małe piwo.
Jedno trzeba wyjaśnić – życie na Zakarpaciu bardziej przypomina rzeczywistość czasów pokoju znaną z Polski i Słowacji, niż chociażby realia położonej po drugiej stronie Karpat Galicji (Hałyczyny). Inaczej niż w przypadku Lwowa czy Tarnopola, na Zakarpacie przeważnie nie spadają rosyjskie drony ani rakiety. Jest za daleko, a Karpaty są skuteczną barierą. Zanim rakiety tu dolecą, ukraiński system obrony przeciwlotniczej jest w stanie je strącić. Są tu alarmy powietrzne, są schrony i system ewakuacji, ale rzeczywistych nalotów było zaledwie kilka, przeważnie bez ofiar. Ale na Polskę też były – tragedia w Przewodowie i nalot rosyjskich dronów oraz liczne ataki dywersyjne. To mniej więcej ta sama skala, Polska i Zakarpacie są tak samo (nie)bezpieczne, w dodatku to Polska jest bliżej Rosji. Gdańsk od Rosji dzieli raptem 100 km, Zakarpacie – ponad tysiąc.
Nie znaczy to, że wojny się tu nie odczuwa. Jest odczuwalna – ale pośrednio. Ukraińscy mężczyźni z Zakarpacia są tak jak inni powoływani na front, wiele osób tego powołania unika, inni żyją w ciągłym strachu i stresie obawiając się wezwania do armii czyli pewnej śmierci lub kalectwa, a wyjechać za granicę nie mogą. Zakarpackie cmentarze są pełne świeżych grobów osób, które nie wróciły z wojny. A w internecie zrozpaczone matki wstawiają petycje do prezydenta, by uznać ich ukochanego syna za Bohatera Ukrainy. Walczył za ojczyznę i zginął, zostawiając pogrążoną w smutku rodzinę. Życie tutaj to nie jest taka sielanka, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Polska wielkim nieobecnym
Zakarpacie zostało niedawno nazwane przez „Ukraińską Prawdę” „nowym Donbasem”. To tutaj przeniosło się kilkaset firm z całej Ukrainy, w tym ze wschodu i Kijowa – zarówno zakładów przemysłowych, jak i jednoosobowych start-upów. Ten do niedawna biedny i zacofany region, gdzie kwitła jedynie turystyka i lecznictwo sanatoryjne, przeżywa dziś przyspieszone uprzemysłowienie. I wszystko wskazuje na to, że za kilka lat będzie najważniejszym ośrodkiem przemysłowym Ukrainy, bo wojna w tej czy innej formie może potrwać jeszcze 15-20 lat, a agresywna Rosja jako sąsiad nie zniknie.
Kto może i ma pieniądze, przeprowadza się z Kijowa na Zakarpacie sam, albo wysyła tu swoje dzieci. Powszechną praktyką bogatych kijowian, w tym polityków, oligarchów, ale też zwykłych biznesmenów, jest inwestowanie w nieruchomości – zarówno w dużych zakarpackich miastach (Użhorod, Mukaczewo, Chust), jak i w małych osadach pośród Karpat. Częściowo jako lokata kapitału lub intratna inwestycja, często jako drugi dom – bezpieczna posiadłość, do której wyjeżdża się odpocząć lub po prostu zaszyć się w karpackich ostępach.
Nic dziwnego, że Użhorod wyrasta na ważny ośrodek biznesu, polityki i współpracy międzynarodowej. To tutaj, a nie do Kijowa, przyjeżdża słowacki premier Fico i wielu unijnych polityków, ekspertów i urzędników Komisji Europejskiej. I słusznie – bo wyjazd do bombardowanej stolicy jest w obecnych czasach co najmniej niepotrzebną brawurą, żeby nie powiedzieć – głupotą. Ale my, Polacy, taką brawurę i bezsensowne narażanie życia lubimy. Wśród polskich ekspertów od Ukrainy, analityków i dziennikarzy jest nawet swoista licytacja: kto pojedzie w niebezpieczną strefę częściej, bliżej frontu, bardziej ryzykownie… Nie jeździsz na Ukrainę bo boisz się śmierci lub kalectwa i racjonalnie unikasz zbędnego ryzyka, po prostu jesteś solidnym analitykiem lub badaczem i robisz swoją robotę? Nazwą cię miękką fają, zwyzywają od tchórzy, zablokują na Fejsie, nie liczysz się w tym zawodzie, nie licz na pracę i zlecenia.
To kolejny przykład polskiego romantycznego podejścia, które przejawia się też w innych aspektach życia – na przykład chojrakowaniu na drogach, łamaniu limitów prędkości, jazdy autem pod wpływem ogromnego zmęczenia, narażając życie innych. Sto razy się uda, a za stop pierwszym razem, no cóż… może skończyć się tak, jak w przypadku niedawnego zrujnowanego bloku w Tarnopolu, gdzie zginęły też polskie obywatelki. Też ludzie myśleli, że są bezpieczni, że prawdopodobieństwo śmierci jest znikome – i już nie żyją…
Wyjazdy do Kijowa są oczywiście ważne – ale tylko wtedy, gdy jedziemy z pomocą humanitarną lub gdy trzeba symbolicznie wesprzeć Ukrainę jakimś ważnym spotkaniem na szczycie. Ale to drugie to pokazucha, ceremonia, podpisanie przygotowanych wcześniej i gdzie indziej rozwiązań lub finalizowanie negocjacji. Prawdziwe robocze rozmowy prowadzi się tam, gdzie jest spokojnie i bezpiecznie. Między innymi w Użhorodzie i Karpatach, gdzie odbywają się konferencje, zespoły robocze czy wspólne posiedzenia rządów Ukrainy i Słowacji na których NAPRAWDĘ się pracuje nad konkretnymi technicznymi punktami, a nie tylko przyklepuje wcześniejsze decyzje.
I w tak ważnym regionie, w tak ważnym mieście są obecni wszyscy ważni aktorzy, tylko nie Polska. Nie mamy tu nawet swojego konsulatu. Najbliższy jest we Lwowie – to inny świat, wiele godzin jazdy przez całe Karpaty. Swój konsulat ma tu m.in. Słowacja, która choćby w ten sposób dba tu o swoje interesy (czy robi to skutecznie, to już inna kwestia).
Polskie centrum biznesu, głupcze!
Gospodarka, głupcze! – mówił Bill Clinton. To samo chciałoby się powiedzieć polskiemu MSZ, które w relacjach z Ukrainą zaniedbuje kwestie gospodarcze i nie dba o interesy polskich obywateli, zaangażowanych zawodowo we współpracę polsko-ukraińską. Przykład? Kilka miesięcy temu Ukraina wprowadziła restrykcyjne przepisy dotyczące przelewów na ukraińskie konto bankowe dla obcokrajowców, w tym Polaków. Pisałem o tym problemie tutaj i poprosiłem oficjalnie o interwencję polskie MSZ. Do dziś nie dostałem JAKIEJKOLWIEK odpowiedzi, mimo że ustawowe terminy dawno minęły:
Oburzamy się później, że interesy i duże pieniądze na Ukrainie robią Niemcy, Amerykanie, Francuzi i Rumuni, a Polacy tylko płacą Ukraińcom 800 plus i udzielają pomocy osobom w wieku poborowym, nadużywającym polskiego wsparcia. Stało się to powodem dla wzrostu nastrojów antyukraińskich w Polsce, które skutecznie zatruły wzajemne relacje i służą tylko Moskwie. A dlaczego tak się dzieje? Właśnie dlatego. Pokazany powyżej przykład jest bardzo wymowny – obywatel RP zwraca się z oficjalnym WNIOSKIEM do MSZ, mija kilka miesięcy, a MSZ nie raczy nawet wniosku rozpatrzyć – łamiąc kodeks postępowania administracyjnego.
Rozwiązanie? Polski konsulat w Użhorodzie i polsko-ukraińskie centrum biznesu i reform w tym mieście. Nastawione na pomoc polskim firmom i osobom prywatnym – zainteresowanym pozyskaniem na Zakarpaciu zleceń np. jako doradca, konsultant, wykładowca. Mamy świetnych ekspertów, znających język ukraiński i słowacki, którzy mieliby co przekazać ukraińskim partnerom jeśli chodzi o wsparcie ukraińskich reform i transfer dobrych wzorców. Nie tylko reform strukturalnych czy związanych z walką z korupcją oraz demokratyzacją życia publicznego – ale też rozwiązań sektorowych, takich jak sprawnie działający regionalny transport publiczny, ochrona środowiska, segregowanie odpadów czy system kaucyjny. Słowacy takie projekty realizują, za pieniądze z unijnych projektów, zarabiają na tym słowaccy eksperci – absolwenci wyższych uczelni, doktoranci, naukowcy, dziennikarze. Przykładem jest współpraca IDS Vychod z zakarpackimi partnerami, celem wdrożenia na Zakarpaciu słowackiego modelu organizacji transportu autobusowego. A my? A my śpimy. Wolimy narażać życie jeżdżąc do Kijowa, nie zauważając, że sami Kijowianie przenoszą swoje życie i swoje biznesy na Zakarpacie.
I jeszcze jedno. We wrześniu uroczyście otwarto tor normalnej szerokości na odcinku Czop-Użhorod. Słowacy uruchomili pociągi Bratysława – Koszyce – Użhorod, Węgrzy z Austriakami – pociągi Wiedeń – Użhorod i Budapeszt – Użhorod, wkrótce ruszą pociągi z Użhorodu do Pragi, a być może również do Monachium. Jedynym nieobecnym jest tu Polska, która nie widzi potrzeby pociągów Użhorod – Koszyce – Warszawa.
Jakub Łoginow
Port Europa to nie tylko publikacje, ale również realne działania społeczne i inicjatywy transgraniczne, m.in. na rzecz polsko-słowackich połączeń autobusowych. Dziennikarstwo i aktywność obywatelska wymagają czasu i pieniędzy. Portal funkcjonuje dzięki wsparciu Czytelników. Jeśli chcesz przyczynić się do dalszego działania Portu Europa i inicjatyw społecznych, możesz to zrobić, kupując nasze e-booki:
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
Przewodniki dla rolkarzy:
Przewodnik dla rolkarzy – Kraków, Małopolska, Słowacja
Rolki nad Bałtykiem – Przewodnik dla rolkarzy nie tylko na wakacje
Przewodnik dla rolkarzy – Tom trzeci. Od wschodniej Słowacji po Alpy
Nauka języków obcych:
Podręcznik języka ukraińskiego
Podręcznik języka białoruskiego
Podręcznik czeskiego słownictwa
Nauka języka polskiego:
Podręcznik języka polskiego dla Ukraińców
Podręcznik języka polskiego dla Słowaków
