Po co Polska nadal kupuje ogromne ilości nawozów potasowych z Rosji, skoro można je sprowadzać z Niemiec i Kanady, co już zresztą robimy? Do tego pod Zatoką Pucką mamy własne ogromne złoża polihalitu (naturalnej soli mineralnej zawierającej potas, magnez, wapń i siarkę). Rosyjski potas nie jest więc surowcem, bez którego Polska nie ma alternatywy. Tymczasem podczas gdy na polską granicę spadają rosyjskie drony i rakiety, Polska handluje z Obwodem Królewieckim aż miło, a przez polsko-rosyjską granicę regularnie przejeżdżają pociągi towarowe i TIRy. I to wcale nie z towarem, którego nam brakuje.
W powszechnej opinii Polska zerwała już niemal wszystkie kontakty gospodarcze i społeczne z Rosją, w tym zwłaszcza z Obwodem Królewieckim. Nie kupujemy już rosyjskiej ropy, gazu i węgla i od lat przekonujemy innych, że także powinni uniezależniać się od rosyjskich surowców – w tym zwłaszcza Węgry i Słowację. Tymczasem nadal kupujemy od Rosji ogromne ilości nawozów potasowych, mimo że mamy realne możliwości zastępowania ich dostawami niemieckimi i kanadyjskimi. Handel z Obwodem Królewieckim też wcale nie zamarł: drogowe przejścia w Grzechotkach i Bezledach nadal działają, a kolejowe przejście Braniewo–Mamonowo pozostaje przejściem towarowym. Pieniądze z rosyjskiego eksportu trafiają do gospodarki państwa, które finansuje wojnę przeciw Ukrainie i którego służby polskie władze oskarżają o organizowanie aktów dywersji również na terytorium Polski.
Ten tekst jest zresztą w pewnym sensie dalszym ciągiem mojego wcześniejszego artykułu na Port Europa: „Zamknąć Kaliningrad i Małaszewicze na tydzień za każdy rosyjski atak na Zachodnią Ukrainę. Wprowadźmy taki automatyzm”. Pisałem tam między innymi o tym, że wbrew powszechnemu przekonaniu handel polsko-rosyjski wcale nie umarł. Nawozy potasowe są kolejnym, bardzo konkretnym przykładem pokazującym, że część tego handlu nie wynika z braku alternatywy.
Oczywiście nie oznacza to, że z potasu można po prostu zrezygnować. Potas, obok azotu i fosforu, jest jednym z podstawowych składników potrzebnych roślinom i nie da się go zastąpić większą ilością nawozu azotowego. Można natomiast ograniczać zużycie nawozów mineralnych, lepiej wykorzystywać obornik, gnojowicę, kompost czy resztki pożniwne oraz nie nawozić na zapas gleb, które mają wystarczającą zawartość potasu. W dłuższej perspektywie potas wynoszony z pola wraz z plonami trzeba jednak uzupełniać. Potasu oczywiście potrzebujemy i jest to strategicznie ważne dla naszego rolnictwa, pytanie brzmi: dlaczego ma on być rosyjski.
I tu robi się ciekawie. W pierwszym półroczu 2026 roku Polska sprowadziła z Rosji 261,1 tys. ton nawozów mineralnych, z czego aż 235,8 tys. ton stanowiły nawozy potasowe. Z Niemiec sprowadziliśmy w tym samym czasie 224,2 tys. ton nawozów potasowych, a z Kanady 118 tys. ton. Rosja była więc w tym okresie największym dostawcą tej grupy nawozów, ale Niemcy były tuż za nią. Import rosyjskich nawozów azotowych praktycznie się załamał, ponieważ mamy własne zakłady, natomiast potasowych pozostał bardzo duży.
Niemcy mają potas. I to całkiem blisko Polski, w byłym NRD
Najbardziej oczywistą alternatywę mamy za zachodnią granicą. Niemcy są dużym producentem potasu, a jedna z ich najważniejszych kopalń znajduje się w Zielitz pod Magdeburgiem, w Saksonii-Anhalt. A więc nie gdzieś w Bawarii czy nad Renem, tylko w byłej NRD, stosunkowo blisko Polski. Rocznie wydobywa się tam około 12 mln ton surowej soli i produkuje około 1,9 mln ton gotowych produktów, w tym chlorek potasu 60%, czyli klasyczny nawóz potasowy.
I nie jest to kopalnia, która właśnie dogorywa. Drugim wielkim ośrodkiem K+S jest kompleks Werra w Hesji i Turyngii. Koncern inwestuje około 600 mln euro w projekt Werra 2060, który ma pozwolić na eksploatację złóż do około 2060 roku. Sam zakład Werra odpowiada według K+S za mniej więcej połowę produkcji nawozów potasowo-magnezowych w Unii Europejskiej.
Do tego dochodzi Kanada, czyli prawdziwa potasowa potęga. To obecnie największy producent i eksporter potasu na świecie, a w 2024 roku wyeksportowała około 22,9 mln ton. K+S rozwija tam swoją kopalnię Bethune w Saskatchewan. Produkcja ma wzrosnąć z około 2,3 mln ton do 4 mln ton rocznie do 2040 roku, stopniowo o 100–150 tys. ton rocznie. Zachodni producenci nie zwijają więc wydobycia potasu, tylko je modernizują i zwiększają.
Zamknięcie Rosji i przestawienie się na surowiec kanadyjski ma też konkretne zalety dla naszej branży morskiej. Surowiec z Kanady trafiałby do nas statkami. To szansa na zwiększenie przeładunków w polskich portach morskich i dodatkowy zarobek dla polskiego biznesu.
Przy okazji można pomóc byłej NRD i powstrzymać popularność AfD
Jeśli chodzi o kopalnie potasu w Niemczech, jest tu jeszcze jeden bardzo aktualny wątek. Niedawno wszyscy śledziliśmy wybory w Saksonii-Anhalt, gdzie wygrała AfD. Panuje raczej konsensus, że źródłem sukcesu skrajnej prawicy jest słaba sytuacja gospodarcza wschodnich landów i związana z tym frustracja, poczucie opuszczenia – co rodzi też nastroje antypolskie i prorosyjskie. Tymczasem kopalnia Zielitz leży właśnie w Saksonii-Anhalt, a część kompleksu Werra w Turyngii, czyli w landach byłej NRD, gdzie AfD ma bardzo wysokie poparcie. W wyborach w Saksonii-Anhalt we wrześniu 2026 roku AfD zdobyła około 44 proc. głosów, a w wyborach landowych w Turyngii w 2024 roku było to 32,8 proc.
Tymczasem rozwój tych wschodnioniemieckich kopalń i przemysłu może być tym, co nieco zmieni nastroje społeczne. I na miejscu ministra Sikorskiego zrobiłbym z tego show: podczas wizyty w Berlinie i Magdeburgu szef polskiej dyplomacji uroczyście ogłasza zamknięcie dostaw potasu z Rosji i nowy pakiet współpracy polsko-niemieckiej w zakresie zakupów soli potasowych, co przekłada się na miejsca pracy i perspektywy życiowe dla wschodnich Niemców. Efekt jest podwójny: Polska jawi się enerdowcom jako atrakcyjny partner gospodarczy, a zarazem nowe kontrakty z Polską osiągamy KOSZTEM ROSJI. Czyli uderzamy w prorosyjskie sentymenty i pokazujemy wschodnim Niemcom, gdzie jest prawdziwy partner i sojusznik.
A co z Białorusią?
Białorusią rządzi oczywiście krwawy dyktator, a po 2020 roku zakończyła się dekada względnej liberalizacji i terror się niestety nasilił. Dziesiątki tysięcy Białorusinów trafiło do więzień i łagrów, kilkaset tysięcy musiało uciec z kraju w obawie przed aresztowaniami. Sankcje na Białoruś są zatem merytorycznie i moralnie uzasdnione.
Coś się jednak zaczyna zmieniać i tak jak poprzednio, Łukaszenka wykonuje pewne gesty w kierunku powrotu do liberalizacji i złagodzenia reżimu. W marcu 2026 roku Mińsk uwolnił 250 więźniów, a Stany Zjednoczone w zamian zniosły pozostałe sankcje na Bielaruskalij, Białoruską Kompanię Potasową i Agrorozkvit. 16 września uwolniono kolejnych 25 osób. Równocześnie represje się nie skończyły i według organizacji Viasna w więzieniach nadal pozostaje około 886 więźniów politycznych.
Moim zdaniem podobny kierunek ma sens również w polityce europejskiej, ale tylko na zasadzie coś za coś: kolejne uwolnienia więźniów, ograniczenie represji i stopniowa liberalizacja w zamian za stopniowe otwieranie gospodarcze. Nie za darmo i nie dlatego, że nagle wszyscy zapomnieli, co wydarzyło się po 2020 roku.
Ma to też bardzo konkretny wymiar transportowy. Przed sankcjami Białoruś była mocno związana z portami Litwy i Łotwy. W 2019 roku sama Kłajpeda obsłużyła około 14,1 mln ton białoruskich ładunków, z czego aż 12 mln ton stanowiły nawozy potasowe Bielaruskaliju. Były też porty łotewskie, mniejsze ilości szły przez Ukrainę, a pojawiały się również pomysły większego wykorzystania Gdańska i Elbląga.
Po sankcjach te towary niestety nie zniknęły, ale w dużej mierze przeniosły się do Rosji. W 2023 roku rosyjskie porty obsłużyły około 14,1 mln ton białoruskich ładunków, a w 2025 roku około 15 mln ton. Na tym, na czym wcześniej zarabiały porty państw bałtyckich, zarabiają teraz Rosjanie. Na początku 2026 roku napisałem o tym obszerny tekst analityczny dla branżowego dwutygodnika „Namiary na morze i handel”.
Jeżeli więc dojdzie do rzeczywistego resetu i liberalizacji, warto powiązać powrót białoruskiego potasu na Zachód z ponownym wykorzystaniem Kłajpedy, portów łotewskich, polskich, a kiedy warunki na to pozwolą także ukraińskich. Dla Białorusi oznaczałoby to choć częściowe zmniejszenie zależności logistycznej od Rosji. Zresztą Stany Zjednoczone już w 2026 roku sondowały Polskę, Litwę i Ukrainę w sprawie możliwości ponownego tranzytu białoruskiego potasu z pominięciem rosyjskich portów. Jest to o tyle zasadne, że z perspektywy czasu już wiemy, że sankcje na korzystanie przez Białoruś z unijnych portów nie tylko nic nikomu nie dały, ale po prostu wzmocniły Rosję i Putina. Oczywiście wiemy to dopiero teraz, po fakcie. W 2021 roku słusznie można było oczekiwać innego scenariusza, na przykład załamania się białoruskiej gospodarki i tym samym osłabienia reżimu – tak się jednak nie stało. Odcinając Białoruś od Kłajpedy, Gdańska i Windawy tylko wzmocniliśmy rosyjskie porty i daliśmy Rosji dodatkowe miliardy dolarów przychodów z białoruskiego handlu zagranicznego, które wcześniej trafiały do Litwy, Łotwy i potencjalnie do Polski. Pozbawiliśmy się także narzędzia wpływu na Łukaszenkę, za to więcej możliwości nacisku na białoruskiego dyktatora zyskał Putin, co finalnie osłabiło Ukrainę i Unię Europejską.
Jeżeli zatem już musimy kupować nawozy potasowe od dyktatora, z dwojga złego lepiej jest kupować je (pod pewnymi warunkami – liberalizacja reżimu) od Łukaszenki, a nie od Putina. Obecna sytuacja jest absurdalna – sankcjami na potas objęta jest Białoruś, czyli ten mniej zbrodniczy reżim, który jednak bezpośrednio w wojnie nie uczestniczy – a nie ma sankcji na bardziej zbrodniczą Rosję.
Pod Puckiem mamy ponad 303 miliony ton polihalitu
Najciekawsze zostaje jednak na koniec. Polska sama ma ogromne złoże surowca potasowego. KGHM przygotowuje projekt budowy kopalni polihalitu na złożu Mieroszyno w rejonie Zatoki Puckiej, którego zasoby geologiczne szacuje się na ponad 303 mln ton. W lipcu 2026 roku KGHM i województwo pomorskie podpisały list intencyjny dotyczący realizacji projektu PUCK.
Polihalit nie jest tym samym co rosyjski czy niemiecki chlorek potasu. Zawiera oprócz potasu również magnez, wapń i siarkę, więc nie można powiedzieć, że tona polihalitu z Pucka zastąpi tonę rosyjskiego KCl. Może jednak stać się ważnym własnym surowcem dla przemysłu nawozowego i ograniczyć zależność od importu, a także dostarczyć innych pierwiastków dla przemysłu chemicznego. Sam KGHM uzasadnia projekt między innymi bezpieczeństwem żywnościowym i niezależnością surowcową Polski.
KGHM uczciwie zaznacza, że przygotowanie inwestycji jest procesem wieloletnim, a pełna realizacja może potrwać ponad dekadę. I właśnie to, moim zdaniem, należy spróbować zmienić. Po 2022 roku bezpieczeństwo surowcowe przestało być abstrakcyjnym hasłem z dokumentów strategicznych. Skoro potrafimy przyspieszać inwestycje energetyczne czy wojskowe, warto sprawdzić, czy dokumentacji, badań środowiskowych, projektowania infrastruktury i przygotowania finansowania kopalni PUCK nie da się prowadzić bardziej równolegle i w „trybie quasiwojennym”.
Jakub Łoginow
Ważne tematy wymagają żmudnej pracy, która nie zawsze jest doceniana. Postaw kawę dla Jakub Łoginow – Lepszy transport publiczny – buycoffee.to i wspieraj ten portal – z góry dziękuję!
Równie ważną formą wsparcia finansowego portalu jest zakup ebooków z poniższej listy. Wpływy ze sprzedaży pozwalają mi na przygotowywanie materiałów dziennikarskich oraz pokrycie kosztów funkcjonowania portalu. Zachęcam do nauki języka ukraińskiego, słowackiego, białoruskiego z moich ebooków. Zakarpacie i Słowację opisałem w przewodniku Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym – również zachęcam do zakupu i lektury.
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka?
Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy
Nauka języków obcych:
Podręcznik języka ukraińskiego
Podręcznik języka białoruskiego
Podręcznik czeskiego słownictwa
