W ostatnim czasie na tym portalu można było przeczytać raczej krytykę przestarzałych rozwiązań transportowych marszałka Mieczysława Struka, dziś w końcu jest okazja, by kierownika województwa pochwalić. Od 30 marca rusza honorowanie biletów miesięcznych Taryfy Pomorskiej w części pociągów PKP Intercity na terenie Trójmiasta, czyli wdrażane jest rozwiązanie znane z austriackiego KlimaTicket. To jeden z postulatów Pomorskiej Petycji Transportowej. Podaję też prosty sposób, jak Struk mógłby wpłynąć na Tuska, by obniżyć ceny biletów SKM – poprzez obniżkę VAT na transport publiczny wzorem dzisiejszej decyzji o obniżce podatków na paliwo. Warto pamiętać, że podwładnym marszałka Struka odpowiedzialnym w urzędzie marszałkowskim za transport jest syn premiera, a Mieczysław Struk jest „baronem KO” i szefem regionalnych struktur partii na Pomorzu z dużymi wpływami u szefa rządu. Nie można więc mówić, że nic od niego na poziomie rządowym nie zależy. Dzisiejsze porozumienie w sprawie honorowania biletów jest dowodem, że jak jest presja społeczna, to marszałek Pomorza potrafi załatwić ważną sprawę z rządem Tuska. Następnym krokiem mogą być zatem tańsze bilety.
Marszałek mówi językiem Pomorskiej Petycji Transportowej. Duże ułatwienie i krok w stronę austriacko-słowackiego standardu na Pomorzu
Jak zauważył jeden z Czytelników, Pan Marszałek Struk (lub osoby prowadzące jego profil) przemówił językiem niemal wprost wyjętym z moich postów oraz z Pomorskiej Petycji Transportowej. I super! Przeczytajcie Państwo sami:
„Od 30 marca z biletem miesięcznym Taryfy Pomorskiej pojedziemy na Pomorzu pociągami PKP IC i TLK bez dodatkowych opłat!
Wprowadzamy rozwiązanie zbliżone do tych znanych z Niemiec lub Szwajcarii, gdzie normalne jest korzystanie z pociągów dalekobieżnych przez pasażerów z biletami okresowymi przewoźników regionalnych.
Każdy posiadacz biletu miesięcznego Taryfy Pomorskiej, a więc wydanego przez jednego z operatorów realizujących przewozy dla Samorządu Województwa Pomorskiego – POLREGIO lub SKM Trójmiasto – będzie mógł w relacji na którą ma ważny ten bilet podróżować bez dodatkowych opłat pociągami IC i TLK przewoźnika PKP Intercity. Oferta zawiera pewne ograniczenia – nie dotyczy biletu „mobilny senior”, a także 3 tras do nadmorskich kurortów, tj. Reda – Hel, Lębork – Łeba oraz Słupsk – Ustka” – napisał Mieczysław Struk na swojej stronie na Facebooku.
Pasażerów oczywiście dużo bardziej ucieszyłaby obniżka cen biletów (a raczej cofnięcie podwyżki), ale na to na razie się nie zanosi. Chyba żeby… Mieczysław Struk, który jest równocześnie liderem KO na Pomorzu, wylobbował u premiera Tuska zamrożenie lub obniżenie podatków i opłat za transport publiczny. Co konkretnie? Zerowy VAT na bilety kolejowe i autobusowe oraz obniżkę stawek dostępu do torów dla operatorów realizujących przewozy kolejowe użyteczności publicznej – wraz ze stosowną rekompensatą z budżetu lub funduszy celowych (np. funduszu drogowego) dla zarządców infrastruktury. Takie rozwiązanie od lat proponują eksperci transportowi oraz m.in. Partia Razem i posłanka niezrzeszona Paulina Matysiak. Ktoś powie: komunizm, populizm i ręczne sterowanie gospodarką? To dokładnie tak jak… dzisiejsza decyzja premiera Tuska o obniżce VAT i akcyzy na paliwo, czyli… jednak można.
Aspekt polityczny. Można być wyborcą KO i krytykować Struka za przestarzałe poglądy transportowe
Pomorze jest regionem specyficznym. Zdecydowaną większość zdobywają tu partie o profilu nominalnie proeuropejskim, progresywnym, gdyż znaczna część społeczeństwa ma „zachodnie” poglądy transportowe i w ten sposób dokonuje wyborów przy urnach. Mieszkańcy Pomorza w dużej mierze opowiadają się za zrównoważonym transportem, za wspieraniem transportu publicznego, za rozwiązaniami transportowymi znanymi ze Skandynawii, Niemiec, Austrii, Szwajcarii, czy nawet Słowacji – która również wzorem Austrii i Niemiec stawia na transport publiczny i integrację kolejowo-autobusową. Dlatego wynik wyborów jest tu z góry do przewidzenia. Bezwzględną większość mają tu partie, które na poziomie deklaracji są proeuropejskie transportowo – czyli KO, w mniejszej mierze Lewica, Razem i Polska 2050.
Problem w tym, że wyborcy głosują na jedno, a dostają coś odwrotnego. Głosują na partię w teorii nowoczesną, stawiającą na transport publiczny – a marszałkiem zostaje polityk tej partii starszego pokolenia o prosamochodowej mentalności, który kopiuje raczej poradzieckie i bałkańskie wzorce mobilności i nie bardzo zna się na austriackich i słowackich trendach. Może nawet chce dobrze, a wychodzi tak sobie.
Dotyczy to również przestarzałego podejścia marszałka Struka do kwestii budowy sieci dróg rowerowych. Jego młodszy o pokolenie kolega z KO Olgierd Geblewicz, jako marszałek Pomorza Zachodniego rozwija sieć asfaltowych dróg rowerowych według standardu z Europy Zachodniej. Sieć jest spójna, dostępna również dla rolkarzy, komfortowa. W Województwie Pomorskim – podziurawiona, wykluczająca rolkarzy, zmuszająca rowerzystów do jazdy po złej jakości infrastrukturze. Przykładem jest choćby „dziura” w sieci tras rowerowych między Wejherowem a Redą, czy między Redą/Rumią a Puckiem, albo między Wyspą Sobieszewską a Tczewem. Eksperci rowerowi apelują: panie marszałku, robi pan to źle, niech pan to robi tak jak pański kolega partyjny Olgierd Geblewicz czy jak marszałek Małopolski Łukasz Smółka. Nic z tego, w urzędzie marszałkowskim w Gdańsku „wiedzą lepiej”.
Dlatego krytyka polityki transportowej Struka nie jest (a przynajmniej nie musi być) krytyką Koalicji Obywatelskiej. To przecież oczywiste, że to właśnie ta partia będzie tu rządzić, bo przecież nie Braun z PiSem. Jest to merytoryczna krytyka złych, przestarzałych rozwiązań. To apel o zmianę pokoleniową i mentalną w pomorskiej Koalicji Obywatelskiej. To apel o wpuszczenie na eksperckie i decyzyjne stanowiska ludzi o jedno-dwa pokolenia młodszych, nie obciążonych mentalnie dziedzictwem komunizmu i tranformacji, nie budujących chodników przy drogach wojewódzkich z fazowanej kostki Bauma – gdy tyle się mówi o tym, by tego nie robić. To apel o nowego Olgierda Geblewicza w Gdańsku.
„Cóż szkodzi obiecać”. Pomorska KO nie ma z kim przegrać, dlatego nie chce im się dowozić obietnic
Problem z pomorską KO czy innymi progresywnymi środowiskami (np. ekipą Wojciecha Szczurka) nie polega na tym, że proponują złe rozwiązania lub nie proponują dobrych. Nie, na poziomie planów i obietnic są świetni. Po prostu tych obietnic nie dowożą lub realizują po 20 latach.
Wymieńmy kilka przykładów. SKM na Oksywie i Obłuże. Oczywistość, pod którą podpiszą się wszyscy, obiecywana przez KO i jej koalicjantów. Tory są, poparcie społeczne jest, pieniądze też, wpisuje się to idealne w pomorskie i europejskie strategie i polityki, które są przecież prokolejowe. I co? I nic. Projekt nie rusza z miejsca, bo elicie samorządowej się nie chce.
Połączenie spółek przewozowych w Gdyni. Projekt finalizuje właśnie pani prezydent Aleksandra Kosiorek. Jak czytamy, trzy osobne spółki powołano w 1998 roku licząc na ich wzajemną konkurencję, ale już w 2009 roku ten argument stracił ważność. Czyli spółki należało połączyć już w 2010 roku. Zrobiono to dopiero 16 lat później. Dlaczego? Bo prezydent Szczurek i tak wygrywał wybory w pierwszej turze, to po co się starać.
Usamorządowienie SKM i zmiana nazwy spółki na Koleje Pomorskie, a następnie uruchomienie i rozwój autobusowych linii dowozowych Kolei Pomorskich na wzór Małopolskich Linii Dowozowych Kolei Małopolskich. Obietnicę usamorządowienia SKM pamiętam ze studiów magisterskich na UMG, wówczas Akademii Morskiej w Gdyni, prawie 20 lat temu, gdy pisałem pracę magisterską o portach morskich i chodziłem na studenckie konferencje transportowe. Czytając obietnice pomorskiej KO z 2023, 2024, 2025 roku że „już zaraz to zrobimy”, czuję się jakbym się przeniósł w czasie. Oni tak samo mówili za premiera Marcinkiewicza, a może nawet za premiera Marka Belki. Że już, że potrzeba, że za rok – dwa. I to są nawet ci sami ludzie, na tych samych stanowiskach. Różnica jest taka, że Mieczysław Struk był wtedy wicemarszałkiem i był 20 lat młodszy.
Dlatego w Pomorskiej Petycji Transportowej nie chodzi nawet o to, że nasze ekspercko-społeczne postulaty są jakieś szczególnie odkrywcze i autorskie. To zbiór rozwiązań, które już w Europie z powodzeniem funkcjonują, albo takich, o których na studiach transportowych uczyli nas studentów i doktorantów poważni i szanowani profesorowie. My po prostu domagamy się realizacji tego, o czym nas nauczono na studiach lub doktoracie. Realizacji tego, bez czego my studenci nie zdalibyśmy egzaminów, nie obronili pracy inżynierskiej, nie dokończyli doktoratu. Od nas studentów i doktorantów takiej wiedzy się wymaga – z całą stanowczością, presją i bez wyjątków. A skoro tak, to my absolwenci studiów transportowych wymagamy od polityków, by realizowali to, o czym uczyli nas szanowani profesorowie, bo inaczej te wszystkie studia i tytuły nie mają sensu.
Tylko tyle i aż tyle. Albo inaczej – niech marszałek Struk tę wiedzę podważy, niech powie tym profesorom i wykładowcom akademickim, że nie mają racji i się nie znają, bo on wie lepiej. Chętnie posłucham tych argumentów.
Kolejne dobre decyzje nastąpią dopiero po Twojej presji na marszałka. Podpisz i udostępnij petycję i dołącz do grupy Pomorski Transport na Facebooku.
Pomorska petycja transportowa
Możesz też podpisać petycję o drogę rowerową Wejherowa – Reda – Puck – Jastarnia
Jakub Łoginow
Działania społeczne kosztują i angażują czas. Możesz te działania wesprzeć – kupując ebooka lub „stawiając kawę”
Bałtyk przez cały rok. Jak wydłużyć sezon turystyczny i przyciągnąć gości ze Słowacji i Czech
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
