Kto kontroluje narzędzia społecznościowe, ten wpływa na przekaz i może blokować oponentów – niby proste, ale wymaga rozwinięcia. W Krakowie własne grupy FB dość skutecznie buduje Łukasz Gibała, swoje grupy od lat rozwijają lokalni liderzy, którzy w ten sposób budują swoją rozpoznawalność i wizerunek. Wielu z nich posiadanie własnej grupy pomogło zostać radnym – najpierw dzielnicowym (członkiem rady dzielnicy), potem miejskim, a nawet zajść wyżej – to casus Łukasza Sęka. Inni, dwóch nowohuckich Sebastianów, są bardzo aktywni i konsekwentni w budowie własnych grup facebookowych, a długofalowy cel jest oczywisty: Rada Miasta.
Tematem marketingu w portalach społecznościowych zajmuję się w praktyce od kilkunastu lat, w tym również w Krakowie. Eksperymentowałem ze stworzeniem sieci lokalnych grup z osiedli nowohuckich i śródmiejskich, które okazały się być atrakcyjnym zasobem marketingowym i które udało się zmonetyzować, na dobrych warunkach. W latach 2017-2018 odpowiadałem jako konsultant Urzędu Marszałkowskiego za stworzenie od zera całego systemu polsko-słowackich autobusów transgranicznych, a w kolejnych latach realizowałem liczne zlecenia na promocję połączeń transportu publicznego, a także w ramach inicjatywy oddolnej promowałem autobusy transgraniczne pro publico bono. Udało się to tylko dzięki temu, że stworzyłem i rozwinąłem sieć kilkudziesięciu grup lokalnych z obszaru Podhala, Spisza, Orawy i Słowacji, a także grup tematycznych, o bardzo dużych zasięgach, dzięki czemu udało się wprowadzić temat autobusów transgranicznych “pod strzechy”. W kolejnych latach to właśnie stworzenie od zera lokalnych grup austriackich, niemieckich i czeskich umożliwiło mi przeprowadzenie niezbędnych badań ankietowych na temat europejskich autobusów transgranicznych, które inaczej zakończyłyby się fiaskiem (zostało to docenione na seminariach i sesjach sprawozdawczych przez uznanych profesorów i wykładowców akademickich, jako innowacja). Ponieważ aktualnie w drugim największym mieście w Polsce trwa polityczne trzęsienie ziemi, pozwolą Państwo, że podzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem insajderskim w zakresie roli i ograniczeń grup FB w kontekście wyborczym i marketingu politycznego. Za naciskiem na ograniczenia: na przykładzie dwóch Sebastianów pokażę, że grupy FB to nie wszystko i łatwo jest zyskać dzięki nim dużą rozpoznawalność, która jednak nie przekłada się na głosy (ale może zaowocować sukcesem po dziesiątej próbie).
Dlaczego własna grupa?
Grup dotyczących często tego samego (Krakowa, Nowej Huty, Olszy) jest na Fejsie sporo, każdy może do nich dołączyć i dodać post, po co więc tworzyć własne? Powodów jest kilka. Na cudzej grupie bardzo często blokuje nas algorytm FB: wrzucamy jakiś post, nawet nie spamowy, nie sprzedażowy – a post się nie pojawia. Automat od razu wrzuca do spamu, admin wcale nie musi tego umyślnie blokować ani usuwać. Sam jako admin wielu grup regularnie “wyciągam” ze spamu wiele wartościowych postów, a często jest mi wstyd, że robię to tak późno. Bo przykładowo, jest 2 lutego, a ja dopiero teraz zauważyłem post z końca grudnia z pilnym apelem (i po zweryfikowaniu – autentycznym), że zaginął piesek lub znaleziono klucze i są do odbioru w lokalnej pizzerii. Będąc adminem, tych problemów unikamy – każdy post który napiszemy automatycznie ląduje na grupie. Tym ważniejszym możemy dodatkowo zwiększyć widoczność, używając (lecz nie nadużywając) tagu @wszyscy.
Druga kwestia – to posty które są uznawane przez adminów za spam. Nie byłoby autobusów transgranicznych Polska-Słowacja ani podpisów pod petycją “Pięć razy tak dla transportu publicznego”, gdyby nie konsekwentne wrzucanie tego tematu wszędzie gdzie się da na Fejsie. Żyjemy w epoce przebodźcowania i aby skutecznie poinformować społeczeństwo, że przebywając w Zakopanem mogą skorzystać z autobusu transgranicznego do Popradu (a wcześniej do Starego Smokowca, Trsteny, Zverovky) nie wystarczy napisać jednego posta. Tych postów trzeba napisać tysiąc lub dwa tysiące. Powtarzając ten sam przekaz na wszystkich grupach tatrzańskich, górskich, beskidzkich, krakowskich, zakopiańskich, co tydzień, i tak cały czas przez kilka lat.
Efekt? Przekaz “autobusy transgraniczne są” jest widoczny, ludzie (choć nadal nie wszyscy, nawet nie większość) o tym wiedzą. Efekt uboczny? Taki jak w każdej reklamie. Każda reklama – telewizyjna, radiowa, internetowa nas irytuje. KAŻDA. Bo ciągle słyszymy/widzimy reklamę tego samego, aż do znudzenia, aż w końcu wbija nam się do głowy. Tak właśnie działa reklama, niestety jest skuteczna również przez jej nachalność. Ale wtedy pojawiają się oni, cali na biało – admini, którzy was blokują na grupie. Właśnie dlatego trzeba mieć swoje grupy, odpowiednio duże, by być od nich niezależnym. A już zwłaszcza w działalności politycznej i samorządowej.
Grupy kontrolowane przez członków rad dzielnic, radnych i polityków
Stworzenie i rozwój własnej grupy lokalnej jest w Krakowie i Powiecie Krakowskim niemal obowiązkowym, podręcznikowym elementem działalności każdego aktywisty, społecznika lub członka partii, który chce zostać radnym dzielnicy, a następnie radnym miasta lub województwa. Pod Krakowem lokalne grupy zakłada każdy (z młodszego pokolenia), kto ma aspiracje zostać sołtysem, radnym gminy, radnym powiatu lub radnym sejmiku. Tym bardziej kontrolowanie grup przydaje się członkom partii (zwłaszcza KO i PiS, ale też Razem, PSL, Konfederacji), którzy mają ambicje uczestniczenia w kampanii parlamentarnej. Niekoniecznie jako kandydat/ka do Sejmu – istotna w tej branży jest również kwestia, jakie zasoby dana osoba może “wnieść” do kampanii, co określa jego/jej późniejszą pozycję zawodową i polityczną.
Swoje grupy lokalne już od dawna posiadali poszczególni krakowscy samorządowcy z Platformy Obywatelskiej. Przykładowo, Łukasz Sęk był adminem sporej i wpływowej grupy dla mieszkańców Dzielnicy XVII Wzgórza Krzesławickie. Swoje grupy w Nowej Hucie posiada centroprawicowa ekipa radnych dzielnicowych, która odgrywa istotną rolę w lokalnych układankach w radzie dzielnicy, a nawet miała swojego radnego miasta, który zmienił barwy z PO do PiS (za pośrednictwem satelickiej partii Jarosława Gowina). Grupy pod wspólną nazwą “Zapytaj sąsiada” tworzy i rozwija “wieczny kandydat”.
Grupy to nie wszystko. Mogą przynieść rozpoznawalność ale małą ilość głosów, przypadek dwóch nowohuckich Sebastianów którym jednak w końcu może się udać
Ciekawym przypadkiem krakowskiej polityki jest aktywność facebookowa dwóch nowohuckich Sebastianów, dwóch wielokrotnych kandydatów politycznych – Sebastiana Piekarka i Sebastiana Kolemby. W obu przypadkach charakterystyczna jest ich bardzo duża (powiedziałbym nawet: zbyt duża) aktywność na Facebooku, której elementem jest też tworzenie licznych stron i grup na FB. Niewątpliwie zbudowało im to dość wysoką rozpoznawalność lokalną jako nowohuckich aktywistów i kandydatów politycznych. W przypadku Sebastiana Piekarka z pewnością pomogło to w zdobyciu mandatu członka rady dzielnicy, który jest odskocznią do dalszej kariery – w Radzie Miasta, a nawet Sejmie do którego też kandydował. Na razie te wyniki są słabe, ale nie zapominajmy, że konsekwentne kandydowanie przez wiele lat z “dobrej listy” często przynosi sukces. Przykładem są: Adam Grelecki z PiS i Bartłomiej Kocurek z KO, którzy dzięki swojej konsekwencji ostatecznie zdobyli mandat radnego mimo niewielkiej liczby głosów, dzięki wejściu do Sejmu osób z listy z wyższymi wynikami. W przeszłości na tej zasadzie wszedł w 2016 roku Łukasz Wantuch, mimo słabego wówczas wyniku, bo był pierwszy pod kreską, a radny Jerzy Friediger został dyrektorem szpitala i zwolnił mandat.
Drugim Sebastianem aktywnie budującym grupy, który być może “psim swędem” w końcu zdobędzie mandat radnego miasta lub członka rady dzielnicy, jest Sebastian Kolemba. Jak dotąd czterokrotnie kandydował z poparciem Łukasza Gibały i czterokrotnie się nie udało. Przyczyna – to przekonanie, że Internet i Facebook to wszystko i zaniedbywanie kampanii outdoor (która jest najważniejsza), ulotek i osobistych spotkań. Ale nie da się ukryć, że dzięki grupom obaj Sebastianowie zbudowali sobie rozpoznawalność u tej części wyborców, którzy są aktywni na lokalnych grupach na Facebooku. Jest to oczywiście bańka i jak pokazują wyniki wyborcze – ma szklany sufit na poziomie 300-400 głosów, podczas gdy mandat do Rady Miasta zdobywa się przy 1000-2000. Ale i tak jest to przynajmniej dobra baza, albo potencjał, który może przeważyć szalę.
Platforma Obywatelska zaniedbuje grupy. Na własne życzenie przegrała Sejmik i wybory prezydenckie
Grupy to nie wszystko, ale brak aktywności na grupach fejsa – to nie błąd, to rażący brak profesjonalizmu. Wie o tym PiS i skrajna prawica, które są akurat bardzo aktywne na grupach lokalnych i politycznych i konsekwentnie tworzą wrażenie “sztucznego tłumu”, podczas gdy KO, Lewica i Razem odpuszczają ten temat, bo im się nie chce. To również na tej zasadzie skrajna prawica i środowisko Krowoderskiej stworzyło sztuczny tłum wokół tematu SCT (strefy czystego transportu). Platformie się nie chce, nawet gdy grupy mają podane na tacy.
Przykładem były wybory do Sejmiku w 2024 roku. W rozmowie z kilkoma osobami z PO podpowiedziałem, że jeżeli będą chcieli publikować treści wyborcze zachęcające do głosowania na Koalicję 15 października na moich grupach podhalańskich, to ja na pewno takich postów nie będę blokował, a gdy trafią do spamu, to je wyciągnę ze spamu. Listę grup znali. Łącznie było w nich ponad 20 tysięcy osób.
Platforma pogardziła tym potencjalnym narzędziem agitacji wyborczej, natomiast środowiska PiS i skrajnej prawicy nie i dosłownie zasypały te moje (i inne) grupy swoimi materiałami promocyjnymi. Jeżeli zapowiedziałem, że nie będę takich materiałów usuwał, to nie będę, bez względu na opcję polityczną. Jak Platforma chciała na własne życzenie przegrać wybory do Sejmiku, a potem wybory prezydenckie, to je przegrała. PiS i brunatni jakoś tych moich “nieistotnych” grup nie zignorowali, tylko widocznie stanowiły dla nich wartość.
Jakub Łoginow
