Duńska prezydencja znalazła sposób na obejście veto Węgier, które od ponad roku blokują start negocjacji akcesyjnych z UE, mimo formalnej decyzji z 2024 roku o ich rozpoczęciu. Na grudniowym szczycie Rady UE we Lwowie zdecydowano o otwarciu pierwszych trzech klastrów i przedstawieniu Kijowowi konkretnych wymogów, które Ukraina musi spełnić, by zamknąć te pakiety rozdziałów negocjacyjnych. Negocjacje z Ukrainą i Mołdawią mają się toczyć de facto, a de iure zostaną otwarte w przyszłym roku – po spodziewanym zwycięstwie Petera Magyara w wyborach parlamentarnych, zaplanowanych na kwiecień 2026 roku. Jeżeli Ukraina pospieszy się z reformami, w przyszłym roku w ciągu jednego dnia można będzie oficjalnie otworzyć i zamknąć negocjacje. UE mogłaby przyjąć Ukrainę nawet w 2027 roku, ale Kijów musi przyspieszyć reformy, konieczny będzie też podział Kolei Ukraińskich – Ukrzaliznyci i zaprzestanie praktyk uderzających w polskie czy rumuńskie przedsiębiorstwa.
O technicznym otwarciu negocjacji akcesyjnych jako pierwszy napisał Serhij Sydorenko z Europejskiej prawdy. Całość artykułu w języku ukraińskim można przeczytać w artykule „Plan B i milczenie Orbana: jak UE odblokowała ruch Ukrainy do członkostwa i co będzie dalej”. Serhij Sydorenko jest znanym kijowskim dziennikarzem i analitykiem, od wielu lat opisującym niuanse ukraińskich reform i integracji z UE – najpierw w ramach dążenia do ruchu bezwizowego i umowy stowarzyszeniowej wraz z pogłębioną strefą wolnego handlu, a obecnie już w drodze do pełnego członkostwa. Lektura jego tekstów oraz wartościowej analityki z „Europejskiej Prawdy” jest kolejnym powodem, dla którego warto poznać podstawy języka ukraińskiego z naszego ebooka „Podręcznik języka ukraińskiego dla początkujących i średniozaawansowanych” osiągając w krótkim czasie poziom, pozwalający na swobodne czytanie ukraińskich tekstów.
Ukraina już dwa lata temu spełniła wszystkie formalne i merytoryczne kryteria, niezbędne dla otwarcia negocjacji członkowskich. Przyznał to nawet sam Viktor Orban, który nie zablokował decyzji o rozpoczęciu rozmów akcesyjnych z Kijowem, a także słowacki premier Robert Fico, który głosował za (wymagana jest jednomyślność). To nie był prosty proces: choć w Polsce o tym zapominamy, Ukraina rozpoczęła niezbędne reformy i transformację polityczno-gospodarczą już w latach 90-tych, za prezydentury Leonida Krawczuka i Leonida Kuczmy. Reformy upodabniające Ukrainę do standardów zachodnich przyspieszyły w latach 1999-2001, gdy premierem przy prezydencie Kuczmie był Wiktor Juszczenko, były kontynuowane nawet za czasów Anatolija Kinacha i premiera Wiktora Janukowycza (2001-2004) oraz (choć wolniej niż oczekiwano) za prezydentury Wiktora Juszczenki w latach 2005-2010. Równocześnie z pozytywnymi zmianami, miały miejsce negatywne procesy, takie jak rozwój systemu oligarchicznego (znacząco osłabł wskutek rosyjskiej agresji), korupcji, biurokracji i nieuczciwych zagrywek wobec zagranicznej konkurencji.
Najbardziej reformatorskim okresem były czasy prezydentury Petra Poroszenki w latach 2014-2019, kiedy to Ukraina utworzyła nowoczesną Policję zamiast postsowieckiej milicji (i nie była to tylko zmiana nazwy, lecz gruntowna reforma), stworzyła niezależne instytucje i mechanizmy antykorupcyjne (w tym NABU i system zamówień publicznych ProZorro), a także przeprowadziła odważną i ambitną reformę samorządową na wzór Polski (silne samorządowe gminy i powiaty zamiast wcześniejszych słabych sołectw i rejonów). Ukraińska reforma samorządowa (decentralizacja) może zostać postawiona za wzór dla sąsiedniej Słowacji, która nadal ma niefunkcjonalny podział samorządowy na bardzo rozdrobnione gminy wiejskie (jedna mała wieś = jedna gmina) i mimo apeli, nadal nie zdecydowała się na taką reformę ze względu na ogrom wyzwań z tym związanych. Ukraina, krytykowana za rzekomy brak reform, dała radę.
Ukraina w staraniach o akcesję nie startuje zatem od zera, jak to jest przedstawiane przez media polskiej opinii publicznej. To nie jest tak, że Ukraina potrzebuje jeszcze lat i dziesięcioleci, by wejść do UE. Pod względem czysto formalnym jest na poziomie Polski z roku 1998 (faktyczny start konkretnych rozmów akcesyjnych – negocjacje zakończyliśmy cztery lata później w roku 2022, a do UE weszliśmy w maju 2004). Faktycznie jest jednak o wiele dalej, bo całą masę unijnego prawa i norm technicznych już wdrożyła na wcześniejszych etapach, a pod względem gospodarczym oraz swobodnego przepływu osób jest już jedną nogą w UE. Pogłębiona strefa wolnego handlu z Ukrainą i Mołdawią nie różni się znacząco od poziomu integracji gospodarczej, jaki mają nieunijne kraje Europejskiego Obszaru Gospodarczego (Norwegia, Szwajcaria, Liechtenstein) oraz Szwajcaria, główne różnice dotyczą produktów rolnych, w tym zakazu przywożenia produktów mięsnych z Ukrainy (dotkliwy dla zwykłych podróżnych, którzy nie mogą przewieźć do Polski nawet kawałka sała ani kanapki z szynką). Również w kwestii swobodnego przepływu osób faktyczne uprawnienia obywateli Ukrainy co do pobytu, pracy i nauki w UE niewiele odbiegają od poziomu pełnego członkostwa. Jedynym problemem jest patologiczna granica ukraińsko-unijna (zwłaszcza polsko-ukraińska), na której regularnie dochodzi do upokarzania podróżnych z ukraińskim i polskim obywatelstwem, choćby przez fakt wielogodzinnych kolejek (standardem jest oczekiwanie nawet 20 godzin, podczas gdy rosyjsko-polską granicę w Grzechotkach przekracza się w godzinę, szybko, kulturalnie i przyjemnie) i brak możliwości przekraczania granicy pieszo (z wyjątkiem Medyki). Od 1 stycznia 2026 dojdzie kolejny obszar, w którym Ukraina i Mołdawia już teraz są traktowane tak, jak pełnoprawni członkowie: to wspólne unijne rozwiązania dotyczące roamingu. Od stycznia przebywając na Ukrainie i w Mołdawii nie zapłacimy ani złotówki za rozmowy, smsy i internet w roamingu, dokładnie tak jak dziś przebywając turystycznie na Słowacji, w Hiszpanii czy Niemczech.
Biorąc to wszystko pod uwagę, Ukraina jest dziś w dużo lepszej sytuacji jeśli chodzi o negocjacje akcesyjne, niż była Polska w 1998 i 1999 roku za czasów premiera Jerzego Buzka. Polska wówczas musiała zmienić i wynegocjować wszystko, byliśmy zaledwie 9 lat po upadku komunizmu ze wciąż niezakończoną transformacją gospodarczą i instytucjonalną – Ukraina tę transformację do europejskiej gospodarki rynkowej i kapitalizmu ma już dawno za sobą, była w pełni rynkowym krajem już 20 lat temu za prezydentury Juszczenki po Pomarańczowej Rewolucji. Co więcej, Ukraina już na starcie ma większość kwestii dostosowanych do prawa unijnego i wymogów unijnych oraz zharmonizowanych z UE (wspomniane urzędy antykorupcyjne, prawo zamówień publicznych, roaming, normy jakości produktów, kwestie celno-handlowe), podczas gdy Polska musiała za Buzka i Millera to wszystko na szybko negocjować i dostosowywać.
W przypadku wejścia Polski do UE główne obawy po obu stronach dotyczyły rolnictwa (to akurat będzie największy problem obok korupcji również w rozmowach z Ukrainą) oraz w kwestii swobodnego przepływu osób i dostępu do rynku pracy. Niemcy i Austria wprowadziły maksymalne 7-letnie okresy przejściowe dla pracowników z Polski, Słowacji, Litwy i innych krajów, tak bardzo to był drażliwy temat, spowalniający negocjacje. W rozmowach z Ukrainą i Mołdawią tego ważnego problemu nie ma. Ukraińcy i Mołdawianie już dziś żyją, studiują i pracują w UE na zasadach niemal takich samych, jak w przypadku pełnego członkostwa. A na Słowacji mogą nawet kandydować i być wybieranymi w wyborach lokalnych i regionalnych, czego Polska nie dopuszcza. Dlatego nic więcej się tu zasadniczo nie zmieni, jeden ważny temat negocjacyjny de facto zamknięto, zanim go otworzono.
To wszystko pokazuje, że realny stan ukraińskich (i mołdawskich) negocjacji z UE już na starcie odpowiada raczej stadium, w jakim była Polska na początku rządów Leszka Millera pod koniec 2001 roku. Większość była już zrobiona – ale Miller mógł to jeszcze zepsuć, nie dowieźć. Wiele spornych kwestii było przed nami i cały 2002 rok to była ciężka praca – w negocjacjach, reformach, mozolnym dostosowywaniu prawa. Daliśmy radę zrobić to w zaledwie rok. Kijów i Kiszyniów są w podobnej sytuacji. Gdy się zmobilizują, finalizacja negocjacji akcesyjnych do końca 2026 roku i wejście do UE w roku 2027-2028 naprawdę nie są niczym niewyobrażalnym. Miller przejął władzę jesienią 2001, w grudniu 2002 zakończył negocjacje akcesyjne, cały rok 2003 zszedł na ratyfikacje naszego członkostwa w parlamentach i w maju 2004 roku byliśmy już w Unii.
Jak to będzie teraz wyglądać w przypadku Ukrainy i Mołdawii, z jaką Ukraina jest w „pakiecie negocjacyjnym”? W naszym przypadku negocjacje były podzielone na kilkadziesiąt rozdziałów negocjacyjnych, teraz obszar rozmów jest podzielony na sześć dużych klastrów. Na razie technicznie otwarto trzy z nich – w tym te najważniejsze („Podstawy”), dotyczące państwa prawa, walki z korupcją, przejrzystości, zasad demokratycznych (Węgry dziś by tego klastra nie przeszły, a i Polska miałaby problem). Kolejne trzy klastry zostaną otwarte technicznie (nie formalnie) na wiosnę 2026. Wymogi są jasne i konkretne, Kijów i Kiszyniów otrzymają na dniach listę konkretnych zadań do zrobienia – które ustawy mają zmienić, w jaki sposób to zrobić, jakie instytucje zreformować. Polska Millera, a zwłaszcza Słowacja Mikuláša Dzurindy na ostatniej prostej robiły to hurtowo i mechanicznie. Z Brukseli przywożono pakiet gotowych projektów ustaw, często słowo w słowo przepisanych z dobrych wzorców z ustaw państw zachodnich, rząd błyskawicznie te rekomendacje przekuwał na projekty ustaw o zmianie ustawy takiej a takiej (często w pakietach po 30 ustaw o zmianie ustawy), posłowie nawet tego nie czytali tylko hurtem głosowali za, przy sprzeciwie antyunijnego posła Romana Giertycha z Ligi Polskich Rodzin i Andrzeja Leppera z Samoobrony. Ustawy przyjmowane w ten sposób może i nie były idealne, ale w rok dało się zrobić to wszystko, co niezbędne by błyskawicznie zakończyć negocjacje i półtora roku później wejść do UE. A już później można to na spokojnie poprawiać i modyfikować, jako pełnoprawny kraj członkowski, jak robi to Polska, Słowacja, Czechy.
Nie oznacza to, że wszystko pójdzie gładko – ale teraz wszelkie opóźnienia będą już wyłączną winą Kijowa i Zełeńskiego (oraz jego otoczenia z frakcji Sługa Ludu), a nie „złej Unii”). Ukraina wie co ma zrobić, a w wielu przypadkach wie to od lat – i tego nie robi. Przeważająca większość kwestii to będzie zupełnie niekontrowersyjne dostosowanie prawa i realiów, jak na przykład wprowadzenie bardziej restrykcyjnych zasad segregacji odpadów, lepszej kontroli żywności, wymóg nowocześniejszych oczyszczalni ścieków czy słynnych przytwierdzanych nakrętek na butelki. U nas skrajna prawica się o takie rzeczy oburza – ale przeżyliśmy, dostosowaliśmy się, nic się nie stało. Ukraińcy dostosują się również, to mądrzy i zdolni ludzie. Oczywiście nikt normalny nie będzie wymagać, by dbać o recycling opakowań w strefach objętych wojną czy podczas alarmów powietrznych – ale w normalny spokojny czas na Zakarpaciu i Lwowie już tak, będzie się wymagać, by jednak lepiej segregować śmieci, co zresztą na Ukrainie od lat się dzieje. Na tym to mniej więcej będzie polegać.
Ale będą też obszary trudne, w tym takie, gdzie to Ukraina od lat nic nie robi – mimo że wie, że musi to zrobić, by wejść do UE. Takim przypadkiem jest na przykład wymóg podziału Ukrzaliznyci. W Polsce też była unitarna kolej PKP zajmująca się wszystkim – od torów, przez dworce, po przewozy osobowe (dalekobieżne i lokalne) oraz cargo. Musieliśmy ją podzielić, bo taki był wymóg UE. Musiała to zrobić także Słowacja, Czechy i inne państwa aspirujące. Daliśmy radę, a zrobiliśmy to już za premiera Buzka, w ciężkich czasach biedy i bezrobocia. Było to trudne, sposób podziału – z wieloma błędami, można to było zrobić lepiej. Ale trzeba było przez to przejść. Początkowo skutkowało to chaosem, pogłębiała się zapaść polskiej kolei, dziś po latach polska kolej się rozwija, idziemy do przodu.
Ukraina od tego nie ucieknie – nie da się odwlekać reformy Ukrzaliznyci w nieskończoność, Ukraina musi tę spółkę podzielić co najmniej na zarządcę infrastruktury, spółkę przewozów pasażerskich i przewozów cargo. Musi też od 2030 roku wpuścić zagraniczną, w tym polską i niemiecką konkurencję na ukraińskie tory – przy czym i tak mało kto wejdzie ze względu na inny rozstaw szyn i inne bariery techniczne, takie jak normy i system zasilania (ale może skorzystają koleje litewskie, łotewskie, fińskie). Nie będzie to łatwe, zwłaszcza w czasach wojny. Ale jest nieuniknione. Zełeński i jego ludzie będą starali się przerzucić swoje porażki w tej kwestii na europejskich sojuszników – ale to nie tak. Polscy, słowaccy eksperci chcą w tej reformie pomóc, owszem zarabiając na tym jako konsultanci, ale to Ukraina i tylko Ukraina musi być zdeterminowana, by ją przeprowadzić.
W procesie wspierania Ukrainy na tej ostatniej prostej w drodze do UE należy unikać infantylizowania tematu, jak to robi wielu polskich wolontariuszy i proukraińskich celebrytów. Wspieranie Ukrainy w jej reformach, dążeniu do UE i walce z Rosją nie oznacza przymykania oka na ewidentne postsowieckie chamstwo i cwaniactwo ukraińskich elit polityczno-biznesowych. Opiszę je na jednym dość typowym przykładzie, o którym szerzej piszę w najnowszym (19 grudnia) numerze dwutygodnika „Namiary na morze i handel”. Otóż od eksportu zboża, metalurgii i innych produktów drogą morską zależy i zależało przetrwanie Ukrainy jako państwa w warunkach wojny. Początkowo Rosja zablokowała wszystkie porty morskie Ukrainy z wyjątkiem portów morskich delty Dunaju (Izmaił, Reni), co mogło doprowadzić do kapitulacji Ukrainy ze względu na krach gospodarki, a nie załamanie frontu. Bardzo wówczas pomogła Ukrainie Mołdawia (port morski Giurgiulesti na Dunaju, to zresztą ciekawy przypadek i temat na osobny tekst) oraz Rumunia. Oba państwa na ukraińskim tranzycie zarobiły – ale ta współpraca miała też wymiar humanitarny, ludzki. Zełeński apelował do sumień Rumunów i Mołdawian, do ich poczucia solidarności – a Rumuni i Mołdawianie odpowiedzieli na ten apel pozytywnie, okazując tę solidarność. Branża TSL (transport-spedycja-logistyka) Rumunii i Mołdawii otwierając się na pomoc Ukrainie zrobiła dużo więcej, niż to wynikało ze zwykłej współpracy biznesowej.
W 2023 roku Ukraina wyzwoliła swoją część Morza Czarnego i odblokowała porty Odessy i jej satelitów: Piwdennego i Czornomorska. Ukraińscy biznesmeni zarabiają też duże pieniądze na imporcie paliw koleją z Polski, Słowacji i Węgier. I co zrobiła administracja Zełeńskiego? Pod naciskiem lobby biznesowego z Odessy oraz tych importerów paliw drogą lądową, spowodowali, że Kijów jesienią 2025 nałożył sankcje na terminale naftowe w portach rumuńskich (Konstanca) i mołdawskim Giurgiulesti. Rumun zrobił swoje, Rumun może odejść. Sankcje na Konstancę ostatecznie nie doszły do skutku wskutek interwencji władz w Bukareszcie, ale Mołdawia, która pomogła Ukrainie jak mało kto, ucierpiała przez kilka tygodni na tej decyzji.
Innym przykładem tego ukraińskiego postsowieckiego chamstwa jest blokada wypłaty honorariów i przelewów zagranicznym dziennikarzom i specjalistom wskutek absurdalnych biurokratycznych barier. Dotyka ona również osób od wielu lat wspierających Ukrainę, w tym autora tego tekstu. Na Port Europa był już tekst o tym, Polska mimo oficjalnych wniosków nic z tym nie zrobiła, a MSZ do tej pory nie odpisał na oficjalny wniosek w tej sprawie. Czy łamanie przez oficjalny Kijów kariery dziennikarskiej ludziom od 20 lat wspierających ukraińskie dążenia do reform i Unii Europejskiej mieszczą się w standardach, jakie chcemy wspierać? Czy domaganie się głośno zmiany tych zasad i liberalizacji takiej, jaką choćby mają ukraińscy obywatele w Polsce jest niewłaściwe? Czy polski dziennikarz publikujący w ukraińskiej prasie ma prawo tak jak to było wcześniej dostać na swoje ukraińskie konto bankowe należne honorarium, czy też to zbytnia ekstrawagancja, a wynagrodzenia to mogą dostawać jedynie ukraińscy dziennikarze piszący dla polskich mediów? Czytelnicy sami powinni sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Negocjacje akcesyjne oraz pełne członkostwo sprawią, że Kijów będzie musiał zaprzestać takich praktyk. Rzeczywistość nie jest czarno-biała: tak w Polsce, jak i w Ukrainie są wspaniali ludzie, ale też kombinatorzy i cwaniaki. Integracja europejska i pełne członkostwo Ukrainy to szansa, by tego kombinatorstwa było jak najmniej.
Jakub Łoginow
Wesprzyj nasz portal – kup nasz podręcznik języka ukraińskiego i podręcznik języka białoruskiego w formie ebooków.
Kup i poleć znajomym pozostałe ebooki:
