W dyskusji na temat młodego Ukraińca wjeżdżającego drogim autem nad Morskie Oko zabrakło chyba najważniejszej perspektywy – zrównoważonego transportu i ukraińskich reform. Polsko-słowackie Tatry są symbolem trudnych, wieloletnich starań o ograniczenie ruchu samochodowego i rozwój zachodnioeuropejskich rozwiązań transportu publicznego, przy czym polscy i słowaccy eksperci od lat pomagają też Ukraińcom w rozwoju transportu publicznego u siebie. W Tatrach działają lub działały takie inicjatywy, jak Pociąg-autobus-góry Piotra Manowieckiego, Inicjatywa obywatelska Polska-Słowacja-autobusy czy ruch na rzecz zastąpienia transportu konnego transportem elektrycznym. Z ogromnym trudem, ale udało się zmodernizować kolejową trasę Kraków-Zakopane, stworzyć nowoczesną komunikację miejską w Zakopanem i autobusy transgraniczne, powstał nowoczesny dworzec w Zakopanem i Kuźnicach, parkingi zaporowe w słowackich Tatrach, buduje się linia Podłęże-Piekiełko, Słowacy unowocześnili swoje autobusy i wzmocnili takt na trasie Poprad – Łysa Polana, powstała imponująca sieć transgranicznych asfaltowych dróg rowerowych. Warto, aby ukraińscy blogerzy pokazywali to wszystko i mówili: zróbmy podobne rozwiązania w ukraińskich Karpatach, we Lwowie, Użhorodzie i Mukaczewie. Eksperci, wzorujący się na wartościach europejskich, apelują: nie jeźdźcie w góry autem, korzystajcie z pociągów i autobusów, a słowaccy eksperci pomagają administracji samorządowej Zakarpacia stworzyć nowoczesny europejski system transportu publicznego i rowerowego również na Ukrainie, co pomoże jej wejść do Unii Europejskiej. I właśnie w tym kontekście nad Morskie Oko przyjeżdża Ukrainiec, który ze swoim podejściem do auta i mobilności zachowuje się jak najgorszy Rosjanin i jak zaprzeczenie poglądów europejskich, prezentując typowo sowieckie i antyeuropejskie podejście do mobilności. To jest w tym wszystkim najgorsze i bardzo się dziwię, że ten wątek zrównoważonej mobilności i integracji europejskiej Ukrainy został totalnie pominięty w komentarzach polskich ekspertów od Ukrainy w tym temacie.
Z „autem jako symbolem statusu” Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej. Ukraiński bloger działa przeciwko eurointegracji i wpycha Ukrainę w mentalną przestrzeń Rosji, Kazachstanu i Gruzji
Ze zdziwieniem przyjąłem oburzenie polskich „przyjaciół Ukrainy”, którzy narzekają, że Polacy zareagowali obojętnością na kolejne zmasowane rosyjskie ataki Kijowa, a oburzyli się ukraińskim blogerem wjeżdżającym autem nad Morskie Oko. I rzekomo reakcja premiera na to wydarzenie oraz pięcioletni zakaz wjazdu były „nieadekwatne”. Moim zdaniem są bardzo adekwatne, bo Ukrainiec wyrządził wielką szkodę ukraińskim reformom i splunął w twarz nie tylko wojskowym na froncie, ale dziesiątkom tysięcy ukraińskim, polskim i słowackim ekspertom i aktywistom, którzy od ponad 20 lat wspierają Ukrainę w reformach sektorowych i procesie eurointegracji. To dzięki nim Ukraina wprowadziła już sporo reform, wdrożyła dużą część unijnego prawa, uzyskała umowę stowarzyszeniową, pogłębioną strefę wolnego handlu i ruch bezwizowy z Unią Europejską. To nie zrobiło się samo, a dziwna maniera skupiania się polskich przyjaciół Ukrainy tylko na aspektach militarnych, a pomijania wysiłku ekspercko-reformatorskiego jest niezwykle krzywdząca.
Siły Zbrojne Ukrainy i polscy wolontariusze niewiele by bowiem zdziałali, gdyby nie cicha wieloletnia praca takich osób jak my, w tym niżej podpisany. Gdyby nie było tych wszystkich „nudnych” reform sektorowych – również w sferze transportu i handlu, ukraińska gospodarka nie zintegrowałaby się z unijną i tym samym nie wytrzymałaby rosyjskiej presji po roku 2022. Rosja nie musiałaby pokonywać Ukrainy na froncie. Ukraina bez umowy stowarzyszeniowej z Unią i bez ruchu bezwizowego, bez reform z okresu jeszcze „pomarańczowych” rządów oraz administracji Poroszenki byłaby dużo słabszym państwem, jeszcze bardziej skorumpowanym, bardziej niewydolnym. Co ciekawe, sam bloger mógł sobie wjechać autem w Tatry również dzięki tej wieloletniej pracy polskich, słowackich i ukraińskich ekspertów-reformatorów i dziennikarzy pilnujących europejskiej agendy Ukrainy (jak Serhij Sydorenko z Europejskiej Prawdy). Gdyby nie to, zamiast szpanować w Polsce, Andrij stałby w kolejkach po wizę przed polskim konsulatem we Lwowie, a wizę wjazdową dostałby najwyżej na trzy miesiące.
Przypomnę, że to autor tego tekstu poświęcał bezinteresownie swój czas i pieniądze na prowadzenie kampanii społecznej „Wizy pięcioletnie dla Ukraińców i Białorusinów” i inne działania na rzecz liberalizacji wizowej, zamiast w tym czasie kupić sobie auto i zarabiać pieniądze na patostreamach z rozjeżdżania nim rezerwatów przyrody w ukraińskich Karpatach. Jak widać po reakcji polskich przyjaciół Ukrainy, trzeba było zrobić to drugie, bo takie postawy są nagradzane lub tłumaczone – a nie wieloletnia żmudna praca na rzecz reform. integracji europejskiej, ochrony karpackiej (w tym tatrzańskiej) przyrody i zrównoważonej mobilności.
Siły Zbrojne Ukrainy walczą na froncie również za to, by Ukraina porzuciła swoje postsowieckie i rosyjskie nawyki, przyjęła zachodnioeuropejskie wartości, sprawnie przeprowadziła reformy i mniej więcej w 2030 roku – a nie w 2050, weszła jako pełnoprawny członek do Unii Europejskiej. Nie każdy musi być na froncie, ale każdy ma jakieś zadania do wykonania. Ktoś składa drony, ktoś pracuje w fabryce, a ktoś jako ekspert mozolnie dłubie w nudnych ustawach i rozporządzeniach, by implementować unijne przepisy do ukraińskiego porządku prawnego lub wspierać merytorycznie ten proces jako dziennikarz-analityk. Ogromnie ważną rolę w tym procesie ukraińskiej walki o wolność i europejską przyszłość mają wbrew pozorom również takie osoby, jak Andrij ze Lwowa – wpływowi blogerzy i influencerzy. Ten chłopak mógł zrobić wiele dobrego wykorzystując swoje zasięgi i autorytet, by pokazywać, że zamiast rosyjskiego kultu samochodu da się nawet będąc bogatym i wpływowym jeździć pociągiem, autobusem i rowerem i dlaczego to jest takie ważne. Zamiast tego, zdecydował odwrotnie – zamiast promować europejskie wzorce, promował rosyjskie wzorce mobilności.
Tymczasem z ukraińsko-postsowieckim podejściem typu „autobusy są dla łochów (frajerów) i biedoty, a człowiek sukcesu jeździ drogim autem” Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej i jako państwo szarej strefy przegra tę wojnę. Tak jak geopolityczną rywalizację przegrała na dzień dzisiejszy Gruzja, która odpadła z procesu rozszerzenia i wróciła do rosyjskiej strefy wpływów. I nie jest to mój publicystyczny wymysł, tylko twarde realia negocjacji akcesyjnych, które wkrótce zostaną w pełni odblokowane. Jedne z najtrudniejszych rozdziałów będą dotyczyć rolnictwa, ochrony środowiska (z czym wiąże się też zrównoważona mobilność w transporcie) i transportu jako takiego. Ukraina musi wdrożyć rygorystyczne zasady i cele mobilności, które dotyczą również ograniczania emisyjności z transportu, rozwoju kolei i transportu publicznego, cyfryzacji i dostępności transportu publicznego, przeciwdziałania wykluczeniu komunikacyjnemu i dyskryminacji w dostępie do transportu publicznego.
Ogromne problemy z realizacją tych norm i celów transportowych i środowiskowych ma Polska – i to później negatywnie wpływa na dostęp do środków unijnych, reputację czy nawet powoduje konieczność płacenia dotkliwych kar i opłat. To wszystko wiąże się przecież z tak krytykowanym w Polsce Zielonym Ładem i narzędziami finansowymi unijnej polityki klimatycznej. Mielibyśmy o wiele łatwiej, gdyby poziom „samochodozy” i wykluczenia transportowego w Polsce był dużo mniejszy.
Ale my już jesteśmy od ponad dwudziestu lat w Unii Europejskiej i skorzystaliśmy z jej atutów. I my od mniej więcej 2014 roku sukcesywnie odbudowujemy i modernizujemy kolej, staramy się walczyć z wykluczeniem transportowym, uruchamiamy autobusy transgraniczne i nowoczesną komunikację miejską w górach. W tym samym czasie ukraińska klasa średnia z pogardą odnosi się do kolei, autobusów, tramwajów i marszrutek, ukraińscy pasażerowie masowo porzucają kolej na rzecz samochodów, a wpływowi blogerzy jeszcze podsycają to podejście, wysyłając sygnał: „transport publiczny jest dla frajerów, ludzie sukcesu jeżdżą drogim autkiem w góry, jak ja”.
Skończmy z militaryzacją przekazu o Ukrainie. Wojna i wolontariusze są ważni, ale nie mniej ważni są eksperci-reformatorzy i negocjacje akcesyjne
To, co mnie najbardziej irytuje w polskiej narracji o Ukrainie, to skupianie się tylko na trwającej wojnie, rosyjskich ostrzałach Ukrainy i ukraińskich bombardowaniach rosyjskich rafinerii, całym tym militarnym przekazie. To jest oczywiście bardzo ważne, ale nie jesteśmy już w pierwszym ani drugim roku wojny. Od 2023 roku wiadome jest, że front się zatrzymał, a wojna będzie trwała latami, raczej bez militarnego rozstrzygnięcia. Wojnę ostatecznie wygra albo to państwo, które mimo trwającej wojny skutecznie zreformuje swój kraj i wejdzie do Unii Europejskiej (Ukraina), albo które to przeciwnikowi uniemożliwi doprowadzając do nastrojów szowinistycznych, antyimigranckich, populistycznych jak w Gruzji (Rosja).
Weźmy scenariusz optymistyczny dla Ukrainy. Już latem 2026 startują prawdziwe negocjacje akcesyjne, w tym w trudnych obszarach reform transportowych i walki z korupcją. Ukraina powtarza polski sukces, wdraża unijne prawo, tworzy nowoczesny transport publiczny, nowoczesną kolej, sprawnie działające państwo i wchodzi do UE w 2029 roku, razem z Mołdawią i Czarnogórą. Wszyscy w euforii, mimo trwającej wojny wzrost PKB Ukrainy przyspiesza z obecnego 1% do 10% rocznie, podobnie w Mołdawii, która pozbywa się separatyzmu w Naddniestrzu. Zakarpacie integruje się transportowo i gospodarczo ze Słowacją, cały nasz region Karpat staje się gospodarczym tygrysem – rośnie również słowacki Zemplin, polskie Podkarpacie i Sądecczyzna. Na Ukrainie rosną płace i emerytury. Mimo trwającej wojny, wielu Ukraińców z entuzjazmem wraca do kraju (głównie na Zachodnią Ukrainę), rozwija biznesy, pracuje już tym razem uczciwie i bez schem korupcyjnych w administracji państwowej i samorządowej.
Dopiero ten unijny sukces Ukrainy doprowadza do prawdziwej przewagi na froncie, bo wzrost PKB Ukrainy wystrzela na tyle, że Ukraina osiąga dzięki temu prawdziwą przewagę militarną. Równocześnie sukces ukraińskiej modernizacji i reform powoduje stopnienie do zera nastrojów antyukraińskich w Polsce, Słowacji, Serbii, Austrii i Europie Zachodniej. Wszyscy przecież lubią i kibicują tym, którzy są fajni, uczciwi, nowocześni i bogaci. Nie kibicują niefajnym, biednym, skorumpowanym i powielającym rosyjskie wzorce cywilizacyjne i transportowe („drogie autko jako symbol statusu – a wjadę se na Morskie Oko”).
Inwestowanie na unijnym już Zakarpaciu, Lwowszczyźnie czy Wołyniu nie wiąże się już z ryzykiem korupcyjnym, zatem ściągają tu europejscy i amerykańscy inwestorzy. Wszystko dzięki temu, że Ukraina jest członkiem Unii Europejskiej. Jest tylko jeden problem – Rosja. Wciąż trwa wojna a ostrzały są irytujące – również dla Europejczyków i Amerykanów. Dopiero to skłania ich do radykalnego zwiększenia pomocy wojskowej i presji na Rosję. Ukraina odbija Krym i Donbas, powraca do granic z 1991 roku i już totalnie upokarza Rosję. Zyskuje też realny wpływ na Białoruś, gdzie pojawia się szansa na działanie ukraińskich służb specjalnych i obalenie reżimu Łukaszenki.
W efekcie wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej, jej sukcesu i upokorzenia Rosji, reżim w Moskwie w końcu zaczyna upadać. Putin słabnie, poszczególne klany otwarcie walczą ze sobą, a republiki (Czeczenia, Dagestan, Tatarstan) ogłaszają najpierw suwerenność w ramach Rosji, a potem niepodległość. Mamy powtórkę z chaosu z okresu upadku ZSRR. Słabość Rosji wykorzystuje Białoruś, gdzie umiera Łukaszenka, a jego syn po objęciu władzy nie cieszy się już takim autorytetem. Mamy 2032 rok, dochodzi do jakiejś formy okrągłego stołu a następnie demokratyzacji Białorusi, która będąc z trzech stron otoczona terytorium Unii Europejskiej w końcu też idzie ścieżką Mołdawii i rozpoczyna negocjacje akcesyjne, a w roku 2037 wchodzi do UE razem z resztą państw bałkańskich (poprzednie weszły w 2029 z Ukrainą i Mołdawią), Gruzją i Armenią. Wcześniej w Gruzji zmienia się reżim bo Rosja jest słaba i Kaukaz wraca na ścieżkę eurointegracji.
Wariant pesymistyczny: Ukraina ma sukcesy na froncie, ale w ukraińskich wyborach wygrywają eurosceptycy jak w Gruzji. Rosja odnosi sukces przez zahamowanie ukraińskich reform i negocjacji akcesyjnych
A wariant pesymistyczny? Ukraina nadal bombarduje Rosję, a polscy wolontariusze skupiają się na wożeniu humanitarki, która jednak systemowo niczego nie zmienia. Kraj pozostaje skorumpowany, zwłaszcza na granicy. Negocjacje akcesyjne stoją w miejscu. Ukraińcy kategorycznie nie zgadzają się na odejście od uprzywilejowanej roli prywatnych aut i na kosztowną reformę kolei i transportu publicznego, ani na wdrożenie unijnej polityki klimatycznej i środowiskowej. Sytuacja przypomina negocjacje akcesyjne Serbii i Bośni, które utknęły w miejscu.
Ukraińskie społeczeństwo zaczyna się radykalizować. Już w 2026 roku trwają antyimigranckie protesty przeciwko pracownikom z Indii. Ukraina łamie prawa osób LGBT i imigrantów, wzrasta popularność prawicy i konserwatystów, sceptycznych wobec UE. Reformatorzy i eksperci z Ukrainy i Polski są wyzywani od lewaków. Liczy się tylko siła, goła siła. Reformy, eksperci są uznawani za słabość, za frajerów. Podobnie myślą polscy „przyjaciele Ukrainy” wożący pomoc humanitarną, którzy coraz bardziej gardzą osobami pracującymi umysłowo, „zza biurka”. A w nas, ekspertach-reformatorach i dziennikarzach-analitykach wspierających ukraińskie reformy narasta frustracja – zajmujemy się tym tematem już 30 lat, a Ukraina znów trwoni swoje zdobycze.
W końcu dochodzi do jakiegoś dealu z nowym prezydentem JD Vancem, zawieszenia broni i wyborów. Zełeński nie przechodzi nawet do drugiej tury, wygrywa Załużny lub Budanow, ale otacza się radykałami-siłowikami, którzy nie skupiają się na reformach i pogardzają integracją europejską. Ukraina staje się krajem rządzonym twardą ręką przez wojskowych, z utrzymaniem a nawet wzrostem roli klanów oligarchicznych i systemowej korupcji w stylu rosyjskim. Z jednej strony rośnie dyscyplina w walce z Rosją, z drugiej – cofane są prawa obywatelskie. Który to już raz? Tak już było, za Kuczmy i Janukowycza, a nawet za Zełeńskiego.
Ukraina zaczyna przypominać Turcję Erdogana. Nadal jest sojusznikiem Zachodu, zwłaszcza militarnym, ale tak jak Turcja praktycznie wypada z integracji europejskiej. Ukraina zamknęła tymczasowo zaledwie kilka rozdziałów akcesyjnych. Od kilku lat nikt już nawet tych rozmów nie prowadzi, tak jak nie prowadzi się ich z Gruzją. Nie ma o czym.
Drodzy proukraińscy aktywiści, publicyści, wolontariusze – naprawdę takiej Ukrainy chcecie? Tej drugiej? Jeśli nie, szanujcie ekspertów-reformatorów i szanujcie wagę „trudnych, nudnych tematów”, takich jak reformy sektorowe w transporcie publicznym Ukrainy. O tym jest właśnie ten wybryk młodego ukraińskiego blogera nad Morskim Okiem. Ja wiem, że obrazki z kolejnej zrzutki dla Ukrainy czy z kolejnego transportu pomocy na front zawsze będą się lepiej klikać i budzić większe uznanie, niż żmudna praca nad pomocą Ukrainie w reformie jej regionalnego transportu publicznego na Zakarpaciu, pieszych przejść granicznych, reformy i podziału Ukrzaliznyci, szczegółów poszczególnych rozdziałów negocjacji akcesyjnych, czy wcześniej ruchu bezwizowego i kampanii „Wizy pięcioletnie dla Ukraińców i Białorusinów” albo skutecznych działań na rzecz włączenia Ukrainy do strefy „roaming like at home” (to również moje działania z przeszłości). Ale tym bardziej wy, proukraińscy aktywiści mający respekt i zasięgi dzięki działaniom „frontowym”, powinniście tłumaczyć, jak bardzo ważne są reformy i żmudna praca ekspertów oraz dziennikarzy-analityków od eurointegracji, bo finalnie od tego zależy sukces lub porażka Ukrainy.
Jakub Łoginow
Ważne tematy wymagają żmudnej pracy, która nie zawsze jest doceniana. Postaw kawę dla Jakub Łoginow – Lepszy transport publiczny – buycoffee.to i wspieraj ten portal – z góry dziękuję!
Równie ważną formą wsparcia finansowego portalu jest zakup ebooków z poniższej listy. Wpływy ze sprzedaży pozwalają na utrzymanie tej strony oraz na pokrycie kosztów funkcjonowania naszych działań na rzecz ukraińskich reform, integracji europejskiej, lepszego transportu publicznego. W tym na pokrycie kosztów hostingu, transportu (wyjazdy terenowe na obszary wykluczone komunikacyjnie, dojazd na spotkania związane z tematem petycji), promocji petycji w Internecie itp.
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka?
Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy
Nauka języków obcych:
Podręcznik języka ukraińskiego
Podręcznik języka białoruskiego
Podręcznik czeskiego słownictwa
