Remedium na paragony grozy i absurdalnie wysokie ceny latem nad zimnym Bałtykiem? Nie jeździć tam w wakacje i wybrać tańsze, cieplejsze miejsca nad wodą, dające dużo więcej frajdy – zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Takim miejscem jest Zemplínska Šírava we wschodniej Słowacji, położona zaledwie 270 km odległości drogowej od Krakowa (bliżej niż do Warszawy) i 220 km od Zakopanego. Nie bez powodu nazywana jest “słowackim Balatonem”, ze względu na ciepłą wodę, przyjemny klimat, widok na góry, dobre miejscowe wino i niskie ceny. Pobyt tu można połączyć ze zwiedzaniem pobliskich miast: Koszyc, Preszowa, Bardejowa, Użhorodu, Miszkolca czy Budapesztu, a także z łażeniem po górach – szlaki górskie zaczynają się tu na samej plaży i już po 20 minutach marszu możemy cieszyć się wspaniałymi widokami na całą okolicę. Miejsce jest dobre nie tylko na wakacje, ale też na wrzesień i październik, gdy trwa sezon winiarski, a woda w jeziorze jest jeszcze w miarę ciepła, bo jest tu dużo cieplej niż w Polsce.
Jak czytamy w Wikipedii: “Zbiornik Zempliński jest drugim co do wielkości sztucznym zbiornikiem wodnym Słowacji i dwunastym – Europy. Powstał w latach 1961–1966 po wzniesieniu ziemnej zapory długości 7346 m i wysokości 6–8 (maksymalnie 12) m. Powierzchnia lustra wody w zbiorniku wynosi 32,9 km², długość zbiornika – 11 km, szerokość do 3,5 km, przeciętna głębokość – 9,5 m, maksymalna głębokość – 14,7 m, objętość – 334 mln m³. Okolice Zemplínskiej Šíravy mają wyjątkowo ciepły klimat dzięki położeniu u południowych podnóży łańcucha wzgórz, z których najwyższe to Hrádok (163 m n.p.m.) i Biela hora (159 m n.p.m.). Położony kilka kilometrów na północ łańcuch Wyhorlatu osłania teren od zimnych północnych wiatrów. Nasłonecznienie sięga 2200 godzin rocznie. Wszystko to spowodowało, że tuż po zalaniu zbiornika nad jego brzegami zaczęły powstawać pierwsze ośrodki wypoczynkowe. W ciągu kilku lat na zachodnich i północnych wybrzeżach, w miejscowościach Biela hora, Hôrka, Kaluža, Kamenec, Klokočov i Paľkov, wybudowano wiele hoteli, moteli, ośrodków wypoczynkowych i kempingów, które w drugiej połowie lat 70. XX w. obsługiwały rocznie ok. jednego miliona gości.”.
Jezioro położone jest we wschodniej Słowacji, kilka kilometrów od miasta Michalovce, ok. 90 km na wschód od Koszyc i 30 km na zachód od Użhorodu. Do granicy węgierskiej jest stąd zaledwie 40 km w linii prostej. Klimat i wiele innych kwestii bardzo przypomina Węgry, dlatego porównanie z Balatonem czy Egerem jest bardzo na miejscu. W przeszłości przez prawie 1000 lat Słowacja tworzyła z Węgrami wspólne państwo i w tych okolicach bardzo to widać.

Miejscowości wypoczynkowe znajdują się na północnym brzegu jeziora (na mapie zaznaczone czerwoną kreską) – u stóp pasma górskiego Wyhorlat. To takie najdalej na południe wysunięte przedłużenie naszych Bieszczad. To oczywiście zupełnie inne góry niż Tatry czy Pieniny, bardziej przypominające Beskidy i oferujące zupełnie inne doznania estetyczne. Widoki są tu ciekawe i inne niż w innych górach dzięki efektowi kontrastu – góry wyrastają tu wprost z rozległej równiny, ogromnej Kotliny Karpackiej, obejmującej niemal całe Węgry wraz z ich bliską zagranicą i sięgającej aż po Serbię, Chorwację i Wiedeń. Co ważne, na szlakach górskich nie ma tu tłumów typowych dla Tatr i Zakopanego, polskiego wybrzeża czy nawet polskich Bieszczad, a spokojny południowy luz tych terenów pozwala całkowicie się wyluzować. Wycieczki górskie będą idealne również dla osób o słabszej kondycji, dzieci i osób starszych, bo nieraz wystarczy tu podejść relatywnie nisko, by już osiągnąć fajny punkt widokowy. Na taki mały spacer górski można się zatem wybrać nawet o 17:00, po nim wykąpać się w ciepłych wodach jeziora, a wieczór spędzić przy winie lub tanim słowackim piwie w otwartych nawet do 3 w nocy knajpkach nad jeziorem, co jest ewenementem jak na słowackie warunki.


Niektóre ujęcia znad jeziora sprawiają, że można się tu poczuć jak w Chorwacji. Wszystko za sprawą połączenia gór i wody oraz charakterystycznego półwyspu, urozmaicającego linię brzegową. Chorwacki klimat przypominają też liczne porty jachtowe, są tu też przystanie dla statków wycieczkowych. Plaże są tu niestety kamieniste (jak w Chorwacji), ale na szczęście kamienie na dnie to okrąglaki, które nie kaleczą stóp. Możemy zatem bez obaw wchodzić do wody, nie potrzeba tu żadnych butów do pływania.

Na całym północnym brzegu jeziora znajduje się bardzo rozwinięta baza wypoczynkowa. Właściwie cały pas na długości ok. 10 km to miejscowości rekreacyjne, w których znajdziemy zarówno fajne hotele i pensjonaty (w przystępnych cenach – inaczej niż w Kołobrzegu czy Sopocie), jak i liczne tanie domki, campingi czy kwatery prywatne. Pensjonaty i hotele są dostępne na Bookingu, te tańsze i mega tanie opcje – głównie poza serwisami rezerwacyjnymi. Wiele z nich można znaleźć już na miejscu. Niegłupią opcją jest zatem zarezerwowanie noclegu na kilka dni przez Booking lub któryś ze słowackich serwisów (np. Ubytovanie.sk), a później przedłużenie pobytu poprzez znalezienie jakiegoś domku podczas spacerów po okolicy.
Dojazd do miejscowości wypoczynkowych i zwiedzanie okolicy nie wymaga auta, choć oczywiście można przyjechać tu własnym samochodem i nie ma wówczas problemu z bezpłatnym parkowaniem i znalezieniem miejsca. W okolicy funkcjonuje znakomity regionalny transport publiczny. Najbliższe miasto to 40-tysięczne Michalovce, nazywane stolicą Dolnego Zemplina (regionu, w którym jest jezioro). Samo miasto nie jest jakoś szczególnie atrakcyjne, choć oczywiście można się tu wybrać na spacer na deptak, na zakupy w licznych supermarketach i galeriach handlowych czy zwiedzić tutejsze muzea. Michalovce to przede wszystkim ważne lokalne centrum logistyczne i przesiadkowe. Do miasta dojedziemy w miarę szybko, wygodnie i tanio pociągiem z Koszyc, a z jedną szybką przesiadką w Koszycach z praktycznie całej Słowacji – z Bratysławy, Żyliny, Liptowskiego Mikulasza, Rużomberka, Popradu, Bardejova, Preszowa. Na dworcu kolejowo-autobusowym w Michalovcach (oznaczonym w wyszukiwarkach i rozkładach jazdy jako “Michalovce Terminal”) przesiadamy się na lokalne autobusy, kursujące często, zgodnie z rozkładem jazdy (inaczej niż na Podhalu) i przede wszystkim – nowoczesne i komfortowe. Od kilku lat w regionie funkcjonuje system szybkich przesiadek drzwi w drzwi. Nawet gdy na przesiadkę mamy kilka minut, z reguły nie musimy się obawiać, że nie zdążymy – pociągi i autobusy są ze sobą skomunikowane (na razie pociąg z pociągiem i autobus z autobusem, docelowo również pociąg-autobus). W Koszycach znajduje się centralna dyspozytornia na całą wschodnią Słowację, która ma podgląd na monitorach na położenie autobusów w całym Kraju Koszyckim i Kraju Preszowskim i pilnuje, by w razie spóźnienia kierowca poczekał na pasażerów innego autobusu lub pociągu. Rozkłady jazdy można znaleźć w uniwersalnej wyszukiwarce www.cp.sk.
Za bilet autobusowy płaci się u kierowcy, można płacić gotówką lub kartą. Można też korzystać z aplikacji i biletów sieciowych. Bilet na pociąg można kupić w internecie na stronie Kolei Słowackich www.zssk.sk, w aplikacjach (np. Fertiq), przez SMS lub w kasach biletowych na dworcach. Ale uwaga – kasy biletowe są już tylko na większych słowackich dworcach, np. w Michalovcach, Koszycach, Popradzie, a na mniejszych stacjach są zlikwidowane. Za zakup biletu w kasie i u konduktora jest dodatkowa opłata. W niektórych pociągach lokalnych nie można kupić biletu u konduktora.
Ceny noclegów i gastronomii są tu dużo niższe, niż na Mazurach i nad Bałtykiem. Jest tu bardzo rozwinięta baza gastronomiczna – raczej nie drogie restauracje, ale w miarę tanie i swojskie bary i bufety. Cena dobrego lanego czeskiego lub słowackiego piwa w knajpie to ok. 2-3 euro, czyli 8,8 – 14 złotych. Dla porównania, w Zakopanem piwo w knajpie kosztuje już 16-18 zł lub więcej, a nad Bałtykiem zazwyczaj już powyżej 20 złotych. Dużo tańsze niż w Polsce jest również piwo czy wino kupione w słowackim sklepie. Standardowa cena piwa to 40-60 centów, a całkiem dobre słowackie wino można kupić za 3-4 euro – i jest ono lepsze, niż zagraniczne wino za 30-40 złotych z polskich sklepów. Polecam zwłaszcza wino Modra Frankovka i Alibernet. Ale uwaga – w samych miejscowościach wypoczynkowych często nie ma sklepu, zatem zakupy należy zrobić w Michalovcach lub w wioskach ze stałymi mieszkańcami (np. Vinne).
Atmosfera jest tu raczej umiarkowanie imprezowa, swojska, wakacyjna. Można zrobić grilla czy ognisko, a w tle raczej nie leci muzyka poważna. Są tu również droższe hotele i ośrodki, ale raczej nie jest to miejsce dla osób, które wybierają drogi modny hotel w Kołobrzegu za 1500 złotych od osoby za nocleg. Tego typu bardziej wyszukane, spokojne, eleganckie i elitarne miejsce również jest kilka kilometrów stąd – to Viniarskie jazero (Jezioro Winiarskie). Wygląda trochę jak Morskie Oko lub Szczyrbskie Pleso, malowniczo położone pośród gór, z tym że otoczone dobrej jakości hotelami, pensjonatami i restauracjami. I w odróżnieniu od jezior tatrzańskich można się tu kąpać i woda jest ciepła. Nad to małe jezioro również dojeżdżają autobusy (często), relacji Michalovce – Vinne, Jazero.

Podsumowując, jeżeli nie jesteś snobem i chcesz po prostu mieć fajne wakacje, zamiast Bałtyku czy innych drogich miejsc warto wybrać Zemplinską Szirawę. Wyjdzie cztery razy taniej – a fajniej i z gwarancją dobrej podody i dobrej zabawy. A że nie zaszpanujemy takim pobytem wśród znajomych? Nie jest powiedziane. Można zwiedzić okolicę, wyskoczyć do Koszyc czy na Węgry, pobyć w górach i pokazać, że jest się samodzielnie myślącym człowiekiem, który nie jedzie tam gdzie wszyscy i potrafi samodzielnie odnajdywać dobre miejsca. To nie sztuka jeść absurdalnie drogiego dorsza w Jastarni lub Sopocie, który w dodatku nie jest dorszem i zamiast być złowiony w Bałtyku, został kupiony przez restaurację w pobliskim Lidlu. Kołobrzeg, Władysławowo, Sopot i Jastarnia są fajne i wartościowe poza sezonem – w październiku, kwietniu, nawet zimą, choć oczywiście nie da się wtedy kąpać (chyba że jesteś morsem) ani wylegiwać na plaży. Pchać się nad Bałtyk w wakacje, przy tak absurdalnej drożyźnie – to trochę nonsens, gdy tak blisko są do dyspozycji inne, fajniejsze i dużo tańsze miejsca.
Z Zakopanego do Popradu i z Krynicy do Bardejova można dojechać autobusami transgranicznymi, a dalej pociągami i autobusami. Rozkład jazdy na www.cp.sk Szczegóły jak dojechać i podróżować po Słowacji oraz z wykorzystaniem tanich samorządowych autobusów transgranicznych – w moim ebooku Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym.
Jakub Łoginow
Ważne tematy wymagają żmudnej pracy, która nie zawsze jest doceniana. Postaw kawę dla Jakub Łoginow – Lepszy transport publiczny – buycoffee.to i wspieraj ten portal – z góry dziękuję!
Równie ważną formą wsparcia finansowego portalu jest zakup ebooków z poniższej listy. Wpływy ze sprzedaży pozwalają mi na przygotowywanie materiałów dziennikarskich oraz pokrycie kosztów funkcjonowania portalu. Zachęcam do nauki języka ukraińskiego, słowackiego, białoruskiego z moich ebooków. Zakarpacie i Słowację opisałem w przewodniku Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym – również zachęcam do zakupu i lektury.
Słowackie Tatry i inne góry transportem publicznym
Nieznany sąsiad. Podręcznik współpracy polsko-słowackiej
Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka?
Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy
Nauka języków obcych:
Podręcznik języka ukraińskiego
Podręcznik języka białoruskiego
Podręcznik czeskiego słownictwa
