Województwo Małopolskie wraz z partnerami słowackimi zastanawia się nad przyszłością połączeń transgranicznych na trasie Chochołów – Zakopane – Stary Smokowiec, uruchomionych pod koniec kwietnia 2025 roku. Inicjatywa, o którą starano się od blisko dekady, cieszy się ogromnym zainteresowaniem zarówno polskich, jak i słowackich podróżnych. Problem w tym, że większość potencjalnych pasażerów rezygnuje z przejazdu w chwili, gdy dowiaduje się, że obecnie kursują zaledwie dwie pary autobusów dziennie.
Eksperci i przedstawiciele inicjatywy obywatelskiej Polska–Słowacja–autobusy podkreślają, że w takiej formule projekt nie ma szans na sukces. – Tak nigdzie w Europie nie funkcjonuje profesjonalny transport publiczny. Aby połączenie mogło się rozwijać, potrzebna jest zdecydowanie większa częstotliwość kursów – wskazuje autor analizy przesłanej do urzędu marszałkowskiego.
Dokument opiera się zarówno na badaniach opinii pasażerów, jak i na doświadczeniach z Niemiec, Austrii czy Czech, gdzie tego typu transgraniczne połączenia autobusowe funkcjonują z powodzeniem. Wynika z niego jasno, że aby oferta była atrakcyjna i realnie konkurowała z transportem indywidualnym, potrzebnych jest co najmniej osiem kursów dziennie – w tym rano, w południe oraz wieczorem.
Dzięki temu linia mogłaby służyć nie tylko turystom, planującym jednodniowe wycieczki w Tatry, lecz także mieszkańcom pogranicza, którzy chcą dojechać do pracy, szkół czy instytucji po obu stronach granicy. Według ekspertów zwiększenie liczby kursów nie tylko podniosłoby frekwencję, ale też zapewniło długofalową stabilność i względną rentowność całemu przedsięwzięciu.
Groźba likwidacji pod pretekstem „alibi busu”
Departament Infrastruktury Drogowej i Transportu nie wyklucza nawet likwidacji tej linii, jeżeli nie znajdą się nowe rozwiązania finansowe. Sugestia taka padła ze strony kierownictwa departamentu podczas spotkania z przedstawicielami Kraju Preszowskiego, integratora transportu IDS Východ oraz Miasta Wysokie Tatry, które odbyło się 4 czerwca 2025 roku w Starym Smokowcu.
Jakub Łoginow, ekspert ds. europejskich systemów transportu transgranicznego, badający podobne systemy w Niemczech, Austrii, Republice Czeskiej i na Słowacji w ramach pracy naukowej, uważa takie sugestie za niepoważne. – Tego typu podejście opisał już przed laty Karol Trammer w swojej książce Ostre cięcie. Jak niszczono polską kolej. Władze często utrzymują symboliczne, iluzoryczne połączenia, które są tylko „alibi zugiem lub alibi busem” – mającym dawać wrażenie, że transport istnieje, podczas gdy w praktyce jego oferta jest tak ograniczona, że pasażerowie rezygnują z korzystania, gdyż zwyczajnie nie da się z niej sensownie korzystać. Tu mamy przykład – gdyby Słowacy chcieli wybrać się tym autobusem na wycieczkę w Polskie Tatry, mają na miejscu tylko trzy godziny, co uniemożliwia jakąkolwiek wycieczkę górską, nawet w dolinki. Polacy udający się tym autobusem w słowackie Tatry, muszą wrócić już o 15, czyli nie wyjdą na żaden popularny szczyt tatrzański, bo nie zdążą na autobus powrotny. To błędne koło: mała oferta zniechęca do podróży, a potem służy jako pretekst do likwidacji. – podkreśla badacz.
Jak dodaje naukowiec, od 2023 roku prowadzone są z jego udziałem poważne badania naukowe dotyczące transportu transgranicznego oraz opinii pasażerów i ich wyniki są jednoznaczne. – Wyrażam ubolewanie, że przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego nie znaleźli czasu, by skontaktować się w tej sprawie z naukowcami, w tym zwłaszcza ze mną, mimo iż od lat zajmuje się tym tematem i mogę dostarczyć konkretnych danych, w tym wykresów, wyników analiz statystycznych. Co istotne, badania naukowe autobusów transgranicznych, do których tak lekceważąco odnosi się Urząd Marszałkowski, prowadzę nie jednoosobowo, ale pod kierunkiem doświadczonych profesorów i statystyków, z 20-30-letnim doświadczeniem międzynarodowym w obszarze transportu, zarządzania i statystyki, na renomowanej uczelni. Dowiedziałem się także, że na spotkaniu 4 czerwca padły obraźliwe i lekceważące uwagi pod moim adresem ze strony jednego z dyrektorów, który nazwał mnie aktywistą, w pejoratywnym kontekście. Sytuację dodatkowo komplikuje podejście niektórych urzędników i polityków, które w cywilizowanych państwach byłoby trudne do wyobrażenia. Lekceważenie ekspertyz naukowych wydaje się wynikać z obaw, że konsultacje z badaczami mogłyby ujawnić luki w wiedzy decydentów. Tymczasem korzystanie z opinii ekspertów jest standardem w profesjonalnym procesie decyzyjnym i dowodem dojrzałości administracji. Próby umniejszania kompetencji naukowców czy insynuowania złych intencji są natomiast nie do przyjęcia w regionie aspirującym do wdrażania europejskich standardów transportowych. Taki kontakt był i jest natomiast ze strony słowackich samorządowców, urzędników państwowych i ekspertów, z którymi jestem w stałym dialogu i którzy znacznie poważniej podchodzą do wiedzy naukowej. Chętnie dowiedziałbym się, jaką wiedzę ekspercką i osiągnięcia naukowe w kwestii europejskich autobusów transgranicznych ma pan dyrektor Krystian Zieliński, skoro neguje moje kompetencje w tym zakresie. Liczę zatem, że panowie marszałkowie Łukasz Smółka i Witold Kozłowski, których cenię za profesjonalizm, zdyscyplinują swoich podwładnych i spowodują większą otwartość na wiedzę naukową i wieloletnie międzynarodowe doświadczenie praktyczne – zaznacza badacz.
Polska biurokracja kontra słowackie otwarcie
Naukowiec podkreśla, że zasadnicza różnica w podejściu widoczna jest po obu stronach granicy. – Słowaccy samorządowcy, zwłaszcza z Kraju Preszowskiego i Miasta Wysokie Tatry, traktują rozwój transportu transgranicznego priorytetowo. Są otwarci na dialog, zlecają badania, analizują opinie pasażerów i starają się wyciągać wnioski. W Polsce tymczasem wciąż dominuje podejście biurokratyczne: zamiast szukać rozwiązań, łatwiej mówi się o likwidacji połączenia lub ograniczaniu wydatków kosztem pasażerów – zauważa ekspert.
Zdaniem analityka, to właśnie ta różnica w mentalności i w kulturze administracyjnej sprawia, że w Czechach, Austrii czy Niemczech podobne projekty nie tylko się utrzymują, ale też dynamicznie rozwijają w pełnoprawne systemy transportowe. – Na Słowacji widzę zrozumienie, że transport publiczny jest inwestycją w rozwój regionu, turystykę i spójność społeczną. W Małopolsce niestety nadal funkcjonuje myślenie, że jest to jedynie koszt, który można łatwo skreślić z budżetu – podkreśla badacz.
Słowackie władze już zapowiedziały, że będą wspierać dalszy rozwój linii Chochołów – Zakopane – Stary Smokowiec i liczą na to, że po stronie polskiej pojawi się równie poważne podejście. W ostatnim czasie przeprowadzili m. in. intensywne działania promocyjne oraz konsultacje publiczne, których celem było zebranie opinii pasażerów. Wyniki konsultacji są jednoznaczne – Słowacy chcą korzystać z tego połączenia, ale jeżeli będzie większa częstotliwość połączeń, bo obecna oferta uniemożliwia im jakikolwiek sensowny wyjazd do Polski zarówno w celach zawodowych czy edukacyjnych, jak i turystycznych czy rekreacyjnych. – Jeśli partnerzy z Krakowa nie dostrzegą potencjału tej inwestycji, to z perspektywy słowackiej pozostanie to niezrozumiałe i trudne do zaakceptowania. Widzimy ogromny ruch turystyczny, realne potrzeby mieszkańców i chcemy je zaspokajać – powiedział przedstawiciel Miasta Wysokie Tatry podczas czerwcowego spotkania.
Komentarz
Losy linii A15 mogą stać się papierkiem lakmusowym jakości współpracy polsko-słowackiej i sprawdzianem dojrzałości polskich władz regionalnych. Od tego, czy Małopolska zdecyduje się na rozwój połączeń, czy też zadowoli się „alibi busem” i symboliczną ofertą, zależy nie tylko przyszłość turystyki w Tatrach, ale i kształt transportu transgranicznego w całym regionie.
Z analizą przesłaną urzędowi marszałkowskiemu można się zapoznać tutaj:
