/Przystanek kolejowy na Olszy: miasto powinno wpisać tę inwestycję do budżetu na 2018 rok

Przystanek kolejowy na Olszy: miasto powinno wpisać tę inwestycję do budżetu na 2018 rok

W czerwcu 2017 roku Rada Miasta Krakowa stosunkiem głosów 41:0 przyjęła zgłoszoną przez Andrzeja Hawranka uchwałę kierunkową w sprawie budowy przez miasto tymczasowych przystanków kolei miejskiej na małej i dużej obwodnicy kolejowej. Tymczasowość przystanków miała być tylko z nazwy, co podkreślali inicjatorzy uchwały (klub Platformy Obywatelskiej). Chodziło o to, żeby budowę peronów rozłożyć na dwa etapy: w pierwszym zrobić podstawową infrastrukturę, z której można byłoby korzystać już tej jesieni (stąd ta tymczasowość), a następnie już w 2018 roku uzupełnić ją o pozostałe elementy, w tym udogodnienia dla niepełnosprawnych.





Wiceprezydent do spraw inwestycji Tadeusz Trzmiel swoim zwyczajem znalazł pretekst, by uchwały nie zrealizować. Jak twierdzi, „nie da się” zrealizować budowy przystanków w trybie szybkim, który umożliwiłby korzystanie z tych peronów podczas trwającej właśnie modernizacji głównej linii średnicowej. Zdaniem prezydenta, na tym sprawa jest zakończona. Niezupełnie.

Z argumentami o tym, że wariant tymczasowy nie jest możliwy, będziemy jeszcze polemizować: Ministerstwo Infrastruktury już w 2015 roku zaproponowało taki wariant, o czym można przeczytać w odpowiedzi na interpelację złożoną w tej sprawie przez posła Jerzego Meysztowicza. Ale załóżmy na razie, że prezydent Trzmiel ma rację i zbudować trzeba od razu „pełnoprawną” infrastrukturę, co potrwa kilkanaście miesięcy i będzie kosztować ok. 30 milionów złotych za każdy z przystanków. To rzeczywiście dużo więcej, niż te około 6 milionów złotych, które według prezesa Kolei Małopolskich należało wydzielić w drodze nowelizacji bieżącego budżetu.

Skoro tak, decyzja prezydenta Trzmiela powinna być tylko jedna: należy już teraz wybrać dwie najpotrzebniejsze lokalizacje na małej obwodnicy kolejowej i jeszcze w tym roku wydzielić środki na prace projektowe i dokumentację. Planując budżet na 2018 rok, miasto powinno przeznaczyć około 50 milionów na ich budowę w 2018 roku. Przy sprawnej organizacji, prace budowlane mogłyby się zacząć wiosną 2018 roku i zakończyć latem lub jesienią. Dzięki temu już jesienią przyszłego roku po Małej Obwodnicy ruszyłyby pociągi Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej. Nie potrzeba do tego trwających trzy lata analiz, gdyż lokalizacja przystanków jest oczywista: powinny one powstać na przecięciu z głównymi ulicami, m. in. przy ulicy Pilotów, Mogilskiej czy Alei Pokoju. Chcą tego mieszkańcy, radni i władze województwa, a lokalizacje przystanków są zapisane w przyjętych przez radnych uchwałach: nie tylko miejskiej, ale też kilku rad dzielnic.

Należy też dodać, że zarówno marszałek, jak i prezes Kolei Małopolskich wielokrotnie podtrzymywali wolę puszczenia pociągów SKA po małej obwodnicy kolejowej. To wystarczający argument, by nie czekać na studium wykonalności, które i tak wykaże to, co jest dla wszystkich oczywiste. Przy czym liczy się czas: wkrótce przepustowość linii średnicowej zostanie poważnie ograniczona. Oczywiście źle się stało, że pociągi SKA nie pojadą przez Olszę już w tym roku, moim zdaniem było to całkiem realne. Tym bardziej jednak miasto powinno zrobić wszystko, by pojechały pod koniec 2018 lub na początku 2019 roku, a nie, jak tego chce Trzmiel – kilka lat później. Analogicznie, prezydent powinien już w tym budżecie (poprzez odpowiednie przesunięcia) znaleźć środki na modernizację stacji Kraków Lubocza, zgodnie z poprawką zgłoszoną przez radnych Michała Drewnickiego i Andrzeja Mazura.

Decyzja powinna być oczywista – zapisanie środków na budowę przystanków w projekcie budżetu na 2018 rok i rozpoczęcie konkretnych prac przygotowawczych jeszcze w tym roku. Tak powinna wyglądać realizacja uchwały kierunkowej, która, przypomnijmy, została przyjęta jednogłośnie przy olbrzymim poparciu społecznym. Krakowianie chcą kolei na małej i dużej obwodnicy, a sceptycyzm prezydenta Trzmiela przyjęli z ogromnym rozczarowaniem. Pojawienie się problemów z szybką realizacją uchwały nie oznacza, że należy tę sprawę odłożyć do około 2022 roku, jak chciałby tego wiceprezydent. Dodajmy też, że dla budowy kontrowersyjnych inwestycji drogowych prezydent Trzmiel wcale nie potrzebuje studiów wykonalności, tylko realizuje te inwestycje na podstawie zwykłej decyzji politycznej, nie podpartej wieloletnimi badaniami. To tylko potwierdza, że studium wykonalności dla kolei miejskiej wcale nie jest niezbędne – dobrze, że powstanie (przez wiele lat wnioskował o to radny Włodzimierz Pietrus), ale i tak wykaże ono to, co już i tak wiemy. Warto też zadać pytanie, dlaczego przez tyle lat prezydent Trzmiel odrzucał propozycję radnego Pietrusa: o ile dalej bylibyśmy w temacie kolei miejskiej, gdyby nie sceptycyzm Trzmiela wobec kolei miejskiej i transportu zbiorowego w ogólności.

Temat będziemy drążyć, zwłaszcza w kontekście zbliżających się prac nad przyszłorocznym budżetem.

Jakub Łoginow

Publicysta i dziennikarz interwencyjny. Współautor (wraz z Dariuszem Partyką) projektu „uchwały przystankowej”, wraz z Sebastianem Piekarkiem i Dariuszem Partyką prowadzi profil „Kolej na Kraków”: https://www.facebook.com/kolejnakrakow/ Współpracuje z Urzędem Marszałkowskim przy organizacji transgranicznych linii autobusowych na Słowację: www.facebook.com/polskaslowacja Założyciel i redaktor portalu „Port Europa”
TT: www.twitter.com/KubaLoginow